Starannie zaplanowana spontaniczność „szokującego” ujawnienia akt Epsteina

Od dawna wiemy o przestępczej działalności zdegenerowanego Epsteina, finansistów, celebrytów, polityków i osobistości publicznych, które do niego dołączyły. Szantaż seksualny, współpraca między agencjami wywiadowczymi a światem przestępczym, tajne interesy finansowe, planowanie wojny w imię pokoju itp., to sposób, w jaki od dawna działał kapitalizm.

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

Starannie zaplanowana spontaniczność „szokującego” ujawnienia akt Epsteina

Za każdym razem, gdy w wiadomościach pojawia się „skandal” taki jak sprawa Epsteina, możemy być pewni, że jego celem jest odwrócenie uwagi od czegoś bardziej złowrogiego, co czyha na horyzoncie.

Akta Epsteina są w rękach FBI od ośmiu lat lub dłużej. Dlaczego więc zredagowane dokumenty zostały ujawnione dopiero niedawno? Cui bono?

A kto stoi za publikacją, do której nie doszło za kadencji pierwszej administracji Trumpa i Bidena? Cui bono?

Czy ludobójstwo w Strefie Gazy i wojna zastępcza [proxy] USA przeciwko Rosji, wspierane przez Bidena i Trumpa, wpisują się w chronologię i cenzurę, skoro możemy założyć, że Mossad, CIA, NSA i MI6 również od dawna miały dostęp do akt? Atak USA/Izraela na Iran? Bo tak jak filmy, tak każda propaganda i tuszowanie mają starannie wybrane daty premiery.

Ostatnie pytanie: Dlaczego ktokolwiek miałby być zszokowany zawartością akt Epsteina, choć wiele osób wydaje się być? Owszem, do listy zdegenerowanych elit, które z radością uczestniczyły w przestępczym przedsięwzięciu Epsteina, dodano kolejne nazwiska, ale ujawnienie kolejnych nazwisk tylko potwierdza, jak rozległa była ta sprawa.

Od dawna wiemy o przestępczej działalności zdegenerowanego Epsteina, finansistów, celebrytów, polityków i osobistości publicznych, które do niego dołączyły. Szantaż seksualny, współpraca między agencjami wywiadowczymi a światem przestępczym, tajne interesy finansowe, planowanie wojny w imię pokoju itp., to sposób, w jaki od dawna działał kapitalizm. Podczas gdy ci, którzy badają takie rzeczy, wiedzą to od dawna (patrz np. Whitney Webb’s One Nation Under Blackmail, dwa tomy), nawet przeciętny człowiek może w końcu to pojąć, ale szokujące to nie jest. I należy podkreślić „może”. Wszyscy od dawna żyjemy w kulturze narastającej „szokującej” zgnilizny, w której najbardziej groteskowe wiadomości i rozrywka są podstawą mediów masowych od Waszyngtonu po Hollywood i wszędzie w internecie trwała ta pogoń. Wszyscy myśleli, że to tak dla zabawy, a tu cyk! i mleko się rozlało.

Bycie w szoku wydaje się być bardzo popularne, dodaje pikanterii życiu, wywołuje dreszcz emocji, który tylko seks, śmierć i pogoda potrafią wnieść do codziennych rozmów. „Czy możesz w to uwierzyć?” i „Niewiarygodne!” rozbrzmiewają echem po całym kraju i dobiegają z ust, ekranów i stron internetowych, zapraszając do odwiedzin, by poczuć oszołomienie i zawrót głowy. Zwyczajni ludzie stali się niczym Regan MacNeil, tą młodą dziewczyną opętaną przez demona w „Egzorcyście”.

Gdyby korporacyjne media kiedykolwiek zaszły naprawdę głęboko, musiałyby ujawnić się jako agenci tych samych sił, które stały za dojściem Epsteina do władzy. Jak często te media łączą Epsteina z Izraelem, Mossadem, CIA itd.? Rządzą nie tylko złe jednostki, ale struktura zła, system, jeśli wolisz, głęboko zakorzeniony system społeczny, obecnie publicznie zarządzany przez złego idiotę Trumpa, który w niedawnym wywiadzie dla The New York Times, zapytany, czy uważa, że ​​istnieją jakieś ograniczenia jego globalnej władzy, powiedział: „Tak, jest jedna rzecz. Moja własna moralność. Mój własny umysł. To jedyna rzecz, która może mnie powstrzymać”.

I tym stwierdzeniem wygadał się. To credo nihilistów, fundament dzisiejszego etosu. Żadnego honoru, żadnych tradycyjnych norm etycznych, żadnego Boga, żadnej miłości do ludzkości, tylko fałszywe i zwodnicze wiadomości mające szokować i „rób po swojemu”, jak prezydent USA gadający niczym punkowe dzieciaki. Tak. Niewiarygodne! «Znam słowa. Mam najlepsze słowa. Mam – ale nie ma lepszego słowa niż „głupiec”». [Słynny cytat z pierwszej kampanii wyborczej Donalda Trumpa. Reklamował swoją wysoką inteligencję i wykształcenie podczas wiecu w Karolinie Południowej w grudniu 2015 r. Dla zwolenników brzmiało to jak relacja ze „swoim człowiekiem”, podczas gdy krytycy postrzegali to jako przejaw narcyzmu lub ograniczonego zasobu słownictwa. Oznacza ono arogancję i przekonanie o własnej elokwencji, używane w kontekście prostego, pełnego superlatywów stylu mówienia, aby brzmieć autentycznie i trafiać do wyborców -AC].

Francuski twórca filmowy Nowej Fali, Jean-Luc Godard, zasłynął powiedzeniem: „Do nakręcenia filmu wystarczy dziewczyna i pistolet”. Cóż, mamy film o Epsteinie, w którym on i jego skorumpowani i podejrzani przyjaciele mieli dziewczyny, ale kwestia, kto trzyma broń, a nie penisy stojące za ich przestępczymi przedsięwzięciami, pozostaje nierozwiązana.

Przyłapując na gorącym uczynku, media uwielbiają demaskować osoby, które ściągają spodnie w celach seksualnych, ale nie potrafią unicestwić tych zwyrodnialców, którzy dopuszczają się okrucieństw wobec zwykłych ludzi dzień w dzień na całym świecie. Nazwijmy ich producentami. To oni kształtują i płacą za wiadomości.

Prezydent Donald Trump, rodem z reality show – ta twarz jawnego imperializmu i dyktatorskich rządów wewnętrznych, ohydny, brutalny zbir [thug], którego główną maksymą jest „siła ma rację”, a którego nazwisko wielokrotnie pojawia się w aktach Epsteina – doskonale wie, jak się gra. Po swojej telewizyjnej walce z Zełenskim w zeszłym roku (a może przed walką?) powiedział: „To będzie świetny show”. Film o Epsteinie też. Może serial.

I tak jak w przeszłości, nikt zaangażowany w tę nikczemną i przestępczą działalność – z wyjątkiem Epsteina i Ghislaine Maxwell – prawdopodobnie nigdy nie trafi do więzienia. Nic dziwnego.

Jeśli chodzi o wstrząsy, lepiej oglądać Zimowe Igrzyska Olimpijskie i być „zaskoczonym” upadkami faworytów na lodzie i śniegu. Te upadki są przynajmniej realne.

W willi, wciąż widocznej przy wejściu do Domu Wettiuszów w zrujnowanych Pompejach, znajduje się obraz, który wiele mówi nam o aktach Epsteina, władzy i bogactwie. Doskonale symbolizuje on jeden aspekt przepaści między międzynarodową klasą rządzącą – czyli brudnymi szczegółami w dokumentach Epsteina, pomijając odpowiedź na pytanie, kto i dlaczego kierował operacją szantażu – a resztą z nas. Przedstawia boga Priapa ważącego swojego penisa na wadze złotych monet, jakby chciał powiedzieć: złoto, Bóg, bogactwo i władza – my rządzimy. W…l się! To stara historia opowiadana przez nihilistycznych mężczyzn, desperacko pragnących udowodnić swoją moc, dominując nad bezbronnymi dziewczętami, kobietami i całym światem.

Wielu pyta, jak to możliwe, że Epstein i wszyscy wymienieni z imienia i nazwiska dopuścili się tak złych i zbrodniczych czynów? Zło zdaje się być wielkim zdumieniem dla współczesnych intelektualistów. Czy myślą, że El Diablo to marka salsy?

Wyjaśnienie zachowania Adolfa Eichmanna autorstwa Hannah Arendt – banalność zła – to jedno z takich wyjaśnień, które teraz wygłasza się w kontekście zachowania Epsteina. Inni twierdzą, że nie miał sumienia lub nie potrafił rozumować jak dorosły; że nie był zbyt inteligentny, ale był znakomitym oszustem. Że był narcyzem. To powierzchowne wyjaśnienia. Żadne nie dociera do sedna sprawy. Jak zwykle, i całkowicie błędnie, niektórzy obwiniają o to Nietzschego i ideę obermensch’a (nadczłowieka lub superczłowieka). Nietzsche (podobnie jak Rosja) jest często obwiniany za wszelkie zło współczesności przez tych, którzy zinternalizowali fałszywe wyobrażenia o jego dziele. W rzeczywistości Nietzsche ostrzegał, że skoro ludzie zabili Boga, „coś niezwykle paskudnego i złego wkrótce się pojawi”. Nie był z tego zadowolony.

Genialny, niedoceniany, nieżyjący już pisarz Edward Dahlberg w eseju o Nietzschem – „Prawdziwy Nietzsche” – tak o nim pisze: „Potępiał politykę rasową, czyli szczucie na Żydów, nazywając siebie „dobrym Europejczykiem”, „anty-antysemitą… Nic nie pomogło. Antyżydowscy Parteigenossen’owie przedstawiali go opinii publicznej jako teutońskiego polityka”. I tak jest przedstawiany do dziś, zniekształcony dla celów ideologicznych. Ciekawe, kto w ogóle jeszcze czyta.

Odnosząc się do kwestii użycia języka i degradacji rozumienia, Dahlberg dodaje: „Uczyniliśmy język tak powszechnym, że przestaliśmy być czytelnikami symboli. Jeśli nie zbadamy całości intelektu poety jako jego tekstu, będziemy błędnie interpretować Blake’a czy Szekspira równie niemądrze, jak Nietzsche został zniekształcony”.

Symboliczne pojmowanie słów oznacza zrozumienie, w jaki sposób dobrzy pisarze używają ich w ich wielu znaczeniach, nie tylko dosłownie, jak okruchów spadających z osypiska zaśmiecającego drogę donikąd, ale jak sprawiają, że wibrują, błyszczą, zanurzają się głęboko i wzbijają w powietrze niczym świetliste ptaki, aby inni mogli je głęboko rozważyć i pomyśleć raz, dwa razy, a może i więcej.

Pomyśl o nieokrzesanym języku Trumpa. Pomyśl o Epsteinie. Pomyśl o kulturze jako całości. Zstąpiliśmy w czasy rażącej ignorancji, a nasza kulturowa dekadencja znajduje odzwierciedlenie w dekadencji naszego języka. Trump i Epstein odzwierciedlają pod tym względem szerszą kulturę. Jednym z powodów jest oczywiście internet i media cyfrowe, a zwłaszcza telefon komórkowy z aparatem i funkcją wysyłania SMS-ów. Jest to również ważny powód rozległej i ciągłej komunikacji między Epsteinem a jego „przyjaciółmi”, a także łatwość, z jaką można było szantażować. To nie przypadek.

Niektórzy z nas mieli szczęście doświadczyć w młodym wieku rozkładu systemu. Myślę o niedawno zmarłym, wspaniałym dziennikarzu Michaelu Parentim, który z powodu swoich antywojennych poglądów został wykluczony z kariery akademickiej, ale wykorzystał to doświadczenie, by stać się wolnym nauczycielem dla świata.

Na początku gdy byłem naiwnym dwudziestoparolatkiem, pracowałem nocami w 42. komisariacie policji na Bronksie, przesłuchując aresztowanych w celach. Tam dowiedziałem się, że wielu zostało wrobionych przez tajniaków, którzy podrzucali im narkotyki; że komisariat miał w tym celu zapas nielegalnych narkotyków. Myśląc, że jestem jego sojusznikiem, pewien glina powiedział mi to i że „musimy pozbyć się tych brudnych, pie…..nych drani z ulic” (przez co miał na myśli czarnych i portorykańskich mężczyzn). To było 4-5 lat przed tym, jak uczciwy, odważny tajniak nowojorskiej policji Frank Serpico (z którym później zaprzyjaźniliśmy się) został wrobiony przez innych gliniarzy i postrzelony w twarz. Kilka lat później powstał film pt. Serpico z Alem Pacino w roli głównej, właśnie o nim.

Zawsze jest jakiś film.

W szkole, w której uczyłem, pewien człowiek, który zajmował wysokie stanowisko i którego szanowałem, wiedząc, że jestem zaangażowany w działalność antywojenną, próbował – ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu – zwerbować mnie do wywiadu wojskowego. Te i liczne inne przykłady wpoiły mi wczesną ścieżkę sceptycyzmu wobec autorytetów. Jestem wdzięczny za te wczesne lekcje.

Jak wszystkie historie, film z Epsteinem rozgrywa się w ramach szerszego, mitycznego w swoich wymiarach, kulturowego systemu symboli. Jak inaczej wytłumaczyć niemal nieusuwalną nienawiść Amerykanów do wszystkiego, co rosyjskie? W Stanach Zjednoczonych ten wielki mit nazywa się „amerykańskim snem”, w którym, jak mawiał nieżyjący George Carlin, trzeba śnić, żeby w niego wierzyć, ale który mimo to istnieje, choć może się rozpadać. Każde społeczeństwo ma taki system symboli. Poprzez jego historie i symbole przekazywane są znaczenia i wartości. A ludzie żyją historiami, opowieściami w opowieściach. Mit oznacza opowieść.

Od wielu dekad przechodzimy ogromną transformację symboliczną, w której dominujący porządek symboliczny (z gr. „zestawić razem”) zostaje zastąpiony przez jego przeciwieństwo, porządek diaboliczny (z gr. „rozrzucić, diabeł, el diablo”) z nowymi historiami, które mieszają ludziom w głowach, rozdzielają ich osobowości, nastawiają ich przeciwko sobie i tworzą ogólne poczucie niepewności. Bóg kontra diabeł.

Wszelka władza jest zasadniczo władzą zaprzeczającą śmiertelności. To prawda, niezależnie od tego, czy jest to władza państwa, Kościoła, czy tajnych grup, takich jak ta Epsteina. I zawsze jest to władza święta. Święta albo wypaczona. Wielu często pyta, dlaczego superbogaci i potężni zawsze chcą więcej. To proste. Pragną przekroczyć swoją ludzką śmiertelność i stać się bogami – istotami nieśmiertelnymi. Głupio wierzą, że jeśli będą mogli panować nad innymi, zabijać, dominować, gwałcić, osiągać status, zostawać miliarderami, prezydentami, magnatami, celebrytami itd., to w jakiś dziwny sposób będą żyć wiecznie. Tak właśnie jest z Epsteinem i jego otoczeniem.

W procesie trwającym co najmniej sto pięćdziesiąt lat, nasze tradycyjne systemy symboli kulturowych/religijnych zostały radykalnie podważone, a najbardziej doniosłym tego przykładem jest faustowska kreacja Lorda Nuke’a. Wszelkie formy symbolicznej nieśmiertelności (teologicznej, biologicznej, twórczej, naturalnej i empirycznej), które dawniej dawały poczucie ciągłości, zostały poważnie zagrożone. To właśnie to widmo czai się w tle dzisiejszego życia.

Czym jest śmierć? Jak ją pokonać lub przezwyciężyć? Jaki jest numer telefonu komórkowego do Boga? Szybko. Improwizuj.

Mali ludzie jak Epstein i ci, których dobrowolnie złapano w jego sieć, wszyscy ci desperaci z rękami w spodniach, kłamiący na potęgę, idący z Pinokiem i Stangretem na Wyspę Rozkoszy…

Cięcie!

Zapomnij o scenariuszu.

Jeszcze nic nie widzieliśmy.

_________________

The Carefully Contrived Spontaneity of the “Shocking” Epstein Files Release, Edward Curtin, Feb 18, 2026

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!