Czy Kołakowski potępił nienawiść? Cz. 2

Czy Kołakowski potępił nienawiść? Cz. 1, https://ekspedyt.org/2026/03/10/czy-kolakowski-potepil-nienawisc-cz-1/

 Poniżej przedstawię polemikę z niektórymi tezami i normami głoszonymi przez Kołakowskiego. Te tezy i normy oznaczymy literą K ze wskaźnikiem oraz wskażemy strony, na których one się znajdują w publikacji z 1984 r. (L. K., Wychowanie do nienawiści. Wychowanie do godności (1977), w: tegoż, Czy diabeł może by zbawiony i 27 innych kazań, Londyn 1984, s. 140-145, https://static.kulturaparyska.com/attachments/d9/2c/ff2f96b5242a4a6769cc00a5896cd4f00ae1f532.pdf#page=3, https://www.otwarta.org/leszek-kolakowski-wychowanie-do-nienawisci-wychowanie-do-godnosci/). W tej polemice wykorzystam argumentację przytoczoną m.in. przez Bogusława Wolniewicza (1927–2017) i Henryka Elzenberga (1887–1967).

POLEMIKA Z KOŁAKOWSKIM

K1. Należy wyzwolić Europę Środkową od panowania (s. 140).

Już na wstępie artykułu przytacza Kołakowski trochę dziwne zdanie: ja uważam pojęcie Europy Środkowej jako kulturalnie związanego obszaru bynajmniej nie za przestarzałe, odważam się też wierzyć, że wznowienie takiej przestrzeni kulturalnej, wolnej od panowania, jest zarówno możliwe, jak też godne starań, a nawet że może się okazać, iż jest to sprawa dla losów Europy rozstrzygająca (s. 140). W r. 1977, kiedy był pisany artykuł, Europa Środkowa znajdowała się w radzieckiej strefie wpływów. Była podległość państw z tej części Europy wobec hegemona rosyjskiego: było więc panowanie rosyjskie.

Artykuł Kołakowskiego można traktować jako ideologiczne opracowanie uzasadniające wyrwanie państw Europy Środkowej ze strefy rosyjskiej i włączenie ich do strefy zachodniej. W tej strefie, tzn. zachodniej, Kołakowski nie zauważał już żadnego panowania. Dokładniej należałoby napisać: nie zauważył w formie pisemnej. A przecież państwa z tej strefy podlegały podwójnie: pod władzę podhegemona europejskiego i pod władzę hegemona zachodniego. Na mocy porozumienia między hegemonami, państwa Europy Środkowej zostały przesunięte w latach 1989-1990 ze strefy rosyjskiej do strefy zachodniej i do jej podstrefy. Panowanie nie zostało wiec zniesione, tylko zostało zastąpione przez nowe. Można co najwyżej zauważyć różnice w tych formach panowania.

K2. Nie istnieje prawo do nienawiści, bez względu na okoliczności (s. 141);

Oto przykładowa teza zadeklarowana przez Kołakowskiego: nie istnieje prawo do nienawiści, bez względu na okoliczności (s. 141).

Brakuje w tekście Kołakowskiego elementarnych rozważań o nienawiści w ogóle. Ten brak został, według mnie, świadomie zaplanowany. Cel artykułu był bowiem wyraźnie ideologiczny: popieranie hegemona zachodniego. Uzupełnijmy w części tę teoretyczną lukę.

W r. 2003 Zbigniew Musiał (1936-2025) i B. Wolniewicz napisali książkę pod znamiennym tytułem Ksenofobia i wspólnota (wyd. II 2010). Twierdzili oni, że nieodłącznym elementem wspólnoty jest pewien poziom ksenofobii. Bez ksenofobii wspólnota nie może istnieć. Wyróżnili kilka jej poziomów: ostrożność, niechęć, wrogość i nienawiść (Z. Musiał, B. Wolniewicz, 2010, s. 27). Źródła naszej niechęci wobec innych mogą być, według autorów, wewnętrzne lub zewnętrzne w stosunku do nas. Tę pierwszą niechęć autorzy nazywają irracjonalną, tę drugą – reaktywną. Piszą, że niechęć nasza do kogoś jest reaktywna, gdy istnieje dostateczny powód zewnętrzny, czyli taki, co leży nie w nas samych, lecz na zewnątrz nas: w samym jej obiekcie – w jego cechach lub zachowaniu. W przeciwnym razie źródła naszej niechęci tkwią w nas i jest ona wtedy irracjonalna (Z. Musiał, B. Wolniewicz, Tropiciele antysemityzmu, w: B. Wolniewicz, W stronę rozumu, Warszawa 2015, s. 181).

Analizy autorów można, jak sądzę, odnieść do szerszego kontekstu. Termin „niechęć irracjonalna” można by zastąpić terminem „niechęć napastnicza”. Wtedy mielibyśmy opozycję: niechęć napastnicza – niechęć reaktywna (obronna). Podobnie byłoby z nienawiścią i całą ksenofobią. Otrzymalibyśmy wówczas opozycję: nienawiść napastnicza a nienawiść reaktywna. Należałoby też dokonać bilansu tych dwu form nienawiści. Nienawiść reaktywna jest, jak się wydaje, usprawiedliwiona. Rozważmy dwa przypadki.

W przypadku pierwszym jedna strefa wpływów (państwo) napada na drugą. Żeby  skutecznie walczyć, pisał Elzenberg, trzeba kierować się odpowiednim motorem psychicznym. Potrzebny jest jakiś stan emocjonalny, który by popychał ludzi do walki i dzięki któremu walka prowadzona byłaby z upodobaniem (H. Elzenberg, Nienawiść jako zagadnienie moralne, A.IV.a – rękopis, 1940 r., w: Materiały Henryka Elzenberga, III-181, teczka 38, Archiwum PAN, Warszawa; skany: Biblioteka Wydziału Filozofii UW).

Jaki to ma być motor? Elzenberg rozważał cztery warianty: instynkt obrony, duch agresji, okrucieństwo i nienawiść. Doszedł do wniosku, że motorem właściwym jest nienawiść. Jest nawet punkt w jego tekście pod takim tytułem (Elzenberg, 1940, A.IV.e). W nienawiści szkodzenie i niszczenie cieszą nas dlatego, że obiekt niszczony jest wrogiem. Nienawiść przejawia się raczej w walce obronnej, bo potęguje siły obrony. Przytoczmy znamienne nieznane fragmenty analizy Elzenberga (1940, A.IV.e).

W nienawiści szkodzenie i niszczenie cieszą nas nie samo w sobie, niezależnie od obiektu, ale dlatego, że tamten jest wrogiem. Upodobanie, pęd do niszczenia, jest tu skanalizowany, ograniczony, – i poza tym jakoś po ludzku „uzasadniony” (choć można wątpić, moralnie biorąc, czy to uzasadnienie jest wystarczające). Jest wiec niewątpliwie moralniej nienawidzić niż być okrutnym. Innego motoru, który by wchodził w rachubę nie widać; – i to jest ostatecznie motor właściwy. – Nienawiść jest surogatem (i jedynym wystarczającym surogatem) ducha agresji, który jest raczej instynktem, u tych, którzy muszą walczyć, a ducha agresji z natury swej są pozbawieni. Na to miejsce wchodzi, doraźnie i do czasu, na czas walki, pewna namiętność: nienawiść. Napastnik, żeby skutecznie walczyć, nie potrzebuje (na ogół, o ile nie jest napastnikiem z przypadku) nienawidzić (duch agresji mu wystarcza); – i faktycznie też przeważnie nie nienawidzi swojej ofiary. Nienawiść budzi się raczej przy postawie zasadniczo obronnej, – jest tym co podwaja siły obrony. I dlatego potępienie nienawiści jest zawsze raczej w interesie napastników, i przez nich głoszone; napastnicy chętnie wchodzą w sojusz z zasadą (etyczną bezwzględnego potępienia nienawiści): miłujcie nieprzyjacioły wasze.

Przy czym to miłowanie, jak się domyślam, ma się odnosić do broniących się, a nie do napadających. W przypadku strony atakującej duch agresji może być wzmocniony przez nienawiść. Dosyć często każda ze stron walczących stara się przypisać sobie pozycję obronną, a nie napadającą. Lepiej to wygląda od strony propagandowej. W praktyce ta propaganda wygrywa, która reprezentuje silniejszą stronę. Strona silniejsza i napastnicza może dostosowywać terminologię do swojego stanowiska. Może np. powiedzieć, że nienawiści napastniczej nie było, że nienawiść reaktywna jest raczej  nienawiścią napastniczą.

Drugi przypadek dotyczy relacji między klasą rządzącą a wrogą częścią klasy rządzonej, która dystansuje się czy wręcz nienawidzi ideologii klasy rządzącej. Tutaj istnieje sprzężenie zwrotne: część klasy rządzonej nienawidzi władzy i władza odpowiada podobnie. W tej rozgrywce uprzywilejowaną pozycję zajmuje władza. To ona może stwierdzić, że ją niektórzy nienawidzą, a ona nie odczuwa nienawiści do nikogo. Ale to tylko takie propagandowe mówienie. Potępienie nienawiści jest więc i w interesie napastników, i w interesie władzy. Biorąc to pod rozwagę łatwiej zrozumiemy, dlaczego Kołakowski propagował pozornie niewinny postulat: „żyj bez nienawiści”.

K3. Systemy totalitarne rozwijają nienawiść by tych, których wychowują i wzywają do nienawiści, wewnętrznie spustoszyć, obezwładnić duchowo (s. 143).

Ruchy i systemy totalitarne wszelkich odcieni – pisał Kołakowski (s. 143) – potrzebują nienawiści nie tyle przeciw zewnętrznym wrogom i zagrożeniom, ile przeciwko własnemu społeczeństwu; nie tyle, by utrzymać gotowość do walki, ile by tych, których wychowują i wzywają do nienawiści, wewnętrznie spustoszyć, obezwładnić duchowo, a tym samym uniezdolnić do oporu.

Jest to raczej dziwna teza. Ja ująłbym to w następujący sposób. Systemy totalitarne starają się wzmocnić swoją władzę wszelkimi środkami. W grę wchodzą również środki patologiczne, patologiczne dla ludu, ale dobre dla władzy. Oczywiście systemy totalitarne głoszą nienawiść wobec własnych wewnętrznych wrogów i wzywają ludzi do wyznawania tych uczuć.

Weźmy pod rozwagę ustrój realnego socjalizmu. Część ludu nienawidziła ideologii władzy. Te osoby zostały nazwane wrogami ludu. Władza nienawidziła tych wrogów i tę nienawiść propagowała w całym społeczeństwie. Ale taka sama sytuacja jest też we Wspólnocie Europejskiej, a nawet w całej strefie zachodniej. Jakaś część społeczeństwa nienawidzi ideologii władzy Wspólnoty i ta władza zwrotnie odpowiada też nienawiścią. Ponieważ faktycznym celem Wspólnoty Europejskiej jest utworzenie totalitaryzmu, więc wypowiedzi promujące nienawiść tej władzy do wrogiego społeczeństwa można by nazwać mową totalitaryzmu. Polega ona na wypowiedziach preferujących maksymalne zmniejszenie wszelkich form władzy pośredniej między obywatelem a władzą centralną. Te ośrodki władzy pośredniej trzeba, korzystając z nazewnictwa Kołakowskiego, uniezdolnić do oporu. Wypowiedzi wrogie wobec władzy i stwarzanej struktury społecznej były nazwane mową nienawiści. Ściślejsza definicja jest następująca. Mowa ta, wg Załącznika do Rekomendacji nr R (1997) 20 z 30.10.1997 r. Komitetu Ministrów Rady Europy, oznacza

wszelkie formy wypowiedzi, które szerzą, podżegają, promują lub usprawiedliwiają nienawiść rasową, ksenofobię, antysemityzm lub inne formy nienawiści oparte na nietolerancji, w tym nietolerancji wyrażającej się w agresywnym nacjonalizmie i etnocentryzmie, dyskryminacji i wrogości wobec mniejszości, migrantów i osób pochodzenia imigranckiego,  https://rm.coe.int/1680505d5b%20s.

Są to wypowiedzi promujące nienawiść wobec osób posiadających cechy prawnie chronione, tzn. wobec trzech grup: Żydów, mniejszości i migrantów. Pod tym kryje się preferowana struktura społeczna: hegemon, arystokracja (Żydzi), szlachta (mniejszości i migranci) oraz lud. Część ludu akceptuje podaną strukturę, część zaś nie. To ta ostatnia część stosuje „mowę nienawiści”. Adresaci mowy nienawiści powinni być wspierani i nigdy nie są winni. W zaleceniu nr 15 z 8.12.2015 r. Europejskiej Komisji przeciwko Rasizmowi i Nietolerancji (ECRI) przy Radzie Europy o zwalczaniu mowy nienawiści (European…, 2015, Memorandum wyjaśniające, punkt 106, https://rm.coe.int/ecri-general-policy-recommendation-no-15-on-combating-hate-speech/16808b5b01) jest następujące stwierdzenie: osoba, której dotyczy mowa nienawiści, nie jest winna. A jak to jest z wypowiedziami promującymi nienawiść grup prawnie chronionych wobec ludu? Można przypuszczać, że Władza uzna je za wyraz reaktywnej nienawiści, a więc usprawiedliwionej w odróżnieniu od mowy nienawiści, która jest wyrazem napastniczej nienawiści.

Oczywiście mowa totalitaryzmu zwalcza też mowę nienawiści, bo ta ostatnia stanowi władzę pośrednią. Żeby przyspieszyć zwalczanie mowy nienawiści, hegemon zachodni wymyślił bardzo sprytny fortel. Zapodał, że mowa nienawiści będzie wzrastać. Przemawiają za tym niektóre stwierdzenia z przytaczanego zalecenia nr 15 z 8.12.2015 r. ECRI, np. użycie mowy nienawiści wydaje się wzrastać (European …, 2015,  ze Wstępu), rośnie zaniepokojenie stosowaniem mowy nienawiści (European…, 2015, Memorandum wyjaśniające, punkt 22). Stąd też wyciąga się wniosek, że walka z mową nienawiści powinna też wzrastać. Mamy więc w strefie zachodniej przeciwstawność mowy totalitaryzmu z mową nienawiści.

Marzeniem i celem każdej władzy hegemonicznej jest utworzenie totalitaryzmu. Mogą więc być podejmowane różne działania szkodliwe dla ludu, ale dobre dla hegemona. W mowie totalitaryzmu hegemona zachodniego są wypowiedzi promujące także patologiczne rozwiązania, jak np. odrzucenie kary śmierci, uznanie świętości życia, przyjmowanie tzw. uchodźców, akceptacja ideologii gender, akceptacja ideologii LGBT, propagowanie pajdocentryzmu, tworzenie klas integracyjnych z uczniami upośledzonymi intelektualnie, propagowanie edukacji włączającej, popieranie ideologii tranzycji płciowej, rezygnacja z zadawania pracy domowej dla uczniów, itd. Hegemon zachodni nienawidzi ludzi krytykujących wskazane rozwiązania.

Kołakowski, jako propagandzista hegemona zachodniego, wyznawał uniwersalną zasadę politologiczną Kalego: Kali nienawidzić – to dobrze, Kalego nienawidzić – to źle. Trzeba tylko w miejsce Kalego podstawić hegemona zachodniego czy Wspólnotę Europejską.

O autorze: Jan Zubelewicz