Przy Downing Street 10 odbyło spotkanie pełniącego funkcję prezydenta Karola Nawrockiego z premierem Potwornej Brytanii, Keirem Starmerem.
„Polska i Wielka Brytania są bliskimi sojusznikami od dziesięcioleci” – stwierdził Nawrocki wyrażając wdzięczność za stacjonowanie prawie 150 żołnierzy brytyjskich w naszym kraju. Dodał też, że „podzielamy te same wartości”.
Nie wiem co miał na myśli Karol Nawrocki mówiąc o tych samych wartościach. Czy chodziło mu o Polskę czy o III RP, bo jeżeli nie o Polskę tylko trzecią eRP, to być może rzecz dotyczy zamordyzmu czego wyrazem jest poniższe zestawienie.
Byłoby to jednak dziwne, bo prezydent Nawrocki deklarował się jako przeciwnik działań Tuska i Żurka, wetując ostatnio ustawę o cenzurze.
Na spotkaniu z dziennikarzami, Nawrocki powiedział:
Konstytucja jest łamana, więc jeśli Pan redaktor mnie pyta, czy wszyscy mogą liczyć na sprawiedliwy proces w Polsce, szczególnie za sprawą decyzji ministra Żurka o pozakonstytucyjnej zmianie systemu losowania sędziów, to tak nie jest. Są w Polsce osoby, które nie mogą liczyć na sprawiedliwy proces…
Przypominam także, że odpowiedzialność za wartości wolnego świata, tego świata, do którego tak blisko jest Polsce, którego Polska jest w istocie częścią. Odpowiedzialność za bezpieczeństwo w zasadniczej mierze bierze Sojusz Północnoatlantycki na czele ze Stanami Zjednoczonymi…
Było to bardzo dobre spotkanie odbywające się w dobrej, przyjaznej atmosferze. Państw, które są w istocie sojusznikami i przyjacielami.
Karol Zelig
Karol Nawrocki jako polityk przypomina ostatnio specyficzną odmianę bohatera filmu “Zelig”, który miał zdolność upodabniania się do otoczenia, w którym przebywał. W Częstochowie, wśród kibiców wygłasza patriotyczne przemówienia, a “chwilę potem”, na spotkaniu w Londynie, mówi zgodnie z obowiązującą poprawną narracją jakby nie znał historii relacji pomiędzy Polską a Zdradliwą Brytanią będącą na dodatek narzędziem „Bestii”.
Tradycyjne wartości wolnego świata o których wspomniał Nawrocki nie są na pewno wartościami państwa na Wyspach Brytyjskich, które ostatnio stoczyło się do poziomu totalitaryzmu. Nie są też wartościami unijnymi, które zostały nazwane przez Ursulę von der Leyen “wartościami Talmudu”.
Wartościami do których Polska powinna aspirować są wartości cywilizacji łacińskiej, cywilizacji niszczonej przez sojusz UE i W. Brytanii. Czy Karol Nawrocki o tym nie wie czy może udaje, prowadząc grę? Przypominam, że już mieliśmy takiego, który rzekomo prowadził grę, a dziś, post factum, jest nazywany przez wielu „ zwykłym idiotą”.


Niestety, wyłazi odwieczny parobczański kompleks polski. Gdy minister Beck wrócił z Londynu w przededniu wybuchu 2 wojny światowej najważniejszą rzeczą był dla niego rozwinięty przed nim czerwony dywan. Popadł przez to w stan takiego zachwytu, że nie dostrzegł szczegółów w umowie sojuszniczej dzięki którym Anglia mogła pomóc Polsce w razie ataku, ale nie musiała. Pamiętam też z czasu rządów PiS, jak min. Błaszczak zwany chyba słusznie Płaszczakiem wrócił z jakichś rozmów w USA i odpytywany w Radiu Maryja – sam tego słuchałem – zachłystywał się, że w Pentagonie po rozmowach jakiś sekretarz czy generał odprowadził polską delegację OSOBIŚCIE do samochodu.
– Proszę księdza – piał z zachwytu – to się nie zdarza! Czasem odprowadzają do drzwi, ale żeby aż do samochodu?!…
Miałem ochotę zadzwonić i wyrazić wątpliwość, czy aby na pewno był to objaw uprzejmości czy raczej obawy, żeby ktoś z delegacji nie zwinął popielniczki z holu.
Obawiam się, czy pan prezydent takimi wypowiedziami nie daje świadectwa swej przynależności do tej właśnie “płaszczakowatości”, choć go o to – w przeciwieństwie do mistrza lizusostwa, Dudy – nie podejrzewałem. Angole świetnie to widzą i już Churchill tego typu wzgardliwe uwagi na temat “dumnych Polaków” w rządzie emigracyjnym wyrażał.
Nawrockiemu być może też rozwinęli czerwony dywan – jeśli nie prawdziwy, to psychiczny, bo są bezbłędni w swej opracowanej przez wieki szkole skutecznego obezwładniania partnera w rozmowach umiejętnie dozowanym narkotykiem komplementów i stwarzania ułudy przynależności “do jednej europejskiej rodziny”.
A to guzik prawda. Anglik ma w sobie nieuleczalną pychę nosiciela absolutnie najwyższej cywilizacji, reszta świata to są dla niego pariasi. No, ewentualnie Francuza lub czasem Niemca uzna za PRAWIE równego sobie. Ale pozostali są dla Angola oczywistym obiektem podboju i eksploatacji i nie ma dla nich nic ponad uprzejmość sklepikarza, większą czy mniejszą, ale sklepikarza, kropka. Tylko takiego uważa, który się da oskubać a nawet sam prosi o ten zaszczyt, obezwładniony podawaniem mu herbaty na spotkaniu i pytaniem: ze śmietanką czy z cytryną. Margaret Thatcher (zresztą córka sklepikarza z londyńskiego Finchley) była tego doskonałym przykładem.
Nie rozumiem tego kompleksu w sensie takim, że jest mi on obcy. Nigdy nie miałem takich tendencji. Najgorszym z tego może być to, że Nawrocki myśli tak jak mówi. Język dyplomacji może być giętki, ale nie powinien fałszować ani przeszłości ani teraźniejszości.
Nie rozumiem tego kompleksu (…) jest mi on obcy
Bo ty się nie pchasz do władzy, jest ci obojętny świat czerwonych dywanów. Władzy potrzebuje inny typ człowieka, niż Ty nim jesteś. Taki hoduje w sobie nieznane Ci przepaście kompleksów, pragnień, potrzeb. I na tym żerują ci, którzy go widzą w prześwietleniu i potrafią grać na jego kompleksach. Od czego są służby. Nie mówię, że Nawrocki dał się tak rozegrać, ale tak to funkcjonuje.
Myślę, że otoczeniu przygotowującemu wizytę można tu wiele zarzucić. Poza tym dziwny jest brak wspólnego wystąpienia po wizycie, a tylko spotkanie prezydenta z dziennikarzami. Obniżyło to rangę spotkania.
Myślę, że otoczeniu przygotowującemu wizytę można tu wiele zarzucić
No, właśnie była mowa o służbach… I to na obu końcach dywanu.
Celowo użyłem słowa ‘otoczenie’, ponieważ to szersze pojęcie. Służby, w tym służby dyplomatyczne, raczej wiedzą, co robić. Natomiast mogą niewiele jeżeli w pobliżu ucha szefa kręci się jakiś zausznik georealista.
To co tu Sz.P. napisaliście wszyscy razem i każdy z osobna powinno zostać przesłane Nawrockiem lub/i udostępnione na X. Może to coś pomoże byśmy nie mieli dudy 2.0 , a ryzyko jest duże bo z tej samej pisowskiej stajni pochodzą.
Nawet chyba domyślamy się, o kogo może chodzić (może być ich nawet 2 lub 3) Zasmuca tylko, że taki rzekomy twardziel jak K.N. tańczy do gry na harmonijce ustnej takich dwóch czy trzech pajaców, jak tylko zachcą. Jedno co może ich (trochę) usprawiedliwiać to to, że w tym już kompletnym ześwirowaniu świata, gdzie człowiek rzuca cień, a cień rzuca cień siebie samego i tak dalej, oni też już zaczynają się plątać, choć nadal srożą miny.
Panie Prezydencie, są kryteria i granice przyjaźni, szczególnie wobec Wlk. Brytanii.
_______________________
A U PANA KAROLA- STABILNIE
Notę wystawił Adam Wielomski /po spotkaniu z intelektualistką Cichanouską/
@ CzL
Tragedia. I to rozradowane pysio Przydaczowe za prezydentem… Z takimi wioślarzami nie dopłynie daleko, osiądzie na mieliźnie, gdzie czeka na niego herbatka z prezesem i kotem. A tak dobrze się zaczęło. Dlaczego w Polsce tak prędko się okazuje, że ci fajni ludzie mają jednak króciutki oddech i zwykle prędzej niż później wychodzi lichość materiału, z jakiego są zrobieni. Widocznie taki jest los narodu bez elit. Naszą elitą jest tylko Bóg. I może o to chodzi – abyśmy przestali pokładać wiarę w śmiertelnych, a byli tylko w Nim.
“Dlaczego w Polsce tak prędko się okazuje, że ci fajni ludzie mają jednak króciutki oddech i zwykle prędzej niż później wychodzi lichość materiału, z jakiego są zrobieni. Widocznie taki jest los narodu bez elit. Naszą elitą jest tylko Bóg”.
Bardzo mi się nie podoba to co Pan tu powypisywał. – Nawet Bogu przypisał Pan funkcję której nie ma.
Bóg jest jeden, ale w Trzech Osobach. Bóg Syn Boży pełni funkcję Boga w nas, w każdej osobie wierzącej – dla nas bezpośrednio jest Tym co w nas jest dobre i najlepsze zarazem.
Bóg Duch Święty Pełni funkcję Boga z nami, nami jako ogółem członków naszych wspólnot ducha, zwłaszcza rodziny i narodu, oraz wiary. – Jest tym co buduje naszą tożsamość i jedność, a więc i nasz wspólny system wartości duchowych z ich hierarchią ważniejszości, oraz priorytetami dla tego co wspólne. – System wartości jako spójny, jednoznaczny powszechnie i zgodnie rozumiany, oraz tak samo praktykowany w takich samych sytuacjach przez każdego z członków tej wspólnoty.
Bóg Ojciec, nasz Stwórca, pełni funkcję Boga w niebie, Tego który nam wyznaczył nasze powołania, w tym do świętości, a więc i do bycia wybranym dożycia wiecznego w niebie spośród powołanych, oraz wyposażył nas w siły środki i możliwości działania, i od każdego ma wymagania zróżnicowane w zależności od tego co mamy dane.
Każda z Osób Bożych jest nam pomocna, ale i wymagająca na swój sposób.
Nazwał Pan tutaj Naród Polski narodem bez elit, dychawicznym i zrobionym z lichego materiału.
Świętej pamięci ksiądz Kneblewski twierdził coś zdecydowanie przeciwnego.
– Otóż materiałem z którego powstał naród Polski była nie tylko wiara chrześcijańska, ale i nasi Praprzodkowie Sarmaci. – A ci, gdy przyszli na nasze ziemie w jakimś tam sensie zbliżone do aktualnych wszyscy, dokładnie wszyscy, byli szlachcicami.
Podział na rolników i wojowników był późniejszym, wewnętrznym podziałem.
Owszem później dystans między oboma grupami był, ale nie przepaść jak na Zachodzie czy Wschodzie.
Owszem jedna część w znacznym stopniu dała się schłopić, drudzy w znacznym stopniu zostali wymordowani, oraz jeszcze trwają proces deprawacji, demoralizacji czy odczłowieczenia, w tym braku dobrego wychowania młodzieży, zniewalania i uzależniania dobrami świata, ale dziedzictwo i potencjał wciąż w nas są przeogromne a praktycznie nie wykorzystywane.
A jednak do zaufania sobie w ramach naszych wspólnot ducha też mamy podstawę – Ją daje nasz system wartości trwały i dalekowzroczny, odporny na przekłamania. Tu nie ma miejsca na hierarchie osobowe, czy interpretacje, interesy, wyjątki czy przywileje
Jeżeli nie dziedzictwo i potencjał we krwi po nich, to przynajmniej w ich duchu. odziedziczonym mamy szlachetność i godność.
No ale nade wszystko jesteśmy solidnie ukształtowaną wspólnotą ducha, w tym mamy nami Boga Ducha Świętego – Boga z nami.
Jesteśmy prawdziwą potęgą, bo jeśli Bóg jest z nami, któż przeciwko nam.
“Naszą elitą jest tylko Bóg. I może o to chodzi – abyśmy przestali pokładać wiarę w śmiertelnych, a byli tylko w Nim”.
Banialuki proszę pana.
Nasze elity to najlepsi z dobrych między nami. – Każdy Polak jako potomek szlachcica – ma zadatki na bycie elitą ducha w Narodzie, elitą rolników, elitą wojowników, elitą polityków wzorcowo moralnych.
Elity nie są od tego, żeby pokładać w nich wiarę (a one zrobią to co obiecają, a jak nie zrobią to obiecają coś innego), nie ci co mówią “zaufajcie mi – dokąd ja będę rządził, to będzie wam dobrze”, czy “weźmy się i zróbcie”, ale wytłumaczyć pokazać co i jak, żeby za nimi iść w bój czy do dzieła.
Prawdziwa elita to pierwsi do dzieła – ale i wytycza dobre drogi dla ogółu we wspólnym duchu i dla wspólnej przyszłości.
Co do Boga to On nie jest naszą elitą w której byśmy mieli pokładać wiarę.
To by była kpina z Niego gdybyśmy oglądali się na Niego, na nowe dary, łaski, okoliczności czy cuda zamiast najpierw wykorzystać te wszystkie siły, środki i możliwości które już mamy. – Bo to byśmy sobie ukrywali na wypadek porażki.
Przecież to właśnie byłby akt naszej niewiary mimo naszych możliwych pięknych słów o naszej wierze, czy mimo naszych wytrwałych modlitw wyrażających nasze miłość czy nadzieję. Byłyby puste bo od razu byłaby w tym niewiara w sukces.
Jak zawsze raczy nas Pan wypracowaniem na kilometr, którego nie chce się czytać. Nie umie Pan pisać zwięźle? I co takiego mogło Panu się nie podobać w tym, co “powypisywałem”, jak się pan ładnie wyraża.
Zdanie o tym, aby nie pokładać ufności w śmiertelnych? To niech pan poczyta sobie Psalmy, np. 146: „Nie pokładajcie ufności w książętach Ani w człowieku, który nie może pomóc! Gdy opuszcza go duch, wraca do prochu swego; (…) Błogosławiony ten, którego nadzieja jest w Panu, Bogu jego”.
Albo “Kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne” (J 12, 25)
Niestety, Pismo Św. którego pan nie doczytał albo czytał bez zapamiętania lub zrozumienia, to pana problem i nie zamierzam pana za rączkę prowadzić na lekcje katechizmu. A to tylko niektóre z cytatów na ten temat z Pisma Św., których tworząc swe bezsensowne zarzuty, nie zechciał pan wziąć pod uwagę. Zaś Boga odnoszę jako do „jedynej elity” używając tu figury metaforycznej, ale taka złożoność narracji pewnie i tym razem przekracza pańskie zdolności, bo naiwnie bierze to pan dosłownie.
Ksiądz Kneblewski akurat był przez wiele lat moim serdecznym przyjacielem, działaliśmy razem jeszcze w podziemiu i mieliśmy wspólny pogląd na wiele spraw. Nigdy on ani ja nie mówiliśmy o polskim narodzie jako „zrobionym z lichego materiału”. Byliśmy zawsze patriotami, ale co poradzę, że również ten fragment mojego wpisu przekracza pańskie zdolności rozumienia. Piszę przecież wyraźnie o pewnym typie ludzi, jedynie o tych, którzy dochodzą do władzy zdobywając sobie ludzkie serca, ale po krótkim czasie wychodzi z nich małość.
Ale to jak mówić ze ślepym o kolorach. Na pewno o wiele głębsze i ciekawsze były rozmowy ze śp. Ks. Kneblewskim. Jemu takich rzeczy nie trzeba było tłumaczyć.
Jak zawsze raczy nas Pan wypracowaniem na kilometr, którego nie chce się czytać.
Nie ma obowiązku czytania. Ja staram się pisać tak, żeby ten, kto zdecyduje się przeczytać nie żałował poświęconego czasu.
Poza tym przeciwieństwem rozwijania tematu argumentami merytorycznymi jest odwoływanie się do emocji lub atak personalny. Zwłaszcza krytyka merytoryczna staje się wtedy konstruktywna i z szansą na przyjęcie lub dyskusję, w przeciwieństwie do odwoływania się do emocji lub ataku na osobę autora krytykowanego tekstu.
– Tu pisanie rzeczywiście może być zwięzłe… tylko jakoś dziwnie skojarzone z „ładnym modleniem się” w przekonaniu że to pomoże w spełnieniu zawartych w modlitwie próśb.
„I co takiego mogło Panu się nie podobać w tym, co “powypisywałem”, jak się pan ładnie wyraża”?
To co mi się nie podobało przecież opisałem panu.
Przecież to pańskie słowa: „Dlaczego w Polsce tak prędko się okazuje, że ci fajni ludzie mają jednak króciutki oddech i zwykle prędzej niż później wychodzi lichość materiału, z jakiego są zrobieni. Widocznie taki jest los narodu bez elit”.
Mnie tu zbulwersowało że „Nazwał Pan tutaj Naród Polski narodem bez elit, dychawicznym i zrobionym z lichego materiału”.
Do tego zwrot:„los narodu…” – Widzę tu jakiś fatalizm i narzekanie że jest nie tak jak powinno zamiast rozwiązywać problemy w ramach własnych już posiadanych sił środków i możliwości działania … na początek, a zawsze z duchem u celu i w drodze do niego. – Z Duchem Świętym, „Bogiem z nami” też.
Ponadto napisał pan:
„Naszą elitą jest tylko Bóg. I może o to chodzi – abyśmy przestali pokładać wiarę w śmiertelnych, a byli tylko w Nim”.
W dorozumieniu: elita jest od tego żeby w nią wierzyć że coś za nas zrobi (?)
To zupełnie inne elity jak elity ducha.
A jeszcze jest sugestia, że skoro w Boga, a nawet Bogu wierzymy to nadaje się On do bycia naszą elitą. – Och, jak to dobrze by było mieć takiego Boga. – Boga „niedzielopalmowego”.
A jest też konieczność tego, żebyśmy to my starali się być tymi potrzebnymi Narodowi Polskiemu elitami, bo inaczej naszą rolę przejmą inni, nie mającymi z nim nic wspólnego – jego i nasi wrogowie,
[o księdzu Kneblewskim]„Nigdy on ani ja nie mówiliśmy o polskim narodzie jako „zrobionym z lichego materiału”. Byliśmy zawsze patriotami, ale co poradzę, że również ten fragment mojego wpisu przekracza pańskie zdolności rozumienia”
Trochę pan zaszalał, bo może i miał na myśli jakichś „niektórych”, tyle że jednak przedmiotowe zdanie zaczął pan od kwantyfikatora „Dlaczego w Polsce tak prędko się okazuje…”, który już obejmuje wszystkich.
Znowu wypracowanie. I znowu nic pan nie zrozumiał z tego, co napisałem. Trudno. Nie pogadamy.
od początku było wiadomo z kim mamy do czynienia. Przecież Nawtovki yo kandydat pisu. Nawrocki w czasie kampanii i po, po prostu orientuje się na elektorat Brauna. PiS traci rozmydlaniem, a Braun zyskuje stanowczymi wypowiedziami i zachowaniem , a przede wszystkim patriotycxną postawą. Gdyby Nawrocki był prawdziwym patriotą, nie atakowałby Brauna, a ho popierał.Uświadamislby jakie są skutki przynależności do uni. Jako były szef IPN powinien wiedzieć, że Polska jako członek uni ma obowiązek wdrażania dyrektyw do swojego ustawodawstwa, natomiast rozporządzenia i decyzje stają się eiążące automatycznie w całej uni. Reasumują, by uwolnić się od wpływu zgubnych przepisów koniecznym jest wyjście z uni. Niestety politycy pisu mydlą ludziom oczy.
Bardzo ładnie Pani to rozkminiła.
Warto więc za tym pójść dalej, zagłębiając się w istotę problemów, bo jednak samo rozwalenie UE nie załatwia problemów, podobnie jak i każde wyrzeczenie się zła. Tu obowiązuje ta sama zasada, że natura nie znosi próżni, więc grozi, że w miejsce tego co zwalczamy z łatwością wejdzie dowolne inne zło, a w praktyce gorsze. W Biblii też mamy w tym temacie naukę, że wypędzone z serca duchy nieczyste wracają, i to w towarzystwie jeszcze złośliwszych od nich jeśli nie zapanuje w nich dobro, a nawet wola służby celom duchowym dobra ludzkim i wspólnotowym.
– Żeby nie zło znów nie weszło jako pan i gospodarz serca, trzeba mieć z góry przygotowane dobro, a nawet jego system do zainstalowany w miejsce zwalczonego zła.
– Przede wszystkim Unia to twór sztuczny, umowny, pozakonstytucyjny, nie mający oparcia we wspólnym duchu narodów, które postanawiają unikfikować funkcjonowanie swoich państw.
– Twór pozaprawny, który a nie wiadomo skąd czerpie moc do bycia władzą zwierzchnią. Wszystko wskazuje na to że satanistyczny już z tego powodu, że nie mający wspólnych celów duchowych i ideowych. – A to musi skutkować ideologiami (socjalizm, faszyzm, liberalizm, poprawność polityczna, czy prawnictwo z prawem wynoszonym nad sprawiedliwość, i jej służebności duchowe), a nawet interpretacjami (“wartości Talmudu”).
– Twór na pewno nie kierujący się wspólną moralnością, a więc i wspólną przyszłością, faktycznie reprezentujący interesy mafii i korporacji prywatnych mających cele zbrodnicze względem zrzeszonych w UE państw jako dóbr wspólnych swoich narodów właścicielskich, i aspirujących do zawłaszczenia wszystkich dóbr wspólnych wspólnot ducha znajdujących się na terenie UE.
Podejrzewać trzeba też wielki spisek co do tej mocy do bycia władzą zwierzchnią nad państwami a nawet narodami UE. – To po prostu syjonizmy wszelkich ideologii z ich ściekiem w globaliźmie rozumianym jako globalna supermafia jako superpasożyt i superdrapieżnik pożerający wszystko, zaczynając od tego, co jest najbardziej bezbronne jako nakierowane na cele życia, człowieczeństwa i ducha ludzkiego i musi być chronione przez narody jako ze swojej natury moralne i dalekowzroczne, czy społeczności ideowe posiadające spójny, jednoznaczny i powszechny w nich system wartości duchowych, stosowany tak samo w takich samych sytuacjach – dokładnie to przez powoływane przez nie organizacje państwowe, czy ich porozumienia
Ponadto jest konflikt między prawem unijnym a celami prawa w państwach i wspólnotach ludzkich przynależących do Unii z założenia przyznający monopol tej supermafii na stanowienie prawa, jego wykonywanie i jego osądzanie – wszystko poza jakąkolwiek kontrolą społeczności i narodów.
Z tego wynika że UE aspiruje do funkcji supertyrana utajonego sprawującymi swoją zbrodniczą władzę zafasadowo względem aktorów na oficjalnych stanowiskach nadzorców niewolników zwanych władzami państwowymi, z czasem coraz bardziej jawnymi niewolnikami, którymi miałby zostać zapełniony obszar UE.
A Nawrocki? – Jeszcze nie zdjął maski aktorskiej co do ideologii, ale wszystko wskazuje na to że to syjonista, więc można się po nim spodziewać najgorszego, nawet gdyby to miał być syjonizm katolicki (bo już jest taki termin, więc i taka herezja nam grozi).
“Nie pogadamy.”
Nie pogadamy, ale nie dlatego że ja czegoś jakoby nie zrozumiałem, tylko dlatego że pan z góry założył, że to ja piszę bez sensu czy głoszę herezje, więc i dlatego nie mamy wspólnej płaszczyzny i zgodnej woli dyskusji na argumenty merytoryczne.
Jak można z Panem “merytorycznie dyskutować” jeśli użyty przeze mnie kwantyfikator „Dlaczego w Polsce tak prędko się okazuje…” to według Pana, po raz kolejny – i mimo mego tłumaczenia, że chodzi jedynie o niektórych Polaków (“tak często”) – obraza wobec “wszystkich” Polaków. Który raz mam Panu tłumaczyć, że moje “tak prędko się okazuje” i pańskie “wszyscy Polacy to…” nie są tożsame i znaczą co innego. Przy takim stopniu manipulacji lub nierozumieniu tekstu, dyskusja merytoryczna nie jest możliwa. Ukłony, kończę na tym.
W „Dlaczego w Polsce tak prędko się okazuje…” od których Pan zaczął problematyczne zdanie chodzi o wspólną przyczynę tego co skutkuje wewnętrznymi słabościami i ograniczeniami.
– Ponadto zwrot “króciutki oddech” wini tu jeszcze brak rozmachu i dalekowzroczności typowych duchowi (ludzkiemu, wspólnotowemu, narodowemu, wiary, wierności) typowy dla “w Polsce” sugeruje szczególnie naganną, wspólną wszystkim, typowo polską wadę jako jako tą przyczynę.
– Bo jest tu i “pedagogika wstydu” – już “z automatu” przypisana do takiego kwantyfikatora.
Żelazne zasady logiki zawarte z tym kwantyfikatorze są w sprzeczności z możliwością powoływania się na wyłącznie niektórych.
A tak w ogóle to dlaczego Pan napisał “w Polsce”, a nie tak, żeby od razu wskazać prawdziwych winowajców – dopuszczonych jako równouprawnionych do udziału w życiu społecznym i politycznym III RP, a bez faktycznego tytułu do tego:
– Mógł pan napisać np.:
– “po stronie “lewackiej” jako pseudoludowej i antypolitycznej jako żądającej przywilejów i praw odgórnie jej nadawanych, stronie uzurpatorskiej i uroszczeniowej”
– lub “po stronie “prawackiej” jako pseudokapitalistycznej, chcącej zachować zbrodniczo zagrabione korzyści (a faktycznie reprezentującej arystokrację (z natury ponadnarodową) i korporacje prywatne (z natury niemoralne, satanistyczne i globalistyczne, do tego ekspansywne bez granic, po globalistyczne), i zachować dalsze wpływy na władzę w przyszłości, stronie stawiającej wygórowane, idealistyczne wymagania wobec zwykłych ludzi, np. “że nie są aniołami”, i “raz zgrzeszył, zawsze grzesznik”?
Bo „Dlaczego w Polsce tak prędko się okazuje…” może mieć tylko do ukrycia fałsz lub patologię.
Dlatego skupienie się na osobach demaskowanych ma i tak niewiele sensu, a prawdziwa szansa dla Polski jest w tych co demaskują i chcą powrotu do normalności i natury, ale i do tego co nadnaturalne, w tym więcej i najpierw dawania jak brania, najpierw działania na rzecz tego co wspólne, zwłaszcza duchowe i wspólnot ducha, najpierw dla dalekowzrocznie pojmowanej wspólnej i pokojowej przyszłości jak to co doraźne i osobiste, tego co moralne, do pełni człowieczeństwa dojrzałego, na drogę ku realizacji powołań, oraz świętości.
Dlatego i wytrwałe dyskusje są konieczne – bo tylko one mogą nas doprowadzić do konsensusu.
Konieczna jest i zgodna wola co do stanowienia zasad powszechnych, oraz wspólna obrona wszystkiego co jest konieczne dla życia w pełni człowieczeństwa ludzkich wspólnot i ich członków, w szczególności dóbr wspólnych wspólnot międzypokoleniowych, które muszą być przekazywane z pokolenia na pokolenie i nie podlegać prywatyzacjom, ani sprzedażom, ani dzieleniom się władzą nad nimi czy to z władzami państwowymi, czy instytucjami ponadpaństwowymi (a zwłaszcza kłamliwie zwanymi międzynarodowymi) – bo one są zarazem własnością narodu niepodzielną i niezbywalną.
Oczywiście że są takimi to nie magia, a tytuł do nieprzejednanej obrony, do zapobiegliwości i do ofiarnej obrony koniecznej po poświęcenie osobiste włącznie.
– “Demokratyczna większość”; to fikcja, wybory władzy demokratycznie wybranej to oszustwo,
Zgodność oparta o wspólne chcenie, też fikcja, też manipulacja zaczerpnięta od prawników bandyckiego, przedchrześcijańskiego Rzymu.
Ludzkim jest szukanie jedności duchowej.