Bojkot wyborów, czyli droga donikąd

Coraz większa liczba wyborców zapowiada, że nie weźmie udziału w wyborach parlamentarnych. To zły sygnał, bo bojkot bez dodatkowych przedsięwzięć nie tylko nie prowadzi do pożądanych zmian, ale wręcz utrwala status quo.

Dlaczego niektórzy Polacy zapowiadają bojkot wyborów?

Zwykle dlatego, że zrazili się do dotychczasowej władzy i nie wierzą w możliwość jej sanacji. Podnoszone są takie argumenty, jak: fasadowa demokracja, iluzja wyboru (partie polityczne realizują interesy zewnętrzne lub partykularne, a nie narodowe), brak suwerenności  decyzji poselskich (dyscyplina partyjna, „głosowanie na rozkaz szefa partii”, wbrew woli wyborców), niekompetentne i nierzadko skorumpowane kadry, etc.

Są jednak koncepcje przemyślane, wszechstronnie argumentowane i promowane. Co nie znaczy, że w pełni trafne i wykonalne. Np. publicysta i działacz niepodległościowy Marek Chodorowski proponuje nie tylko bojkot wyborów, ale i delegalizację partii politycznych, które są – jak podkreśla – sterowane przez globalne elity. W miejsce centralnych list partyjnych Chodorowski sugeruje alternatywną strukturę opartą na sejmikach i samorządzie regionalnym. Celem bojkotu ma być odebranie legitymacji moralnej i politycznej całej klasie rządzącej.

Dlaczego bojkot nic nie daje, a nawet szkodzi?

Bojkoty wyborów są zazwyczaj nieskuteczne. Władza zazwyczaj ignoruje bojkot i rządzi dalej. W efekcie bojkotujący oddają  ugrupowaniom rządzącym pełną kontrolę nad państwem bez walki. W ten sposób kontestatorzy tracą argument o “masowym sprzeciwie narodu” wobec systemu, a ich koncepcja zostaje uznana przez główne siły polityczne za niszową. Ponadto obywatele odzwyczajają się od aktywności politycznej. Wzmacniany jest tzw. twardy elektorat, gdyż niska frekwencja przy obecnej polskiej ordynacji wyborczej (brak progu frekwencyjnego i metoda D’Hondta) premiują go. Bojkotujący oddają pole decyzji mniejszości, która i tak pójdzie głosować. Przy małym poparciu dla bojkotu klasa polityczna nie ma żadnego impulsu do zmiany ordynacji wyborczej czy likwidacji systemu partyjnego, co postuluje np. Chodorowski.

Warto przypomnieć wybory kontraktowe (4 czerwca 1989 r.). Radykalne organizacje antykomunistyczne, m.in. Solidarność Walcząca, postulowały odrzucenie kompromisu Okrągłego Stołu z komunistami i żądały natychmiastowych, w pełni wolnych wyborów bez gwarantowanych pul mandatów dla PZPR. Pomimo wezwań do bojkotu, Polacy masowo poszli do urn (frekwencja wyniosła 62,32%). Wybory okazały się wielkim sukcesem Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”, a bojkot  przeszedł do historii jako marginalny epizod.

Pouczające są też przykłady ze świata. Np. w 2020 roku miał miejsce bojkot wyborów parlamentarnych w Wenezueli. Wenezuelska opozycja zbojkotowała je uznając je za nieuczciwe. W efekcie koalicja Nicolasa Maduro bez walki zdobyła aż 92% mandatów w Zgromadzeniu Narodowym. W ten sposób opozycja straciła jedyną oficjalną instytucję publiczną, którą kontrolowała od 2015 roku. Ostatecznie odebrało to Juanowi Guaidó status uznawanego międzynarodowo tymczasowego prezydenta. Strategia bojkotu okazała się nieskuteczna. Gdy w kolejnych latach opozycja zmieniła taktykę i zjednoczyła się wokół wspólnego kandydata w wyborach prezydenckich w lipcu 2024 roku (reprezentowanego przez Edmundo Gonzáleza Urrutię), była w stanie udowodnić masowe fałszerstwa rządzących, zyskać silne poparcie międzynarodowe i wywołać potężną falę krajowych protestów. Powyższy przykład nie jest oceną konkretnych polityków wenezuelskich i ich polityki, a jedynie ilustracją skutecznej taktyki w walce o władzę.

Wiele ugrupowań politycznych popełnia błędy taktyczne, na skutek których znikają po bojkocie. Głównym ich błędem jest wiara, że sam fakt nieobecności zmusi władzę lub społeczność międzynarodową do działania. Brak “planu na dzień po” doprowadza do całkowitej marginalizacji.

Pozytywne rezultaty bojkot przynosi, jeśli (przykłady): 1/ jest połączony z masowymi protestami ulicznymi (Bangladesz 1996 r.), 2/  nie dochodzi do niego, ale ma miejsce wiarygodna groźba jego użycia, której obawia się władza (RPA / Region KwaZulu-Natal 1994 r.), 3/ w państwach demokratycznych, jeśli prawo uzależnia ważność głosowania od minimalnej frekwencji.

Które ugrupowania osłabiłby bojkot w Polsce?

Bojkot wyborów parlamentarnych przez wyborców i zwolenników koncepcji Marka Chodorowskiego w praktyce wzmocni największe, systemowe partie polityczne – w szczególności ugrupowanie aktualnie rządzące lub lidera opozycji. Cytuję jedną z wielu analiz: W polskim systemie wyborczym nieobecność przy urnach nie jest głosem neutralnym. Przekłada się ona na konkretne korzyści dla głównych sił politycznych. Metoda d’Hondta, premiuje komitety z najwyższymi wynikami procentowymi. Jeśli wyborcy antysystemowi zostaną w domu, obniżą ogólną liczbę oddanych głosów. Koncepcja Chodorowskiego dąży do likwidacji tzw. partyjniactwa. Jednak bojkot działa dokładnie odwrotnie. Główny trzon największych partii systemowych to wyborcy niezwykle zdyscyplinowani, którzy zawsze idą na wybory. Wycofanie się z głosowania osób krytycznych wobec systemu sprawia, że w strukturze głosujących rośnie udział osób popierających status quo. Partie głównego nurtu zyskują silniejszy mandat do rządzenia, nie musząc w ogóle liczyć się z głosem obywateli niezadowolonych. Bojkot osłabi mniejsze formacje antysystemowe o profilu prawicowym, wolnościowym. Zyskają: Prawo i Sprawiedliwość (PiS) – głównie w Polsce Wschodniej i Południowej oraz Koalicja Obywatelska (KO) – głównie w dużych aglomeracjach i na Zachodzie. Stracą: Trzecia Droga (PSL + Polska 2050) – w całym kraju, ze wskazaniem na wieś i małe miasta oraz  Konfederacja i ugrupowania antysystemowe – w całym kraju (szczególnie w miastach), a także Lewica – w tradycyjnych bastionach miejskich i na Śląsku. Najbardziej straci Braun. Wynika to bezpośrednio z faktu, na jakim typie elektoratu lider Korony buduje swoją obecną pozycję. Wyborcy popierający koncepcje Chodorowskiego i wyborcy Grzegorza Brauna to w dużej mierze te same osoby. Łączy ich radykalny eurosceptycyzm, sprzeciw wobec globalizmu, ostra krytyka III RP (tzw. “układu Magdalenkowego”) oraz dążenie do pełnej suwerenności narodowej. Jeśli te środowiska masowo zbojkotują wybory, Braun zostanie odcięty od swojego najbardziej lojalnego, ideowego zaplecza.

Aby bojkot wyborów parlamentarnych przyniósł sukces polityczny, muszą zostać spełnione surowe warunki: masowość i jedność opozycji, aktywny opór zamiast bierności (bojkot musi iść w parze z masowymi protestami i strajkami generalnymi), alternatywne kanały debaty publicznej, międzynarodowe wsparcie struktur prawicy. Bojkot nie jest bezterminowy. Opozycja musi przedstawić jasną listę żądań. Obywatele muszą wiedzieć, że bojkot to narzędzie wymuszenia konkretnych reform, a nie foch polityków.

Na bojkot jest za wcześnie, jeśli już w ogóle brać go pod uwagę. Pozostaje postulowana przez Chodorowskiego  oddolna praca u podstaw, przebudzenie intelektualne Polaków, edukacja ekonomiczno-społeczna,  odrzucenie oficjalnych narracji medialno-politycznych oraz dążenie do pełnej niezależności osobistej.

O autorze: Rebeliantka

Bona diagnosis, bona curatio. Bez Boga ani do proga. Zna się na zarządzaniu. Konserwatystka. W wieku średnim, ale bez oznak kryzysu. Nie znosi polityków mamiących ludzi obietnicami bez pokrycia (fumum vendere – dosł.: sprzedających dym).