Profesury się nie doczekali
Wielu akademików, oczekujących od miesięcy na nominacje profesorskie od prezydenta RP, na początku nowego roku jednak je otrzymało. Choć nie wszyscy. Od kilku już lat na nominację bezskutecznie czekają Michał Bilewicz i Walter Żelazny. Nie podpisał ich ani Duda, ani Nawrocki. I słusznie, choć moim zdaniem takie nominacje nie powinny być prerogatywą prezydencką. Trzeba jednak czekać na regulacje prawne zreformowanej domeny akademickiej.
Bilewicz od lat zdecydowanie przeciwstawia się „ideologii” kryjącej się pod słowem „Polacy”, stąd nie wiadomo dlaczego się stara o członkostwo, i to profesorskie, w tej „ideologii”. Co się za tym kryje? Czy chodzi mu o to, aby szerzyć zamiast nauki swoją ideologię, i to z pozycji autorytetu profesorskiego?
Walter Żelazny figuruje natomiast w inwentarzach IPN jako współpracownik SB (przez 15 lat!) o pseudonimie Janusz, a zgodnie z ustawą ktoś taki nie może być profesorem i nie wiadomo, dlaczego taka kandydatura jest przedkładana prezydentowi przez Radę Doskonałości Naukowej, widocznie bardzo niedoskonałą. W mediach można znaleźć informacje, że Żelazny był „emigrantem politycznym, działaczem opozycji, współpracownikiem Władysława Frasyniuka”, a podobno wpadł, kolportując paryską „Kulturę”, za którą zapłacił około 4,6 tys. zł, kupując ją „od syna jednego z najwyższych dygnitarzy PRL”. Rzecz jasna, jak zażądał zwrotu pieniędzy od SB, to je otrzymał po złożeniu podpisu. Widać poważne osiągnięcie socjologiczne akademika, który tym samym udowodnił, że SB to była szczególnie uczciwa instytucja w systemie PRL i nie wiadomo, dlaczego do dziś się tej formacji i jej współpracowników czepiają (sic!). Faktem jest, że „krzywdy” wyrządzone przed laty esbekom, przez odebranie im nadwyżkowych emerytur, są obecnie wynagradzane, „superemerytury” przywracane, i to z kieszeni podatników (już około 2 mld zł). Także tych niszczonych/poszkodowanych przez SB (i ich formalnych czy nieformalnych współpracowników), którym straconych lat życia akademickiego i zarobków nikt nie przywrócił. Prawdy też nikt nie chce poznać. Tak się rzeczy mają, przynajmniej w domenie akademickiej.

Dodaj komentarz