Jest niemal powszechna zgoda, że finansowanie nauki w Polsce nie jest wystarczające. Etatowi pracownicy instytucji naukowych zgodnie argumentują, że winni być dużo lepiej opłacani niż przeciętny obywatel, bo to od nich zależy postęp i poziom gospodarki. Co prawda przełożenie badań naukowych na gospodarkę nie zawsze jest widoczne, czasem mogłoby przynosić straty, ale taka filozofia u nas obowiązuje. Zgodnie z naszym systemem naukowcy i granty naukowe są finansowani z kieszeni podatnika, ale wyniki grantów/projektów i sposoby ich otrzymywania (recenzje) są utajniane przed obywatelem, a to z powodu ochrony przed nieuczciwą konkurencją. Stąd biedny obywatel finansujący z podatków naukę traktowany jest jako potencjalna konkurencja dla dysponujących środkami na naukę (sic!). Finansowane są publikacje naukowe niezbędne dla rozliczenia grantów, oceny pracy naukowców, stanowiące podstawę do ich awansowania. Rzecz w tym, że biurokratyczny system „punktozy” prowadzi do patologii, nader często do selekcji negatywnej. Celem nauki stały się punkty za publikacje, a nie wartościowe osiągnięcia. Produkcja publikacji idzie pełną parą, nieraz w zakładanych przez akademików fabrykach publikacji, których rzekomą wartość podnoszą swoiste kluby wzajemnego cytowania. Spora część tej masy publikacji nic nie wnosi do nauki, gospodarka nie ma z nich pożytku (o ile nie ma strat), ale są finansowane z ubogiego budżetu na naukę. Jednym słowem finansuje się w niemałym stopniu makulaturę, a nie naukę. System jest marnotrawny, finansowo chłonny i zwiększenie, nawet znaczne, tak funkcjonującej domeny akademickiej nie rokuje nadziei na poprawę jej poziomu i zwiększenia przydatności dla społeczeństwa. Klimat dla uprawiania nauki rzeczywiście u nas nie jest przyjazny, ale dominujący trend w środowisku akademickim to walka (i to od lat) o zachowanie status quo, czym obniża się społeczny prestiż i utrwala „dołek”, w którym znajduje się nauka. Co więcej, kształcimy młodych zdolnych ludzi dla innych krajów. Aby zrealizować swoje talenty, z Polski wyjeżdżają, bo u nas zostaliby zmarnotrawieni.
Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 8 kwietnia 2026 r.
UWAGA: Nowa książka autora Z akademickiej otchłani jest do nabycia w sklepie Gazety Polskiej

Dodaj komentarz