24 września 2026 roku w St. Louis w stanie Missouri, odbędzie się długo wyczekiwana beatyfikacja Abp. Fultona J. Sheena (1895-1979), znanego nie tylko w USA, ale także na świecie, jako wnikliwy i utalentowany głosiciel Ewangelii. Był nazywany „Bożym mikrofonem” ze względu na niezwykłą zdolność głoszenia wiary w Chrystusa za pośrednictwem masowych środków przekazu.
W 1930 roku zaczął uczestniczyć w niedzielnym programie radiowym „The Catholic Hour”, który w szczytowym okresie popularności docierał do około czterech milionów słuchaczy. W 1951 roku rozpoczął prowadzenie cotygodniowego programu telewizyjnego „Life is Worth Living” poświęconego kwestiom wiary, który zgromadził około 30 milionów widzów.
Właśnie ukazała się ważna publikacja, zawierająca w jednym tomie liczne wypowiedzi arcybiskupa Sheena na temat panoszącej się obecnie na świecie kultury postchrześcijańskiej. Książka nosi tytuł „O silach zła”. Abp. Fulton Sheen podkreśla, że mniej więcej co 5 wieków w Kościele zachodzą wielkie kryzysy. Pierwszy miał miejsce na początku V wieku, gdy upadał Rzym. Wcześniej przez ponad dwa stulecia przelewano tam krew męczenników, ale kiedy Wieczne Miasto stało się chrześcijańskie, zniszczyli je barbarzyńcy.
Kościół narodził się na nowo, gdy przyjął charakter misyjny. Augustyn z Canterbury udał się do Anglii, Patryk do Irlandii, a Cyryl i Metody do Europy Wschodniej. Rozpoczęło się odrodzenie Kościoła. Około roku 1000 Kościół znowu doświadczył rozpadu, tym razem pod wpływem najazdów muzułmańskich. Wyznawcy islamu zostali zatrzymani w wielkiej bitwie pod Poitiers, zaledwie dwieście kilometrów pod Paryżem. Później dotarli do bram Wiednia. W Konstantynopolu doszło do schizmy. Wydawało się, że to koniec, ale Kościół odrodził się ponownie.
I znowu przyszedł kolejny kryzys. Nastąpił wewnętrzy rozkład i zepsucie w Kościele. Duchowni i osoby zakonne porzucali swoje wspólnoty. Nawet niektórzy papieże nie dawali dobrego przykładu. Koniec wydawał się bliski. Pojawili się reformatorzy. Niestety, reformacja nie reformowała tego, co należało. Zaczęto poprawiać myśl Kościoła, zamiast postępowanie jego ludzi. Dopiero sobór trydencki naprawił sytuację. Kościół ponownie się odrodził .
Obecnie po raz czwarty chrześcijaństwo przeżywa wielki kryzys. Teraz nie atakuje się Chrystusa jako historycznej osoby. Nie ma już herezji ani schizm. Wrogiem jest duch tego świata. Abp Sheen wymienia trzy zjawiska, które jego zdaniem świadczą o tym, że świat chrześcijański dobiega końca. Po pierwsze brak poszanowania dla świętości życia: w USA w ostatnich kilku latach dokonano dwóch milionów aborcji. Po drugie, brak uznania świętości związku małżeńskiego. Było ono zawsze znakiem i symbolem przymierza Boga z ludzkością. Po trzecie przekonanie, że „Bóg umarł”, a człowiek musi budować własny świat bez Boga. Ludzkość wpadła w stan apatii. Teologia i katecheza ludzi nie interesuje. Wiara stała się co najwyżej biernym dziedzictwem. Bóg jest pomijany, a zło relatywizowane.
Arcybiskup wskazywał na różnorodne przejawy antychrześcijańskiej światowości, będące efektem działania sił demonicznych, których ludzie nie dostrzegają bądź lekceważą.. Mówił m.in. że Zły (Antychryst):
Sprawi, że ludzie będą się wstydzić, jeśli ich bliźni powiedzą, że nie są tolerancyjni i liberalni. Tolerancję utożsami z obojętnością na dobro i zło. Doprowadzi do większej liczby rozwodów pod pretekstem, że inny partner jest „niezbędny”. Ubóstwi nagość. Będzie niszczył miłość prawdziwą poprzez promocję seksu bez miłości. Jego misją będzie wyzwolenie ludzi spod jarzma przesądów i faszyzmu, których nigdy nie zdefiniuje. Sprawi, że prawda stanie się wysoce subiektywna, prowadząc do kultury, w której „dobro jest złem, a zło dobrem”. Będzie lansował pozorną miłość do ludzkości i powierzchowną mowę o wolności i równości, nie wierząc w Boga ani w osobową godność człowieka. Skłoni współczesnego człowieka, w jego samotności i frustracji, do coraz większego pragnienia przynależności do wspólnoty, ale bez potrzeby osobistej poprawy i bez przyznawania się do winy.
Abp Sheen podkreślał też wewnętrzne problemy Kościoła: skandale związane z niektórymi hierarchami i ich tuszowanie, odejście od głębokiej duchowej istoty do powierzchownej rozrywki (nawet nabożeństwa czasami przedkładają modny program nad autentyczną modlitwę), czy też zwyczajną hipokryzję, analfabetyzm biblijny i brak starannego nauczania, pozbawiający wiernych przygotowania do stosowania wiary w życiu codziennym.
Abp Fulton Sheen przewidział potężny kryzys psychologiczny w społeczeństwach i obsesję na punkcie ego. Dostrzegł, że rzeczywistość „grzechu” zostanie zastąpiona „kompleksami” i zaburzeniami psychicznymi. Ostrzegał, że odrzucając Boga, współczesny człowiek będzie cierpiał z powodu głębokiego wewnętrznego rozłamu, niepokoju i głębokiej samotności, której żadne bogactwo materialne nie będzie w stanie uleczyć. Zauważył, że ludzie będą szukać nauczycieli, którzy uspokoją ich sumienia, zamiast mówić im prawdę.
Post-chrześcijański świat ustanowi religię bez krzyża. Ta nowa religia – odzierając Kościół z boskiej wiary na rzecz świeckich ideologii – mówi o miłości do ludzkości, a nawet zwierząt, czy Ziemi, ale pomija miłość Boga, pozbawiając Chrystusa Jego boskości.
Abp Sheen się nie pomylił. Oprócz wymienionych wyżej zjawisk, przerażająco rozwinął się kult przemocy. Oprócz ogromnej skali aborcji, mamy coraz powszechniejszą zgodę na eutanazję, protokoły terapii daremnej czy szaleństwa coraz liczniejszych wojen i przygotowań do nich. Wiele krajów przeznacza wzrastające, ogromne nakłady na produkcję broni i badania nad wyrafinowanymi środkami zabijania, zamiast troszczyć się o byt codzienny ludzi.
Co robić? Abp Sheen nigdy nie był prorokiem rozpaczy. Postrzegał współczesny kryzys jako konieczne oczyszczenie. Wyjaśnił, że konieczna odnowa chrześcijaństwa nie będzie pochodzić wyłącznie od hierarchii, gdyż także świeccy posiadają duchowy wzrok niezbędny do zachowania wiary w czasach kryzysu. Podkreślał, że duchowa siła współczesnego Kościoła zależy wyłącznie od podtrzymywania wiary w życiu codziennym i osobistego oddania Jezusowi w Eucharystii. Sam osobiście przez całe życie praktykował codzienną Godzinę Świętą przed Najświętszym Sakramentem.
Dodaj komentarz