Od 2019 r. Pentagon, DARPA i Siły Kosmiczne USA aktywnie rozwijają koncepcję wojny mozaikowej (Mosaic Warfare), która oparta jest na wykorzystaniu rozproszonych ugrupowań (konstelacji) nadajników niskoorbitalnych, do zapewnienia niezawodnej komunikacji, takich jak system terminali o handlowej nazwie Starlink.
[DARPA – Defense Advanced Research Projects Agency, utworzona w 1957 r. wkrótce po wystrzeleniu na orbitę wokółziemską pierwszego sowieckiego satelity]
https://pl.wikipedia.org/wiki/Defense_Advanced_Research_Projects_Agency
https://en.wikipedia.org/wiki/Mosaic_defence_strategy
Od 2021 r. firma STARLINK SERVICES LLC sukcesywnie budowała stabilny, ciągły zasięg łączności w Ameryce Północnej i niektórych częściach Europy z prędkością 50–150 Mb/s i opóźnieniem 20–40 milisekund. Po upływie pół roku system już funkcjonował w pełni operatywnie.
https://en.wikipedia.org/wiki/Starlink
Także w 2021 r. Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych podpisały umowy na wykorzystanie terminali Starlink w celu wsparcia operacji wojskowego lotnictwa transportowego w Europie i Afryce. A to, oznacza, między innymi, iż system ten został zintegrowany z rzeczywistymi wojskowymi łańcuchami logistycznymi praktycznie na rok przed początkiem SOW w Donbasie.
Chińskie dowództwo wojskowe było tak zszokowane szybkością wdrażania i podwójnym przeznaczeniem systemu Starlink, że jeszcze w tym samym 2021 r. utworzyło państwową spółkę China SatNet (China Satellite Network Group Co., Ltd). Jej bezpośrednią misją jest zbudowanie własnej niskoorbitalnej megakonstelacji (Guo Wang/G60) z potencjałem wojskowym, aby dotrzymać kroku USA w zakresie hegemonii orbitalnej. Chińscy stratedzy nie musieli czekać do SOW, aby stwierdzić, iż 12 000 satelitów systemu Starlink z komunikacją laserową to jest nie żaden „internet dla rolników”, ale nowy rodzaj broni strategicznej.
https://baike.baidu.com/en/item/China%20SatNet%20GW%20Constellation/1477932
Chiny rozpoczęły realizację własnych projektów-analogów systemu Starlink, a mianowicie Guo Wang i Xingwang. Chińskie terminale dla tych sieci już istnieją i znajdują się w fazie zaawansowanego testowania. Nie są sprzedawane w szerszej skali, ponieważ całość konstelacji musi najpierw zostać wyniesiona na orbitę, aby móc odbierać dane. Dzieje się to etapami. Starlink obsługiwały moduły transportowe wielokrotnego użytku. W braku takowych wynoszenie terminali na orbitę okołoziemską trwa znacznie dłużej i jest znacznie bardziej kosztowne. Chiny sprzedają systemy komunikacji satelitarnej różnym odbiorcom na świecie, ale w innym, nie wojskowym formacie. Np. z powodzeniem jest eksporto-wana technologia komunikacji satelitarnej Tiantong, zintegrowana z smartfonami cywilnego zastosowania (Huawei Mate 60 Pro i nowsze). Ale dotyczy to systemów o łączności wąskopasmowej, przydatnej np. dla sytuacji awaryjnych, natomiast nie jest to szerokopasmowy internet konieczny do sterowania rojami dronów.
Niska orbita okołoziemska (LEO) to wysokość kilkuset kilometrów, na której satelita nie unosi się nad pojedynczym punktem, lecz okrąża Ziemię w około półtorej godziny. To wyjaśnia charakter tzw. okna czasowego. Gdy konstelacja jest nieliczna, nad obserwowanym obszarem w danym momencie może nie być żadnych satelitów lub jest tylko jeden lub dwa, ale nawet one nie przez cały okres „okna czasowego” znajdują się wystarczająco wysoko nad horyzontem, aby zapewnić niezawodną łączność. Satelity przelatują nad regionem kilka razy dziennie, natomiast komunikacja jest nawiązywana tylko podczas tych przelotów, gdy znajdują się one dostatecznie wysoko. Jeśli odbywają się tylko dwa takie przeloty, wówczas oznacza to łącznie około dwóch godzin wysokiej jakości komunikacji w trakcie całej doby.
Natomiast w systemie Starlink dziesiątki satelitów aktywuje się nad tym samym obszarem w sekwencji czasowej zapewniającej utrzymywanie nieprzerwanej komunikacji z odbiorcami (na tym obszarze) przez całą dobę. Ale w sytuacji posiadania małej ilości satelitów, trzeba dla nich opracować harmonogram (grafik) wg „okien czasowych”. A to z kolei wymaga innych algorytmów obsługujących pętlę sterowania. Wojska operacyjne wykorzystują stacje satelitarne do sterowania bezzałogowymi statkami powietrznymi, gdyż terminale umieszczane na niskich orbitach charakteryzujące się niewielkim opóźnieniem sygnału (zagadnienie wymiany informacji przez takie łącza w czasie rzeczywistym).
Wartość kanału satelitarnego dla dronów została po raz pierwszy publicznie ujawniona wówczas, kiedy zaczęły pojawiać się doniesienia o atakach rosyjskich na trasy zaopatrzenia znajdujące się na tyłach formacji ukraińskich. Wkrótce został wyjaśniony mechanizm tego działania: drony lecą nisko nad ziemią, unikając wykrycia przez środki walki elektronicz- nej, ponieważ komunikują się z operatorem za pośrednictwem łączy satelitarnych, nie zaś naziemnej stacji radiowej. Sieć naziemna może zostać zakłócona na określonym obszarze, podczas gdy łączy satelitarnych nie da się przerwać tym samym sposobem. Jest to znacznie bardziej skomplikowane (czyli również droższe oraz wymagające przeszkolonych ekip operatorskich).
Skoro dwa okna czasowe, trwające około godziny każde, nie umożliwiają ciągłej łączności, wówczas podczas przerw terminale wykonują inne czynności, jak np. przesyłają dane już zgromadzone, w tym wyniki rozpoznania przez drony zwiadowcze, raporty od innych jednostek; przesyłają zaktualizowane trasy i współrzędne celów; synchronizują mapy sytuacji militarnej między dowódcami na linii frontu i na jego zapleczu.
Obecnie działający model można nazwać „kontrolą ślizgową”. Dron przez większość czasu działa autonomicznie: samodzielnie nawiguje, rozpoznaje i wybiera trasę, bez stałej komunikacji z operatorem. Po wejściu w okno czasowe rozpoczyna się sesja uzgadniania: tyły otrzymują obraz zebrany przez drona i zwrotnie wysyłają aktualizację algorytmu: np. ominąć nowo utworzoną strefę obrony powietrznej, zaatakować lub potwierdzić koordynaty celu. Po otrzymaniu aktualizacji dron przestawia się na a autonomiczne działanie do następnego okna czasowego i otrzymania nowych aktualizacji. Okno wyznacza rytm: lot autonomiczny, krótka sesja korekcyjna, a następnie powrót do lotu autonomicz-nego. Tyle teoria, w praktyce bywa bowiem rozmaicie, czyli na ile rzeczywiste działania okazują się zgodne z ustaleniami sztabowymi. A nie ma zwyczaju publikowania rzeczywistych raportów bojowych, co jest akurat zrozumiałe.
Okno ma właściwość, która czyni je wygodnym dla stron konfliktu, gdyż jest przewidywalne. Dowódca z wyprzedzeniem wie w jakich godzinach kanał łączności będzie aktywny, może dostosować czas przygotowania aktualizacji i poleceń na konkretną godzinę. Ale ten sam harmonogram znany jest również przeciwnikowi, który wiedząc, kiedy grupa satelitów przelatuje nad danym regionem, może aktywizować środki walki elektronicznej w konkretnym czasie, bez trwonienia ich mocy przez całą dobę. Szybko poruszające się systemy satelitarne stosują łącza w pasmach wysokich częstotliwości, które są wrażliwe na zakłócenia. Zagłuszanie może być bez problemu zoptymalizowane na zakres takich pasm. Wówczas okno czasowe, przekształca się w strefę, w której komunikacja zostaje zakłócona. Segment naziemny także jest wrażliwy na tego rodzaju przeciwdziałanie. Satelity na orbicie stają się bezużyteczne bez stacji kontrolnych i bez terminali użytkowników operujących na polu walki. Ale terminale można przechwycić (np. znajdują się na wyposażeniu zdobytego lub uszkodzonego sprzętu (dron) albo pośród porzuconych ofiar pośród żołnierzy.Wystarczy je przebadać, aby po rozpoznaniu parametrów radiotechnicznych przeprowadzić „punktowy” atak.
Rzecz jasna, wszystkich terminali orbitalnych nie da się w ten sposób wyłączyć, ale można zakłócać i spowalniać ich wydajność komunikacyjną.
Im więcej satelitów, tym częstsze przeloty i tym bardziej się uzupełniają i współpracują. Przy pewnym stopniu nasycenia przerwy między oknami zanikają i osiąga się etap stałych połączeń. Wówczas misje dronów mogą być korygowane i aktualizowane na bieżąco (w czasie rzeczywistym), bez konieczności planowania ich z wyprzedzeniem i kodowania do pamięci elektronicznej drona. Wtedy lot autonomiczny nie będzie wymuszonym środkiem działania,
a tylko dodatkową opcją na wypadek, gdyby kanał łączności został trwale zablokowany lub przeciążony. Przy działaniu wg okien czasowych przeciwdziałanie jest łatwo wykonalne. Trafienie w takie okna nie stanowi problemu. Natomiast zupełnie inną bajką jest całodobowe utrzymywanie aktywowanych środków walki elektronicznej. Im liczniejsza jest konstelacja satelitów, tym mniej znacząca jest utrata połączenia z jednym z nich.
W praktyce, na teatrze działań wojennych system Starlink nie ma obecnie konkurencji.
To zaś oznacza, ze Federacja Rosyjska została zmuszona do rozbudowy własnego ugrupowania terminali satelitarnych. Korzystanie z sieci Starlink przez rosyjskie wojska zostało bowiem ograniczone zewnętrzną decyzją podjętą przez prywatną firmę.
Morał: dostęp do sieci innej firmy może zostać ograniczony lub zamknięty w dowolnym momencie z przyczyn niezwiązanych z sytuacją na froncie.
Projekt rosyjskiego odpowiednika Starlink nosi nazwę Rosswiet (Świt) i jego pierwsze sekcje znajdują się w użytkowaniu od półrocza 2026 r.
Rosswiet podlega jurysdykcji krajowej, a zatem z definicji nie posiada wspomnianego wyżej wyłącznika politycznego. Innymi słowy, w przypadku systemu zintegrowanego z wojskowym łańcuchem dowodzenia nie można tam zainstalować kanału, który strona trzecia może wyłączyć. A tak właśnie wydarzyło się z systemem Starlink.
Do połowy 2026 r. niskoorbitalne ugrupowanie Rosswiet składało się z wystrzelonych 23 marca br. 16 satelitów Część z nich wzniosła się już z orbity pośredniej na wysokości operacyjne.
Wg szacunków ukraińskich specjalistów ds. łączności satelitarnej, nad terytorium Ukrainy formowane są obecnie co najmniej dwa okna komunikacyjne dziennie, każde trwające około godziny. Jest zdecydowanie zbyt wcześnie, aby nazywać to „rosyjskim Starlinkiem”. Komunikacja opiera się tu na sesjach “okien czasowych”, a zasadnicza kwestia to określenie, co jest możliwe do osiągnięcia w ciągu dwóch godzin, a co nie.
Operator drona pracujący za pośrednictwem naziemnej łączności radiowej pracuje wg prostej logiki: albo jest łączność, albo jest ona zakłócana przez środki walki elektronicznej. Kanał komunikacyjny w systemie Rosswiet wprowadza trzeci stan: łączność jest dostępna w pewnych momentach, a w innych jej brak. Kolejną istotną zmianą jest to, że satelity systemu Rosswiet przestały być egzemplarzami testowymi i zaczęły zapewniać stabilne okna komunikacyjne nad określonymi teatrami działań wojskowych.
Starlink amerykański ma sporo większe potrzeby, bo to i Ukraina, i Rosja, i Chiny, i Tajwan, i Korea, i Iran, i Zatoka Perska, i Izrael, i co tylko kto sobie życzy, zatem i terminali musi mieć dużo więcej.
Dotychczasowa narracja skupiała się na aktualnym i modnym temacie dronów, ale postęp wszak nie zamierza przestać galopować i w innych rodzajach śmiercionośnych broni. Oto np. wg oficjalnych danych w lipcu 2026 r. w strefie SOW strona rosyjska użyła 8300 sztuk szybujących kierowanych bomb lotniczych. To nieco więcej niż w poprzednim miesiącu, gdzie ilość ta przekroczyła 8200 szt. takich pocisków. Z prostego przeliczenia wynika, iż na cele ukraińskie tego rodzaju bomba spadała w ostatnich dwóch m-cach z częstotliwością co 5 minut. A cóż to za bomby, że nie można ich zastąpić wysyłaniem dronów.
Ano są to bomby z rodziny FAB (fugasnaja awiacjonnaja bomba) o wagomiarze odpowiednio 500, 1500 i 3000 kg, na dodatek w wersji UMPK (Unificirowannyj Moduł Planirowania i Korrekcji), czyli ujednolicony moduł szybowania i korekcji. Oznacza to, że do typowej bomby lotniczej o napędzie „grawitacyjno-bezwładnościowym” dołączany jest wysoce zaawansowany zestaw elektroniczno-aerodynamiczny, czyli rozsuwane skrzydła oraz system nawigacji satelitarnej (rosyjski GLONASS), co pozwala na szybowanie takiej bomby do celu oddalonego na odległości kilkudziesięciu km (max.100 km), co przy możliwości wprowadzania bieżących korekt naprowadzania, umożliwia precyzyjne trafienie (przy odchyleniu nie większym niż 10 metrów, a średnio ok. 5 metrów).
Jako ciekawostkę podam, że w arsenale rosyjskim znajdują się bomby klasy FAB 9000, choć w ramach SOW brakuje dla nich celów. Można także wspomnieć, że siły północnokoreańskie przetestowały z powodzeniem bomby szybujące na odległość do 200 km, które, tym samym, niczym nie różnią się od rakietowych pocisków manewrujących.
Jasne, że bomby o takim wagomiarze nie mogą być przenoszone przez drony, skoro ważą wielokroć więcej niż, najczęściej używany standardowy dron. Zatem muszą być przenoszone przez samoloty, a następnie z nich zrzucane, po czym samodzielnie szybują do celu położonego daleko za granicą państwową, albo linią frontu.
Strona ukraińska używa natomiast amerykańskich bomb szybujących klasy JDAM (Joint Direct Attack Munition), naprowadzanych w oparciu o system GPS.No i właśnie używane systemy naprowadzania bomb szybujących są ich piętą achillesową, gdyż w użyciu są coraz bardziej efektywne systemy zagłuszania kanałów dla takiej łączności.
A to znaczy, iż postęp pogalopuje w kierunku autonomicznego naprowadzania na cel podobnych środków bojowych. Bomby o większym „kalibrze”, czyli 1500 kg i wyżej, Rosjanie już wyposażają w system telewizji wewnętrznej, która kameruje w optyce trójsoczewkowej teren, a następnie porównuje obraz z kamery z obrazem zakodowanym w pamięci operacyjnej. System ten umożliwia także bieżące nanoszenie korekt wg faktycznego stanu obiektu stanowiącego cel (np. wprowadzonych zmian poprzez maskowanie). Jako że tego rodzaju bomby stosowane są wobec tzw. infrastruktury krytycznej, czyli z natury nieruchomych, system ten sprawdza się w praktyce. Przy tym nie ulega wątpliwości, iż strona proukraińska, czyli amerykańska, wprowadza analogiczne rozwiązania.
Wygląda na to, że świat dziarsko wkracza w erę wojen toczonych za pomocą robotów i autonomicznych zrobotyzowanych machin bojowych, natomiast homo sapiens czeka powrót do jaskiń.
Dodaj komentarz