Sygnaliści na świeczniku

Ostatnio pisałem o ciężkim losie współczesnych sygnalistów, którzy ujawniając nieprawidłowości, są szykanowani. Paradoks polega na tym, że nie zawsze sygnalistom żyło się źle. Były czasy, gdy ich działalność otwierała drzwi do kariery. Starsi pamiętają realia PRL, kiedy „sygnaliści” pełnili zupełnie inną funkcję. Wielu z nich werbowano na tajnych współpracowników (TW) lub wykorzystywano jako kontakty operacyjne (KO). Sygnalizowali działania uznawane za niekorzystne lub wręcz wrogie wobec socjalistycznego państwa – atrapy niepodległej Polski. Często deklarowali, że czynią to z pobudek obywatelskich, patriotycznych, choć przez patriotyzm rozumieli przede wszystkim dobro własne i rządzących zniewolonym krajem. Bywali wynagradzani finansowo, choć znacznie cenniejsze było wspomaganie ich awansów zawodowych, także profesorskich czy rektorskich, a przede wszystkim otwieranie dróg do zagranicznych stypendiów na Zachodzie, gdzie mogli zarabiać co najmniej 100 razy więcej niż w Polsce. Podczas pobytów zagranicznych przekazywali – z wdzięczności lub obowiązku – informacje o sytuacji na „zgniłym Zachodzie” i o przebywających tam Polakach. Po powrocie mieli nie tylko znakomitą sytuację materialną, lecz także imponujące życiorysy naukowe. Obejmowali stanowiska decyzyjne częściej niż ci, którzy żadnych sygnałów do SB czy PZPR nie wysyłali. Było to zgodne z etyką systemu komunistycznego – etyką odwróconych wartości, stojącą w sprzeczności z zasadami cywilizacji łacińskiej. Po 1989 roku nie nastąpiło odwrócenie tej logiki. Powstały liczne kodeksy etyczne i komisje etyki, ale nie przywrócono właściwego znaczenia samemu pojęciu etyki. Z biogramów akademickich usuwa się informacje o współpracy – zarówno tajnej, jak i jawnej – z komunistycznym aparatem. Pamięć o tych epizodach bywa znacznie mniej trwała niż pamięć o zagranicznych stypendiach czy pełnionych funkcjach. Dlatego warto przypominać te fakty. Część z nich dokumentuję od lat w serwisie „Lustracja i weryfikacja naukowców PRL”.

O autorze: Józef Wieczorek

W XX w. geolog z pasji i zawodu, dr, b. wykładowca UJ, wykluczony w PRL, w czasach Wielkiej Czystki Akademickiej, z wilczym biletem ważnym także w III RP. W XXI w. jako dysydent akademicki z szewską pasją działa na rzecz reform systemu nauki i szkolnictwa wyższego, założyciel i redaktor Niezależnego Forum Akademickiego, autor kilku serwisów internetowych i książek o etyce i patologiach akademickich III RP, publicysta, współpracuje z kilkoma serwisami internetowymi, także niezależny fotoreporter – dokumentuje krakowskie ( i nie tylko) wydarzenia patriotyczne i klubowe. Jako geolog ma wiedzę, że kropla drąży skałę.