Przytaczam za „Opoką” z dn. 20. 03. 2020 r. (pismo Diecezji Kaliskiej) artykuł Aleksandry Polewskiej-Wianeckiej o cudzie uratowania Moskwy i w konsekwencji odwrocie hitlerowskich sił zbrojnych z ogarniętych paniką klęski zachodnich terenów Sowieckiej Rosji, w grudniu 1941 r. W ten sposób, karta wojny zaczęła się odwracać. Niezwykłe, niewytłumaczalne „osłabienie żołnierzy niemieckich” w ostatnich chwilach przed zajęciem Moskwy (wojska te były już o 8 km. od sowieckiej stolicy) nie da się wytłumaczyć inaczej, jak cudem wyproszonym u Boga przez Maryję.

Matka Boża Tichwińska – ikona z XIV w. uważana za cudowną, z Monastyru Zaśnięcia Matki Bożej w Tichwinie, okręg Sankt Petersburski
Do zamieszczenia tego tekstu skłania mnie nie tylko histeryczna już wręcz rusofobia, która ogarnia Polskę – a dyktowana, kompletnie wbrew polskim interesom strategicznym, przez będące kontynuatorami głupiej przedwojennej mentalności sanacyjnej, ośrodki propagandowe pisiorskie i pisofilne, Prezydenta RP nie wyłączając. Czynnikiem sprawczym była jednak mająca miejsce w tych dniach wymiana opinii z pewnym pisolubnym arogantem, zaprzysięgłym wrogiem Putina i wielbicielem Ukrainy, która przecież „za nas walczy z sowietami”. Gdy mu opowiedziałem w skrócie niżej przytoczoną historię, wybuchł szyderczym rechotkiem, że co jak co ale w opowiastkę o Stalinie kierującym się zaleceniami Matki Bożej, to on nie uwierzy.
Taki to dziś mamy niedouczony i nieoczytany plebs, do niedawna wielbiony przez świat jako “bohaterowie wolności” a dziś święcie wierzący, że wywrzaskiwanie na Putina, dalsze fasowanie Ukrainy z naszych zasobów i wiszenie u łaskawej klamki Waszyngtonu to gwarantowany sposób na nasze bezpieczeństwo. Głupota ta – zwłaszcza w kontekście obecnego upadku znaczenia USA, a także polskich złych doświadczeń historycznych ze Stanami Zjednoczonymi, zdradzieckiej konferencji w Jałcie nie wyłączając – nie znajduje dla siebie odpowiedniego miana.
————————————————–
Maryja w samolocie Stalina
8 grudnia 1941 roku nad Moskwą szaleje śnieżyca. Stalin wzywa swego osobistego pilota Aleksandra Gołowanowa i rozkazuje mu szykować się do lotu. Gołowanow ma trzykrotnie zatoczyć krąg na moskiewskim niebie. Jest przerażony, próbuje tłumaczyć wodzowi, że w taką śnieżycę nie da się latać. Pogoda jest bardzo dobra – słyszy w odpowiedzi. Wchodzi na pokład samolotu i widzi w jego wnętrzu czterech pasażerów: trzy zakonnice oraz prawosławnego patriarchę trzymającego z namaszczeniem w dłoniach ikonę Matki Bożej Tichwińskiej.
Niech się pan nie boi, nic nam się nie może stać, kiedy Matka Chrystusa z nami leci – uspokaja go patriarcha, a zaraz potem dodaje: „Mam prośbę, proszę lecieć tak żeby silniki samolotu nie pracowały za głośno. Siostry będą modlić się głośno i nie byłoby dobrzę tę modlitwę zagłuszać”. Gołowanow nie wie co myśleć. Kiedy udaje mu się wznieść w powietrze, robi co może by się w nim utrzymać. Nie wie czy mu się wydaje, ale silniki pracują zaskakująco cicho. Samolot (amerykański Douglas) z ikoną Matki Bożej Tichwińskiej zatacza trzy kręgi nad Moskwą. Po ulicach miasta, w tym samym czasie idzie procesja z ikoną Matki Bożej Kazańskiej. Gdy Gołowanowi udaje się szczęśliwie wylądować pyta patriarchę, czemu miał służyć ten ryzykowny lot. Dowiaduje się, że Matka Boża zleciła jego wykonanie Stalinowi. Obiecała, że jeśli będzie jej posłuszny, Niemcy nie zdobędą Moskwy. Pilot zastanawia się, czy nie zwariował.
Niemcom brakło sił
Wiosną 1941 roku, sowiecka kampania antyreligijna trwa już niemal od ćwierć wieku.
I trwałaby być może nieprzerwanie jeszcze dłużej, gdyby 22 czerwca na Związek Radziecki nie najechały wojska Hitlera. Stalin jest oszołomiony atakiem. Nie tak przecież umawiał się führerem. Póki trwa ciepła pora roku, Niemcy prą do przodu niczym przysłowiowa strzała. Radziecki wódz robi co może, by zjednywać sobie naród, by zaraz potem wysyłać go na front. Między innymi decyduje się wyciszyć wojnę z prześladowaną od lat Cerkwią prawosławną (a raczej jej resztkami), bo Kościół katolicki od lat 20. w zasadzie nie istnieje w bolszewickiej Rosji. Ulega rozwiązaniu Związek Wojujących Bezbożników (i już nigdy nie odrodzi się w tak radykalnej formie), zawieszona zostaje działalność czołowych, antyreligijnych czasopism, wierni prawosławni nie muszą już modlić się w ukryciu, a władze nieśmiało odnawiają stosunki z patriarchami. Wieczorem, 2 grudnia 1941 roku, Wehrmacht dzieli od Moskwy zaledwie 8 km. Z miasta ewakuowano urzędy centralne i ministerstwa, w zakładach, produkujących na potrzeby wojny, brakowało ludzi, ponieważ każdy, kto mógł i czym mógł starał się opuścić miasto. Na dworcach w dantejskich scenach ludzie usiłowali zdobyć miejsce w pociągach. Do Kujbyszewa ewakuowano mumię Lenina z mauzoleum. Zachwycony tym wszystkim Hitler nieoficjalnie ogłasza w Rzeszy, że Sowiecka Rosja została zdobyta. Tymczasem jego żołnierze zatrzymują się 8 km przed Moskwą. Nie mają sił iść dalej. Co to właściwie znaczy, że żołnierze nie mają sił, kiedy od Moskwy dzieli ich przysłowiowy rzut kamieniem? To jakieś kpiny! – komentują zachowanie wojska berlińscy wojskowi.
Eliasz – przyjaciel Rosji
Przyjaciół Rosja miała wtedy niewielu – pisze w swej książce opisującej cudowne ocalenie Moskwy Nikołaj Błochin. – Najlepszym i najważniejszym z nich okazał się wówczas Metropolita Gór Libanu Eliasz Karam. Po wybuchu II wojny światowej Eliasz zaczął się żarliwie modlić o ratowanie Rosji przed zagładą. Postanowił prosić Matkę Bożą o otwarcie i wskazanie drogi ratunku dla Rosji. Zszedł do kamiennej piwnicy klasztoru, w której nie było nic oprócz ikony Matki Bożej. Zamknął się w niej bez jedzenia i picia, nie spał, ale bez przerwy, gorąco modlił się przed Ikoną Matki Bożej. Codziennie rano Metropolicie przynoszono zestawienie z podaniem liczby zabitych na frontach i o tym, jak daleko doszli Niemcy. Po trzech dniach czuwania i modlitwy objawiła mu się w słupie ognia Bogurodzica i powiedziała, że jako prawdziwy orędownik i przyjaciel Rosji, został on wybrany do przekazania narodowi rosyjskiemu woli Bożej. Jeżeli wszystko, co zostało przez Boga ustalone, nie będzie spełnione, to Rosja z pewnością zginie. Matka Boża przekazała Eliaszowi następujące warunki:
- W całym kraju powinny być otwarte świątynie, klasztory, seminaria i akademie duchowne; 2. Kapłani powinni wrócić z frontu, łagrów i więzień i zacząć pełnić służbę w świątyniach; 3. Teraz przygotowuje się poddanie Leningradu – oddawać go nie można. Niech wyniosą cudowną Ikonę Matki Bożej Kazańskiej i przejdą z nią w procesji Drogi krzyżowej wokół miasta, to żaden wróg nie stanie na jego świętej ziemi. Jest to miasto wybrane; 4. Przed Ikoną Matki Bożej Kazańskiej należy odprawić nabożeństwo w Moskwie; 5. Następnie ikona powinna być w Stalingradzie, poddawać którego wrogowi nie można; 6. Ikona Kazańska powinna iść z wojskiem do granic Rosji; 7. Kiedy wojna się skończy, metropolita Eliasz powinien przyjechać do Rosji i opowiedzieć o tym, jak została ona uratowana.
Eliasz skontaktował się z przedstawicielami rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej i rządem radzieckim i przekazał im wszystko, co zostało podane w objawieniu. Stalin wezwał do siebie metropolitów z Leningradu Aleksego i Sergiusza i obiecał wykonać wszystko, co przekazał metropolita Eliasz, ponieważ nie widział już żadnej szansy na uratowanie sytuacji.
Cerkiew potwierdza
Opisana powyżej historia wydaje się nieprawdopodobna, jednak jej potwierdzenie można znaleźć m.in. na witrynie rosyjskiej Cerkwi prawosławnej. Zachowała się też do dziś szczegółowa relacja pilota Gołowanowa, którą spisał Nikołaj Błochin i przedstawił w wywiadzie dla Russian Line. W sowieckiej Rosji miało miejsce wiele cudów, ich historie dopiero od niedawna wyciągane są na światło dzienne.
Aleksandra Polewska – Wianecka
zamieścił: Pokutujący Łotr

Zadał Pan bobu.
No, bo jak to – dla przeciętnego konsumenta sensu – w 1920, to biła bolszewika, a po 21 latach, go broniła.
Tu jest test, dla 95% obywatelstwa, skonstruowany jako, dysonans poznawczy.
Ale, to może być wiarygodne i to może dawać nam obecnie nadzieję.
Jako dziecko, zawsze zastanawiałem się nad skalą katastrofy armii czerwonej w 1941r. i równie dziwacznego odwrócenia zwrotu wektora.
Z czasem, zaczęliśmy cokolwiek pojmować.
My odczytujemy czas i wydarzenia linearnie, w sekwencji następstw, bo tak jest zbudowane nasze postrzeganie przyczynowo-skutkowe. Dlatego tak ważna jest pokora, bo wtedy przyjmujemy niejako Bożą logikę zamiast własnej, opartej na naszych ubogich zmysłach i wtłoczonej w ramy pitagorejskiego rozumowania. Przez te ograniczenia ludzkiego umysłu, niektóre działania Boga zdają się nam “nielogiczne”, np. tak jak Pan powiedział: że z jednej strony Maryja w 1920 r. rozgramia bolszewików, a dwie dekady później broni naczelny bastion komunizmu przed Niemcami.
Bóg żyje poza czasem. On jest Twórcą i Zarządcą czasu, dla Boga sprawy toczą się inaczej niż w naszej psychice. On nie potrzebuje sekwencji następczych bo widzi wszystko jednocześnie: i straszne zbrodnie komunistów, ale zarazem trwającą przez wieki olbrzymią ofiarę krwi i męczeństwa wierzącego ludu prawosławnego, który ginął w biedzie i męce a niejednokrotnie w egzekucjach i zsyłkach, zwłaszcza duchowieństwo, ale z Bogiem na ustach. I z rachunku tego zła, ale i dobra, Bóg nieskończenie sprawiedliwy zsyła nam dopusty, lub zamiast tego łaski. Dlatego tak ważna jest nasza modlitwa, bo wtedy Maryja i inni święci mogą w naszym imieniu interweniować i odmieniać Boże wyroki lub je odsuwać w czasie (w naszym rozumieniu czasu ma się rozumieć). Teraz tak się właśnie dzieje z zapowiedzianymi już od lat wielkimi dopustami m.in. na Polskę w postaci katastrof naturalnych, epidemii, głodu itp. Jednak dzięki grupom żarliwie modlitewnym , pielgrzymkom, ofiarom, o których nawet nie wiemy, jest to przez Boga odmieniane i zamiast Planu A, daje Plan B, Plan C, i wtedy np. dopusty bezpośrednie stają się pośrednimi, inne są odwlekane, łagodzone itp. (Albowiem Boży Plan jest wiekuisty i niezmienny, ale sposób i czas jego wykonania – tak).
Podobnie było pewnie i z Moskwą. Ludzie ruszyli ulicami, a nawet samolotem, ze świętymi ikonami, modlitwami, śpiewem, ofiarami. Mimo komunizmu, ówczesny lud rosyjski, jak i nadal dzisiejszy, jest bardzo wierzący. Dlatego tak okrutne, przeciwne wierze chrześcijańskiej i ignoranckie było wezwanie polskiego Prezydenta do ich “mordowania”… Widziałem niedawno film nakręcony parę lat temu w jakiejś rosyjskiej wiosce, gdzie korporacje przyjechały z buldożerami, by zniwelować teren pod jakieś korporacyjne paskudztwo, centrum handlowe czy magazyny. Mieli też uderzyć młotami w miejscową ceglaną kaplicę. I cała wieś wyległa z ikonami i płaczem przed te maszyny, które nie mogły ruszyć, bo baby kładły się z krzykiem pod gąsienice. Policjanci zdawali się zmieszani i nie interweniowali, przynajmniej w czasie kręcenia filmu; pewnie wielu z nich sercem było po str0nie protestu. Patrząc na to myślałem ze ściśniętym sercem o Gietrzwałdzie, i że taki szczery ból pogwałconych, sprofanowanych uczuć i spontaniczna ekspresja nie licząca się, jak u nas, z tym “co ludzie powiedzą” – dziś nie byłaby w Polsce możliwa.
Nic dodać, nic ująć.
Parę miesięcy temu urządziłem sobie podróż sentymentalną i obejrzałem od 1 do ostatniego odcinka Kosmos 1999, który pamiętałem ze studia 2.
I był tam odcinek, jak to napotkano byt, który oddaje się konstatacjom raz na 1000 ziemskich lat. Ciekawy odcinek.
No i dwie części “Ci co niosą dary”, też pouczające.
To co tu napisałem, jest okrutnie trywialne, wobec tego co Pan napisał, ale nie mogłem oprzeć się refleksji skomentowania.
nie mogłem oprzeć się refleksji skomentowania.
Dobrze, że Pan podjął ten temat. Można dzięki temu rozszerzyć spektrum narracji o kolejne cenne uwagi. Po to jest forum :-)
Należy zauważyć, iż:
– Najświętsza Maryja Dziewica uratowała Moskwę 8. grudnia, a więc w dniu Niepokalanego Poczęcia (co jest ważną datą w katolickiej społeczności);
– wcześniej Najświętsza Matka Pana uratowała Warszawę 15. sierpnia, a więc w dniu Jej Wniebowzięcia (pierwsza interwencja miała miejsce 14.08.1920, na ciałem ks. Skorupko);
– Matka Najświętsza ukazała się pod Warszawą tylko Rosjanom;
– czy Polacy mają jakąś szczególną misję wobec Rosjan? Piszę to w kontekście możliwego odrodzenia Polski, w wyniku obrony NARODOWEJ TWIERDZY Gietrzwałd (przed Bestią i jej Antychrystem);
– piszę to też w kontekście nie wykonanego przez Jana Pawła II Aktu Poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Matki Bożej, której próba była w maju 1984 r. (słudzy Antychrysta sprzeciwili się).
Omnia instaurare in Christo, Rege Poloniae.
O ile relacja o Metropolicie Gór Libanu Eliaszu wstępnie nie budzi negacji oraz zarządzenie Stalina również – bo jak trwoga to do Boga – odwołanie do wiary lub do mitu, to tajemnica pozostaje tajemnicą.
Potencjalni przeciwnicy tezy o cudzie podnieśliby argument m.im. o braku w zaopatrzeniu w ubrania zimowe. Niemcy byli do tego przygotowani pod względem zapasów, ale logistyka popełniła błąd, wysyłając na front głównie uzbrojenie.
Kolejnym argumentem byłoby ściągnięcie Dywizji Syberyjskich.
Z tego powodu powinieneś wzmocnić tezę argumentem o braku linearności przytoczonym w komentarzu :-)
Kluczowym wydaje się jednak historia o Metropolicie Gór Libanu Eliaszu – jeżeli to jest prawdą historia staje się bardzo poważna.
Dziękuję za ciekawe i budujące spostrzeżenia. Rzeczywiście, interwencje Maryi mają nierzadko miejsce w szczególne dni kultu maryjnego, gdy Matka Boża jakby daje naszym ociężałym umysłom dodatkowe znaki swej opieki nad nami. Można by dodać tu 12 września (1683) – dzień zwycięstwa Jana III Sobieskiego nad Turkami i ocalenia Europy przed islamizacja. W dniu tym Kościół Katolicki wspomina Najświętsze Imię Maryi (imieniny Matki Bożej). A przecież wielkim kultem otaczał Maryję król Jan III Sobieski: w przeddzień bitwy spędził noc leżąc krzyżem w kościele na Kahlenbergu. W tym kontekście, nie bardzo pasuje mi data 1 kwietnia 1656 r.- dzień ogłoszenia Maryi Królową Polski w Katedrze Lwowskiej. W dniu tym nie przypada żadne znaczące odniesienie do Maryi. Ale już inaczej jest z datą Koronacji Maryi, której dokonał biskup chełmski Jan Szembek 8 września 1717r. Jest to nabrzmiała znaczeniami data: dzień Narodzenia NMP (tzw. święto Matki Bożej Siewnej) zaś 1717 jest rokiem powstania najpotężniejszego oręża szatańskiego przeciw Kościołowi Katolickiemu, czyli ukonstytuowania się w noc świętojańską 1717 roku, w londyńskiej gospodzie Pod Gęsią i Rusztem, pierwszej światowej Wielkiej Loży Masońskiej. Idąc dalej tropem tego znaku, odczytać należy, że Maryja jest jej pogromczynią a narzędziem Królowej w tej walce staje się odtąd Polska.
Potencjalni przeciwnicy tezy o cudzie podnieśliby argument m.im. o braku w zaopatrzeniu w ubrania zimowe.
To tzw. zmęczenie armii niemieckiej w grudniu 1941 r. miało miejsce zaledwie parę miesięcy po ich inwazji na ZSRR (22 czerwca 1941 r.) i wciąż mieli się oni jak najlepiej. Pomimo mrozów, ta pierwsza zima w ZSRR nie była im jeszcze taka straszna, prawdziwy kryzys nastąpił w trakcie kolejnej ciężkiej zimy 1942/43 r., i wtedy zaczęła następować klęska po klęsce: Łuk Kurski, Stalingrad itp. Ale na początku grudnia 1941 zatrzymanie ofensywy na 8 km. przed wkroczeniem do stolicy wroga – czyli – de facto – osiągnięciem głównego celu tej kampanii – jest niezrozumiałe. Nie tyle więc nastąpiło wyczerpanie fizyczne, ile upadek ducha armii, a to już jest w czystej postaci Dzieło Boga. Widzieć w zasięgu lornetki wieże opustoszałej i bezbronnej stolicy i nie sięgnąć po nią – tego się nie da zrozumieć. I słusznie na wieść o tym Hitler dostał ataku histerii (szkoda że nie apopleksji, bo wojna skończyłaby się wcześniej).
Bardzo ciekawy i ważny tekst.
Kiedyś czytałam też dodatkowe wyjaśnienie przyczyn dla których odbywała się wówczas w Moskwie procesja z cudowną ikoną Matki Bożej. Według tej wersji niewidoma mistyczka i święta Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego Matrona Moskiewska miała powstrzymać Józefa Stalina przed ucieczką z Moskwy jesienią 1941 roku. Według opowieści (pochodzącej m.in. ze wspomnień Zinaidy Żdanowej, powierniczki i autorki biografii świętej), gdy wojska niemieckie stały pod Moskwą, załamany Stalin miał potajemnie odwiedzić niewidomą Matronę. Miał usłyszeć od niej, że nie musi uciekać ze stolicy, bo Moskwa nie wpadnie w ręce wroga, a naród radziecki wygra wojnę, jeśli on sam nie opuści miasta i nakaże obchód z cudowną ikoną Matki Bożej wokół granic zagrożonej stolicy.
Tą wersję przytaczała m.in.Rzepa:
https://www.rp.pl/swiat/art5442751-niewidoma-prorokini-ocalila-zsrr
Cerkiew prawosławna podaje, że nie ma żadnych dokumentów ani dowodów na to, by ateistyczny dyktator spotkał się z prawosławną mniszką/świętą. Historia ta jest jednak spójna z materiałem zamieszczonym w Opoce.
Zwracam tylko uwagę na wielce bałamutny tytuł artykułu w Rzepie: “Niewidoma prorokini ocaliła ZSRR”. Prorokini była jedynie pośredniczką, zaś Rosji dopomogła Maryja. Zachodzi tu typowo lewackie mieszanie prawdy z fałszem, Rzepa niestety nie była od tego wolna, dlatego skończyła jak skończyła. W tamtym czasie (2013 rok) publikowali tam stale m.in. wielcy “strażnicy prawdy” w rodzaju Tomasza Jastruna czy Bronisława Wildsteina.
Słuszna uwaga, że tytuł jest bałamutny. Ciekawe jest tylko to, że lewactwo nie było w stanie ukryć interwencji Matki Bożej.
Obecnie historia zdaje się powtarzać. Maryja ma ponownie przemawiać przez wizjonerkę, tym razem polską, do władcy Rosji. Otóż według relacji księdza Bliźniaka zamieszczonej na jego kanale na YT, znajoma mu wizjonerka (nie ujawnia jej nazwiska) miała otrzymać wiadomość od Maryi, którą w formie listu miała spisać i przekazać prezydentowi Rosji. Ksiądz i kilkoro zaufanych osób mieli się zapoznać z treścią listu, która jest ponoć bardzo poruszająca. Z przyczyn poufnych oczywiście nie może być ta treść ujawniona. Podobno ma być w niej informacja o ponownej prośbie Maryi by poświęcić Rosję jej Niepokalanemu Sercu. Ks. Bliźniak podaje, że początkowo ze sceptycyzmem podzedł do listu, zwłaszcza, gdy usłyszał, jak ma być ten list przekazany na Kreml. Według wizjonerki miała się tym zająć sama Matka Boża. Jakież było jego zdziwienie, gdy kilka tygodni później otrzymał wiadomość od tej osoby, że ponoć miał się z nią skontaktować telefonicznie przedstawiciel ambasady rosyjskiej. Miał ją zapytać o list, który ma mieć dla Putina. Sama wizjonerka była zaskoczona, skąd oni o tym wiedzieli, ale podcas spotkania mieli się ponoć tylko tajemniczo uśmiechnąć…(ach te służby;-)) Podobno otrzymała potwierdzenie jakiś czas potem, że list dotarł do adresata. Podsumowując, wielce zastanawiająca historia. Kolejny raz ukazuje, że myśli i drogi Boże nie są myślami i drogami naszymi, tj, że Pan Bóg nie myśli naszymi stereotypami. Z drugiej strony ciekawie ta sprawa koreluje z przepowiedniami, według których Rosja ma stać się początkowo biczem bożym na grzeszną ludzkość, by z czasem sama się rozpaść pod ciężarem swoich win. Z Bogiem, bo któż jak Bóg! Nikt nie jest jak Bóg.