Akta Epsteina: Kolejna „stworzona rzeczywistość” Imperium?

To, że media głównego nurtu chcą tylko o tym dyskutować, nie dziwi, są przecież ustami dla mózgu establishmentu. Jednak fakt, że do tego stopnia zdominowało to media alternatywne, wydaje mi się nieco niepokojące.

Czy naprawdę nauczyliśmy się czegokolwiek?

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

Akta Epsteina: Kolejna „stworzona rzeczywistość” Imperium?

Czy to zaprogramowane polowanie na czarownice naprawdę jest wyrazem braku zaufania do establishmentu?

Jedyne, o czym ktokolwiek chce rozmawiać, to akta Epsteina, miliony dokumentów i e-maili ujawnionych przez rząd USA, dotyczących *ekhem* nieżyjącego Jeffreya Epsteina i jego wielu wpływowych korespondentów.

To, że media głównego nurtu chcą tylko o tym dyskutować, nie dziwi, są przecież ustami dla mózgu establishmentu. Jednak fakt, że do tego stopnia zdominowało to media alternatywne, wydaje mi się nieco niepokojące.

Czy naprawdę nauczyliśmy się czegokolwiek?

Chomsky jest złoczyńcą za to, że był przyjazny, a Finkelstein bohaterem za to, że powiedział Epsteinowi, żeby ten poszedł do diabła. Mandelson wycofał się. Znowu. Bill Gates zaraził się chorobą weneryczną [STD/STI]. Elon jest „zbyt autystyczny”, żeby być pedofilem (i przypadkowo potwierdził, że e-maile były prawdziwe. Ojej).

Jak można było się spodziewać, cała ta sprawa zamieniła się w ćwiczenie polegające na opowiedzeniu się po którejś ze stron.

Ludzie wyszukują słowa określające ich faworytów i zapisują wyniki. Starmer jest wymieniony 33 razy, Farage 41, a Putin ponad tysiąc razy.

Te podziały dotyczą także geopolityki.

Podczas gdy komentatorzy mediów głównego nurtu wciskają kit, że „Epstein był rosyjskim agentem współpracującym z Putinem”, ludzie, którzy wiedzą lepiej, chcą rozmawiać o Maxwell, Mossadzie i Izraelu.

Nie da się zaprzeczyć, że druga wersja ma tę zaletę, że jest przynajmniej częściowo prawdziwa, ale obie – moim zdaniem – wpadają w pułapkę polegającą na pozwalaniu, aby warunki dyskusji były ustalane odgórnie.

Mam wrażenie, że pytanie, które ciągle mi się nasuwa, brzmi: „Dlaczego mielibyśmy akceptować cokolwiek, co w tych e-mailach ma znaczenie?”

Mamy tu tylko to, czego Departament Sprawiedliwości USA chce, abyśmy widzieli. Rzeczy zweryfikowane, ocenzurowane, a nawet wymyślone.

Należy założyć, że w najlepszym razie jest to nieistotne, a w najgorszym całkowicie mylące. Propaganda w takim samym stopniu, jak wszystko inne, co przechodzi z FBI do Departamentu Sprawiedliwości, a potem do „New York Timesa”. Historia, która ma swój cel.

A mimo to panuje atmosfera gorączkowego polowania na czarownice, czego najlepszym przykładem są oburzone reakcje na tego typu stwierdzenia:

 

…co jest po prostu prawdą. Samo wspomnienie o nim kilka razy na milionach stron dokumentów, z których zdecydowana większość wydaje się być bezlitośnie banalna, nie świadczy o popełnieniu przestępstwa.

Powiedziałbym nawet, że ten tweet testował reakcję warunkową. Latami podsycają atmosferę wokół polowania na czarownice, a potem mówią: „Ludzie, to, że plony waszego sąsiada przetrwały suszę, nie czyni go czarownicą”.

A kiedy ludzie nieuchronnie krzyczą: „Tak, tak jest! Spalić czarownicę!”, tamci uśmiechają się, widząc dobrze wykonaną robotę.

Mam w myślach słynny cytat Karla Rove’a:

My jesteśmy teraz imperium i kiedy działamy, tworzymy własną rzeczywistość. A podczas gdy wy będziecie ją studiować – rozważnie, jeśli zechcecie – my będziemy działać ponownie, tworząc kolejne nowe rzeczywistości, które również będziecie mogli studiować, i tak to się będzie toczyć.

Jeśli już, to reakcję na ujawnienie informacji o Epsteinie uznałem za niemal zniechęcającą, ponieważ pokazuje ona, jak bardzo jesteśmy podatni na to, że Imperium kreuje naszą rzeczywistość i uśmiecha się, gdy ją analizujemy.

_____________

The Epstein Files: More of the Empire’s “created reality”?, Kit Knightly, Feb 4, 2026

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!