Ojcowie Założyciele byli realistami, którzy szanowali praktyczne ograniczenia społeczne dla dobra stabilności. Nie byli anarchistami. To znaczy, rozumieli, że nie wszystkie wolności są dobre i że pewne ograniczenia, w tym granice i logiczna dyskryminacja kulturowa, muszą być stosowane. Stwierdziłbym nawet, że gdyby ich zasady nadal obowiązywały, Ameryka byłaby w o wiele lepszej sytuacji. Zwłaszcza ich ograniczenia dotyczące imigracji.
◊
Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org
◊
Ojcowie Założyciele nigdy nie tolerowaliby multikulturalizmu
Multikulturalizm jako ruch wywrotowy jest definiującą polityczną schizmą naszych czasów. Jest punktem zwrotnym dla licznych wydarzeń cywilizacyjnych i bezpośrednią przyczyną gwałtownego upadku świata zachodniego. Każdy, kto ignoruje skutki multikulturalizmu, nie będzie świadomy licznych zakłóceń, które nadchodzą w naszym życiu dziś i nadejdą w najbliższej przyszłości.
W 1992 roku zastępca sekretarza stanu Billa Clintona, Strobe Talbott (członek globalistycznej Rady Stosunków Zagranicznych), napisał esej dla magazynu „Time” zatytułowany „Narodziny narodu globalnego”. W artykule tym przedstawił globalistyczny pogląd, zgodnie z którym suwerenność narodowa jest czymś tymczasowym, a granice kulturowe przeszkodami, które można pokonać, wciągając kraje w gospodarczą współzależność.
Talbott odrzucił rozróżnienia kulturowe, uznając je za arbitralne i przytoczył powstanie Unii Europejskiej jako przykład ponadnarodowego zarządzania odrębnymi i unikalnymi tożsamościami kulturowymi.
Globaliści napotkali jednak pewne problemy. Ludzie Zachodu mogli wprawdzie tworzyć więzi ponadnarodowe ze względu na wspólne korzenie kulturowe, ale nie zamierzali otwierać swoich granic dla reszty świata bez przymusu. Od około 2012 roku wprowadzono program multikulturalizmu, którego główną bronią była masowa imigracja.
Od tamtej pory obserwujemy katastrofalne skutki. Niektóre części Europy stoją w obliczu rozpadu społecznego, i to celowego. Pamiętajmy, że globalizm niekoniecznie potrzebuje granic, aby całkowicie zniknąć, ale potrzebuje zaniku tożsamości i lojalności narodowych. Mówiąc wprost, społeczeństwa zachodnie muszą zostać rozmyte, a ich dziedzictwo wymazane, aby globalistyczny „Nowy Porządek Świata” mógł się rozwijać.
Najszybszym sposobem na osiągnięcie tego celu jest przytłoczenie zachodniej demografii masowymi ruchami ludzi o całkowicie odmiennych ideałach. W obliczu plagi zamieszek we Francji w zeszłym tygodniu, wywołanych przez tłumy migrantów i aktywistów marksistowskich (globalistów), pomyślałem, że ważne jest, aby raz jeszcze wyjaśnić, dlaczego kraje trzeciego świata nigdy nie powinny osiedlać się w świecie zachodnim. Zagrożenie nie pochodzi tylko od globalistów; pochodzi ono również od tych samych migrantów, których globaliści używają jako taranu przeciwko Zachodowi.
Podobnie jak wielkie katastrofy z przeszłości, począwszy od upadku epoki brązu, przez upadek Rzymu, aż po niemal całkowite zniszczenie Europy w średniowieczu, masowa imigracja niektórych grup (często wspierana przez skorumpowane rządy) niszczy postęp, paraliżuje bezpieczeństwo i niweczy stabilność kulturową.
W przeciwieństwie do Europy, Stany Zjednoczone pod rządami Trumpa odniosły w tym roku znaczące sukcesy w blokowaniu nielegalnej (i „legalnej”) imigracji z enklaw trzeciego świata (imigracja muzułmanów spadła o 96%). Do tego stopnia, że lewicowcy (i niektórzy libertarianie) są oburzeni ogromnym spadkiem liczby migrantów muzułmańskich i hinduistycznych. Jaki jest ich argument na rzecz agendy multikulturowej? Twierdzą, że Ameryka została założona z myślą o otwartej imigracji WSZYSTKICH narodów.
To po prostu nieprawda. W rzeczywistości Ojcowie Założyciele byli bardzo wybiórczy w kwestii tego, kogo wpuszczali do Stanów Zjednoczonych. Nasze dziedzictwo konstytucyjne jest często wykorzystywane jako uzasadnienie multikulturalizmu. Jednak te twierdzenia opierają się na oszustwie i celowym przeinaczaniu naszych korzeni.
Stany Zjednoczone nigdy nie były migracyjnym „tyglem”. Ta idea była podtrzymywana przez ostatnie dekady w popularnych mediach i dyskursie politycznym, aż stała się święta w umysłach wielu Amerykanów, ale nie jest prawdziwa – zawsze była fantazją stworzoną przez Hollywood i lewicę polityczną.
Organizacje „niezależne” podjęły również szeroko zakrojone działania mające na celu przeinaczenie intencji Ojców Założycieli. Celem jest przekonanie konserwatystów i niezależnych wyborców, że imigracja z krajów trzeciego świata jest w pełni zgodna z konstytucyjnymi ramami naszego kraju.
Często spotykam się z tym twierdzeniem zarówno wśród lewicowych aktywistów libertariańskich, jak i progresistów; ideą, że granice są w jakiś sposób sprzeczne z amerykańskimi wartościami wolności. Ci ludzie po prostu nie znają swojej historii albo ignorują ją na rzecz własnych narracji. Gdyby pierwotny system Ojców Założycieli obowiązywał dzisiaj, Ameryka wyglądałaby zupełnie inaczej i byłaby znacznie mniej liberalna.
Na samym początku amerykańskiej historii narodowej Ojcowie Założyciele uchwalili Ustawę o Naturalizacji z 1790 roku, zezwalającą na imigrację jako legalne obywatelstwo wyłącznie „wolnym białym ludziom o nieskazitelnej moralności”. Standard ten, w takiej czy innej formie, obowiązywał przez setki lat i oficjalnie zakończył się dopiero w 1952 roku wraz z Ustawą o Imigracji i Obywatelstwie.
Następnie w 1965 roku, za kadencji Lyndona B. Johnsona, uchwalono ustawę Harta-Cellera (liberalna polityka Johnsona stała się dla Stanów Zjednoczonych nieustającym koszmarem od czasu jego prezydentury). Ustawa Harta-Cellera zniosła obowiązujący w latach 20. XX wieku limit pochodzenia narodowego, który wymagał, aby zdecydowana większość imigrantów pochodziła z krajów europejskich, a także ograniczyła dostęp imigrantów z krajów trzeciego świata.
Argument, że Ojcowie Założyciele wyobrażali sobie Amerykę jako rozległy bufet dla wszystkich malkontentów na świecie, jest całkowicie sfabrykowany. Nie postrzegali Stanów Zjednoczonych jako bazaru pod gołym niebem, witającego każdą kulturę z dowolnego zacofanego miejsca, by skorzystać z tego, co nasi przodkowie zbudowali na przestrzeni wieków. Zdecydowana większość migrantów do lat 60. XX wieku pochodziła z krajów zachodnich o podobnych fundamentach kulturowych. Twierdzenie o tyglu kulturowym jest kłamstwem.
Ojcowie Założyciele nie zamierzali, aby w USA zakorzeniły się kultury o całkowicie sprzecznych przekonaniach religijnych i ideologicznych. A jeśli te osoby imigrowały, asymilacja była oczekiwana i wymagana. Choć Ojcowie Założyciele opowiadali się za wolnością religijną, rozumieli, że pewne grupy istnieją jako przeciwieństwo zachodniego ideału.
Na przykład Thomas Jefferson kupił Koran w 1765r. głównie jako tekst prawny i historyczny, a później wykorzystał islam jako przykład religii, która jego zdaniem ograniczała wolność myśli i opierała się na przymusie.
John Adams zaliczył kiedyś Mahometa do „trzeźwych poszukiwaczy prawdy”, jednak w innych pismach opisał go jako fanatyka wojskowego (zwykle tak się dzieje, gdy ludzie zagłębiają się w islam i poznają jego przykre szczegóły).
Współcześni pisarze protestanccy tej epoki powszechnie uważali islam za ideologię szerzoną mieczem i za system polityczny, a nie religijny. W tamtych czasach nie zapomnieli jeszcze o okrucieństwach muzułmańskich najazdów na Europę, które doprowadziły do krucjat. Pierwsza wojna Ameryki za granicą była decyzją wykonawczą wydaną bez zgody Kongresu przeciwko Piratom Berberyjskim – fanatykom wspieranym przez rządy muzułmańskie, którzy terroryzowali europejskie statki od wieków.
Hinduizm i inne tradycje azjatyckie i afrykańskie zostały mniej szczegółowo omówione przez Ojców Założycieli i zazwyczaj grupowane jako „pogańskie” lub „hinduskie” [gentoo]. Obecność tych grup była rzadka lub nieobecna w Stanach Zjednoczonych do połowy XX wieku. Większość niewolników wyznających rodzime religie ostatecznie przyjęła chrześcijaństwo, podobnie jak ich dzieci.
Stany Zjednoczone zakazały importu niewolników w 1808 roku na mocy ustawy podpisanej przez Thomasa Jeffersona.
Wielu Ojców Założycieli, m.in. Jefferson, Madison i Monroe, chciało deportować niewolników z powrotem do Afryki, do kolonii pod amerykańskim protektoratem, zamiast kontynuować tę instytucję – nie tylko dlatego, że mieli wątpliwości co do tej praktyki, ale także dlatego, że obawiali się, że niewolnicy, nawet jeśli zostaną uwolnieni, ostatecznie okażą się niekompatybilni z zachodnią kulturą i może to prowadzić do konfliktów.
Jefferson jasno to przedstawił w „Notes on the State of Virginia” (Zapytanie XIV, 1785). Nazwał niewolnictwo złem moralnym i politycznym i opowiadał się za stopniową emancypacją, ale argumentował, że wyzwoleni czarni i biali nie mogliby żyć razem w pokoju. Innymi słowy, nawet Jefferson, zagorzały obrońca wolności osobistej, rozumiał, że niektóre kultury nieuchronnie będą się ścierać, jeśli będą utrzymywane blisko siebie i w dużej liczbie.
Nie oznacza to, że czarnoskórzy nie potrafią funkcjonować w USA czy Europie – wielu z nich ewidentnie radzi sobie całkiem nieźle. Jednak wskaźniki przestępczości (13% populacji i 50% przestępstw z użyciem przemocy) oraz statystyki polityczne (87% popiera politykę lewicową) jasno wskazują, że Jefferson miał rację, wyrażając obawy.
Ojcowie Założyciele byli realistami, którzy szanowali praktyczne ograniczenia społeczne dla dobra stabilności. Nie byli anarchistami. To znaczy, rozumieli, że nie wszystkie wolności są dobre i że pewne ograniczenia, w tym granice i logiczna dyskryminacja kulturowa, muszą być stosowane. Stwierdziłbym nawet, że gdyby ich zasady nadal obowiązywały, Ameryka byłaby w o wiele lepszej sytuacji. Zwłaszcza ich ograniczenia dotyczące imigracji.
Przed latami 60. XX wieku około 84% populacji urodzonej za granicą w USA wyemigrowało z Europy lub Kanady. Istniał napływ imigrantów z Ameryki Łacińskiej (zwłaszcza z Meksyku), ale jego skala była znacznie mniejsza niż w ostatnich latach.
Ustawa Hart-Cellars zniosła limity imigracyjne dla poszczególnych krajów i zastąpiła je systemem kładącym nacisk na imigrację rodzinną. Otworzyło to legalne drogi imigracyjne z Azji, Ameryki Łacińskiej, Afryki i innych miejsc. Następnie napływ nowych imigrantów gwałtownie się zmienił: w latach 70. XX wieku większość przybywających imigrantów pochodziła z Ameryki Łacińskiej i Azji, a nie z Europy.
Imigracja z Europy i Kanady spadła z 84% w 1960 roku do 42% w 1980 roku i zaledwie 13% w ostatnich latach. Ameryka Łacińska i Azja stały się dominującymi regionami pochodzenia nowych obywateli. Nieprzypadkowo od połowy lat 60. XX wieku Stany Zjednoczone zmagały się z rosnącą niestabilnością gospodarczą i społeczną, a także gwałtownym wzrostem przestępczości.
Dopiero gdy w 2025r. urząd objął Donald Trump, liczba nielegalnych przekroczeń granic spadła z powrotem do poziomu z lat 60. XX wieku, a populacja migrantów z krajów trzeciego świata zaczęła się faktycznie zmniejszać.
Wprowadzenie bezprecedensowego programu socjalnego przez LBJ [Lyndon B. Johnson -AC] w połączeniu z rosnącą imigracją doprowadziło do ogromnego obciążenia długu i infrastruktury USA. Nic dziwnego, że dolar został oddzielony od złota zaledwie kilka lat później. Był to jedyny sposób na sztuczne zwiększenie puli pieniędzy, aby sfinansować tak wiele federalnych subsydiów. Podobnie jak w Europie, większość migrantów z krajów trzeciego świata w USA korzysta z pomocy socjalnej od razu po przyjeździe.
Jak zauważyłem w moim artykule „Grabieżcy kontra producenci: Są tylko dwa sposoby na uratowanie świata zachodniego”, w niektórych kulturach istnieje wrodzony instynkt albo gromadzenia bogactwa i zasobów, albo ich kradzieży. Trzeci świat w dużej mierze opiera się na grabieży. Wielokrotnie widzieliśmy tego dowody.
W niektórych przypadkach wynika to z faktu, że stosują metody plemienne, które nie zmieniły się od tysięcy lat. W innych przypadkach wynika to z faktu, że mieszkańcy krajów słabo rozwiniętych są uwarunkowani do akceptowania, a nawet bronienia socjalizmu i autorytaryzmu – zmodernizowanych form grabieży. Nigdy nie żyli inaczej, a zachodnie ideały samowystarczalności, niezależności, wolnego rynku i merytokracji są im całkowicie obce. Rząd jest dla nich matką i ojcem, a jeśli czegoś chcą, muszą o to błagać rząd lub to ukraść.
Grabieżcy nie mogą żyć w pokoju z producentami. To niemożliwe. A dla lewaków, którzy twierdzą, że Zachód jest „największym grabieżcą ze wszystkich”, fakty mówią co innego. Kiedy europejscy koloniści przybyli do Ameryki, Afryki czy Indii, zastali tam wiecznie walczące plemiona, ofiary z ludzi, kanibalizm, ludobójstwo, niewolnictwo i nikłe ślady trwałej infrastruktury. Te miejsca były pustkowiami.
Pozostawili tym krajom najnowocześniejszą technologię i infrastrukturę epoki. A co ci ludzie zrobili z tym odziedziczonym bogactwem? Nic. Pozwolili mu upaść lub rozkradli je dla chwilowych korzyści kosztem długoterminowej stabilności. Wystarczy spojrzeć na to, co stało się z RPA w ciągu ostatnich 30 lat, aby zobaczyć, że ludzie z Zachodu produkują, a mieszkańcy Trzeciego Świata rabują.
Według danych sondażowych i wyborczych, mieszkańcy Trzeciego Świata zdecydowanie opowiadają się za lewicą, jeśli chodzi o władzę rządu i otwarte granice. Respondenci muzułmańscy podzielają fundamentalistyczne poglądy społeczne, które są uważane za konserwatywne, ale generalnie opowiadają się za większym rządem (71%), otwartością imigracyjną (82%) i wierzą, że różnorodność rasowa i etniczna „wzmacnia” Stany Zjednoczone (82%). W sondażach odsetek migrantów z Indii/obszarów hinduizmu jest bardzo zbliżony. Oznacza to, że imigranci zawsze będą przyczyniać się do wzrostu liczby imigrantów, zwłaszcza gdy imigracja jest łatwa i nie muszą oni ciężko pracować, aby uzyskać obywatelstwo.
Czy brak wielokulturowości to to samo, co „etno-nacjonalizm”? Nie do końca. Dominacja etniczna nie jest tym samym, co dominacja kulturowa, choć Ojcowie Założyciele przewidzieli obie te rzeczy dla Ameryki. W gruncie rzeczy kultury Trzeciego Świata powinny zostać w dużej mierze odizolowane od Stanów Zjednoczonych, a przynajmniej na tyle ograniczone, aby uniemożliwić im zorganizowanie się w rozległe wspólnoty etniczne, które uniemożliwiają asymilację.
Nie chodzi tu tylko o udaremnienie machinacji globalizmu, ale także o ochronę Zachodu przed drapieżnymi inwazjami.
Nie ma nic w procesie kształtowania się tego kraju, co wymagałoby od nas tolerowania napływu obcych. Ameryka nie jest kawałkiem gliny, którą mogą ulepić według własnego uznania. Nie jest „strefą ekonomiczną”, którą mogą sobie podkraść. To naród i kultura zbudowana przez zachodnich awanturników, osadników, zdobywców i ich potomków. Nikt inny nie ma prawa tu mieszkać, a jeśli dostanie szansę, powinien czuć się szczęśliwy.
______________
The Founding Fathers Never Would Have Tolerated Multiculturalism, Brandon Smith, October 6, 2026
◊
Warto porównać:
Strategia Clowarda-Pivena czyli samozniszczenie Zachodu
W latach 70. marksistowscy uczeni Richard Cloward i Frances Fox Piven zaproponowali strategię przytłoczenia i destabilizacji rządu USA poprzez tworzenie kryzysów. Ich celem było bankructwo systemu opieki społecznej i wymuszenie […]
*
“Obóz Świętych” i tożsamość Europy wobec zalewu imigracją
Czy opowieści o Patagonii lub królu Faramundzie nie są formą eskapizmu? A może przeciwnie, ubarwiają życie i pomagają się w nim odnaleźć, działać na rzecz przetrwania naszej cywilizacji, nawet jeśli […]
*
Biblią szantażują katolików – ks. Daniel Wachowiak
Sam szatan potrafił Panu Jezusowi cytować różne zdania z Pisma Świętego, ale przedstawiał je w takim kontekście, w którym ta interpretacja była bardzo fałszywa. Podobnie robią ci, którzy na co […]
*
Więcej: Brandon Smith | imigracja

A propos ‘legalnej’ imigracji wypowiedział się niedawno pewien poseł.
_____________
Oczywiście, KTO załatwił nam tę LEGALNĄ nikt się nie zająknie. Kto na kogo naciskał, by LEGALNIE sprowadzać migrantów bo ktoś chce mieć tanią siłę roboczą bez względu na skutki społeczne, też jakoś nie wzbudza zainteresowania.
Więcej