Ustosunkuję się do niektórych uwag Komentatorów do cz. 1 i cz. 4 oraz częściowo uzupełnię całość rozważań.
- Rozumienie ksenofobii i nienawiści.
Przypominam, że w tekście Tropiciele antysemityzmu B. Wolniewicz i Z. Musiał (w: B. Wolniewicz, W stronę rozumu, Warszawa 2015, s. 181) dokonują podziału niechęci na reaktywną i irracjonalną. Wyrażenie „irracjonalna” zamieniłem na termin „napastnicza”. Mamy więc opozycję: niechęć napastnicza – niechęć reaktywna. Wyróżniłem za Wolniewiczem i Musiałem (Ksenofobia i wspólnota, Komorów 2010, s. 27) cztery poziomy ksenofobii: ostrożność, niechęć, wrogość i nienawiść. Poszczególne poziomy ksenofobii mogą mieć charakter napastniczy lub reaktywny. W szczególności może istnieć nienawiść napastnicza i nienawiść reaktywna. Żeby jakaś wspólnota istniała, musi ona być sprzężona z co najmniej pewnym minimalnym poziomem ksenofobii. Nazwijmy ten poziom np. ksenofobią wspólnotową. Jeżeli nie ma tej ksenofobii, wspólnota przestaje istnieć. Przestanie istnieć ojczyzna, wspólnota domowa, wspólnota religijna, itd. Mamy więc następujący schemat:
Tab. nr 1. Rodzaje ksenofobii
| ksenofobia | ||
| reaktywna | wspólnotowa (minimalny poziom) | napastnicza |
Przy porównywaniu poziomów ksenofobii pomocne jest wprowadzenie następujących rozróżnień: ksenofobia bezwzględna i ksenofobia względna. Ta ostatnia jest różnicą ksenofobii bezwzględnych porównywanych wspólnot. W praktyce mamy do czynienia z ksenofobią względną. Uwidocznijmy to na schemacie:
Tab. nr 2. Ksenofobia bezwzględna i względna
| ksenofobia | ||
| bezwzględna | względna |
Jeszcze jedno rozróżnienie należałoby tutaj wprowadzić: ksenofobia obiektywna i ksenofobia w rozumieniu hegemonicznym. Ta ostatnia określana jest wg zasady: jeżeli hegemon powie, że dane odniesienie wspólnoty Y do wspólnoty X jest ksenofobią, to znaczy, że tak jest. Hegemon przypisuje sobie prawo kreowania rzeczywistości politycznej. Jak to może wyglądać bliżej?
Weźmy pod rozwagę relacje między wspólnotą X należącą do klasy rządzącej i wspólnotą Y należącą do klasy rządzonej. Załóżmy, że wspólnota X odnosi się z nienawiścią napastniczą do Y. Na tę nienawiść wspólnota Y odpowiada tylko reaktywną niechęcią:
X nienawiść (napastnicza) a niechęć (reaktywna) Y.
Matematyczną wypadkową tego zdarzenia jest ksenofobiczność po stronie X. Ale dołączmy do tego jeszcze wektor polityczny, tzn. hierarchię wspólnot. Nie ma bowiem równości ludzi, nie ma też równości różnych wspólnot religijnych, narodowych, etnicznych. Jeżeli wspólnota X należy do klasy rządzącej, a wspólnota Y – do klasy rządzonej w tej samej strefie wpływów, to zaniedbuje się ksenofobię napastniczą (nienawiść) ze strony wspólnoty X, a uwypukla się ksenofobię reaktywną (niechęć) wspólnoty Y. Przedstawiciel wspólnoty X może tę sytuację opisywać np. tak:
Odnosimy się z miłością do wspólnoty Y. Wyciągamy do nich braterską dłoń. A oni? Oni tę dłoń opluli. Niestety, nasze dobre odniesienie do nich nie powoduje pozytywnej reakcji do nas. Jest wprost przeciwnie, wspólnota Y odnosi się do nas z ewidentną ksenofobią, z nienawiścią. Mamy do czynienia z wielką niewdzięcznością wspólnoty Y. Niestety, nienawiść do nas oni wyssali z mlekiem matki. Nie bójmy się powiedzieć tej prawdy. Tylko prawda może nas wyzwolić!
Ten typ rozumowania można by odnieść do różnych relacji ksenofobicznych między klasą rządzącą a klasą rządzoną. Ta pierwsza, niejako z założenia, jest zawsze niewinna, nie popełnia ksenofobii wobec klasy rządzonej. Różne poziomy ksenofobi przypisuje się natomiast klasie rządzonej. W politycznej poprawności Zachodu ksenofobię przypisuje się tylko klasie rządzonej. Tak jest też z pozostałymi formami zła politycznej poprawności UE i Zachodu, jak np. rasizm, mowa nienawiści, teoria spiskowa itd. Te postacie zła popełnia tylko klasa rządzona.
Można przypuszczać, że Kołakowski w swoich tekstach przyjął, że podhegemon europejski i hegemon zachodni nie odczuwają nienawiści do klasy rządzonej, jedynie ta klasa odczuwa ją wobec klasy rządzącej. W takiej sytuacji postulował pozbycie się wszelkiej nienawiści, co w praktyce miało oznaczać pozbycie się jej tylko przez klasę rządzoną.
- Interpretacja Kołakowskiego nakazu etyki katolickiej: miłujcie nieprzyjacioły wasze
W tej sprawie Kołakowski (Wychowanie do nienawiści, wychowanie do godności, w: tegoż, Czy diabeł …Londyn 1984, s. 145, https://www.otwarta.org/leszek-kolakowski-wychowanie-do-nienawisci-wychowanie-do-godnosci/ ) napisał:
… nie ma wypadków, kiedy nienawiść mogłaby być moralnie potępiona i zalecana zarazem jako przydatny środek polityczny, by otworzyć drogę światu wolnemu od nienawiści: środek uświęca cel. Jednakowoż tradycja religijna, przynajmniej w kręgu naszej kultury, domaga się czegoś więcej niż rezygnacji z nienawiści: mamy ponadto dobro świadczyć naszym prześladowcom, modlić się za wrogów naszych. Czy i to żądanie, gwałt naturze czyniące, może uchodzić za powszechną powinność? Na to tylko najbanalniejsza odpowiedź się nasuwa: można być pewnym, że jest i zawsze będzie bardzo niewielu takich, którzy prawdziwie do tego wymagania dorośli; ale na barkach tych nielicznych wspiera się gmach naszej cywilizacji i to niewiele, do czego my jesteśmy zdolni, im zawdzięczamy.
W katolicyzmie, wg Kołakowskiego, jest nakaz: należy świadczyć dobro naszym prześladowcom i modlić się za wrogów naszych. Jest to w przybliżeniu jakaś zamienna odmiana nakazu: miłujcie nieprzyjacioły wasze. Przy interpretacji tego typu normy (jak i innych) trzeba uwzględnić pewne typy sytuacji, które zawieszają powinność przestrzegania tej normy, czyli w tym przypadku powinność miłości nieprzyjaciół. Te sytuacje, w duchu analiz Wolniewicza, można by określić kontratypami miłości nieprzyjaciół. Są to więc sytuacje, w których brak miłości jest moralnie lub obyczajowo usprawiedliwiony i dlatego nie traktujemy tego braku jako złamanie normy miłości nieprzyjaciół. Tak opisane kontratypy Benjamint Constant (1767-1830) nazywał zasadami pośrednimi, wobec pierwszych zasad etycznych (B. Wolniewicz, O pojęciu kłamstwa i zasadzie prawdomówności, „Edukacja Filozoficzna” 2012, vol. 54, s. 17-18, 24-25, https://www.edukacja-filozoficzna.uw.edu.pl/strapi/uploads/Wolniewicz_B_O_pojeciu_klamstwa_i_zasadzie_prawdomownosci_a09eb7f72c.pdf). Kołakowski nie wspominał nic o kontratypach miłości nieprzyjaciół. Można przypuszczać, że w swojej interpretacji nie przewidział ich istnienia. Zakres nazwy „nieprzyjaciele” rozumiany był więc maksymalnie szeroko. Tego typu interpretacja miała pośrednio przyczynić się, jak sądzę, nie tylko do zrezygnowania z nienawiści wobec klasy rządzącej przez klasę rządzoną, ale także do jej miłości. W ten sposób pacyfikacja społeczeństwa miałaby być pełniejsza.
Dodajmy do tego, że Kołakowski, zgodnie z wytycznymi Wspólnoty Europejskiej, deklarował bycie przeciwnikiem legalizacji kary śmierci. Bardzo zmyślną podał w tej sprawie opinię. Napisał, że nie ma argumentów zniewalających, moralnych lub praktycznych, za stosowaniem kary śmierci; nie ma też zniewalających argumentów przeciwnych. Bezpieczniej jest jednak – zarówno w sensie utylitarnym, jak i moralnym – iść za przykładem krajów cywilizowanych, co karę śmierci zniosły i nie popadły z tego powodu w ruinę.
Przede wszystkim zauważmy, że norma: miłujcie nieprzyjacioły wasze jest szczególnym przypadkiem normy: miłujcie każdego człowieka. Ewentualne kontratypy tych dwu norm byłyby jakoś związane z odpowiedziami na następujące pytania:
- Czy różnym osobom powinien odpowiadać różny poziom miłości i, ewentualnie, jakie są tutaj gradacje?
- Czy norma miłujcie nieprzyjacioły wasze odnosi się tylko do nieprzyjaciół w sferze prywatnej, czy też w sferze publicznej?
- Czy kara śmierci nie musi naruszać normy: miłujcie nieprzyjacioły wasze?
- Czy udział w wojnie nie musi naruszać normy: miłujcie nieprzyjaciły wasze?
- Czy znęcanie się i tortury nie muszą naruszać normy: miłujcie nieprzyjacioły wasze?
Jacek Woroniecki OP, za św. Tomaszem, uważał, że, uwzględniając kryterium bliskości, można by utworzyć kręgi wspólnotowe dla danego człowieka. Wtedy poziom miłości bliźniego jest najwyższy w najbliższych kręgach, a najniższy – w tych najdalszych. Uważał on (Katolicka etyka wychowawcza, t. 2/2, Lublin 1995, s. 19),
że przy równych możliwościach przyjścia z pomocą innym i przy równych z ich strony potrzebach miłość winna przeważyć na stronę tego, z którym jesteśmy bardziej związani wspólnotą krwi lub obyczaju. Gdzie większy i głębszy związek, tam większy obowiązek miłości. Jest on uznaniem długu wdzięczności dla tej społeczności, rodziny czy narodu, której zawdzięczamy nasze życie i największe jego wartości duchowe i której go spłacamy kochając jej członków.
Równocześnie był on zwolennikiem kary śmierci, czyli ta kara jest do pogodzenia z rozważaną normą miłości nieprzyjaciół.
Stanowisko Wolniewicza nie jest sprzeczne z opinią Woronieckiego. Uważał on, że miłość nieprzyjaciół musi być niższej rangi niż miłość przyjaciół, że powinna istnieć kara śmierci, że nie wolno znęcać się nad innymi. Przytoczmy te analizy:
Weźmy […] przykład: „miłujcie nieprzyjacioły wasze”. Owszem, byle nie nazbyt wylewnie; nade wszystko zaś nie na równi z przyjacioły. A gdyby przyszło ich zabijać, co się może zdarzyć, to skutecznie, ale bez znęcania się. Oto zasada pośrednia do tamtej ewangelicznej. Wyraża ją Czerwony Krzyż, ten znak swoisty chrześcijańskiej cywilizacji Zachodu i znamię jej wpływu na świat. Przepaść, jaka dzieli zasady pierwsze od ich życiowej aplikacji, dzięki zasadom pośrednim maleje (B. Wolniewicz, O pojęciu kłamstwa …, wyd. cyt., s. 25).
Przy analizie w/w. normy należałoby też odróżnić nieprzyjaciela prywatnego od nieprzyjaciela publicznego i Carl Schmitt (1888-1985) poszedł po linii tego odróżnienia.
- Interpretacja Schmitta nakazu etyki katolickiej: miłujcie nieprzyjacioły wasze
Istota polityczności, wg Schmitta, wyraża się w rozróżnieniu sojusznika i wroga. Specyficzne polityczne rozróżnienie – pisał on – do którego można sprowadzić wszystkie polityczne działania i motywy, to rozróżnienie sojusznika i wroga (C. Schmitt, Pojęcie polityczności (1963), w: tegoż, Teologia polityczna i inne pisma, tłum. Marek A. Cichocki, Warszawa 2012, s. 254). Cichocki zamiast terminu „sojusznik” użył wyrażenia „przyjaciel”, ale jest to w tym przypadku błędne tłumaczenie „Freund”. Idę tutaj tropem tłumacza Franciszka Ryszki (Polityka i wojna. Świadomość potoczna a teorie XX wieku, Warszawa 1975, s. 155). Wróg, wg Schmitta, ma charakter publiczny, natomiast nieprzyjaciel – prywatny (Schmitt, wyd. cyt., s. 256-257). I nakaz miłujcie nieprzyjacioły wasze odnosi się nie do relacji publicznych, tylko do prywatnych. Cała historia chrześcijaństwa przemawia za takim podejściem. Przytoczmy niezwykle ciekawe fragmenty rozważań Schmitta w tej sprawie.
Wróg nie jest […] prywatnym przeciwnikiem, którego nienawidzimy czy do którego czujemy osobistą antypatię. […] Wróg ma charakter wyłącznie “publiczny”, wszystko bowiem, co odnosi się do takiej grupy ludzi, a w szczególności narodu, ma sens publiczny. Wróg to „hostis”, a nie „inimicus” o szerszym znaczeniu, [….]. Język niemiecki, podobnie jak inne języki, nie odróżnia „wroga” prywatnego od politycznego. Stąd bierze się tyle nieporozumień i błędów związanych z tym pojęciem. Często przytaczane zdanie „Miłujcie nieprzyjacioły wasze” (Mt 5,44 i Łk 6,27) brzmi „diligite inimicos vestros”, […] nie zaś „diligite hostes vestros”. O wrogu politycznym nie ma tam w ogóle mowy. W tysiącletniej historii wojen między chrześcijaństwem a islamem nigdy żaden chrześcijanin nie wpadł na pomysł, aby z miłości do Saracenów lub Turków wydać im na łup Europę, zamiast stanąć w jej obronie. Politycznego wroga nie trzeba wcale osobiście nienawidzić. Postulat miłowania „wroga” ma sens dopiero w sferze prywatnej. Przytoczony fragment Biblii [….] nie zachęca do porzucenia różnicy między sojusznikiem a wrogiem. W każdym razie nie zaleca, aby kochać wrogów swojego narodu i wspierać ich w walce przeciwko własnym rodakom (Schmitt, wyd. cyt. s. 256-257).
W interpretacji omawianej normy Kołakowski zalecałby chyba zrezygnowanie z nienawiści do wrogów swojego narodu.
Powyższy tekst jest uzupełnieniem artykułu Zubelewicza pt. Czy Kołakowski potępił nienawiść?:
Cz. 1, https://ekspedyt.org/2026/03/10/czy-kolakowski-potepil-nienawisc-cz-1/, 10.03.2026.
Cz. 2, https://ekspedyt.org/2026/03/11/czy-kolakowski-potepil-nienawisc-cz-2/, 11.03.2026.
Cz. 3, https://ekspedyt.org/2026/03/13/czy-kolakowski-potepil-nienawisc-cz-3/, 13.03.2026.
Cz. 4 (ostatnia), https://ekspedyt.org/2026/03/14/czy-kolakowski-potepil-nienawisc-cz-4-ostatnia/, 14.03.2026
Uznając opisane zróżnicowanie pomiędzy nieprzyjaciółmi w relacjach osobistych a relacją z wrogami naszej wspólnoty, narodu, ojczyzny, zwracam uwagę, że również w relacjach osobistych – indywidualnych z naszymi nieprzyjaciółmi mogą stać się oni, w pewnym momencie, naszymi wrogami zagrażając naszemu zdrowiu lub życiu, a wówczas mamy prawo zabić ich w samoobronie.
W relacjach indywidualnych jest to samoobrona, a w relacjach z wrogiem wspólnoty – wojna sprawiedliwa.
Napisane jest “kochaj bliźniego jak siebie samego”. Nie jest to kochaj bliźniego, a tym bardziej wroga – bardziej niż siebie samego lub bardziej od rodziny lub narodowej wspólnoty.
Kiedy wróg poddaje się, możemy darować mu życie, opatrzyć rany i ewentualnie postawić go przed Sądem.
Siewcy fałszywego miłosierdzia czyli głupcy albo inteligentni oszuści mają problem ze zróżnicowaniem etycznym poszczególnych przypadków i dopasowaniem do nich adekwatnych zachowań. Mają na przykład problem ze słowami Apostoła Jana, który też różnicował odmienne od siebie przypadki:
Chrystus powiedział:
Zwracam uwagę, że powiedział za przyjaciół, a nie za nieprzyjaciół
Na koniec podzielę się niepokojem zawartym w moich poprzednich komentarzach. Niski poziom ksenofobii w Polsce świadczy o przedłużającym się kryzysie narodowej wspólnoty.
Jednakowoż tradycja religijna, przynajmniej w kręgu naszej kultury, domaga się czegoś więcej niż rezygnacji z nienawiści: mamy ponadto dobro świadczyć naszym prześladowcom, modlić się za wrogów naszych.
Warunkiem okazania miłosierdzia przez katolika jest ZAWSZE skrucha i pragnienie poprawy u winowajcy. Jest to także warunek KAŻDEJ ważnej spowiedzi i rozgrzeszenia. Dobrze jest dobrany Twój cytat ze św. Jana oraz wskazanie na “siewców fałszywego miłosierdzia w tym głupców oraz inteligentnych oszustów”. Przypomina mi to takiego siewcę fałszu, Adama Michnika gdy w latach najgorętszych sporów o rozliczenie komunistów z ich grzechów przeciw Polsce i narodowi polskiemu, wił się właśnie w takich pouczeniach. Aby ci “pogrążeni w nienawiści katolicy” pamiętali o Bożym przykazaniu “miłości bliźniego” – i ani słowa o tym, że nie było nawet śladu skruchy u tego gangu spaślaków utuczonych na kradzionym.