Jeżeli sądzicie, że konstytucja gwarantuje równy dostęp obywateli do służby zdrowia, to mam dla Was złą wiadomość. Już nie! Obecnie lekarz – nawet jednoosobowo internista z SOR – może zdecydować o nieleczeniu pacjenta i faktycznym uśmierceniu go. Nie każdego. Na śmierć mogą być skazane osoby chore na choroby przewlekłe, w każdym wieku, ale również np. chorzy na zespół Alzheimera, w depresji psychicznej, karmieni pozajelitowo, chorzy na przewlekłe choroby płuc – na przykład na astmę, nadciśnienie czy pacjenci (również dzieci), którzy wymagają stałej opieki innych osób. Wyrok wydany przez lekarza jest nieodwracalny i na stałe wpisany do ogólnopolskiej bazy danych o pacjencie.
◊
Nowe przepisy o “terapii daremnej” wywołują niepokój pacjentów
Co musisz wiedzieć:
- Autor opisuje, jak po zmianach w Kodeksie Etyki Lekarskiej wprowadzono zasadę „terapii daremnej”, która pozwala lekarzom odstąpić od leczenia pacjentów z bardzo złymi rokowaniami.
- Decyzja o uznaniu terapii za daremną może – według tekstu – zostać wpisana do Internetowego Konta Pacjenta i obowiązywać także w innych placówkach medycznych.
- Publicysta ocenia nowe regulacje jako niebezpieczne dla osób przewlekle chorych, argumentując, że mogą prowadzić do ograniczenia ich dostępu do leczenia.
Eugenika po polsku, czyli uśmiechnięta medycyna
Dzisiejsza Polska coraz mocniej przypomina antyutopijne społeczeństwo opisane w sławnej powieści Aldousa Huxleya „Nowy wspaniały świat”. Za zasłoną rozliczeń opozycyjnych polityków i przejmowania pełni władzy przez rządzącą koalicję, która sięgnęła również po próbę unieważnienia wyborów prezydenckich, za zasłoną przygotowań do wojny z Rosją i wszechobecnego lęku przed taką wojną, skutecznie wzmacnianego deklaracjami rządu o wysłaniu do każdego obywatela instrukcji dotyczącej działań na wypadek wojny (Drodzy Czytelnicy, otrzymaliście jakieś?), budową schronów czy dyskusjami o malejącej inflacji i rosnącym bogactwie Polski, zmienił się Kodeks Etyki Lekarskiej oraz wprowadzono nowe narzędzie – tzw. terapię daremną. To – mówiąc wprost – jak najbardziej oficjalna zgoda na uśmiercanie pacjentów trafiających do szpitali już na etapie szpitalnych oddziałów ratunkowych.
Choć wskazane jest, żeby zgodę taką wydała trzyosobowa komisja, w szczególnych przypadkach może o tym decydować również jeden lekarz. To zgoda tym groźniejsza, że raz wydana jest wpisywana do Internetowego Konta Pacjenta, rozwiązania, którym lubi chwalić się obecny rząd, i obowiązuje do końca życia, nawet wtedy, kiedy pacjentowi uda się przeżyć kontakt ze służbą zdrowia dłużej niż przepisane mu kilka miesięcy.
Zakaz ratowania życia
Od ubiegłego roku obowiązuje zakaz (!) stosowania terapii daremnej – nowego w polskiej medycynie narzędzia, wciąż mylonego przez pacjentów i ich rodziny z terapią uporczywą – jest rozwiązaniem przerażającym tym bardziej, że raz wpisany wyrok obowiązywać ma również placówki prywatne, w których lekarze być może podjęliby się leczenia pacjenta, widząc szanse na jego uratowanie. Niestety nie wolno im tego robić – jest to zabronione wprost. Na co sami (wielu lekarzy protestuje przeciwko temu rozwiązaniu) wielokrotnie zwracali uwagę.
Dyskusja na temat zmian w Kodeksie Etyki Lekarskiej (która rozpoczęła się już w 2023 roku) i wprowadzenia do polskiej medycyny nowego terminu i nowego standardu – właśnie terapii daremnej – odbyła się raczej dyskretnie, podobnie jak dyskretnie rozwiązanie to zostało wprowadzone. Na nic zdała się pełna dramatyzmu dyskusja, która niemal rok temu odbyła się na forum Parlamentarnego Zespołu ds. Ochrony Życia i Zdrowia Polaków, w której wzięli udział lekarze głośno zgłaszający swoje zastrzeżenia. Ich memento nie zostało wysłuchane.
Zmieniony Kodeks Etyki Lekarskiej mówi wprost:
„Lekarz nie ma obowiązku podejmowania i prowadzenia resuscytacji u pacjentów znajdujących się w stanie terminalnym. Decyzja o zaprzestaniu resuscytacji należy do lekarza lub zespołu lekarzy i jest związana z negatywną oceną szans leczniczych”.
I kolejny zapis:
„Lekarzowi nie wolno stosować terapii daremnej”.
Przygotowane wcześniej wytyczne precyzują, że obowiązek faktycznego uśmiercenia pacjentów dotyczy
„osób, których spodziewany czas przeżycia wynosi poniżej 12 miesięcy, w tym tych, u których występuje m.in.: zaawansowana niewydolność serca, aktywna/rozsiana choroba nowotworowa, przewlekła choroba płuc w okresie domowej tlenoterapii, zaawansowane otępienie i inne choroby neurodegeneracyjne, marskość wątroby, wytworzona przezskórna gastrostomia odżywcza (PEG) oraz inne choroby przewlekłe o krótkim przewidywanym czasie przeżycia, które były hospitalizowane więcej niż raz z powodu zaostrzenia zaawansowanej choroby przewlekłej w ciągu ostatnich 12 miesięcy, które wymagają stałej opieki innych osób, które są pod stałą opieką zakładów opiekuńczo-leczniczych lub hospicjów, u których w ostatnich tygodniach nastąpiło nieodwracalne pogorszenie stanu ogólnego”.
Śmierć dla słabych
Problem w tym, że wypełnienie tej definicji otwiera możliwość faktycznego skazania na śmierć także osób zmagających się np. z depresją, bez względu na wiek (wystarczy dwukrotna w ciągu roku hospitalizacja), dzieci niepełnosprawnych – również ruchowo, czy niewidomych – a nawet dzieci z dużym stopniem autyzmu, które wymagają wsparcia opiekuna, czy osób w podeszłym wieku, jeżeli lekarz na SOR uzna, że osoba taka cierpi na starcze otępienie.
Przepis jest tak przygotowany, że w definicję łapią się praktycznie wszyscy pacjenci leczący się na choroby serca, cukrzycę, nadciśnienie (według NFZ problem dotyczy obecnie 10 do 12 mln Polaków), astmę (według NFZ to 2,2 mln Polaków) czy wymagający regularnej dializy. To przerażająco wielka skala. I choć nie napisano tego wprost, obecnie nad Wisłą stuprocentowe szanse na leczenie w publicznej, ale również prywatnej, służbie zdrowia mają wyłącznie ludzie zdrowi, młodzi i doskonali.
Brzmi znajomo? Tak działa eugenika, czyli nauka rozwijana przede wszystkim w III Rzeszy czy w Chinach epoki rewolucji kulturalnej zakładająca możliwość ulepszania cech dziedzicznych gatunku ludzkiego poprzez selekcję genetyczną. W praktyce oznacza to dążenie do stymulowania rozrodu osób o cechach uznanych za pożądane oraz ograniczania rozrodu osób o cechach uznanych za negatywne. Jej najbardziej drastyczna forma rozwinęła się w III Rzeszy i była uznana za główne narzędzie „higieny rasowej” – polegała na fizycznej eliminacji osób niepełnosprawnych, chorych psychicznie i dzieci z wadami rozwojowymi, uznanych za „życie niewarte życia”. Z czasem zakres osób skazanych na śmierć również wybierano według kryteriów rasowych.
Wyrok bez sądów
Dlaczego nowe przepisy lekarskie są groźne? Wprost oznaczają, że lekarz może odmówić nie tylko leczenia na jedną z tysięcy przewlekłych chorób, ale nawet przepisania terapii antybiotykowej, o czym przekonali się opisani w ogólnopolskich mediach rodzice dzieci, które właśnie w oparciu o nowy protokół terapii daremnej zostały skazane na śmierć, opiekujący się zaś nimi medycy zajmowali się nie leczeniem (nawet prostych chorób), a jedynie uśmierzaniem ich bólu. Wiele z tych dzieci żyło znacznie powyżej 12 miesięcy przewidzianych przez nieludzkie, medyczne, prawo.
Wpisanie protokołu terapii daremnej do Konta Pacjenta oznacza wprost, że w żadnym szpitalu – również prywatnym – w całej Polsce taki pacjent nie będzie już leczony ani na swoją przewlekłą, ani na żadną inną chorobę. W przypadku utraty przytomności przez pacjenta i braku możliwości skontaktowania się z nim – przy czym to, co często za kontakt uznają neurolodzy (czyli na przykład mrugnięcie okiem, łzy, rozpoznawanie bliskich czy ściskanie rąk w odpowiedzi na pytania bliskich), dla innych specjalizacji kontaktem już nie jest – lekarze, w tym komisja przygotowująca protokół terapii daremnej, podejmują decyzję obowiązującą do końca krótkiego, w założeniach medyków, życia. I często faktycznie jest ono krótkie, bo odmowa dializy oznacza nieodwracalną śmieć w męczarniach, podobnie jak odmowa podania antybiotyków może przyspieszyć śmierć wcale niezwiązaną z rzeczywistą, przewlekłą chorobą pacjenta.
Prawa człowieka w odwrocie
Powołany do życia i umieszczony w ubiegłym roku w lekarskim kodeksie protokół terapii daremnej jest rażącym przykładem łamania konstytucji, ale być może rządzącym jest to na rękę – a rząd Koalicji 13 grudnia stosuje przepisy konstytucji tak, jak je rozumie. Jest to jednak narzędzie w rażący sposób stojące w sprzeczności z prawami uniwersalnymi – z Powszechną Deklaracją Praw Człowieka na czele – ale również z przepisami UE, w której o decyzji dotyczącej odstąpienia nawet od uporczywej terapii (nie jest to wprowadzona w Polsce terapia daremna) ostatecznie postanawia sąd. To przepis, który wymaga nagłośnienia, dyskusji i interwencji prezydenta RP. Dla dobra obywateli i Rzeczpospolitej.
Nowe przepisy o “terapii daremnej” wywołują niepokój pacjentów
Autor: Paweł Pietkun
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 2/2026
Data: 15.01.2026
◊
Więcej: terapia daremna

Jeśli ktoś nie zrozumiał, to niech jeszcze raz przeczyta. I wybije sobie z głowy, że mamy ‘katolicki kraj’, a lekarz to zawód ‘najwyższego zaufania’. Nie odzywali się w czasie tzw. ‘pandemii’, to i teraz będą milczeć.
Jeszcze chwila, a dojdzie do tego, że do lekarza będziemy chodzić po śmierć, a znajdzie się jeszcze jakiś kapłan, który odmówi pochówku w poświęconej ziemi, bo ‘przecież wiedział po co idzie’ czyli popełnił samobójstwo. Absurd?
A ilu rzeczy jeszcze jakiś czas temu nikt sobie nie wyobrażał, a dziś są ‘normą’?
Spece od demografii przewidują, że będzie nas ok. 15mln dopiero pod koniec wieku. Chyba ktoś podjął starania o przyspieszenie trendu.
__________
Około 10 miesięcy temu omawiał to Jerzy Zięba z Markiem Skowrońskim. Oszołomy? Na pewno?
Ujawniamy szokujące procedury medyczne?! To koniec leczenia jakie znamy?! Jerzy Zięba u Skowrońskiego wRealu24! [46min]
Między prawem i niesprawiedliwością czyli praktyką.
Jak widzi to od strony PRAWNEJ – KONSTYTUCJI, pan @ Chris “(…)
Jak to wygląda świetle PRAWA?
Odmowa leczenia jest również formą leczenia, ponieważ wywiera zamierzony skutek na stan pacjenta.
Wydanie orzeczenia o „terapii daremnej” bez zgody pacjenta jest ingerencją w jego konstytucyjne prawa,
gdyż pozbawia go dostępu do świadczeń w sposób SKUTKOWY I UPRZEDNI .
Bo decyzja realnie pozbawia pacjenta dostępu do leczenia i robi to z góry, na przyszłość, zanim pacjent ponownie stanie przed lekarzem.
Co to powoduje prawnie :
To jest dokładnie ten moment, w którym:
decyzja przestaje być „medyczna”
a staje się kwalifikacją prawną osoby
I jest to swojej istocie jest to fundamentalne naruszenie PRAW NABYTYCH człowieka.
Czym są prawa nabyte (w sensie konstytucyjnym)?
Prawo nabyte to:
prawo, które już przysługuje jednostce
zostało uzyskane zgodnie z obowiązującym prawem
nie może zostać odebrane arbitralnie
szczególnie nie może zostać odebrane uprzednio i generalnie
W decyzji o “terapii daremnej” pacjenta pozbawia sie PRAW KONSTYTUCYJNYCH :
prawo do ochrony zdrowia (art. 68 Konstytucji)
prawo do życia i jego ochrony (art. 38)
prawo do decydowania o sobie (art. 30 + autonomia)
prawo do równego dostępu do świadczeń
prawo do bycia stroną decyzji dotyczącej jego ciała To są prawa podmiotowe, nie przywileje.
Dlaczego „skutkowe i uprzednie” = naruszenie praw nabytych
Skutkowe- bo:
pacjent realnie traci możliwość korzystania z prawa
nie „w teorii”, lecz w praktyce
nie „czasowo”, lecz trwale lub długotrwale
Uprzednie , bo:
odebranie prawa następuje zanim pacjent podejmie jakiekolwiek działanie
zanim ponownie trafi do systemu
zanim wyrazi wolę
zanim nastąpi nowa ocena medyczna
W prawie konstytucyjnym:
odebranie prawa ex ante = pogwałcenie praw nabytych
zamykając ten post:
Orzeczenie o „terapii daremnej”, wydane bez zgody pacjenta i o skutku uprzednim,
stanowi odebranie praw nabytych, ponieważ pozbawia jednostkę realnego korzystania z konstytucyjnego prawa do ochrony zdrowia i życia.
Dlaczego Szanowni Państwo- lekarze nie brali pod uwagę tak fundamentalnych sprzeczności ‘terapii daremnej ” z PRAWEM !!!!
P.S.
LEKARZ NIE MA PRAWA DO WYDANIA DECYZJI O TERAPII DAREMNEJ, KTÓRA W SPOSÓB SKUTKOWY I UPRZEDNI POZBAWIA PACJENTA KONSTYTUCYJNYCH PRAW, PONIEWAŻ WYKRACZA TO POZA JEGO KOMPETENCJE MEDYCZNE I STANOWI AKT WŁADCZY, DO KTÓREGO LEKARZ NIE JEST UMOCOWANY.
krótko:
Co lekarz MOŻE, a czego NIE MOŻE
MOŻE:
odmówić wykonania konkretnej procedury
zaproponować alternatywę
odstąpić od terapii za zgodą pacjenta
dokumentować swoją opinię
NIE MOŻE:
orzekać „na przyszłość”
blokować leczenia w innych placówkach
działać bez zgody pacjenta
odbierać praw nabytych (…)”
===
Lekarze mają wiedzę serwowaną od czasu PRZEJĘCIA tej NAUKI przez KŁAMSTWA MEDYCZNE czyli działań Rockefellera.
Fragment z https://wolnemedia.net/jak-do-wspolczesnej-medycyny-wprowadzono-voodoo/
Kiedy i jak się to stało, że w globalnej społeczności nie dostrzeżono hipnotycznej, usypiającej społeczeństwo działalności- zmianę podejścia do pacjenta, nie wiadomo. Chodzi o zmianę „kanonu” leczenia.
Można by nawet pomyśleć, że zadziałała jakaś diabelska światowa hipnoza albo globalnowioskowa demencja. Przecież zmianę kanonu „primum non nocere” („po pierwsze nie szkodzić”), zawartej w przysiędze Hipokratesa, pierwsi powinni zauważyć sami medycy – profesorowie uczelni. Nawiasem mówiąc, dziś nie tylko adepci sztuk medycznych nie składają przysięgi Hipokratesa, ale nawet niekoniecznie „przyrzeczenie”. Czym i dlaczego różni się treść przysięgi Hipokratesa od przyrzeczenia? Różni się, ponieważ starożytna etyka nie była taka „nowoczesna” jak dziś i mordowanie nienarodzonych czy staruszków uważano za nieetyczne: „Starożytna Przysięga Hipokratesa mówiła także, że lekarz zobowiązuje się nie podać nikomu, nawet na jego wyraźne żądanie, śmiercionośnej trucizny ani środka na poronienie. Tekst Przysięgi Hipokratesa zobowiązywał także lekarza do zachowania tajemnicy lekarskiej”.[2]
Owszem, niektórzy profesorowie uczelni medycznych zauważyli zmianę „kursu”, ale świat naukowy podlega takim samym prawom finansowym, jak każdy inny. Relacja między nauką a wiedzą polega na szukaniu informacji, analizie i wyciąganiu wniosków. Kto ma potrzebę, ten w dzisiejszych czasach może tę informację ZNALEŹĆ. Trzymając się reguł opracowanych przez cybernetyków. Ponieważ cybernetyka jest nauką o informacji. A informacje o medycynie znajdują się w historii medycyny oraz naukach przyrodniczych.
Co wynika z historii medycyny? Zamiana stosowania naturalnych środków biologicznych, ziołowych, na używanie wytworów przemysłu petrochemicznego dokonała się na skutek rewolucji technologicznej. Leki zaczęto produkować z ropy naftowej. Aby dokonać przewrotu, zmiany kanonu „primum non nocere” użyto strategii „wojennej”. Czyli wprowadzania w błąd. Strategie wojenne opisał starożytny chiński strateg – Sung Tzu (Sun Zi) w swoim dziele „Art of war” – czyli sztuka wojny.[3] Pierwszy punkt tego dzieła brzmi: „wojna to sztuka wprowadzania w błąd”. Światowa społeczność tkwi zatem w permanentnym stanie wojny informacyjnej nie zdając sobie raczej z tego sprawy.
„Prawdziwy przełom nastąpił, gdy naukowcy odkryli, że witaminy mogą być produkowane z ropy* i sprzedawane jako leki farmaceutyczne. Była to finansowo opłacalna szansa dla Rockefellera, który stwierdził, że może zmonopolizować nie tylko przemysł naftowy, ale także przemysł chemiczny i medyczny. Produkty petrochemiczne były nowym odkryciem, które można opatentować i które przyniosłyby maksymalne dochody. Jedyną rzeczą, która powstrzymała Rockefellera przed wdrożeniem swoich planów w życie, było to, że w tym czasie w USA były bardzo popularne zioła i naturalne środki zaradcze. Około połowa lekarzy w USA praktykowała holistyczną medycynę, opartą na ziołolecznictwie i odkryciach Europejczyków i rdzennych Amerykanów. Wobec tego Rockefeller musiał pozbyć się poważnej konkurencji. Wykorzystał więc strategię problem-rozwiązanie. Oznaczało to, że STWORZYŁ PROBLEM MEDYCZNY I STRASZYŁ NIM LUDZI, a następnie oferował (wstępnie zaplanowane) rozwiązanie. W realizacji planu pomógł mu Andrew Carnegie, monopolista przemysłu stalowego. To właśnie jego fundacja opłaciła podróż Abrahama Flexnera po USA, aby monitorował i informował o statusie placówek medycznych i uczelni medycznych w Stanach Zjednoczonych. To właśnie na podstawie danych raportu Flexnera wypromowano współczesną medycynę”.[4]
Raport Flexnera wywrócił świat medyczny w XIX-wiecznym USA do góry nogami. W raporcie sponsorowanym przez Instytut Badań Medycznych Rockefellera stwierdzono, że konieczna jest reorganizacja i centralizacja placówek medycznych oraz wypuszczanie w obieg leków syntetycznych.
Lekarze, którzy nie wykazywali zainteresowania „chemicznymi lekami”, byli zwalniani, a ci, którzy mimo zakazów praktykowali holistyczną medycynę, zostali wysłani do więzienia. Zamykano również szkoły sprzeciwiające się nowej medycynie. Naturalne leki i homeopatia zostały zmiażdżone, pozbawione wiarygodności, były wyśmiewane i demonizowane. Rockefeller przekazał ponad 100 milionów dolarów na placówki i uczelnie medyczne, aby pomóc im w przejściu zmian i spróbować zmienić zdanie lekarzy i badaczy.
Utworzono również Zarząd ds. Edukacji Ogólnej. Kiedy w USA powstawał pierwszy Związek Zawodowy Lekarzy, był on niemal całkowicie finansowany przez Rockefellerów i związane z nimi lobby przemysłu chemicznego. W bardzo krótkim czasie wszystkie uczelnie medyczne zostały uporządkowane w zamierzony sposób. Wszyscy studenci uczyli się tego samego, a medycyna skupiała się na przepisywaniu pacjentowi opatentowanych leków. NAUKOWCY OTRZYMYWALI OGROMNE DOTACJE, ABY ZBADAĆ, W JAKI SPOSÓB ROŚLINY WYLECZYŁY CHOROBY, ALE ICH CELEM BYŁO PRZEDE WSZYSTKIM OKREŚLENIE, KTÓRE SUBSTANCJE CHEMICZNE W ROŚLINIE SĄ SKUTECZNE, A NASTĘPNIE ODTWORZENIE PODOBNEJ SUBSTANCJI CHEMICZNEJ – ALE NIE IDENTYCZNEJ – W LABORATORIUM, KTÓRE PÓŹNIEJ MOŻNA BYŁO OPATENTOWAĆ W KONKRETNYM LEKU.”
(w sieci jest film dr Ratha – WIERZĄCEGO w witaminy, na którym Angela Merkel mówi o konieczności finansowania badań substancji naturalnych do prod. “podróbek”)
Każdy sobie zdaje sprawę, że substancji pochodzących z roślin czy zwierząt służących do łagodzenia dolegliwości chorobowych, nie można opatentować. Ale „podróbkę” – już tak.
Kto chciałby zapoznać się z historią podróbki kwasu salicylowego na kwas acetylosalicylowy – popularną aspirynę, ten może zajrzeć do „Wikipedii” lub na fora zielarzy: „Już na początku XIX wieku farmaceuci eksperymentowali i przepisywali pacjentom przeróżne środki podobne do kwasu salicylowego, składnika aktywnego zawartego w ekstrakcie z kory wierzby”
* Teoria o niezbędności witamin to też hucpa.
Mój program minimum: nie dać się zabić. Po doświadczeniach z moją teściową + 95,5, rodzicami + 90.
Moja noga nie postanie w żadnej placówce zdrowia “publicznego”.
Zdrowie tak jak choroba jest własnością osobistą.
Publiczne to są domy, toalety i dysputy (o podobnej proweniencji)
Mam nadzieję, że Opatrzność pozwoli mi odejść z godnością.