Ustawodawstwo „anty-AI” – potencjalnie najgorszy scenariusz

Twoja „nieistotna aktywność internetowa” może stać się licznikiem powiązanym z twoim cyfrowym identyfikatorem (ups, przepraszam, „dowodem osobowości”) – jak twoje dane dotyczące szczepień czy ślad węglowy. Prawdopodobnie nawet w jakichś niedorzecznych artykułach wyjaśniających będą to nazywać „cyfrowym śladem węglowym”.

◊

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

◊

Grafika AI

 

„Regulacje” dotyczące nieuczciwej sztucznej inteligencji – potencjalnie najgorszy scenariusz

Minęło już kilka tygodni odkąd po całym świecie zaczęła krążyć nowa narracja strachu: „Złośliwa sztuczna inteligencja pozabija nas wszystkich”.

Problem został określony, reakcja została zaplanowana i teraz zmierzamy w kierunku „rozwiązania”, którym nieuchronnie będzie pewnego rodzaju „regulacja”.

Byli skrupulatnie nieprecyzyjni co do tego, co mogłyby obejmować te „przepisy”, a to oznacza tylko jedną z dwóch rzeczy –

albo jeszcze nie wiedzą i trzymają swoje opcje otwarte,

albo wiedzą, że będzie to tak niepopularne, że nie mogą sobie jeszcze pozwolić na wypowiedzenie tego na głos.

Możemy spodziewać się pewnych wskazówek – a może nawet więcej niż wskazówek – wraz z rozpoczęciem wczoraj sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ oraz państwowym spotkaniem przywódcy Chin Xi Jinpinga z Donaldem Trumpem pod koniec tego tygodnia.

Możemy być jednak niemal pewni, że wszystko, co zostanie ogłoszone lub postawione w tym tygodniu, będzie dopiero początkiem procesu, który najprawdopodobniej będzie długotrwały. Widzieliśmy to już w przypadku regulacji mediów społecznościowych i internetu w ogóle. Wielowarstwowe przepisy tworzące globalną mozaikę tyranii – to jest ten model, chociaż biorąc pod uwagę wysiłek włożony w tę historię o „przerażającej sztucznej inteligencji”, spodziewałbym się, że będą one działać nieco szybciej niż na przykład przepisy dotyczące weryfikacji wieku w mediach społecznościowych.

Widziałem wielu ludzi sugerujących, że sprowadzi się to do zapewnienia monopolu uznanym gigantom AI, ale choć może to być istotny czynnik, nie uważam, aby na tym etapie był to jedyny cel wart zachodu. Globalna synchronizacja mediów nie jest ani łatwa, ani tania, a zorganizowanie jej największej egzemplifikacji od zarania pandemii covid-19 sugerowałoby, że w programie jest coś więcej niż tylko ceny akcji.

A co do konkretnych szczegółów – co tak naprawdę mogłyby zawierać nowe zasady? Pracowałem nad własnymi pomysłami i chciałem podzielić się z wami tym bezwstydnym przypuszczeniem.

Czego możemy oczekiwać od ustawodawstwa „anty-AI”?

Po pierwsze i co najbardziej oczywiste, sztuczna inteligencja nie będzie już darmowa. Nie będzie darmowego dostępu do generatywnej sztucznej inteligencji, a potencjalnie również anonimowego dostępu do generatywnej sztucznej inteligencji. Możliwe, że w przyszłości, aby korzystać ze sztucznej inteligencji, trzeba będzie zapłacić i/lub zweryfikować swoją tożsamość.

Prawie na pewno zadbają o to, aby monity były rejestrowane, skanowane, a te „potencjalnie szkodliwe” przekazywane rządowi.

„Co takiego tworzysz z pomocą sztucznej inteligencji, że się tego tak wstydzisz?” – to będzie powtarzane pytanie w odpowiedzi na każdy zarzut.

Będą dodawać informacje o tym, że sztuczna inteligencja jest wykorzystywana do tworzenia „materiałów przedstawiających wykorzystywanie s*ksualne dzieci”, treści mizoginistycznych lub rasistowskich, szerzenia „nienawiści” lub „przemocy cyfrowej” albo innych haseł, których potrzebują, aby uspokoić histeryków z lewa i prawa, i uzasadnić ten zapis.

Właściwie, już zaczęli to robić. I to w ogromnej mierze.

Sztuczna inteligencja i anonimowość napędzają wzrost przemocy cyfrowej wobec kobiet

Raport Organizacji Narodów Zjednoczonych

Po drugie, koniec z otwartym kodem źródłowym. Jeśli stworzysz model, będziesz musiał zarejestrować go w urzędzie i uiścić opłatę rejestracyjną, a następnie poddać go inspekcji „ekspertów”, którzy go wyłączą, jeśli okaże się, że nie jest bezpieczny.

Istnieje już precedens w postaci „Ustawy o licencjonowaniu mediów społecznościowych”, która jest obecnie procedowana w parlamencie Wielkiej Brytanii. Zgodnie z nią każdy, kto prowadzi platformę mediów społecznościowych, musi posiadać licencję na jej obsługę.

Te dwa posunięcia za jednym zamachem utrwaliłyby monopol gigantów sztucznej inteligencji, położyły kres wewnętrznym lub otwartym modelom sztucznej inteligencji i sparaliżowały małe niezależne firmy, które coraz częściej polegają na generatywnej sztucznej inteligencji, aby ograniczyć liczbę roboczogodzin poświęcanych na proste zadania, takie jak edycja, sprawdzanie kodu czy tworzenie obrazów.

Po trzecie, powiedzą nam, że musimy chronić się przed „nieuczciwymi agentami sztucznej inteligencji” [rogue AI agents] podszywającymi się pod ludzi – koniec z anonimowym korzystaniem z internetu. Jeśli chcesz założyć konto – na cokolwiek i gdziekolwiek – będziesz potrzebować „potwierdzenia bycia osobą”.

O tym też już mówi się od kilku miesięcy.

Potrzebujemy sposobu, aby udowodnić bycie osobą w Internecie – Rosnąca liczba agentów AI przemierzających Internet zmusi nas w końcu do zweryfikowania tego, co w dużej mierze zakładała stara sieć: że gdzieś w całym tym łańcuchu znajduje się odpowiedzialna moralnie i prawnie osoba.

Magazyn Noema

Twój cyfrowy „Dowód Bycia Osobą” (prawdopodobnie oznaczą go wesołym logo i zabawnym skrótem, takim jak „dowód osobowości i tożsamości” lub „POPI – proof of personhood and identity”) będzie wymagany do zakładania kont w mediach społecznościowych, dokonywania płatności online, kupowania usług hostingowych… w zasadzie do wszystkiego.

Krótkie animacje z Popi nauczą cię, jak używać nowego dowodu osobowości, aby umówić się na wizytę lekarską lub zapłacić podatki, jednocześnie chroniąc twoje dzieci przed śmiercią ze strony Skynetu.

„Straszna AI kryje się za anonimową aktywnością w sieci” – powiedzą. „Potwierdzenie bycia człowiekiem to niewielka cena za zapobieżenie apokalipsie”.

Dlatego scenariusz „Rogue AI” tak starannie uwzględniał doniesienia o sztucznych inteligencjach udających ludzi.

Prawdopodobnie będą atakować każdy, nawet częściowo nieobserwowany, zakątek cyfrowego świata, nieustannie ujawniając nowe „rewelacje” na temat agentów AI ukrywających się za sieciami VPN lub wykorzystujących kryptowaluty, aby wymusić położenie kresu anonimowości również w tym obszarze.

Żadne z tych przypuszczeń nie jest szczególnie „odlotowe”. To trochę jak przewidywanie, że mężczyzna uderzy w ziemię po tym, jak zobaczysz, jak spada z drabiny. Właściwie to już jesteśmy na tym etapie.

Ale czy na tym koniec?

Biorąc pod uwagę skalę wywołanej histerii, możliwe, że te środki to dopiero początek.

Możliwe, że skończymy w miejscu jeszcze głębszym i mroczniejszym.

Może będzie to „przyszłość po-internetowa”? A przynajmniej po „internecie, jaki znamy i rozumiemy”.

Przyszłość, w której korzystanie z Internetu i obliczenia sztucznej inteligencji będą ograniczone przepustowością, tokenizowane lub wręcz racjonowane.

Fabuła byłaby dość prosta –

„Nadmierny ruch cyfrowy i wykorzystanie sztucznej inteligencji szkodzi planecie i grozi katastrofą związaną ze sztuczną inteligencją, dlatego musimy zmienić sposób, w jaki korzystamy z Internetu”.

A jeśli nie podchodzimy do tego kroku wystarczająco sceptycznie, pamiętajmy, że wiele elementów potrzebnych do stworzenia tej fikcji jest już w grze.

Po pierwsze, za pomocą powtarzanej propagandy i, szczerze mówiąc, sfałszowanych danych statystycznych, wmówiono wielu osobom, że wszystkie centra danych są jednakowo i nieodwracalnie złe.

Zużywają za dużo wody. Zużywają za dużo prądu. Uwalniają nieskończoną ilość chemikaliów. Pogarszają zmiany klimatyczne. To wszystko już zostało powiedziane, z mocno zróżnicowanym stopniem dokładności.

Motywy stojące za tą propagandą nigdy nie były do ​​końca oczywiste, ale może właśnie teraz stają się oczywiste?

W końcu, skoro ustaliliśmy, że wszystkie centra danych – bez względu na to, gdzie się znajdują i do czego służą – są złe, nie byłoby wielkim krokiem dojście do wniosku, że „nadszedł czas, aby zmniejszyć nasze uzależnienie od nich”.

Oznacza to kampanie propagandowe mające na celu ograniczenie korzystania z internetu na świecie – a raczej ograniczenie korzystania z internetu przez zwykłych ludzi. A jeśli nie ograniczenie, to przynajmniej uczynienie go droższym.

„Era nieskończonych danych dobiegła końca” – może głosić prasa – „ludzie muszą dostosować się do bardziej realistycznych cen dostępu do Internetu”.

Inne artykuły będą ubolewać nad tym, jak „rozpieszczeni” staliśmy się jako społeczeństwo, mając łatwy dostęp do rzeczy na kliknięcie myszką, i że taki system nigdy nie był „zrównoważony”. Podziały międzypokoleniowe będą sprzyjać, podobnie jak głęboko i irracjonalnie zakorzeniła się niechęć do boomerów.

Najwyraźniej, powiedzą, pewien poziom korzystania z internetu jest niezbędny do funkcjonowania świata – służb ratunkowych, opieki zdrowotnej, wojska, kontroli ruchu lotniczego, urzędów skarbowych i innych instytucji rządowych. Wszystkie te instytucje zostaną uznane za niezbędne i oficjalnie nazwane w żargonie korporacyjnym SBDC [societal-baseline digital communication] – „społeczna komunikacja cyfrowa bazująca na podstawowym poziomie”. Coś w tym stylu.

Usługi te mogą mieć własne centra danych, które będą nazywane „niezbędną infrastrukturą cyfrową”.

Jednakże znaczna część naszego wykorzystania centrów danych wynika oczywiście z tego, co nazywają „nieistotnym ruchem internetowym” lub czymś podobnym.

Mowa tu o postach w mediach społecznościowych, oglądaniu Netflixa, robieniu zakupów online, graniu w gry wieloosobowe… tego typu rzeczach.

Jednakże to właśnie TY korzystasz z Internetu.

Twoja „nieistotna aktywność internetowa” może stać się licznikiem powiązanym z twoim cyfrowym identyfikatorem (ups, przepraszam, „dowodem osobowości”) – jak twoje dane dotyczące szczepień czy ślad węglowy. Prawdopodobnie nawet w jakichś niedorzecznych artykułach wyjaśniających będą to nazywać „cyfrowym śladem węglowym”.

Vox lub Salon opublikują listy szczegółowo opisujące „10 sposobów na ograniczenie korzystania z centrów danych”, podczas gdy Guardian przedstawi absolwentkę nauk humanistycznych o imieniu Chloe, noszącą okulary i obciętą na boba, która w bolesny sposób opowie o tym, jak bardzo poprawiło się jej życie od czasu, gdy nie żyje już w sieci.

„Robiąc zakupy osobiście, zamiast zamawiać artykuły spożywcze online, nawiązałam na nowo więź z sąsiedztwem i ze sobą”

„Oglądanie starych płyt DVD z moimi dziećmi, aby ograniczyć nasz internetowy ślad [węglowy], nauczyło mnie doceniać małe rzeczy”

Ceny usług streamingowych albo wzrosną, albo czas oglądania zostanie ograniczony – na początku prawdopodobnie będzie można zdecydować, którą opcję wybrać. Wzrosną również koszty „nielimitowanego” transferu danych i usług internetowych, a preferowane będą ograniczenia przepustowości „przyjazne dla centrów danych”.

Ograniczenia te nie będą dotyczyły przesyłania danych z urządzeń obsługujących GPS, inteligentnych monitorów jakości powietrza lub inteligentnych liczników wody i energii, ponieważ takie przesyłane dane będą klasyfikowane jako ICMD [important climate-monitoring data] – „ważne dane dotyczące monitorowania klimatu”.

Nagle poczujesz się zachęcony do kupowania nośników fizycznych, ponieważ są bardziej niezawodne, i do robienia zakupów lokalnie, a nie online, ponieważ wspiera to małe firmy. I ten marketing zadziała, ponieważ w dużej mierze jest prawdziwy.

Ale nie myślcie, że nie będzie żadnego haczyka. Np. na pudełkach nowych nośników fizycznych pojawi się zielona etykieta z napisem DCN [data centre neutral] – „neutralne dla centrów danych”. Ten drobny dodatek spowoduje wykładniczy wzrost cen, ale oczywiście będzie to niewielka cena za zapobiegnięcie apokalipsie.

Aha, i „nowa” generacja fizycznych odtwarzaczy multimedialnych nie będzie wstecznie kompatybilna z twoimi obecnymi płytami DVD i BlueRay – będziesz więc musiał kupić wszystko od nowa, po nowej, zawyżonej cenie, a dostępność będzie ściśle ograniczona do filmów i muzyki, które nie urażają obecnej wrażliwości.

Oczywiście zdajesz sobie sprawę, że tak naprawdę nie chodzi tu o uniknięcie apokalipsy.

Będzie chodziło o zaszufladkowanie [compartmentalisation]. O przecięcie linii komunikacyjnych.

Prowadzenie małych firm lub stron internetowych dla osób prywatnych stanie się droższe, ponieważ do dostawców usług hostingowych zostanie doliczony „podatek od centrów danych”.

Podobnie jak w przypadku „podatku cukrowego” od napojów gazowanych i przekąsek w Wielkiej Brytanii, podatek ten teoretycznie będzie płacony przez dostawców usług hostingowych, ale zostanie przerzucony na klientów w postaci wyższych cen.

Duże korporacje będą mogły sobie z łatwością pozwolić na te podwyżki, ale mniejsze, niezależne strony odczują je najbardziej.

Taniej będzie zapłacić korporacyjnym resellerom [pośrednikom] za współprowadzenie, ale wtedy będziesz musiał podpisać umowę o niepublikowaniu „dezinformacji” i, ponownie, przedstawić dowód bycia człowiekiem.

Jeśli prowadzisz witrynę internetową, podatek od użytkowania centrum danych wyniesie 0,04 za każdego odwiedzającego lokalnie, ale 0,10 za każdego odwiedzającego z zagranicy – ​​ponieważ dalsze udostępnianie danych wymaga większych zasobów obliczeniowych.

Będziesz mógł uzyskać redukcję kosztów hostingu, jeśli skorzystasz z serwera „tylko lokalnego”, dostępnego wyłącznie dla osób zamieszkałych w twoim kraju/regionie/dzielnicy itp.

Jak się dowiemy, automatyczne tłumaczenie opiera się w dużym stopniu na sztucznej inteligencji. Dlatego publikowanie wyłącznie w języku ojczystym będzie coraz tańsze.

Nie będzie miało znaczenia, czy cokolwiek z tego okaże się prawdą, czy nie, po prostu powiedzą to tak, jak zwykle mówią.

W mediach społecznościowych im więcej masz obserwujących, tym więcej danych wykorzystujesz, więc po osiągnięciu pewnego momentu będziesz musiał albo zapłacić za utrzymanie obserwujących, albo płacić za każdy post, aby mieć pewność, że obserwujący go zobaczą.

Oczywiście te ograniczenia nie będą dotyczyć tradycyjnych stacji, takich jak BBC, CNN i im podobnych. Będą one zwolnione z tych ograniczeń, ponieważ stanowią część „sieci dystrybucji kluczowych informacji”.

I cały czas będzie obecny strach przed „nieuczciwą sztuczną inteligencją”, odbieraną jako coś wygodnego. Cyfrowa pandemia, którą, podobnie jak covid-19, można błyskawicznie wywołać i zatrzymać za pomocą cyfrowej wersji „protokołów testowych”.

Wyłączniki awaryjne i „cyfrowe zapory ogniowe”, rzekomo instalowane w celu kwarantanny „nieuczciwych” agentów sztucznej inteligencji, umożliwią szybką izolację wszelkich antyestablishmentowych opinii lub informacji, które dotrą do odbiorców, niezależnie od ich wielkości.

Niezależny kanał informacyjny na YouTube z dużą liczbą wyświetleń? O nie, podobno jest to sztuczna inteligencja i został zawieszony do czasu zakończenia śledztwa!

Alternatywna strona internetowa z mediami ma mnóstwo odsłon? O nie, serwer, na którym jest przechowywana, został zainfekowany przez sztuczną inteligencję i musi zostać tymczasowo odizolowany!

Ponownie, oczywiście, ani jedno słowo z tego nie musi być prawdą. Po prostu to powiedzą. Tak jak i teraz wszystko mówią.

A co najważniejsze, nie będzie miało znaczenia, czy globalny ruch internetowy spadnie i czy wykorzystanie centrów danych też naprawdę spadnie. Prawdopodobnie nawet tego nie sprawdzą. Prawdziwe liczby nie mają znaczenia.

Czy to brzmi fantastycznie? Być może. Ale widzieliśmy już coś podobnego, zarówno w przypadku covid-19, jak i zmian klimatycznych. „Rozwiązania” nie muszą działać, ponieważ „problem” nigdy nie istniał. To była tylko narracja skonstruowana dla określonego celu. Aby „udowodnić”, że odnieśli sukces, wystarczy przekupić kilku naukowców, aby opublikowali spreparowane artykuły, które manipulują liczbami i żonglują kłamstwami – i to wystarczy.

Żeby było jasne, nie twierdzę, że to wszystko na pewno się wydarzy, wręcz przeciwnie, nie jestem pewien, czy to wszystko jest w ogóle wykonalne. Ale myślę, że chcieliby to zrobić, gdyby mogli, i mogą spróbować.

Zaszliśmy już zbyt daleko w drodze do dystopii, by być obojętnymi wobec intencji naszych strażników. A wykonalność nigdy nie stanowiła bariery dla ambicji tyranów, by stać się tyranami. Mamy za sobą całe lata prób „zakazania szyfrowania end-to-end”, mimo że było to w zasadzie niemożliwe.

Tak czy inaczej, niezależnie od tego, czy te najgorsze scenariusze się ziszczą, czy nie, kierunek podróży jest ten sam: ku mniejszej wolności, mniejszemu wyborowi, mniejszej prywatności. Ten sam kierunek, co każdy inny ważny kierunek narracji w ciągu ostatnich dziesięciu lat, jeśli nie dłużej.

Dokładniej rzecz ujmując, w tym przypadku może chodzić o przekształcenie Internetu z modelu globalnego nieograniczonego dostępu, w model lokalny, z płatnością za zużycie.

Obecny Internet, nawet ze wszystkimi swoimi ograniczeniami, odegrał kluczową rolę w podsycaniu sprzeciwu wobec polityki globalistycznej, rozpowszechnianiu dowodów ataków pod fałszywą flagą, prowadzeniu śledztw w sprawie korupcji wśród elit na podstawie otwartych źródeł – jest najwspanialszym narzędziem demokratyzacji informacji, jakie kiedykolwiek wynaleziono, a ludzie rządzący światem ZAWSZE nienawidzili tego aspektu, nawet gdy czerpali korzyści z tego płynące.

W imię ochrony przed apokalipsą sztucznej inteligencji i ratowania planety przed toksycznymi centrami danych, sądzę, że elity mogą wyczuć szansę na uregulowanie sytuacji i wtłoczenie tego konkretnego dżina z powrotem do butelki.

Tak, jak mówiłem wcześniej, druga część tego wszystkiego to tylko domysły, potencjalnie najgorszy scenariusz. Może po prostu popadam w paranoję i wymyślam sobie kolejny rodzaj przerażającego strachu!

Mam szczerą nadzieję, że to tylko to.

Nigdy nie będę szczęśliwszy, jeśli się okaże, że się pomyliłem.

________________

Rogue AI “Regulation” – A Potential Worst Case Scenario, Kit Knightly, Sep 23, 2026

◊

Poprzednie części cyklu:

Operacja psychologiczna „Rogue AI”. Czy jesteś gotowy? – dyptyk
Nigdy w historii ludzkości firmy nie były tak chętne do zgłaszania wad swoich produktów. Wygląda na to, że nieuczciwa sztuczna inteligencja to najnowszy niezbędny dodatek w Dolinie Krzemowej. Logika tego […]

*

Operacja psychologiczna Rogue AI, część 3 – czy już rozumiesz, do czego to zmierza?
Podobno Boy George użył sztucznej inteligencji do napisania swojej nowej pro-izraelskiej piosenki, więc czy to nie jest podwójny sukces? A jeśli chodzi o śmieszniejsze doniesienia o „przerażającej sztucznej inteligencji”, czy […]

*

Czy paniczny strach przed AI to przedsmak wielkiej operacji psychologicznej?
„Nieuczciwe sztuczne inteligencje” stały się teorią wycieków laboratoryjnych w sektorze technologicznym, przesłanką rodem z horrorów science fiction, która przeczy zdrowemu rozsądkowi, udając niejasne idee „objawień” i „odpowiedzialności”, jednocześnie promując panikę […]

*

Ta straszna AI czyli „10% szans na unicestwienie ludzkości przed końcem dekady”
Oczywiście, jeśli pozwoliłeś, by wmówiono ci, że centra danych to pomiot szatana, prawdopodobnie uznasz wyłącznik awaryjny za świetny pomysł — i z radością przymkniesz oko na fakt, że oddaje on […]

*

Ta „straszna AI” to covid 2.0
To retoryka z czasów covid. Prawdziwa Nowa Normalność 2.0. To JEST wielka operacja psychologiczna, tylko tym razem nie muszą udawać pandemii, po prostu twierdzą, że istnieje jakieś iluzoryczne zagrożenie. […]

*

Więcej: AI

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!