Nie możesz «mieć ciastko i zjeść ciastko»

W takich sytuacjach zawsze przypomina mi się film dokumentalny, który kiedyś oglądałem, o deprogramowaniu członków sekt. Niezależnie od tego, ile logicznych, obiektywnych faktów zostało przedstawionych, uparcie trzymali się pierwotnej narracji sekty. Dopiero po bardzo starannej, cierpliwej pracy niektórzy z nich w końcu się przełamywali.

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

Grafika: AI

 

Nie możesz «mieć ciastko i zjeść ciastko»

Kiedy byłem dzieckiem, to było dość powszechne zdanie, które słyszałem od dorosłych. Dla mnie oznaczało ono po prostu, że nie można mieć czegoś, czego się pragnie, nie godząc się jednocześnie z konsekwencjami, które się z tym wiążą.

Oficjalnie jest to powszechne stwierdzenie oznaczające, że nie można korzystać z dwóch wzajemnie wykluczających się korzyści lub opcji w tym samym czasie — trzeba wybrać jedną albo drugą.

Oficjalne wyjaśnienie nie pasuje do kontekstu tego artykułu tak wyraźnie, jak moja interpretacja z dzieciństwa. Za chwilę zrozumiecie, o co mi chodzi.

Niedawno prowadziłem pogłębioną rozmowę z osobą typu ultraliberalnego. Używam słowa „typu”, ponieważ nie wiem już, co tak naprawdę oznacza „liberał”. Termin ten był wielokrotnie przeinaczany i redefiniowany, przez co stracił wszelki rozpoznawalny kształt. Musieliśmy wymyślić nową etykietkę – „przebudzeni” [woke] – aby opisać tych, których kiedyś nazywano liberałami, a którzy teraz wyszli daleko poza granice rozsądku.

Podczas tej rozmowy najbardziej uderzyło mnie to, jak wielu z tych ludzi (zakładając, że ta jedna osoba reprezentowała wielu) zdaje się nie być w stanie pojąć bardzo podstawowej prawdy: dwie sprzeczne idee nie mogą istnieć w tej samej rzeczywistości. Nie mogą mieć ciastka i jednocześnie je zjeść. Muszą wybierać. Ale zazwyczaj tego nie robią.

Nie można uważać, że kraj powinien mieć bezpieczne granice, a jednocześnie wierzyć, że każdy, kto chce, powinien mieć możliwość wjazdu bez żadnych procedur prawnych. Granica jest albo zamknięta (lub kontrolowana), albo otwarta. Obie te rzeczy nie mogą być prawdą.

Nie można bronić praw kobiet, a jednocześnie popierać kultury lub ideologie (takie jak surowe prawo szariatu), która systemowo odmawia kobietom podstawowych praw.

Nie można uważać, że kobieta ma absolutne prawo do dokonania aborcji na swoim nienarodzonym dziecku, a jednocześnie twierdzić, że należy ją ukarać, jeśli w czasie ciąży będzie pić alkohol lub zażywać narkotyki.

Powinny to być oczywiste sprzeczności, ale dla wielu osób takimi nie są. W miarę jak nasza rozmowa się przedłużała, zaczęło mi się kręcić w głowie. Kiedy poruszyliśmy kwestię osób transpłciowych, zapytałem: „Czyli uważasz, że jedenastolatek powinien mieć prawo do chirurgicznego usunięcia narządów płciowych?”

O nie” – odpowiedziała – „nie uważam tak!”

Później, gdy z pasją mówiła o równym podziale bogactwa, powiedziałem: „Więc jesteś neomarksistką?”

O nie!” – wykrzyknęła – „Tego też nie wyznaję!”

Ten sam schemat powtarzał się za każdym razem, gdy spotykaliśmy się z różnymi poglądami na dany temat. Z entuzjazmem przyjęła Stwierdzenie nr 1 (mieć ciastko), ale stanowczo odrzuciła logiczne konsekwencje Stwierdzenia nr 2 (zjeść ciastko).

To poważny problem. Przy takiej logice nie da się dojść do żadnego sensownego wniosku. Posiadanie tortu wyklucza jego zjedzenie – i ostatecznie zostajesz z niczym.

Rozmyślałem nad tym przez jakiś czas i uświadomiłem sobie, że jest to jeden z głównych powodów, dla których te „typy” są tak niereformowalne i z którymi wręcz nie sposób dyskutować.

To, że nie można mieć ciastka i je zjeść, jest właśnie powodem, dla którego osoba przy zdrowych zmysłach ostatecznie wybiera jedno albo drugie stanowisko. Albo, tak częściej bywa w moim przypadku, decyduje się nie wybierać żadnego.

Jest wiele tematów, w których konsekwencje wyboru którejkolwiek ze stron wydają się tak odrażające, że po prostu odmawiam zaangażowania. Ponieważ nie ponoszę odpowiedzialności za podejmowanie decyzji za kogokolwiek innego, łatwo mi wzruszyć ramionami i lemingowato (gra słów zamierzona) wymamrotać: „Nie wiem, jeszcze nie zdecydowałem”.

Weźmy na przykład debatę o lądowaniu na Księżycu. Kiedy słucham kogoś, kto argumentuje, że naprawdę wylądowaliśmy na Księżycu, kiwam głową. Kiedy słyszę argumenty przeciwne, zgadzam się z wieloma z nich. Nie mogę się jednoznacznie opowiedzieć po którejś ze stron, ponieważ obie niosą ze sobą niewygodne implikacje, a nic w moim życiu nie zależy od mojej decyzji. Więc się waham.

Typowy ultraliberał zazwyczaj jednak sztywno trzyma się oficjalnej narracji („Tak, zdecydowanie wylądowaliśmy na Księżycu”), nawet gdy przedstawi mu się mocne kontrargumenty – takie jak anomalie fotograficzne, zniknięcie oryginalnych danych telemetrycznych czy ograniczenia technologiczne tamtych czasów, które wielu ekspertom wciąż trudno wytłumaczyć. Mogą nawet po cichu, pod presją, zgodzić się z niektórymi z tych argumentów (jeśli w ogóle ich słuchają, a większość nie słucha), ale nie pozwalają, by podważano ich fundamentalne przekonania. Nie można mieć wszystkiego naraz.

Pozwólcie, że podam przykład, który jest dla mnie o wiele bardziej zrozumiały: zburzenie wież World Trade Center 11 września. Jestem pewien, że te budynki zostały zburzone metodą kontrolowanej rozbiórki – albo czymś podobnym.

Nauka i fizyka są bardzo jasne.

Większość liberałów odrzuca to kategorycznie, ponieważ przeczy to oficjalnej wersji ataku terrorystycznego. Jednak jeśli zwróci się uwagę na podstawowe prawa fizyki – że budynek o stalowej konstrukcji nie może zawalić się z prędkością bliską swobodnemu spadkowi bez usunięcia kolumn podtrzymujących – to czasami niechętnie zgadzają się z prawami fizyki… ale wciąż nie akceptują oczywistego wniosku.

Nie można mieć wszystkiego.

Jednym z głównych czynników decydujących o podjęciu jednoznacznej decyzji jest uznanie tej konkretnej prawdy: dwie sprzeczne idee nie mogą istnieć w tej samej rzeczywistości. W obliczu tego większość osób myślących krytycznie jest zmuszona dokonać wyboru. Która zasada jest dla ciebie ważniejsza?

W przypadku granic uważam, że kontrolowana granica jest ważniejsza niż otwarta. Dlatego akceptuję ten wybór – wraz z koniecznością jego egzekwowania – nawet jeśli niektóre aspekty uważam za okrutne. (Jednak, jeśli egzekwowanie prawa stanie się przestępstwem, należy temu odpowiednio zaradzić).

No więc moja „ultraliberalna” rozmowa skończyła się źle, jak to zwykle bywa. I wciąż zastanawiam się, jaka substancja zmieniająca świadomość była zawarta w tych szczepionkach mRNA. Nie przywiązuję dużej wagi do komentarza „liberałowie zawsze tacy byli”. Nie, nie byli. Byli blisko, być może, ale nigdy nie posunęli się aż tak daleko. Moje argumenty spadły niczym z kosmosu.

W takich sytuacjach zawsze przypomina mi się film dokumentalny, który kiedyś oglądałem, o deprogramowaniu członków sekt. Niezależnie od tego, ile logicznych, obiektywnych faktów zostało przedstawionych, uparcie trzymali się pierwotnej narracji sekty. Dopiero po bardzo starannej, cierpliwej pracy niektórzy z nich w końcu się przełamywali.

Nie muszę chyba mówić, że nie mam na to czasu. I nie jestem terapeutą tej osoby. O rany, to naprawdę jest jak rozmowa z członkiem sekty.

A może oni właśnie nimi są.

__________________

You Can’t Have Your Cake and Eat It Too, Todd Hayen, Jun 20, 2026

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!