Komentarz Pawła Chmielewskiego_PCh24TV
Już w swojej pierwszej katechezie z 7 stycznia 2026 roku Leon XIV nazwał II Sobór Watykański gwiazdą polarną Kościoła. Mówił o wspaniałości tego wydarzenia, o tym, że to jest po prostu jakiegoś rodzaju dar niebios. Także bardzo jasno i wyraźnie podkreślił, można rzec, paradygmatyczne ukierunkowanie katolicyzmu XXI wieku. To ma być właśnie ukierunkowanie soborowe.
Innymi słowy, to II Sobór Watykański ma być tym, co będzie oświetlało drogę Kościoła. To będzie to, co jest tym wielkim kontekstem interpretacyjnym dla wszystkich wydarzeń, z którymi Kościół katolicki się konfrontuje. Powtórzył to niedawno Leon XIV w takiej krótkiej wypowiedzi medialnej, kiedy został zapytany o przyszłość Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, mówiąc o tym, jak on się będzie do tego odnosił, ale właśnie podkreślił to, że jest absolutnym fundamentem uznać elementy nauczania II Soboru Watykańskiego.
Można chyba powiedzieć, że wobec tego: po pierwsze, ci wszyscy, którzy chcą budować swoją tożsamość kościelną na jakiejś krytyce II Soboru Watykańskiego, to są bardzo szerokie środowiska konserwatywne, one jednak będą coraz bardziej wypychane z pewnego głównego nurtu życia kościelnego. Nie chodzi mi tu wcale o Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X, nie chodzi mi o takie osoby jak arcybiskup Carlo Maria Viganò itd. Chodzi mi o szeroko pojęte środowisko konserwatywne, które miało jednak krytyczne ustosunkowanie do II Soboru Watykańskiego. Otóż taka linia, taka interpretacja, ona zostaje dzisiaj przez Leona XIV zepchnięta na margines życia kościelnego.
Ja się z tym do końca pogodzić nie chcę, bo wydaje mi się, że jednak pozostawienie tych wszystkich sprzeczności, takich nietkniętych w dziedzictwie II Soboru Watykańskiego jest bardzo niebezpieczne. Choćby ze względu na to, że mamy cały czas do czynienia z wielką pokusą ulegania demokratyzmowi liberalnemu i temu całemu relatywizmowi i te dokumenty soborowe, jeżeli tak się je pozostawię, one mogą być dla nas pewnym argumentem zachęcającym do przyjęcia tego fałszywego, liberalnego relatywizmu demokratycznego. Więc to jest pewien problem.
To może oddziaływać na życie katolików i kogoś pchać właśnie gdzieś w szpony jakiegoś heretyckiego podejścia do różnych zagadnień związanych z tymi relacjami pomiędzy państwem, a Kościołem, pomiędzy naszą wolnością, a tym co nam tutaj prezentuje demokracja liberalna.
Jak to się skończy dla nas, dla Polaków, dla ludzi mieszkających w Europie, zobaczymy, ale cóż, pozostańmy wierni wobec tradycji Kościoła katolickiego i krytycznie patrzmy jednak na to dziedzictwo, nawet jeżeli czasami grozi to wypchnięciem gdzieś na margines głównonurtowego życia kościelnego.

Dodaj komentarz