Wolność słowa dla mnie, ale nie dla ciebie

Mowa może prowadzić do realnych szkód. Ekstremistyczna retoryka, teorie spiskowe i kłamstwa rozpowszechniane przez media społecznościowe pogłębiły polaryzację w Stanach Zjednoczonych. Gdyby jednak Stany Zjednoczone miały ograniczenia na wzór europejski, poparte przez posłuszne sądy, administracja Trumpa miałaby prawo do realizacji znacznie większej liczby swoich gróźb prześladowania wrogów.

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

Wolność słowa dla mnie, ale nie dla ciebie

W obliczu autorytarnego patosu Białego Domu, lewica nagle na nowo odkryła wartość wolności słowa. Po latach wspierania represji poprzez absurdalne zjawisko „mowy nienawiści”, teraz lewicowym aktywistom podcina się skrzydła za rzekomo nienawistne protesty i posty w mediach społecznościowych.

Podczas gdy prawica przez dziesięciolecia była przyzwyczajona do cenzury i ostracyzmu ze strony dobrze wychowanego społeczeństwa, lewica nie odczuwała potrzeby przepraszania za swoje istnienie. W rezultacie jej zwolennicy wolniej wyłaniali się z okopów politycznego podziału i błądzili po „ziemi niczyjej”.

Ze swojej pozycji moralnej wyższości nie chcieli się nauczyć, że paradygmat lewica kontra prawica to narzędzie establishmentu służące utrzymaniu władzy poprzez starą taktykę dziel i rządź. Lewicowcy korzystali z przywilejów, afiszując się moralną wrażliwością, jednocześnie poddając oponentów „kulturze unieważniania” [cancel culture]. Teraz, gdy sytuacja się odwróciła, piszczą.

Większość ludzi nie jest tak zasadnicza, jak chcieliby o sobie myśleć. Są raczej egocentryczni i stronniczy. Wyznawcy MAGA udowodnili, że jedyne, co ich spaja, to podążanie za swoim przywódcą, jednocześnie robiąc 180-stopniowy zwrot w kwestii wolności, praw i pokoju, by wspierać przemoc policji, maccartystyczne polowania na czarownice i bezczelne zastraszanie innych krajów. Przeszli od sprzeciwiania się tożsamości cyfrowej do promowania jej jako sposobu na przywrócenie Ameryce wielkości.

To problem po obu stronach, ale niedawno opublikowana książka Faramerza Dabhoiwali, historyka z Princeton, pochodzącego z Indii, pokazuje, jak trudno jest inteligencji [intelligentsia] zrozumieć to, co powinno być fundamentalną zasadą współczesnej demokracji obywatelskiej. „Czym jest wolność słowa: historia niebezpiecznej idei” [What is Free Speech: the History of a Dangerous Idea] chwali europejskie prawa i politykę, jednocześnie przedstawiając Pierwszą Poprawkę jako przyzwolenie na prześladowanie mniejszości.

Według Dabhoiwali, taką ochronę w USA wprowadzili „ponad dwieście lat temu brutalni, zbuntowani osadnicy, głęboko nieufni wobec władzy rządowej i obsesyjnie dbający o wolność osobistą białych mężczyzn będących posiadaczami”. W UE natomiast, w każdym państwie „nienawiść” jest kryminalizowana, a brytyjskie działania obejmowały aresztowania obywateli za wyrażanie opinii w internecie (a także nachodzenie domów w celu rejestrowania „incydentów nienawiści niezwiązanych z przestępstwem”).

Dabhoiwala uważa, że ​​Pierwsza Poprawka zawiodła jako „antidotum na dezinformację i fałsz”. Ale kto, powiedzcie proszę, jest najwyższym arbitrem prawdy i czy ludzie nie powinni mieć prawa mówić, co myślą, niezależnie od logiki i prawdziwości? [Dabhoiwala] Preferuje podejście europejskie, ponieważ godzi ono wolność z celami społecznymi.

Wolność słowa jest najwyraźniejszym wskaźnikiem naszego statusu jako istot ludzkich: czy jesteśmy tu po to, by służyć władzy w ustrukturyzowanym społeczeństwie, czy też jesteśmy wyjątkowymi jednostkami, mającymi sprawczość? Dla Dabhoiwali dobro ogółu jest ważniejsze niż wolność osobista. Nie miałby żadnych skrupułów, gdyby krytycznie myślący ludzie zostali aresztowani za pokojowy protest przeciwko lockdownowi z powodu covid-19. Jednak jego utylitaryzm jest naiwny w drugiej kadencji Donalda Trumpa, który w alarmujący sposób tłumi wolność słowa (zwłaszcza gdy szef w Tel Awiwie czuje się obrażony).

Sędzią akceptowalnego dyskursu dla Dabhoiwali jest państwo, które uważa za paternalistyczną konieczność. Dorośli są jak dzieci: daj im palec, a wezmą rękę. Powinien bardziej zainteresować się swobodą, z jaką rządy karzą dysydentów, czy to za krytykę ludobójstwa Izraela w Strefie Gazy, czy za uzasadniony protest przeciwko umieszczaniu nielegalnych imigrantów w luksusowych hotelach.

Bezkrytyczna wiara w państwo zostaje wystawiona na ciężką próbę przez zwolenników oficjalnie regulowanych parametrów wypowiedzi, gdy staje się jasne, że władze federalne USA (a nie tylko mściwy prezydent) narzucają reżim, który wsadza lewicowców do więzienia lub rozstrzeliwuje ich w trybie doraźnym.

Mając niezwykle krótką pamięć jak na historyka, Dabhoiwala uważa, że ​​wolność słowa jest jedynie narzędziem większości przeciwko mniejszości, nie dostrzegając emancypacyjnego potencjału mówienia prawdy władzy. Zapomniał o latach 60., kiedy wolność słowa była okrzykiem bojowym lewicy.

Prawa każdego mówcy muszą być zawsze zrównoważone z jego obowiązkami wobec opinii publicznej” – to jego, Dabhoiwali, wersja sprzeczności „wolność słowa, ale…”. Podobnie, naczelny cenzor serwisu X Elona Muska, oświadczył, że możemy mieć „wolność słowa, ale nie wolność zasięgu”, co skutkuje tłumieniem, a nie zakazami dla osób mówiących prawdę (ale z tym samym skutkiem). Innym powszechnym sformułowaniem jest nieco groźne „można mieć wolność słowa, ale nie wolność od konsekwencji wypowiedzi”.

Historia uczy nas, że autorytarne uciszanie krytyków jest ostatecznie kontrproduktywne. Recenzując książkę Dabhoiwali w „Foreign Affairs”, Jacob Mchangama zauważył:

Mowa może prowadzić do realnych szkód. Ekstremistyczna retoryka, teorie spiskowe i kłamstwa rozpowszechniane przez media społecznościowe pogłębiły polaryzację w Stanach Zjednoczonych. Gdyby jednak Stany Zjednoczone miały ograniczenia na wzór europejski, poparte przez posłuszne sądy, administracja Trumpa miałaby prawo do realizacji znacznie większej liczby swoich gróźb prześladowania wrogów.

Pozbawiona skrupułów lewica zasłużyła na to. Przyglądała się lub wiwatowała, gdy policja prewencyjna atakowała niegroźnych protestujących przeciwko lockdownowi, a sędziowie wydali szokujące wyroki wobec osób, które wyraziły zrozumiały gniew z powodu zabójstwa trzech młodych dziewcząt w Southport w 2024 roku (część z nich po prostu za „tweety”).

Lewica była bardzo zadowolona z tego, że setki zwolenników Trumpa, którzy 6 stycznia 2021r. byli obecni na Kapitolu, zostało wtrąconych do więzienia na lata, często bez procesu, ponieważ straszliwy bunt wymagał drastycznych działań, aby uratować amerykańską demokrację lub coś w tym stylu.

Wolność słowa powinna być cenionym dobrem społeczeństwa. Ludzie z wybiórczym poglądem na tę wolność nie zasługują na współczucie, gdy padają ofiarą cenzurującej tyranii. To samo dzieje się teraz z lewicą, ale wkrótce, w swoistym cyklu zemsty, Ameryka fanatyków MAGA znów okaże się stalową kratą.

_____________

Free speech for me but not for thee, Niall McCrae, Jan 29, 2026

 

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!