Dulce bellum inexpertis
Już grecki poeta Pindar (ok. 518–ok. 438 p.n.e.) zauważył, że: „Wojna wydaje się miła tylko tym, którzy jej nie doświadczyli (łac. dulce bellum inexpertis)”. Konflikt zbrojny na Ukrainie trwa już prawie 4 lata, po obu stronach walczą i giną setki tysięcy ludzi, a końca nie widać. W wojnę zaangażowane są inne kraje, które ją dofinansowują i/lub dostarczają zaawansowane uzbrojenie, szkolenia wojskowych, dane wywiadowcze, etc. Mimo to nadal nie widać realnych szans na przełom, zakończenie działań wojennych i pokój. Warto zadać pytanie, jakie są rzeczywiste szanse, aby rozstrzygnąć spory terytorialne w sposób militarny, do czego dążyły obie strony.
Ocena sił po obu stronach
Ronald Keeva Unz, amerykański przedsiębiorca technologiczny, multimilioner, republikanin, pisarz i wydawca („The American Conservative” do 2013 roku, obecnie „The Unz Review”, finansujący też „VDARE”, amerykańską prawicową stronę internetową promującą sprzeciw wobec imigracji do USA), podkreśla, że: „Rosja dysponuje obecnie największym na świecie arsenałem nuklearnym, którego szacunkowa liczba głowic nieco przewyższa całkowitą liczbę głowic amerykańskich . Co znacznie ważniejsze, Rosja dysponuje również potężnym zestawem pocisków hipersonicznych mogących przenosić zarówno głowice konwencjonalne jak i nuklearne”. Ron Unz należy do tych analityków, którzy uważają, ze: „Pomimo gigantycznego rocznego budżetu wojskowego USA, porównywalnego z budżetem reszty świata razem wziętym i wielokrotnie przekraczającego wydatki Rosji, wszystkie amerykańskie wysiłki na rzecz rozwoju tego typu zaawansowanych systemów rakietowych były naznaczone latami powtarzających się, żenujących porażek”. Ron Unz zaznacza, że Rosja już dwukrotnie zaprezentowała swój rewolucyjny hipersoniczny system rakietowy Oresznik , który nawet w wersji czysto konwencjonalnej zapewnia siłę uderzeniową porównywalną do głowicy nuklearnej, umożliwiając Rosji wyrządzenie niespotykanych dotąd zniszczeń bez przekraczania progu nuklearnego.
Lekkomyślność Zachodu?
Amerykańska prawica uważa, że obecny konflikt na Ukrainie jest równoznaczny z wojną zastępczą NATO z Rosją, w której sojusz zapewnia Ukraińcom ogromne wsparcie. Z tego powodu często zadawali oni przeważającym siłom Rosji dotkliwe straty. Zgodnie z prawem międzynarodowym NATO już dawno stało się stroną konfliktu, choć z przyczyn geopolitycznych ostrożni Rosjanie odmawiają publicznego ogłoszenia tego faktu i podjęcia działań odwetowych.
Ostrożność Rosji jest uzasadniona. Łącznie kraje sojuszu NATO mają populację prawie miliarda ludzi, ich roczne wydatki wojskowe (szacunki za 2025 rok) stanowią 54% całkowitej światowej populacji, czyli około 1,3 biliona dolarów , a łączny PKB wynosi prawie 50 bilionów dolarów. Dla porównania, populacja Rosji wynosi tylko 138 milionów, jej wydatki wojskowe wynoszą 145 miliardów dolarów , a jej całkowity PKB wynosi 2 biliony dolarów. Ron Unz podsumowuje: „Rosja wydaje się więc być w mniejszości w stosunku około 7 do 1 pod względem liczby ludności, 9 do 1 pod względem wydatków wojskowych i 25 do 1 pod względem PKB. Biorąc po uwagę parytet siły nabywczej (PPP) wskaźniki te należałoby zmniejszyć o współczynnik dwa lub więcej, ale nadal pozostaje ogromna nierównowaga”.
Ponadto wszyscy członkowie NATO mają osiągnąć wkrótce cel 2 proc. PKB na wojsko, a do 2035 r. sojusz planuje zwiększyć wydatki aż do 5 proc. Jak podaje Bloomberg (dane z sierpnia 2025 r.) Niemcy zamierzają podwoić budżet obronny i przeznaczać 9 mld euro rocznie na wsparcie Ukrainy.
Uważa się, wobec powyższego, że Rosja walczy z NATO, mając praktycznie związane ręce. Pociski NATO regularnie uderzały w głąb Rosji, zadając wiele poważnych ciosów. Zatopiono wiele jednostek rosyjskiej Floty Czarnomorskiej, ale Rosja nie udzielała odpowiedzi w ten sam sposób. Także rosyjskie miasta zostały zaatakowane pociskami NATO, jednakże miasta NATO i ich mieszkańcy nie stanęli w obliczu podobnego zagrożenia. Nie było ryzyka odwetu ze strony Rosji.
Doprowadziło to do niebezpiecznej eskalacji. W czerwcu 2025 r. Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) – jak informował prezydent Zełenski – zniszczyły lub uszkodziły z użyciem 117 dronów 34 proc. rosyjskich bombowców strategicznych, czyli armia ukraińska uderzyła w jeden z elementów rosyjskiej triady nuklearnej. Rosja odpowiedziała intensyfikacją ostrzałów rakietowych i dronowych celów na Ukrainie, choć zachodnie źródła wskazywały na możliwość użycia broni nuklearnej. Obawiano się, że Kreml będzie dążył do poważniejszej militarnej odpowiedzi. „To zbyt dotkliwy cios, aby pozostawić go bez reakcji. Putin musi pokazać własnemu społeczeństwu, ale i światowej opinii publicznej, że wyciąga konsekwencje z tak zuchwałego ataku na mocarstwo nuklearne” – pisali eksperci.
Kolejny niebezpieczny incydent miał miejsce w styczniu tego roku. W związku z domniemanym atakiem na siedzibę Putina, Rosja po raz drugi użyła na Ukrainie hipersonicznego pocisku rakietowego Oresznik. Wystrzeliła go w kierunku Lwowa. Pocisk uderzył tuż przy granicy Ukrainy z Polską – państwem NATO – co skłoniło Radę Bezpieczeństwa ONZ do zwołania nadzwyczajnego posiedzenia. Uważa się, że zasięg Oresznika wynosi około 5500 kilometrów. „To by obejmowało całe NATO” – podkreślają analitycy. Systemy obrony przeciwrakietowej, takie jak amerykański Patriot, rozmieszczone na Ukrainie, nie zostały zaprojektowane do zwalczania pocisków takich jak Oresznik.
Czy III wojna światowa jest tuż za progiem? Jak mówił Albert Einstein: „ Nie wiem jaka broń będzie użyta w trzeciej wojnie światowej, ale czwarta będzie na kije i kamienie”.
Co dalej?
Zakładano, że biorąc pod uwagę, iż całkowita liczba ludności i baza przemysłowa NATO są wielokrotnie większe niż Rosji, jeśli sojusz utrzyma się na powierzchni, Rosja może z czasem zostać zmiażdżona. Tymczasem rosyjska gospodarka nie załamała się. Rosja się dostosowała. Jak twierdzą dwaj uznani niezależni analitycy: politolog John Mearsheimer oraz były pułkownik i pisarz Douglas Macgregor: „Wydarzenia ostatnich dni oznaczają definitywną zmianę porządku świata. Przekroczyliśmy próg, który establishment w Waszyngtonie, Londynie i Paryżu desperacko próbuje zignorować”. Macgregor stanowczo podnosi: „Zachodnia potęga gospodarcza opiera się na niczym. Odkryliśmy, że sankcje nie mają wpływu na kraj, który produkuje żywność, nawozy, energię i surowce, których potrzebuje świat. Można drukować dolary, ale nie gaz ziemny, pszenicę ani pallad. Stany Zjednoczone odkryły, że gospodarka oparta na usługach, aplikacjach, doradztwie i spekulacjach finansowych jest bezużyteczna w wojnie na wyniszczenie z realną potęgą przemysłową”.
No cóż, pozostaje liczyć na to, że mocarstwa dojdą do wniosku, że umowy i pokój są lepszą opcją niż wojna. Paul Hoffman, brytyjski pisarz fantasy i scenarzysta filmowy, zauważył: „Ktoś kiedyś wygłosił słynne twierdzenie, że na szczęście wojny są rujnująco kosztowne, inaczej nigdy nie przestalibyśmy ich toczyć. Pomimo jednak uderzającej słuszności tego powiedzenia, ludzie i tak nieustannie zapominają, że o ile są wojny sprawiedliwe i niesprawiedliwe, o tyle nie ma wojen tanich”.
PiS-owska proukraińskość 8 lat w uścisku z proniemieckością i aktualna bardzo groźna dla Polski, proniemieckość Tuskowej formacji zaznacza się trwałym śladem na kondycji gospodarki polskiej i zubożeniu obywateli, nie wszystkich to jest jasne przy każdej władzy. Durnie rządowi mają marzenia o rzuceniu na kolana imperium rosyjskiego w wojnie z Ukrainą. To takie pomocne dbanie o zewnętrzny świat, bardziej niż o Polskę, będzie miało swoją cenę.
Masz rację. Tak właśnie jest.
A poza tym, może się wkrótce okazać, że Trump się dogada z Putinem. Cały czas powołują się na ustalenia z Alaski.
A inni mówili, że najlepiej zarabia się na wojnie. I komu tu wierzyć?
);
Jedni (nieliczni) zarabiają. Większość ponosi koszty.
Od kilkuset lat Rosjanie jako agresor tradycyjnie mają prawo międzynarodowe (jak i calą resztę świata, ze wszystkimi sąsiadami na czele) bardzo głęboko w swojej kacapskiej d***e. I to my, Polacy -ze względu na historię naszego sąsiedztwa- powinniśmy o tym wiedzieć najlepiej!
Przytoczyłam stanowisko amerykańskich konserwatystów. Jest logiczne – Rosja nie zaatakowała NATO, a NATO jest faktycznie stroną konfliktu. Trump zresztą wielokrotnie nazywa wojnę na Ukrainie wojną Bidena.
A co do agresji w Donbasie, to narracje na ten temat i przyczyny wojny są złożone.
https://klubjagiellonski.pl/2025/01/28/przyczyna-separatyzmu-w-donbasie-jest-znacznie-starsza-niz-rosyjska-interwencja/
Dzięki za wszechstronny komentarz.
Wojna jest najgorszym sposobem rozwiązywania sporów. Szczególnie dzisiaj, gdy nowoczesne rodzaje broni (w tym potencjały nuklearne mocarstw) zagrażają wszystkim stronom konfrontacji. O tym przede wszystkim był mój tekst. Nie o tym, kto ma rację w konflikcie. Tą wojnę trzeba za wszelką cenę zakończyć. Tym bardziej, że NATO – wydaje się – nie jest w stanie pokonać Rosji.
“Pomimo jednak uderzającej słuszności tego powiedzenia, ludzie i tak nieustannie zapominają, że o ile są wojny sprawiedliwe i niesprawiedliwe, o tyle nie ma wojen tanich”.” – To nie ludzie zapominają, a oligarchie nie chcą pamiętać, bo bielmo na oczach ma postać dolarów, lichwy itd. Jak świat światem wojny wzniecali ci co mieli pieniądz by je wzniecać, choć na początek. Lud co najwyżej był narzędziem do ich wywołania (dziel i rządź).
Zapewne gdy minie polityczna poprawność świat będzie wdzięczny Rosji, że była tak powściągliwa i czujna pomimo ciągłego drażnienia i prowokacji.
To dość oczywiste, że wojny wywołują ci, którzy mają władzę i środki na ich prowadzenie. Lud faktycznie nie jest na ogół decydentem.
Co do powściągliwości Rosji, to trzeba przyznać, że raczej kierowała się zdrowym rozsądkiem, nie chcąc rozpętać w odwecie wojny światowej z użyciem broni nuklearnej. Tego rozsądku za to niejednokrotnie nie mieli Ukraińcy. Nie raz przekraczali tzw. czerwone linie, choćby wówczas, gdy zaatakowali rosyjskie bombowce strategiczne.
Warto przeczytać:
https://babylonianempire.wordpress.com/2026/01/02/czlowiek-jako-bron-i-pole-bitwy/
Jedyną radą jest radykalne zdepopulowanie elity.
Każdej.
Dopóki istnieje niewidoczne centrum decyzyjne (Rothschildowie et cons.) to wszystko będzie trwało aż do szczęśliwego końca to jest jądrowej wojny depopulacyjnej.
Biorą w tym udział marionetki takie jak Trump czy Putin, ale oni wykonują tylko rozkazy.
Miała wybuchnąć wojna Rosja-Ukraina i wybuchła.
Bo takie były plany !
Po to “rozwiązano” ZSRR i utworzono Rosję , Ukrainę i całą resztę “niepodległych państw”.
Na tej samej zasadzie na jakiej w 1917 roku zawiązano 7ydowskie sowiety.
Takie były umowy i one są wykonywane.
Trzeba być idiotą aby wciąż spierać się o detale , które nie mają żadnego znaczenia.
Po wszystkich stronach “konfliktu” stoją 7ydzi.
Bo to o ich panowanie nad światem idzie.
Wyłącznie.
Ile razy można to powtarzać !!!
We wszystkich konfliktach od czasów co najmniej napoleońskich to oni byli wszędzie. We wszystkich wojnach.We wszystkich rewolucjach.We wszystkich “niepokojach społecznych”.We wszystkich reformacjach i lożach.
Dyskutanci jak ognia boją się postawienia takiej diagnozy, bo są cały czas w strachu. Tego zostali nauczeni, a i szaleńcza odwaga ma przecież swoje granice.
Dlatego będą dyskutować i uściślać “w ramach demokracji” ustalonej przez Bestię z powołaniem na wczesne pisma Sedesa z Bakelitu.
Bulba !
Kiedy 20 lat temu na forum St.Michalkiewicza podnosiłem ten temat zwracając uwagę, że mamy do czynienia z operacją (teraz to się nazywa psych-op) wtłoczenia populacji, że przydatne zawody i wiedza to anachronizm , a “nowoczesność” to państwo i populacja żyjąca z “usług” byłem wyszydzany i rugany za brak entuzjazmu i niezrozumienie dla historycznych przemian.
Również w Polsce.
Powstały w każdej gminie Wyższe Szkoły Biznesu, Prostytucji i Robienia Dobrze, a młodzież z radością i ulgą przyjęła, że od tego momentu takie przestarzałe nauki jak matematyka (trudna), fizyka (nudna) i chemia (nudna i trudna) nie będą już dłużej potrzebne.
A chodziło tylko o to aby pozbyć się potencjału intelektualnego białej rasy, która jako jedyna może stanąć na drodze do rządzenia światem przez wybrańców szatana.
Tytułem uzupełnienia:
Mój tekst był o tym, dlaczego jedynym rozsądnym wyjściem jest jak najszybsze zakończenie tej wojny, a nie o tym, kto “ma rację” w tym “konflikcie”.
Zgadzam się, że kluczową rolę w tej wojnie, jak i wielu innych, odgrywają “niejawni interesariusze”.
W pełni się zgadzam z tymi uwagami. Dziękuję.
“Mój tekst był o tym, dlaczego jedynym rozsądnym wyjściem jest jak najszybsze zakończenie tej wojny, a nie o tym, kto “ma rację” w tym “konflikcie”.
Zgadzam się, że kluczową rolę w tej wojnie, jak i wielu innych, odgrywają “niejawni interesariusze””.
Możliwe że ma Pani rację że to jedyne wyjście ze względu na tych “interesariuszy”, bo to oni są prawdziwym problemem.
Co do samej wojny to mam wątpliwości. – Mianowicie kilka lat temu zacząłem pisać większe opracowanie o wojnach. Wciąż nie mam czasu go dokończyć, choć dobrze by było.
Najważniejszym ustaleniem było, że dotąd było z reguły tak, że wojny kończyły się traktatem pokojowym respektowanym przez obie strony, w tym strona przegrywająca bez szemrania przyjmowała warunki zwycięzcy, w tym płaciła reparacje wojenne.
W związku z tym pokój trwał.
Gdy pojawiały się “szemrania, to znaczyło że zamiast pokoju będzie fałszywy pokój, który jest znacznie gorszy gorszy jak jawna wojna, może być wieloaspektowa wojna hybrydowa, a nadto będzie towarzyszyła mu korupcja, zdrady i inne formy alienacji władz państwowych po obu stronach, głównie za sprawą tych “interesariuszy” pragnących “dogrywki” (a to nie tylko sprawa rewizji ustaleń pokojowych), zaś gdy to nie załatwia sprawy następuje przejście do otwartej, jawnej wojny rewizjonistycznej pod byle pretekstem, nawet nie wypowiedzianej.
Te “dogrywki” trwały już w sprawach II WŚ już w Teheranie, Jałcie i Poczdamie, a pewne uzurpacje i uroszczenia interesariuszy “w szerokim sensie” małoczapeczkowych wciąż trwają. W ich rezultacie Polska, choć była ofiarą i w obozie zwycięzców, stała i jeszcze staje się jej głównym przegranym, bo od II WŚ wciąż ma faktycznie narzucone i wrogie władze okupacyjne.
Co do USA w wojnie ukraińskiej to dla nich każdy pokój pozwala im wyjść z niej “z honorem”, bo to one były jej pierwotnym sprawcą, zaś co do władz ukraińskich i UE to już nie. – Nie, bo w obu przypadkach doszła postawa szowinizmu, a więc i ekspansjonizmy, które jeszcze podsycają interesariusze, w tym płacąc ogromne pieniądze – ostatecznie na koszt zadłużanych społeczeństw.
Do tego są “interesariusze” z przemysłu wojennego zainteresowani trwaniem wojny, oraz z banków prywatyzujących pieniądz narodowy, który jest dobrem wspólnym narodów i ich własnością niepodzielną i niezbywalną co powoduje, że te prywatyzacje są nieważne, oraz z władz państwowych, które liczą na “traktat pokojowy”, które im umorzy długi i inne zbrodnie, a pozwoli organizować “nowy ład”.
W pewnym sensie i społeczeństwa zdradziecko zadłużanych państw też są tu interesariuszami, bo i one by nie musiały już mieć presji na jakieś spłaty długów.
– “W pewnym sensie”, bo drapieżni interesariusze i tak szykują im “nowy ład” jeszcze gorszy jak stary.
Dziękuję za wielostronny komentarz.
Pisząc, że “jedynym rozsądnym wyjściem jest jak najszybsze zakończenie tej wojny” miałam przede wszystkim na myśli jej długotrwałość, ogromne straty ludzkie po obu stronach, zniszczenia materialne, koszty ponoszone przez kraje NATO, w tym przede wszystkim przez Polskę oraz zagrożenie wybuchem wojny jądrowej.
Bardzo cenna jest Pana uwaga o tym, że kiedyś szybciej dochodziło do zawarcia traktatów pokojowych i były one częściej zawierane w sposób, który miał na celu długofalową stabilizację oraz zapobieżenie odnowieniu konfliktu.
Ta wojna nie spełnia takich warunków. Zwrócił Pan uwagę na wiele aspektów, między innymi na to, ilu dodatkowych “interesariuszy” jest zainteresowanych jej trwaniem.
Pewnie jeśli chodzi o eskalację obecnych konfliktów i o późniejsze traktaty pokojowe, to dla Polski ma znaczenie co ze Szczecinem, Wrocławiem i Małopolską Wsch. ;).
Owszem. To ważne kwestie.