Zapomnieli o co walczyli
Rocznice podpisania porozumień sierpniowych skłaniają do refleksji nad spełnieniem postulatów Solidarności. Kiedyś zostały spisane na tablicach, których oryginały zaginęły, ale treści są znane. Kopie tablic wiszą nad historyczną Bramą 2 Stoczni Gdańskiej, są prezentowane współczesnej opinii publicznej, wpisane na Światową Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, uznane za jeden z najważniejszych dokumentów XX wieku
Po latach mówimy, że Solidarność spełniła swoje historyczne zadanie, bo doprowadziła do obalenia komunizmu. Można jednak zadać pytanie: czy rzeczywiście obaliliśmy to z czym Solidarność walczyła?
Warto przypomnieć szczególnie 13. postulat, który miał ogromne znaczenie dla funkcjonowania państwa, gospodarki, nauki i administracji: „Wprowadzić zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej…”.
Ta postulowana zasada była jednym z fundamentów sprzeciwu wobec systemu nomenklatury, w którym o karierze i dostępie do stanowisk decydowała przede wszystkim przynależność partyjna i lojalność wobec systemu.
Kadry w PRL
W PRL dominowały kryteria przewodniej siły narodu, aby ta prowadziła lud pracujący miast i wsi we właściwym kierunku budowania najlepszego systemu. Obowiązywała zasada politycznej, ideologicznej, etycznej (konieczność akceptacji „etyki” nikczemnego postępowania! -György Lukács) selekcji kadr. Najwyższe stanowiska były nomenklaturowe, obsadzane według klucza partyjnego. To nie kompetencje miały być najważniejsze, lecz polityczna lojalność.
System ten miał swoje paradoksy. Polska Ludowa zlikwidowała analfabetyzm, aby masy ludowe miast i wsi mogły przyswajać sobie idee i zdobycze socjalizmu. Mimo ograniczeń systemu ludzie po szkole potrafili nie tylko czytać i liczyć, ale także — co w systemie autorytarnym szczególnie ważne — znali to, czego ich w szkołach nie nauczono, bo czytali także między wierszami i liczyli na siebie.
Jednocześnie jednak przez dziesięciolecia trwała negatywna selekcja kadr. Kryteria polityczne, ideologiczne decydowały o tym, kto mógł robić karierę, a kto miał pozostać poza głównym nurtem.
Wraz z transformacją ustrojową można było oczekiwać, że ta zasada zostanie ostatecznie odrzucona. Że o stanowiskach zaczną decydować przede wszystkim kwalifikacje, dorobek i uczciwość.
Czy tak się stało?
Nomenklatura w nowej rzeczywistości
Transformacja po 1989 r. nie prowadziła do wymiany kadr. Na uczelniach kadry poprzedniego systemu pozostały w swoich instytutach, na ogół na swoich stanowiskach, a co więcej, z możliwością obejmowania kolejnych w nowych, niepublicznych szkołach wyższych. Ci natomiast, których w PRL usunięto z uniwersytetów w ramach politycznych weryfikacji kadr aby nie wpływali negatywnie na młodzież akademicką, często nie powrócili już na uczelnie. Uznano, że nadal mogą stanowić zagrożenie dla zachowania systemowego status quo. Było to ogromne marnotrawstwo warsztatów naukowych i kapitału intelektualnego.
Nie było woli, aby egzekwować 13 postulat. Mimo ogromnego wzrostu liczby instytucji z nazwy naukowych, studentów i pracowników akademickich, Polska nie uzyskała pozycji odpowiadającej potencjałowi kraju. Jesteśmy kopciuszkiem, bo potencjał intelektualny nie jest wykorzystywany.
Stworzono system, w którym człowiek spoza układu ma niewielkie szanse na zatrudnienie i awans w domenie akademickiej. Formalnie nie ma punktów za pochodzenie, przynależność do partii, nie trzeba już wpisywać do akt, że ktoś jest „politycznie niewłaściwy”. Wystarczy uznać go za „niepasującego”, „konfliktowego”, „niezdolnego do współpracy”. Przegra każdy konkurs, którego wynik został wcześniej ustalony.
Kryteria merytoryczne nie są najważniejsze, a nawet większe osiągnięcia, dorobek naukowy i edukacyjny, utrudniają wygrywanie takich ‘konkursów” (sprawdzone!). Dominuje „chów wsobny” degradujący naukę. Negatywna selekcja kadr może działać również bez formalnej nomenklatury.
Co więcej, blokowano powroty Polaków z zagranicznych ośrodków. Utrzymano u nas system „obrządku wschodniego” (jak w krajach bloku socjalistycznego) i ci, funkcjonujący przez lata w „obrządku zachodnim” nie mieli wymaganych stopni i tytułów. Natomiast krajowi naukowcy zaczęli uprawiać turystykę habilitacyjną, na ogół do ośrodków przygranicznych, co taniej im wychodziło i dawało szansę na profity.
Bardziej ambitni opuszczali wolną i niepodległą jak głoszono Polskę, aby wydostać się z biedy i unikać realizacji dostaw obowiązkowych swoich produktów intelektualnych w feudalnym akademickim systemie.
Wykształcenie kosztuje. Zdobycie najwyższych kwalifikacji wymaga lat pracy, wyrzeczeń i często ogromnych nakładów finansowych. Jeżeli jednak człowiek posiadający kwalifikacje i dorobek nie ma dostępu do instytucji, w której mógłby je wykorzystać, cały ten wysiłek jest marnowany.
Wciąż niewystarczająco znamy historię środowisk akademickich, ich powiązania, role pełnione w strukturach PZPR oraz mechanizmy, dzięki którym jedni mogli awansować, podczas gdy innych skutecznie odsuwano.
Chodzi o wiedzę, przejrzystość i możliwość oceny czy osoby odpowiedzialne za kształcenie kolejnych pokoleń rzeczywiście przestrzegały zasad, które dziś głoszą.
Dlatego od ćwierć wieku postuluję opracowanie „Czarnej Księgi Komunizmu w Nauce i Edukacji” [https://www.academia.edu/145386998/AI_wobec_Czarnej_Ksi%C4%99gi_Komunizmu_w_Nauce ] — dokumentu, który pozwoliłby nie tylko opisać mechanizmy politycznej selekcji kadr w PRL, lecz także prześledzić ich konsekwencje po transformacji. Postulat ten pozostaje jednak przemilczany, również przez środowiska wywodzące się z Solidarności.
Kadry naprawdę decydują o wszystkim
Po transformacji nie domagano się realizacji 13 postulatu Solidarności, byli działacze często nie znają jego treści. Nie pamiętają o co walczyli?
Co więcej, reaktywowana „Solidarność” nieraz broniła się rękami i nogami przed wprowadzeniem tego postulatu w życie! Są przykłady konsekwentnej walki o nieprzywracanie do pracy działaczy Solidarności wyrzucanych w czasie politycznych czystek „jaruzelskich” i obronę partyjnych beneficjentów transformacji! (https://lustronauki.wordpress.com/) .
Stalinowska zasada -„kadry decydują o wszystkim”, była brutalnym, ale trafnym opisem znaczenia kadr w systemie władzy. Kto kontroluje nabór, awanse, dostęp do stanowisk kierowniczych, ten ma pełnię władzy. Dlatego problem kadr nie skończył się wraz z PRL. Jeżeli ludzie uformowani w systemie politycznej selekcji po transformacji zachowują wpływ na rekrutację i awans kolejnych pokoleń, mechanizm może trwać mimo zmiany ustroju, nazw instytucji i przepisów.
O co więc walczyła Solidarność?
Najbardziej niepokojące jest to wtedy, gdy system zaczyna eliminować ludzi nie dlatego, że są niekompetentni, lecz dlatego, że są niezależni, krytyczni i nie chcą podporządkować się środowiskowym, nieraz patologicznym regułom. A przecież właśnie takich ludzi potrzebuje nauka.
Dzisiejsza Solidarność jakby była na to obojętna, koncentrując się na sprawach płacowych i socjalnych dla beneficjentów tak patologicznie funkcjonującego systemu.
Moje setki artykułów, kilkanaście książek, raportów z monitoringu plag akademickich (https://blogjw.wordpress.com/) pozostają poza debatą o naprawie domeny akademickiej, której właściwie nie ma.
Może warto przypominać kadry z naszej tragicznej historii, kiedy carowie zsyłali na Sybir w kajdanach tych, którzy walczyli o wyzwolenie Polski. Jednak carowie nie byli idiotami i gdy okazywało się, że zesłaniec umie pisać i czytać, a tym bardziej gdy ma potencjał intelektualny do prowadzenia badań na dziewiczych obszarach Syberii, rozkuwano im kajdany i zezwalano na badania, które przynosiły większe korzyści niż karczowanie tajgi. Tym samym Syberia została zbadana przez polskich zesłańców!
A w III RP, wolnych podobno Polaków, mających stwierdzony i udokumentowany potencjał intelektualny i moralny, zesłanych w niebyt przez komunistów, całkiem zduraczałe „cary” akademickie nadal trzymają z dala od ośrodków edukacji i nauki, aby czasem nie wpływali negatywnie na młodzież, nie stanowili zagrożenia dla kadr akademickich – beneficjentów negatywnej selekcji kadr prowadzonej tak w PRL, jak i III RP.
Solidarność milczy! 13 postulat anulowany?
Gdyby Solidarność nie zapomniała o co walczyła, żylibyśmy w innej Polsce.


Dodaj komentarz