Melioryzm Leibniza
Istnieje pewna civitas aeterna myśli ludzkiej,w której wieki są niczym.
H. Elzenberg
Russell pisze w swojej Historii filozofii Zachodu, że Leibniz to był „jeden z czołowych umysłów wszechczasów”, one of the supreme intellects of all time. W pełni to zdanie podzielamy. Tym bardziej zastanawiać musi, że w pewnym kierunku widać u niego wyraźne zwężenie perspektywy. Kierunkiem tym jest wizja natury ludzkiej. Leibniz widzi ją meliorystycznie, czyli „ulepszająco”. (Melior po łacinie znaczy „lepszy”.)
Jak się to meliorystyczne zwężenie u Leibniza przejawia i skąd bierze? Oto dwa nasze pytania. Stawiamy je nie w duchu filozofii antykwarycznej, lecz merytorycznej. Nie pytamy, co Leibniz myślał, tylko czy miał w tym rację. Tak stawiając sprawę, wchodzimy razem z nim w wir sporów ideowych naszej własnej epoki, w walkę jej wiar. Filozofia merytoryczna nie jest arkadią.
Pojęcie melioryzmu
<>fragmenty<>
Przez melioryzm rozumiemy wiarę w przyrodzoną dobroć człowieka. Wiarę tę wyraża aksjomat Rousseau, który można by też nazwać jego dogmatem: C z ł o w i e k j e s t z n a t u r y d o b r y. Sam z siebie dąży stale in meliora – ku temu, co moralnie lepsze. Zło, jakie nieraz czyni, płynie spoza niego.
Jak nazwać pogląd, który melioryzmowi przeczy; czyli głosi, że człowiek nie jest z natury dobry? Nazwa „pejoryzm” (peior znaczy „gorszy”) jest myląca, bo rozumiana symetrycznie oznaczałaby pogląd, że człowiek jest z natury zły. A to byłoby za wiele. Nazwijmy go po prostu non-melioryzmem, na wzór „nonkonformizmu” – którego sam zresztą jest przypadkiem, bo melioryzm to dzisiaj ideologia panująca. Według nonmeliorysty człowiek jest z natury stworem d w o j a k i m, noszącym w niej pierwiastki zarówno dobra, jak zła.
Non-melioryzmem jest przede wszystkim wielka nauka chrześcijańska o skażeniu natury ludzkiej grzechem pierworodnym. Nie o to chodzi, że w naturze tej obok dążeń ściśle ludzkich są też zwierzęce. Chodzi o to, że same te ściśle ludzkie są dwojakie, „białe” i „czarne”. (Te zwierzęce są moralnie bezbarwne.) W człowieku, obok sił biotycznych życiowego interesu, działają
jeszcze dwie siły zupełnie inne: siły dobrej woli i siły woli złej. Pierwsze nazwijmy irenicznymi, bo to „siły pokoju”, a drugie – diabolicznymi.
Dla nonmeliorysty natura ludzka jest więc układem trzech sił: zwierzęcej interesowności, ludzkiej szlachetności, oraz równie ludzkiej nikczemności. Układ ten jest osobniczo różny i wyraża się w różnorodności ludzkich charakterów. Ale wszystkie trzy działają w każdym z nas.
W obliczu czynionego przez ludzi zła melioryzm potrzebuje obrony swojego, dobrego jakoby z natury człowieka. Musi go z jego zła jakoś usprawiedliwić. Inaczej mówiąc: melioryzm wymaga antropodycei, jak to celnie określił Damian Leszczyński w studium Polityka zbawienia Dla antropodycei otwierają się trzy drogi.
- Pierwsza wiedzie na intelektualizację zła: „zło jest błędem rozumu, nie skazą woli”.
- Druga – na jego socjalizację: „zło jest błędem systemu społecznego zwróconego przeciw człowiekowi”.
- Trzecia – na jego biologizację: „zło płynie z materii albo ciała, nie z ducha czy duszy”.
Na każdej z tych dróg wyprowadza się zło z natury ludzkiej „na zewnątrz”, jako coś w niej obcego. Drogę na intelektualizację zła wskazał Sokrates; na socjalizację – Rousseau; na biologizację – Freud, u którego niewinne „ego” ludzkie widzi się wciśnięte między ślepe „id” i opresywne „super-ego”, a to rodzi w nim różne„patologie”. We freudyzmie grzech się m e d y k a l i z u j e, czyniąc zeń rodzaj choroby.W gnostyckich herezjach chrześcijańskich zło wywodzi się z materii, a człowiek „uduchowiony” sam się z niego oczyszcza – jak w średniowieczu u Joachima de Fiore, a w naszych czasach w pomylonej teologii Teilharda de Chardin.
Melioryzm jest wiarą; ale zarazem jest czymś w rodzaju daltonizmu: przyrodzoną wadą w percepcji pewnych zjawisk. Daltonizm jest, jak wiadomo,wrodzoną i niekorygowalną wadą wzroku, która polega na nieodróżnianiu pewnych kolorów; typowo czerwieni i zieleni. Podobnie melioryzm byłby wrodzoną i niekorygowalną wadą w percepcji natury ludzkiej, polegającej na nieodróżnianiu złośliwości od głupoty; a przynajmniej na ich odróżnianiu mało wyraźnym.
_____________________________________________________________
Melioryzm Leibniza_PDF

Dorzucę do kontekstu to, co powiedział Chrystus o wrodzonej niezdolności:
«Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!»
A jak zakwalifikować tych, “których ludzie takimi uczynili”? I nie jest to bynajmniej melioryzm Rousseau.
Ta kategoria osób nie przejawia “złej radości” z powodu zła i może się zmienić drogą rozwoju rozumu i serca.
Nie mają racji, a piszę o tym po raz kolejny, cybernetycy twierdzący, że nie ma ludzi złych i głupich, bo są oni tylko źle poinformowani.
Wg Wikipedii:
Bogusław Wolniewicz był zdeklarowanym niewierzącym (przedstawiał się jako „rzymski katolik – niewierzący”)[2]. Uściślał to, precyzując, że nie wierzy w istnienie jakiejkolwiek siły opatrznościowej. Natomiast nie negował istnienia wyższej inteligencji nad człowiekiem. Uważał, że nie istnieje Opatrzność, a ludzie pozostawieni są sami sobie. Nie wierzył także w życie po śmierci. Z 12 artykułów wiary (credo) wyznania katolickiego, wierzył w sześć (m.in.: w Ducha Świętego), nie wierząc w pozostałe (m.in.: w ciała zmartwychwstanie i wyżej wymienione).
Gdzie tu jakaś logika ?
Widzę, że kolejny raz nie był Pan w stanie skomentować merytorycznie materiału w formie ciekawego wykładu. Zamiast tego jest ad personam. Aby zorientować się kim jest Wolniewicz musiał Pan zaglądać do Wikipedii?
Myślę, że wiem skąd się bierze ta pańska niemoc. Po wielu pańskich komentarzach widzę, że kieruje Panem fanatyczny impuls – emocje puszczone samopas, nieokiełznane przez rozum i dlatego, nie pierwszy raz, nie jest Pan w stanie skomentować merytorycznie ani wpisów ani komentarzy adwersarzy. Nikt Pana nie uczył, że katolik aby rozwijać cnoty musi tym samym rozwijać rozum?
Proszę nie traktować tego pytania jako ataku. Tego się nie da logicznie skomentować.
To właśnie rodzaj wyznawanej wiary kształtuje rozum dlatego tak trudno się dziś Polakom porozumieć i zrozumieć w tym chaosie,który nas otacza.
Duchowość Polaków i państwowość polska powstały i ukształtowały się wokół duchowości Liturgii Mszy Świętej w Tradycyjnym Rycie Rzymskim – Mszy Świętej określonej jako doskonały i nie posiadający żadnej skazy ryt powszechny Kościoła Św.
Natomiast neomodernizm, który kształtuje nasze kościoły zajęte przez piratów i awanturników „Vaticanum II”, zupełnie nie jest w stanie naruszyć wielkich murów tego doskonałego ateizmu (który przyprawiłby o bladość lewicę heglowską i pewien „rozpuszczający się judaizm” szkoły frankfurckiej), co najwyżej dostarcza niektórym mniejszościom bladych substytutów wspólnotowych wraz z dołączonymi pseudoteologiami (których znakomitym przykładem jest słynny późnoletni Meeting w Rimini), które niemal w niczym nie różnią młodego „chrześcijanina” od młodego „człowieka światowego”.
https://niewolnikmaryi.com/2026/08/31/strobosfera-nr-97-mlodzi-i-integralny-katolicyzm-rzymski-uwaga-na-zludzenia-czesc-pierwsza/
https://swietatradycja.wordpress.com/2026/09/02/adopcja/#more-33215
Niestety takie zredukowane widzenie natury ludzkiej i człowieczeństwa, ma jak widać starą tradycję.
Na pytanie skąd bierze to meliorystyczne zwężenie u Leibniza jest dziś łatwo odpowiedzieć – z dysonansu poznawczego.
– Ale nie tylko, bo i z filozofii odnoszonej do życia ludzkiego – skutkującej idealizmem po utopijnym (uwaga na filozofa Platona, autora „Utopii”).
Właśnie filozofia, którą normalnie nazywamy „umiłowaniem mądrości” jest szalenie niebezpieczna, bo
– odnoszona do polityki, skutkuje zniekształceniem idei, i tworzeniem w ich miejsce ideologii;
– a więc i zniekształceniem definicji ludzkich i wspólnotowych wartości duchowych, oraz ich systemu z hierarchią i priorytetami;
– – gdzie każda zmiana skutkuje już satanistyczną odwrotką i oddawaniem przestrzeni życia publicznego w państwie, rodzinie czy wierze satanistom;
– a w życiu politycznym równouprawnieniem cywilizacji niższego rzędu od strony wymagań ideowych, które stawiają swoim członkom.
Tu zaś już profesor Koneczny zbadał, że w tych warunkach cywilizacje niższego rzędu wygrywają nieuchronnie wojny które wywołują.
– – ponadto ściek wszystkich ideologii jest już ideologią satanizmu, ta zaś już wyraża antyczłowieczeństwo.
– odpowiednio filozofia odnoszona do religii skutkuje herezjami.
„Przez melioryzm rozumiemy wiarę w przyrodzoną dobroć człowieka. Wiarę tę wyraża aksjomat Rousseau, który można by też nazwać jego dogmatem: C z ł o w i e k j e s t z n a t u r y d o b r y. Sam z siebie dąży stale in meliora – ku temu, co moralnie lepsze. Zło, jakie nieraz czyni, płynie spoza niego”.
A więc satanizm w działaniu.
Jezus wyraźnie powiedział że nikt z ludzi nie jest dobry.
– Być dobrym to dopiero powołanie człowieka – wyraża się wspieraniem ludzkich i wspólnotowych powołań i celów wyrażanych wspieraniem np. celów życia, a więc i obroną tego co konieczne – najpierw ludzkich wspólnot i ich członków;
– na co dzień pilnowaniem moralnego ładu życia publicznego;
– a dalekowzrocznie wyraża się przez dobre wychowanie młodzieży aby poniosła system wartości duchowych całej nadchodzącej wspólnocie międzypokoleniowej jako jej dziedzictwo i dobro wspólne.
To samo z byciem „moralnie lepszym”. – Nikt nie jest „moralnie lepszym”. – Nie ma tu miejsca na zasługi osobiste.
W życiu ludzkim nie ma miejsca na budowanie sobie fałszywego obrazu osoby „moralnie lepszej”, grozi pychą i zakłamaniem.
… Uczciwy człowiek dopowie: “grzech mój jest zawsze przede mną”.
– Czyż moralnie lepszym jest ten co dobrze wychowuje młodzież i jest sumienia, jak ten co walczy w obronie koniecznej ludzkiej wspólnoty i jej członków?
– Nie. – Bo wszystkimi ludzkimi wartościami potrzebujemy żyć naraz. – Tak na tym samym poziomie wartości, jak i bez względu na miejsce w hierarchii wartości (mimo że czasowo ustępujemy pierwszeństwa lub składamy ofiary i poświęcenia – składamy jednak nie z obowiązku czy przymusu albo czyichś praw, a świadomie, w dobrej i wolnej woli, i z z miłości do tych których chcemy ochronić).
„Jak nazwać pogląd, który melioryzmowi przeczy; czyli głosi, że człowiek nie jest z natury dobry? Nazwa „pejoryzm” (peior znaczy „gorszy”) jest myląca, bo rozumiana symetrycznie oznaczałaby pogląd, że człowiek jest z natury zły. A to byłoby za wiele”.
W życiu nie ma tu “symetrii, bo złem jest brak lub niedostatek dobra, ale i nadmiar dobra (ten jest szczególnie zły, bo demoralizuje tych co go otrzymują darmowo).
Ta “symetria” ma źródło w “logice matematycznej”. To ona głosi, że przeciwieństwem dobra jest zło, a przeciwieństwem zła jest dobro”. Tyle, że według logiki życia to nieprawda.
Według logiki życia „przeciwieństwem dla dobra jest zło, ale przeciwieństwem dla zła jest inne zło”. Odkrywszy kiedyś tą zasadę logiki życia, nieskromnie nazwałem ją „Paradoksem miarki”.
„Według nonmeliorysty człowiek jest z natury stworem d w o j a k i m, noszącym w niej pierwiastki zarówno dobra, jak zła”.
Otóż nie. Dobro to w uproszczeniu służba życiu i jego ludzkim i wspólnotowym celom, w tym celom natury ludzkiej, zło to działanie ku własnemu, czy grupy interesu braniu czy postępowanie wynaturzone w kategoriach natury ludzkiej.
Mieć w sobie dobro i zło, to i obywa karmić i im obydwu służyć, a że stoją w sprzeczności, to i mają dwóch panów, a „Nikt nie może dwom panom służyć”
Człowiek dokąd kieruje się sumieniem, rozumem i wolą wolną, świadomą i dobrą, nie będzie nosił w sobie „pierwiastków zarówno dobra, jak zła”.
To by była autodestrukcja, jakaś odmiana sadomasochizmu.
Przesunięcie w czasie cech dobra i zła też nic by nie dało. – Co by było w dzień uprzędzone, to w nocy sprute, postępowały by tylko autodestrukcja i bezpłodna starość, przejedzenie zasobów, a może i długi zaciągnięte pod zastaw domu.
Melioryzm jest wiarą ślepą na człowieczeństwo, moralność i prawość, oraz mądrość, w tym logikę, nie uwzględnia jednokierunkowej logiki życia. Klucz jest w jego rdzeniu słowotwórczym: „lepiej”.
Nie rozróżnia czy „lepiej od „źle”, czy „lepiej od dobrze”, a jeżeli próbuje. to wychodzi mu fałsz, że jakoby „lepiej od źle to dobrze”.
– Tak nie jest, bo w życiu będzie dalej źle, czasami tylko „źle inaczej” (jedynie z marginesem na wyjątkową Bożą interwencję).
my tu sobie gadu – gadu, a przeciez od dawna jest juz “pozamiatane:
„Historia to kłamstwo, które wszyscy uznali za prawdę” – Napoleon Bonaparte.
czyli co wolno wojewodzie, to nie tobie goju, więc już czas, by zaczynać grać w otwarte karty.
Henoch Milwidzki, poseł izraelskiego Knesetu z rządzącej partii „Likud” oświadczył,
że:
Nie jesteśmy tacy jak wszyscy inni, dlatego wszelkie przepisy, które obowiązują wobec innych nie mogą mieć zastosowania do nas. Opinie polityków z całego świata nie powinny mieć dla nas znaczenia. Ziemia Izraela została nam dana, ponieważ musimy tutaj wypełnić naszą misję. Naszą misją jest stworzenie w tym miejscu godnego nas państwa żydowskiego,. Naród żydowski to naród wyjątkowy.
(Partia „Likud” dysponuje 64 mandatami na 120 ogółem).
W tłumaczeniu z polskiego na nasze poseł Knesetu wyraził, w moim przekonaniu, przeświadczenie dominujące w izraelskich elitach politycznych, a zwłaszcza religijnych, iż międzynarodowe przepisy, które mają zastosowanie do wszystkich krajów, nie dotyczą Izraela. Dla Izraela nie mają znaczenia opinie światowych przywódców, a ponadto dla państwa żydowskiego nie powinny mieć zastosowania prawa, którymi kierują się wszyscy inni, ponieważ w Izraelu mieszka „wyjątkowy naród”, realizujący nadana przez Boga misję stworzenia państwa „godnego żydów”. Tym samym jest oczywiste, że nikt nie może się równać z żydami.
Ww. deputowany nie jest bynajmniej jakimś wyjątkiem, bo wielu innych izraelskich polityków głosiło choćby wyższość żydów nad Palestyńczykami i wzywało do „starcia z powierzchni ziemi” Strefy Gazy. O „wybraństwie ” Żydów mówił np.. minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben-Gvir (reprezentujący w Knesecie ugrupowanie syjonistów Otzma Jehudit – 6 mandatów ), który zażądał od Palestyńczyków aby opuścili Strefę Gazy i przenieśli się „dokądkolwiek”, aby zwolnić te tereny dla żydów.
My tu Nie gadu gadu, sprawy są poważne, a Pan trolluje.
Skoro pozamiatane, to co za różnica? Czyli po co miałbym się miarkować.
Może jednak wróćmy do Leibniza i Wolniewicza.
Pan tu zrobił trollowską wrzutkę o mrzonkach szowinistów, a także i syjonistów.
To prawda, że tacy mają zdolność szkodzenia, ale nie potrafią zaszkodzić i wrócić do normalnego, moralnego i ludzkiego życia, żeby czerpać korzyści ze swoich zbrodni.
Na pewno znajdą się tacy co zmontują front odmowy im, oraz mocodawcom ich zbrodni, front, który przerwie ciąg ich zbrodni a może i jeszcze nimi osobiście pozamiatają skutki ich zbrodni.
Tu już nawet nie trzeba siły, bo to, co puścili w ruch już samo musi się rozpaść i zawalić ich świat, ich majątki, ich prawa, i ich władze. Ich świat się już skończył na ich życzenie.
Niech Pan podstawi do tej notki i naszych komentarzy życie zamiast dobra i zbrodnię zamiast zła, a będzie miał podobne rezultaty, bo Paradoks miarki sprawdza się i wobec życia i zbrodni.
Jeżeli nie potrafi Pan logicznie skomentować tematu ludzkiej natury i poglądów Wolniewicza, to proszę się nie wysilać. Nikt Pana nie zmusza, wręcz przeciwnie.
Wkleił Pan cytaty z zalinkowanych stron o ważnych aspektach, ale nie jest to tematem wpisu.
Proszę odsłuchać swojego ulubionego ostatniego Bartosza Kopczyńskiego, co mówi o fałszywej świadomości – ile wymienia czynników, przyczyn, a Pan niezależnie od tematu wymienia tylko jeden ważny, traktując to jako magiczne panaceum na wszystko, lekceważąc ze wzgardą wszystko inne.
Ustosunkuję się do Pana komentarza w sposób szczegółowy, jutro, bo jest już późno. Dziękuję za komentarz.
Uważam, że pełna prawda o naturze człowieka jest zawarta w Biblii. Na tej podstawie można zbudować pełną antropologię człowieka. Wolniewicz swoją drogą demaskuje różne fałsze zawarte w mniemanologii na ten temat, które przywlokła do nas gnoza, oświecenie, fałszywa psychologia, a ostatnio modernizm z fałszywym miłosierdziem nie nazywającym zła po imieniu, nie używającym pojęcia grzech i milcząc na temat kary – doczesnej i wiecznej.
A propos Pańskiego paradoksu “przeciwieństwem dla zła jest inne zło”. Bardzo często w postaci fałszywych alternatyw lub tłumacząc łopatologicznie: Hitler vs. Stalin.
Czy logicznym przeciwieństwem fałszu nie jest prawda?
Skrytykował Pan ten wywód:
„Według nonmeliorysty człowiek jest z natury stworem d w o j a k i m, noszącym w niej pierwiastki zarówno dobra, jak zła”.
Ja go uznaję ponieważ człowiek nie może zmienić swojej grzesznej natury, nawet w przypadku świętych – może dzięki łasce i woli ograniczyć liczbę grzechów, rozwijając cnoty, żyjąc bogobojnie, ale…
“Uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę”
Od wielu lat widzę na Ekspedycie pewne ‘zauroczenie’ twórczością B. Wolniewicza. Przyznam, że mnie to zadziwia.
Czyżby Wolniewicz był manicheistą wypowiadając to zdanie ? :
“Według nonmeliorysty człowiek jest z natury stworem d w o j a k i m, noszącym w niej pierwiastki zarówno dobra, jak zła.”
A może jest to wpływ luteranizmu; Luter twierdził, że nie tylko człowiek, ale nawet Bóg ma naturę dobrą i złą.
W tradycji katolickiej nie używa się pojęcia ‘melior’ (lepszy), lecz raczej ‘perfectus’ (doskonały) : człowiek powinien się doskonalić, a nie być lepszym od drugiego ? od siebie samego ?
“Non-melioryzmem jest przede wszystkim wielka nauka chrześcijańska o skażeniu natury ludzkiej grzechem pierworodnym.”
W tradycji katolickiej nie mówi się o ‘skażeniu natury ludzkiej’, lecz o popełnieniu grzechu, który to grzech odkupił Jezus poprzez swoją mękę na krzyżu, co nie zmieniło natury ludzkiej, nie uczyniło jej lepszą.
“Czy logicznym przeciwieństwem fałszu nie jest prawda?”
W logice matematycznej tak, w logice życia znowu się sprawdza Paradoks miarki, i przeciwieństwem dla fałszu zawsze będzie inny fałsz.
– Kto raz kłamca, zawsze kłamca;
– i bez gruntownego wyrzeczenia się fałszu, oraz gruntownego nawrócenia się ku Bogu, kłamcą pozostanie.
“Skrytykował Pan ten wywód:
„Według nonmeliorysty człowiek jest z natury stworem d w o j a k i m, noszącym w niej pierwiastki zarówno dobra, jak zła”.
Ja go uznaję ponieważ człowiek nie może zmienić swojej grzesznej natury, nawet w przypadku świętych – może dzięki łasce i woli ograniczyć liczbę grzechów, rozwijając cnoty, żyjąc bogobojnie, ale…”
Tak, nawet święci mają dar woli wolnej i potrafią jej źle użyć, czy użyć nazbyt hojnie, nazbyt pysznie – tak, że zabraknie im “mocy przerobowych” wolnej woli, żeby korygować swoje dzieła w toku i dotrzymywać podjętych zobowiązań przy ich nadmiarze. – Podobnie i z darami rozumu i świadomości duchowej, wstydliwości i sumienia. – Podobnie i z wolną wolą, można tu mieć swoje nadmiary i niedostatki.
To idealizm (i grożące myślenie utopijne) żeby zakładać że świeci Pańscy mogą żyć w świętości w każdym aspekcie życia. Przecież nawet cudów dokonują nie mocą własną, a Boga Ojca.
Nawet z życiem zgodnym z wymogami sprawiedliwości i natury ludzkiej mamy problemy, choć w normalnych nam warunkach mielibyśmy możliwość takiego życia.
– Bo jednak dopuściliśmy do życia w naszej przestrzeni życia publicznego grzeszników, i już jest nieważne że z powodu źle rozumianych miłości i miłosierdzia, ale teraz oni nam narzucają swoje uroszczenia i uzurpacja, w tym jakichś ich “praw”, nawet do grzeszenia, w tym jeszcze dalej idących fałszowań definicji miłości i miłosierdzia.
Ostatecznie ja dalej podtrzymuję swoje stwierdzenia.
Człowiek został stworzony jako powołany do świętości a nie do grzeszności. Grzech jest już wynaturzeniem
– W naturze ludzkiej jest miejsce na tożsamość, na własność niepodzielną i niezbywalną, na dobro i dobro wspólne, na zdrowie, czy piękno, zwieńczeniem natury ludzkiej jest prawość niezbędna jako fundament pod trwałość życia ludzkiego. Wszelkie wystąpienia przeciw temu są wynaturzeniem. Wynaturzeniem jest i brak służebności celom i powołaniom człowieka, zaczynając od obrony koniecznej życia tak osób ludzkich, jak i ludzkich wspólnot ducha, i warunków do niego.
Nad nim jest jeszcze ludzka i wspólnotowa wartość duchowa wyższego rzędu, człowieczeństwo dojrzałe – nasz najwyższy organ kontrolny, nad którym mamy już tylko nasze ludzkie świętości i Boga jedynego.
“człowiek nie może zmienić swojej grzesznej natury…”
Tak, nie może, bo jej nie ma.
– Ale może zmienić swoją zakłamaną postawę o swojej “grzesznej” jakoby naturze.
– Przecież bez tego nie uzna się grzesznikiem, a nawet będzie winił Pana Boga że takim go stworzył.
– Postąpi nawet znacznie gorzej, bo jeszcze bezczelnie Mu wykrzyczy: “Jakiegoś mnie Panie Boże stworzył, takiego mnie masz”;
– albo i bez krzyczenia i bez patrzenia na sumienie będzie grzeszył uznając to za naturalne;
– albo i zachowując świadomość będzie grzeszył zuchwale wmawiając sobie, że Bóg “kocha to wszystko wybacza” – jak nie z miłości, to z miłosierdzia.
Z tego wszystkiego biorą się nasze grzechy najcięższe, grzechy niewybaczalne, bo w naszej intencji tak zakłamane, że obciążające nawet Boga Ducha Świętego.
“człowiek … może dzięki łasce i woli ograniczyć liczbę grzechów, rozwijając cnoty, żyjąc bogobojnie, ale…”
Nie Łaska jest suwerenną decyzją łaskawcy, aby współpracować z osobą której łaski udziela w drodze do jej celu, ale tylko wtedy, gdy osoba która tą łaskę przyjęła, kroczy tą drogą.
Warunkiem wstępnym dla przyjęcia łaski uświęcającej jest gruntowne nawrócenie z wyrzeczeniem się grzechu (oczywiście wcześniej jeszcze chrzest święty) i sakrament komunii świętej.
Jeżeli łaska Boża to nie “ograniczanie liczby grzechów” – Przecież już jeden ją zrywa. – A bez niej “raz grzesznik, zawsze grzesznik”.
Tu jest podobnie do czystości i brudu. “Ograniczanie liczby grzechów” jest jak rozcieńczanie brudu, który jednak pozostaje.
“Uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę”
Oczywiście – tego wymagają nasze organy kontrolne człowieczeństwa dojrzałego.
Nawiasem mówiąc to i w życiu politycznym mamy powierzanie funkcji naszym przedstawicielom i tej samej rangi organy kontrolne musimy zainstalować nad nimi. – Nie może być tylko wybierania, ale i odwoływanie w dowolnej chwili ich zejścia z powierzonej im drogi.