O dobrym wychowaniu – inaczej

 

Brueghel

 

 

Uczelnie na froncie walki o dobre wychowanie

 

Poziom kultury gwałtowanie się obniża, schamienie widoczne na porządku dziennym, w telewizorni, na ulicy, w pracy, w szkołach i na uczelniach.

 

Kiedyś zasad dobrego wychowania uczono w przedszkolach i szkołach elementarnych, dziś kształtowanie elementarnych zasad wychowania ma być domeną szkół z nazwy wyższych,
czyli inaczej mówiąc Wyższych Szkół Podstawowych. ( Akademickie Dobre Wychowanie na Politechnice Świętokrzyskiej
http://www.naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,397327,akademickie-dobre-wychowanie-na-politechnice-swietokrzyskiej.html)

 

Rzecz w tym, że poziom kultury i schamienia na tych wyższych uczelniach dawno już sięgnął bruku (a nawet bardziej),  stąd osiągnięcia wychowawcze mogą być gorsze od deklarowanych, a nawet prowadzić do wzrostu schamienia wśród bardziej pojętnych uczniów.

 

Wychowuje się bowiem najlepiej swoim przykładem, a jeśli przykład jest negatywny, to i wychowanie będzie negatywne. Rzadko kto potrafi się temu przeciwstawić, bo za chama ani chybi zostanie uznany.

 

W Polsce jak wiadomo największym prestiżem społecznym cieszą się profesorowie uczelni tzw. wyższych, więc to oni są wzorcem dla innych, marzących oczywiście o tym,  aby i taki poziom osiągnąć.

 

Niestety profesor w Polsce to wzorzec często negatywny, finalny produkt długotrwałej negatywnej selekcji kadr. Tylko jednostki ‘niewychowane’ , nieprzystające do narzuconych norm wychowawczych, jakiś poziom, jakiś etos profesorski – nawiązujący do czasów II RP – reprezentują. Rzecz w tym, że jest to jedynie margines akademicki, który jakoś się ostał w tym negatywnym, także wychowawczo, systemie.

 

Badań naukowych nad dobrym wychowaniem profesorii polskiej chyba nie ma, a w każdym razie ja nie znam i będę wdzięczny za informację o takowych,  jeśli jednak są.

 

Żeby uzupełnić tą lukę i zachęcić do takich badań,  przytoczę kilka przykładów w kontekście osobistym,  ograniczając się bardzo, bo to temat na książkę a nie na krótki tekst – coś na kształt abstraktu.

 

W stanie wojennym na Radzie Instytutu, której byłem wówczas członkiem, zachowałem się niewłaściwie (w stosunku do standardów obowiązujących), bo odmówiłem głosowania nad wybraniem Przewodniczącego Rady – towarzysza dyrektora, który sam się do wybrania przedstawił. Proponowano mi wyjście z posiedzenia Rady, aby dobrym manierom akademickim zadość uczynić. Niestety jako źle wychowany pozostałem niemym świadkiem historii aprobowanej przez pozostałość dobrze wychowaną.

 

Niedługo potem opuściłem to gremium (radę naukową) na dobre,  abym takim dobrym wychowaniem sam nie przesiąknął. Najtężsi historycy epoki o tej, ani o wielu podobnych historiach nawet nie wspomną. Chyba dobre wychowanie im na to nie pozwala,  aby poznać jak naprawdę wyglądała akademicka opozycja demokratyczna (ta niezależna) w dziejach wzorcowej dla innych uczelni, w dziejach prawdziwych, a nie bajecznych jakie dobrze wychowywanej społeczności (nie tylko akademickiej) są serwowane (w książkach, na spotkaniach, czyli w kształtowanej przestrzeni publicznej).

 

Jakieś 2 lata później, już jako nie-członek Rady, zostałem jednak wezwany przed oblicze strażników dobrych obyczajów akademickich i całego poziomu akademickiego, aby się wytłumaczyć dlaczego studentów nie chcę uczyć zależnie, a robię to niezależnie. Moje argumenty widać były silne skoro rada natychmiast zmieniła front walki o dobre obyczaje i sformułowała oskarżenie o wulgarne traktowanie personelu profesorskiego płci przeciwnej. Ci, którzy mnie znali/znają dobrze wiedzą, że w wulgaryzmach nie gustuję, nawet w warunkach krytycznych. Naruszało to jednak dobre obyczaje członków Rady, którzy tak ‘rzucali mięsem’, że nieraz argumentowałem, że co jak co ale wprowadzenie kartek na mięso w stanie wojennym ( i nie tylko) miało jednak swoje uzasadnienie.

 

Swoich oskarżeń ze względu na powszechny autorytet moralny i intelektualny jaki reprezentowali członkowie Rady  (także członkowie CK) nie musieli niczym dokumentować i niechby tylko kto zaprotestował !

 

Nie było jednak obawy, bo dobrym obyczajem, dobrze wychowanych ‘akademików’ jest chowanie w takich sytuacjach głowy do podręcznej strusiówki. Oczywiście oskarżenie zostało rozpowszechnione w innych polskich ośrodkach dobrego wychowania akademickiego z sukcesem wielkim i już bez obawy, że ktokolwiek głośno powie – Dość tego, wulgarni panowie profesorowie !

 

Jakieś 2 lata później miałem wykład na ogólnopolskiej sesji w sali wypełnionej dobrze wychowaną bracią akademicką, z udziałem najlepiej wychowanej profesorii o wzorcowych manierach. Powtórzyć tego co się działo, jakim chamstwem byłem obrzucany, jak brodę mi chciano ścinać, jak nie dopuszczać więcej do wykładów – nie sposób.

 

Mimo nagrywania wykładów, ten mój oczywiście nie zdołał się zarejestrować.

 

W kuluarach znany ze szczególnie wykwintnych , profesorskich manier – profesor chwalił się jak to mi dop …. Zapewne w nagrodę za to osiągnięcie niedługo potem został honorowym członkiem towarzystwa. Ja (a właściwie moja sprawa) po tym jak złożyłem postulat aby jakąś przynajmniej komisję etyczną powołać- dla oceny co jest dobrą a co złą manierą akademicką – zostałem skierowany do sądu koleżeńskiego. Trzeba było jednak powołać naprędce drugi skład sądowo-koleżeński, bo jednak ten wcześniejszy nie był wystarczająco koleżeński w stosunku do strażników właściwych manier akademickich.

 

Rzecz jasna ten drugi sąd sprostał zadaniom już w okresie transformacji od chamstwa PRL-owskiego do chamstwa III RP i mamy to co mamy. Chamstwo profesorskie cieszy się wielkim prestiżem i uznaniem i lud akademicki, póki co mniej utytłany, jeno marzy aby mu sprostać.

 

Będąc zwolennikiem pracy u podstaw przedstawiłem –  u zarania III RP –  władzom wzorcowej dla innych uczelni,  postulat  utworzenia Instytutu Odchamiania Kadry Profesorskiej,   aby w nowy system (jak się wydawało) wejść jak należy.   Bez skutku.  Wcześniej, jeszcze w prylu,   podobne postulaty wysuwał ‘Kabaret Dudek ‘ ( “Chamstwu w życiu należy się przeciwstawiać siłom i godnościom osobistom “)  także bezskutecznie.

 

 

O autorze: Józef Wieczorek

W XX w. geolog z pasji i zawodu, dr, b. wykładowca UJ, wykluczony w PRL, w czasach Wielkiej Czystki Akademickiej, z wilczym biletem ważnym także w III RP. W XXI w. jako dysydent akademicki z szewską pasją działa na rzecz reform systemu nauki i szkolnictwa wyższego, założyciel i redaktor Niezależnego Forum Akademickiego, autor kilku serwisów internetowych i książek o etyce i patologiach akademickich III RP, publicysta, współpracuje z kilkoma serwisami internetowymi, także niezależny fotoreporter – dokumentuje krakowskie ( i nie tylko) wydarzenia patriotyczne i klubowe. Jako geolog ma wiedzę, że kropla drąży skałę.