Czy Kołakowski potępił nienawiść? Cz. 3

Czy Kołakowski potępił nienawiść? Cz. 1, https://ekspedyt.org/2026/03/10/czy-kolakowski-potepil-nienawisc-cz-1/

Czy Kołakowski potępił nienawiść? Cz. 2,  https://ekspedyt.org/2026/03/11/czy-kolakowski-potepil-nienawisc-cz-2/

Poniżej przedstawię polemikę z niektórymi tezami i normami głoszonymi przez Kołakowskiego. Te tezy i normy oznaczymy literą K ze wskaźnikiem oraz wskażemy strony, na których one się znajdują w publikacji z 1984 r. (L. K., Wychowanie do nienawiści. Wychowanie do godności (1977), w: tegoż, Czy diabeł może by zbawiony i 27 innych kazań, Londyn 1984, s. 140-145, https://static.kulturaparyska.com/attachments/d9/2c/ff2f96b5242a4a6769cc00a5896cd4f00ae1f532.pdf#page=3, https://www.otwarta.org/leszek-kolakowski-wychowanie-do-nienawisci-wychowanie-do-godnosci/.

K4. Człowiek z natury jest dobry (s. 145).

Kołakowski (s. 145) napisał: Wszystkie naturalne popędy i energie zawierają w sobie coś dobrego i mogą być skierowane ku dobru.

Tego typu zdanie jest wyrazem meliorystycznej antropologii filozoficznej. Zadziwia zapisanie tutaj wielkiego kwantyfikatora wszystkie. A co ze złośliwością, która polega na radości z cudzego nieszczęścia i smutku z cudzego szczęścia? Taka cecha jest też elementem natury człowieka. Szczególnym przypadkiem złośliwości jest okrucieństwo. U ludzi jest też instynkt dominacji. Siłą rzeczy nie wszyscy mogą dominować. Muszą być jeszcze ci podporządkowani. To rodzi i to musi rodzić różne konflikty i walkę. W wyniku tych walk powstały strefy wpływów, czyli strefy dominacji. W procesie centralizacji władzy hegemon korzysta z wszelkich możliwych środków, w tym również patologicznych.

Przy opisie natury ludzkiej skorzystamy z analiz Wolniewicza (Melioryzm Leibniza, „Przegląd Filozoficzny – Nowa Seria” 2016, R. 25, nr 4, s. 293-303, https://pf.uw.edu.pl/images/NUMERY_PDF/100/PFil4-1619-BWolniewicz.pdf). Wyodrębnił on dwojakiego rodzaju dążenia ludzkie; biotyczne i ściśle ludzkie. Te pierwsze są życiowego interesu, zwierzęcej interesowności, te drugie – ludzką szlachetnością i ludzką nikczemnością. Ludzką szlachetność określa się też siłami dobrej woli, siłami irenicznymi, ludzką nikczemność – siłami złej woli, siłami diabolicznymi. Dla meliorysty natura ludzka jest układem dwóch sił: zwierzęcej interesowności i ludzkiej szlachetności dla nonmeliorysty – dodatkowo jeszcze trzeciej siły: ludzkiej nikczemności. Prawdziwy opis natury ludzkiej przedstawia nonmelioryzm. Układ tych trzech sił jest osobniczo różny i przedstawia wielość charakterów ludzkich, ale wszystkie trzy działają w każdym człowieku (Wolniewicz, 2016, s. 293-294).

Człowiek zawsze dąży jedynie do tego, co jemu samemu jest milsze osobniczo, po uwzględnieniu wysiłku związanego z tym dążeniem.

Dla każdego z nas jakaś wymieniona siła jest drogowskazem w danym działaniu. Jednemu milszy jest kierunek szlachetny – pisał Wolniewicz (2016, s. 295), jak w życzliwej miłości; drugiemu pospolity, jak w miłości zaborczej; trzeciemu – nikczemny, jak w złośliwym komuś szkodzeniu.

Według melioryzmu człowiek zawsze dąży do tego, co jemu zdaje się samo w sobie moralnie lepsze. Nonmelioryzm zaprzecza temu. Człowiek może również dążyć do tego, co jemu zdaje się samo w sobie moralnie gorsze. Jest to zła radość: zadowolenie z czyjegoś nieszczęścia, szkody lub cierpienia. Żadna metafizyka – pisał Wolniewicz (2016, s. 299) – nie wyeliminuje ze świata złej radości; ani tego, że jest stwór na nią podatny; ani wreszcie tego, że owym stworem nie jest ani zwierzę, ani jakieś monstrum, tylko zwyczajny człowiek.

Antropologiczne stanowiska moralne nie są, wg Wolniewicza (2016, s. 300), poglądami na naturę człowieka, tylko rysami osobowości, głęboko ugruntowanymi w genach. Ludzie nie stają się meliorystami lub nonmeliorystami, tylko tacy się rodzą. Potem odzwierciedla się to między innymi w ich wizji natury ludzkiej: każdy z nas patrzy na naturę ludzką poprzez swoje duchowe okulary: meliorystyczne lub nonmeliorystyczne i każdemu z nas towarzyszy przekonanie o prawdziwości swojej wizji. Wolniewicz przyjmuje, że frakcje urodzonych meliorystów i nonmeliorystów są zapewne stałe, ale wpływ ich na społeczeństwa jest historycznie zmienny. Np. w czasach współczesnych wpływ meliorystów jest wyraźnie znaczący. Przytoczmy ten ciekawy fragment: Są epoki – jak ta Leibniza, albo nasza – w których jakieś nieznane siły dziejowe tę właśnie frakcję wynoszą na wierzchołki życia społecznego i pozwalają jej nadawać mu kierunek i ton (Wolniewicz, 2016, s. 301). Melioryzm jest wyraźnie preferowany np. w pedagogice, w prawoznawstwie, w polityce, a nawet w teologii.

Chyba przybliżyliśmy się, przynajmniej w części, do zrozumienia nieznanych sił dziejowych, które eksponują melioryzm. To hegemon strefy zachodniej i podhegemon europejski uznali, że preferowanie melioryzmu przyśpieszy podporządkowanie ludzi wobec władzy centralnej. Antropologia meliorystyczna przyjmowana jest przy wielu patologicznych rozwiązaniach, o których pisałem już wcześniej. Te rozwiązania mają być środkami w budowaniu totalitaryzmu.

Celem głównym omawianego artykułu Kołakowskiego było uwiarygodnienie normy „żyj bez nienawiści”. Do tego trzeba było dobrać odpowiednią antropologię filozoficzną i Kołakowski to zrobił.

Zauważmy, że powinność nie wynika z opisu, tylko z jakiejś innej powinności. Niemniej jednak opis, w tym przypadku opis natury człowieka, może, wyrażę się w sposób obrazowy, w większym lub mniejszym stopniu uprawdopodobnić daną powinność. Przyjęta przez Kołakowskiego meliorystyczna antropologia filozoficzna jest bliższa normie żyj bez nienawiści niż antropologia nonmeliorystyczna. Jeżeli człowiek jest z natury dobry, to ewentualne zrezygnowanie z nienawiści może być względnie łatwym zadaniem, jeżeli natomiast natura człowieka jest ambiwalentna i mieści się w niej też złośliwość i nienawiść, to rezygnacja z nienawiści może już być zadaniem ponadludzkim.

Czy Kołakowski był meliorystą czy nonmeliorystą? Jeżeli ograniczymy się tylko do jego tekstów (przynajmniej do wyżej rozważanego), to można wyciągnąć wniosek, że był on meliorystą. Ale świat pisma oraz świat mowy nie muszą odzwierciedlać głównej myśli autora. Nad tak postawionym pytaniem należałoby spuścić zasłonę milczenia. Gdybym jednak musiał odpowiedzieć, to skłaniałbym się raczej do następującej opinii: Kołakowski był nonmeliorystą. Przy tej okazji poruszyliśmy tutaj główny problem w kwestii zrozumienia autora tekstów z dziedziny społecznej: czy tekst autora odzwierciedla jego myśl główną, czy tylko jego myśl poboczną. A jeżeli tylko myśl poboczną, ta jaka jest jego myśl główna?

Gwoli sprawiedliwości dodajmy, że Kołakowski w tekście Wymazać nienawiść (w: tegoż, Niepewność epoki demokracji, Kraków 2014, s. 295) nie głosił już tak radykalnej tezy o naturze ludzkiej. Pisał tam, że nie jesteśmy przecie z natury wszyscy dobrzy, wyzuci z nienawiści, chciwości, zawiści.

Swego czasu Wolniewicz podał na wykładzie następującą interpretację sformułowania: człowiek z natury jest dobry. Zamienił to na frazę: im jest bliższy naturze, tym jest lepszy. I podał dwie interpretacje: w XVIII w. – im jest mniej cywilizowany, tym jest lepszy i w XX w. – im jest młodszy, tym jest lepszy. Do tego dodaję interpretację dla XXI w. – im jest bardziej wyzwolony z mowy nienawiści, tym jest lepszy. Można ten ostatni zapis przedstawić w zamiennej postaci: im posiada ważniejsze cechy prawnie chronione, tym jest lepszy. W tym ostatnim przypadku liczą się  cechy wyżej jakości i większej ilości.

K5. Nienawiść, bez względu na przedmiot, rodzi zło (s. 141).

Teza ta, jak sądzę, jest prawdziwa. Sprytna sugestia Kołakowskiego jest taka: żeby nie było zła związanego z nienawiścią, trzeba by wyeliminować nienawiść. Ale brak nienawiści ma też swoje konsekwencje i może też rodzić zło i to jeszcze większe niż w przypadku istnienia nienawiści. Musimy więc porównać dwie postaci zła: pierwsze – wypływające z nienawiści i drugie – wypływające z braku nienawiści.

Te analizy należałoby odnieść do co najmniej dwu przypadków. Pierwszy dotyczy braku nienawiści w przypadku obrony, kiedy przegrywamy walkę. Wtedy nasza przegrana i nasza śmierć mogą być tym większym złem. Wariant ten jest w szczegółach opisany przez Elzenberga (1940, Nienawiść jako  … B.I.g). Przytoczmy fragment jego analizy. 

Jeżeli niszczę cudze życie, zostaje zmniejszona, obiektywnie, suma życia: i jest to źle, oczywiście. Ale w takiej sytuacji nigdzie nie zaszedł fakt wyrzeczenia się woli do życia, sprzeniewierzenie się autoafirmacji. Taki fakt zaś zachodzi wtedy, gdy pozwalam (świadomie) zniszczyć siebie.

Otóż ten drugi fakt jest znacznie gorszy. – Bo życie jako całość trzyma się właśnie tym, że każdy afirmuje swoje; – jeżeli „życie w ogóle” jest wartością, i to wysoką, to ta afirmacja jest obowiązkiem. Każdy z nas ma poruczone własne życie jako podarunek do bronienia. – Jeżeli rezygnuje, to zaprzecza tej wartości, jaką jest życie, w samym korzeniu, bo wypiera się woli do życia, – zaprzecza życiu w tych i takich granicach, w jakich to mu jest praktycznie możliwe. […]

W rezultacie: grzechem grzechów, którego nie wolno brać na swoje sumienie, grzechem pierworodnym, jest nie niszczenie cudzego życia, ale rezygnacja z własnego (kapitulacja).

Drugi wariant dotyczy braku nienawiści części społeczeństwa wobec rozwijającej się władzy totalitarnej. Ten brak przyspieszy powstanie pełniejszego totalitaryzmu. I to będzie większe zło niż w przypadku istnienia nienawiści. W przypadku Wspólnoty Europejskiej mowa nienawiści hamuje postępy totalitaryzmu.

K6. Optymalnym modelem świata jest świat bez nienawiści (s. 140).

Kołakowski ocenia świat pod względem moralnym i odpowiada: świat bez nienawiści jest dobry, świat z nienawiścią jest zły. Czy jednak świat jako całość podpada pod ocenę moralną? Czy prawa przyrodnicze podpadają pod ocenę moralną? W tym drugim przypadku odpowiedź jest negatywna. A w pierwszym? Wg mnie jest też taka sama odpowiedź. To megalomania ludzka lub odgrywana megalomania skłania do takich ocen. Możemy natomiast oceniać jakieś elementy społeczne świata. Świat bez nienawiści nie jest możliwy. Ewentualny świat bez nienawiści byłby światem nie ludzi, ale jakichś innych stworzeń, być może też dwunożnych i nieopierzonych (Nawiązuję tutaj do anegdotycznej definicji człowieka podanej przez Platona: człowiek to zwierzę dwunożne, nieopierzone). Te stworzenia miałyby jednak inną naturę niż ludzie.

K7. Jest w naszej mocy żyć bez nienawiści (s. 141).

Za przedstawioną tezą kryje się pewna powinność: ponieważ jest w naszej mocy żyć bez nienawiści, więc powinniśmy żyć bez nienawiści. Nasuwa się tutaj pytanie: czy wola ludzka jest od czegoś uzależniona, a jeżeli tak, to od czego. Mamy dwa skrajne stanowiska: wola nie jest od niczego uzależniona i wola jest od czegoś uzależniona. Pierwszy przypadek jest wyrazem aktywizmu, drugi – jakiegoś determinizmu. Jeżeli ten problem odniesiemy do losu, to w pierwszym przypadku powiemy, że człowiek jest kowalem swojego losu (antropizm), w drugim – jego tragarzem (tychizm).

Ten ostatni wątek przedstawiamy na podstawie tekstu Wolniewicza O idei losu (B. Wolniewicz, O idei losu (2010), w: tegoż, Filozofia i wartości, t. IV, Warszawa 2016, s. 247-260). W tychizmie przyjmuje się, że los człowieka jest wypadkową przeznaczenia i przypadku. Przeznaczenie jest tym, co przydzielił nam los wcześniej, przypadek zaś tym, co się nam trafia obecnie. Na przeznaczenie składają się trzy czynniki przyrodzone: nasz genotyp, który otrzymujemy od rodziców, nasza epoka, w której żyliśmy, nasze wspólnoty, wśród których żyliśmy. Najważniejszy jest genotyp. Oczywiście los jest indywidualny, poza tym jest on niesamowity. Składa się na to kilka cech. Po pierwsze, los jest nieczuły na nasze pragnienia i chęci. Po drugie, istnieje loteryjność losu. Przeznaczenie ogranicza sferę przypadku i odwrotnie: przypadek ogranicza sferę przeznaczenia. Z tych dwu czynników przypadek jest wyraźnie dominujący, bo w ostateczności samo nasze przeznaczenie też przydzielił nam przypadek (Wolniewicz, 2016, s. 252)! Po trzecie, istnieje nierówność w podziale darów losu. Ta nierówność występuje już w genotypie, by potem dosyć często pogłębić się. Przeznaczenie nie wyklucza istnienia wolnej woli, tylko ja radykalnie ogranicza. Taką opinię kwestionują zwolennicy antropizmu. Przyznają oni człowiekowi i jego wolnej woli niewspółmiernie wyższą rangę. Antropizm – pisał Wolniewicz (2016, s. 258) – czyli mniemanie, że człowiek jest panem swojego losu – to wyraz rozplenionego egotyzmu i megalomanii, odbierających ludziom rozum.

Omawiany deklarowany postulat Kołakowskiego jest też wyrazem antropizmu: człowiek jest kowalem swojego losu. Jest to fałszywe stanowisko, chociaż bardzo rozpowszechnione. Prawda jest po stronie tychizmu: człowiek jest tragarzem losu. I znów, jak w przypadku melioryzmu i nonmelioryzmu, zawieszamy odpowiedź na pytanie czy Kołakowski był antropikiem czy tychikiem.

K8. Świat bez nienawiści jest możliwy poprzez walkę bez nienawiści (s. 140).

Taki świat [bez nienawiści – J.Z.] – pisał Kołakowski – jeśli jest w ogóle możliwy – możliwy jest tylko przez taką walkę, która dziś bez nienawiści się toczy, albo, inaczej mówiąc, że jest on tym bardziej prawdopodobny, im mniej nienawiści ukrywa się w obecnych konfliktach (s. 140).

Słynna jedenasta teza o Feuerbachu Karola Marksa ma postać: Filozofowie rozmaicie tylko interpretowali świat; idzie jednak o to, aby go zmienić (K. Marks, Tezy o Feuerbachu) (1845), w: K. Marks, F. Engels, Dzieła, t. 3, Warszawa 1975, s. 8), https://www.marxists.org/polski/marks-engels/1845/tezy_o_feuerbachu.htm). I Marks, i Kołakowski deklarują utworzenie czegoś, czego nie można utworzyć i obaj, jak sądzę, wiedzą, że tego nie można zrobić. Składają deklaracje ze względów instrumentalnych. W obu przypadkach chodzi o zdobycie władzy. A co jest celem władzy? Władza i tylko władza. Deklarowane rozumowanie Kołakowskiego mogłoby wyglądać jakoś tak. Hegemon zachodni i władza Wspólnoty Europejskiej nie odnoszą się z nienawiścią do innych stref, nawet w przypadku, gdy poszerzają swoją strefę. Nie odczuwają też nienawiści do ludu w swojej własnej strefie. To podległy im lud i inne strefy mogą odnosić się do nich z nienawiścią.

O autorze: Jan Zubelewicz