Tajemnica i zmierzch Zachodu, czyli stetryczały postęp

[Znużony aż do wymiotów wylewającymi się z ekranów wizerunkami zaoceanicznego robocopa (Joe Jogging) i zastępującej go, szczerzącej bezustannie zęby szympansicy i defekacjami “‘intelektu medialnego” w rodzaju rozważań, czy wystarczająco dobrze dopilnują “atomowego guzika” – proponuję schłodzić głowę bardziej sensownymi myślami próbującymi rozwikłać zagadkę tego, jak to się stało, iż najwyższa cywilizacja zamieniła się w najbardziej obmierzły lupanar szarpany we wszystkie strony przez (pojedynczo mniejszościowe, a – summa summarum – większościowe) grupy, bandy, związki wielopartnerskie, stadka i zgraje  moronów:]

image

1. PRAWDA CZY WERYFIKACJA?

Pogardzamy wiarą i klękamy przed dowodem. Nie widzimy, że one… z jednego są rodu. Staramy zaprezentować się jako ci, którzy nie przyjmują niczego na wiarę, wszystko weryfikują, poddaja procedurze sprawdzającej, falsyfikują. Naszą obsesją staje się potrzeba dowodzenia wszystkiego za pomocą metod naukowych lub nauk, które same przecież wspierają się na niedowodliwych, aksjomatycznych fundamentach i operują, mniej lub bardziej wiarygodnymi wyrażeniami pierwotnymi, postulatami i hipotezami. Ale o tej pierwotnej „niedowodliwości dowodu” zdajemy się nie pamiętać, zapatrzeni w bożka weryfikacji.

Miejsce Veritas zajęła Weryfikacja i odbiera ludzkie hołdy – podśmiewując się po cichu z naszej naiwności. A kto zweryfikował… weryfikację? Powiadacie: zdrowy rozsądek. A któż wydał mu certyfikat zdrowia? Któż osądził jego zdolność rozsądzania? Który ze zdrowych rozsądków wybraliście na sędziego? Zdrowy rozsądek spryciarza? Zdrowy rozsądek tego, kto wyznaje prawo silniejszego? Zdrowy rozsądek Trazymacha i Nietzschego? Zdrowy rozsądek sceptyka, który wątpi we wszystko z wyjątkiem… własnego wątpienia, niczym jakiejś rzadkiej maści dowcipniś? Zdrowy rozsądek jakiegoś słownego kuglarza, co to z rodu być może tych, o których napisano, że oni „zawsze łgarze, wstrętne bydlęta, brzuchy leniwe”?

Zdrowy rozsądek kompromisu? A któż ustalił zasady kompromisu i rozkład korzyści dla obu stron? Mówicie, że waszym ideałem jest pewność jak w geometrii. A czy ktoś z was wmyślił się w… niepewność, fikcyjność i umowność zarówno istnienia jak i definicji „punktu”, bez przyjęcia których znika cała geometria z jej legendarną pewnością. Powiecie: a pewnośc matematyki? No cóż, zliczanie przedmiotów i środków płatniczych oraz reguły rządzące naliczaniem odsetków – to faktycznie chyba jedyne co buduje wasze poczucie racjonalności świata.

2. NARCYZM ROZUMU czyli IŚĆ Z POPĘDEM NAUKI

„Rozum ludzki poznaje prawdy formalne – logiczne i matematyczne – z pewnością apodyktyczną, to fakt. Jest to poznanie formalne(…)” – jak komentując Kanta, pisze M.Massonius. Jedyne „pewne” choć i w tym punkcie… Gödel móglby oponować. Gorzej sprawy się mają z poznaniem świata realnego. „Poznanie realne możliwe jest tylko przy wstępnym przyjęciu określonych i przez nic nie uzasadnionych założeń. Z tego też powodu jest ono tylko prawdopodobne. W obrębie poznania świata fizycznego wszystko, co może być dowiedzione, może być i zbite. U podstaw poznania świata realnego leżą pojęcia i tezy naczelne (energia, materia, przyczyna itp.) zawierające w sobie sprzeczności wewnętrzne, choć mimo to, nie przeszkadzają one istnieniu potocznego poznania realnego ani tworzeniu i rozwijaniu nauk realnych.”

By zasłonić te gorszące sprzeczności św. Sciencji wymyślamy dziwotwory logiczne takie jak np. komplementarność. Na chwiejnych fundamentach, metodą prób i błędów budujemy „wiedzę”, która raz działa, raz nie, raz prowadzi do globalnej awarii, a raz udaje jej się ominąć rafy nieprzewidywalnych skutków swoich posunięć i która w pewnym momencie zostaje przezwyciężona przez nowszy model paradygmatu naukowego unieważniajacy poprzedni i wyjaśniający więcej. Nasza tak ubóstwiana „wiedza” okazuje się cząstkowym „wyjaśnianiem” cząstkowych aspektów nieskończenie mądrzejszego organizmu Natury za pomocą podpatrywania i naśladowania nakierowanego na skuteczne spożytkowanie.

Nasza nauka będąc tylko zwykłym podglądaczem i kopistą metod Najwyższego Konstruktora tak się zapomina w swojej pysze, że jako ideał wytycza sobie… całkowite wyjaśnienie wszystkiego metodą empiryczną. O tempora, o mores!

3. JEJ LORDOWSKA MOŚĆ: NAUKA DOŚWIADCZALNA, DOŚWIADCZAJĄCA NA NAS

Twórca metody empirycznej Francis Bacon posiadał wybitny intelekt, ale popełnił dwa wielkie błędy. Pierwszy to ten, gdy stwierdził, że poznanie Boga za pomocą filozofii jest niemożliwe. Drugi, gdy przeprowadzając empiryczne eksperymenty na śniegu nie podszedł do tego… empirycznie i zaniedbał kontrolowania ilości czasu spędzanego na mrozie oraz niedopatrzył bycia odpowiednio przyodzianym, w rezultacie czego zaziębił się, co kosztowało go rzecz bezcenną, nawet dla empiryka, czyli życie, a nas – utratę może kilku wiekopomnych dzieł o tym, jak to nauka doświadczalna może przedłużać i pomagać chronić życie w każdych warunkach, nawet przy temperaturze niższej od zera.

Ironia ironią, ale chyba każdy przyzna, że osobliwego i niezbyt dobrze wróżącego ojca mają nasze nauki doswiadczalne…  Oczywiście można to też zinterpretować tak, że zabiła go pasja i zapał do nauki. Poprośmy Derridę, on, zaręczam, znajdzie wszystkie możliwe interpretacje i… jedną więcej. Zinterpretuje fakt tak, że sam fakt nie pozna swojej interpretacji. Ale wróćmy do naszej nauki, która pędzi jednak niezłomnie naprzód, rzec by można, nago i rączo po skrzącym się śniegu. Jak wiadomo wstępnym etapem… zamarzania jest wszechogarniające, nadzwyczaj miłe uczucie błogości…

Nasza atomistyka uwierzyła ślepo, radośnie i właśnie błogo, że odkryła atom energetycznego i ekologicznego perpetuum mobile. Tę wiarę, raczej niezbyt… światłą, zachwiała dopiero seria trzęsień ziemi w Japonii. Nasza Matka Ziemia złapała ostre japońskie zapalenie płuc, obustronne, tak samo jak Bacon… Empiryczna głupota Bacona kosztowała go życie. Czy takaż sama empiryczna głupota naszych kapłanów nauki będzie kosztowała… śmierć Ziemi?

Złośliwe wróżki mówią, że to sam Lord Bacon ze swej, średnio wygodnej, siedziby w Hadesie, ruszony sumieniem – poruszył płytami tektonicznymi, by dać naszej cywilizacji ostatnie ostrzeżenie. Na dowód przytaczają fakt, iż drugi i trzeci potężny wstrząs w okolicach Fukushimy miały miejsce 7-ego i 11-ego kwietnia, a właśnie dokładnie pośrodku tych dwóch dat, czyli 9-ego kwietnia, wypada dzień śmierci wielkiego Lorda.

Zostawmy jednak wróżki samym sobie z ich tajemnymi wyliczeniami i wróćmy do naszej św. Sciencji, która też przewidywać umie, choć nie zawsze, nie wszystko i często nie w czas. Ale póki co, wierzy że odnajdzie gen mądrości, gen głupoty, odwagi i tchórzostwa oraz feromon miłości i wszystkie je spożytkuje, być może nawet w jednym produkcyjnym egzemplarzu.

Nie wiem czy dokładnie to miał na myśli Nietzsche wypracowując w pocie czoła koncepcję Übermenscha, ale pewnie by się ucieszył z postępów genetyki, wszak nieraz wzywał do zapoczątkowania hodowli wyjątkowych jednostek… Nasza nauka wyprodukuje geniuszy, bohaterów, szczęśliwych kochanków, dzieci z amputowanym okresem buntu młodzieńczego, złodziei z gwarantowanym brakiem wyrzutów sumienia i… w razie zamówień i popytu także zrealizuje zamówienie na genetyczne skonstruowanie kilku sztuk niezawodnych i długowiecznych… oprawców.

Nasz klient, nasz pan. Realizujemy każde zamówienie w jak najkrótszym terminie. Wypreparowane i podkradzione z organizmu Przyrody metody „korekty” Życia stworzonego ex nihilo przez Wielki Umysł i Dobro, zastosujemy do taśmowej produkcji „stworów” przydatnych w urządzaniu świata przez Wielkiego Manipulatora czyli przez zadufany w sobie „rozum naukowy” i nienasyconą chęć użycia, rozkochane w sobie królewskie małżeństwo tego zaprojektowanego nam wszechmrowiska. I tak nam dopomóż postęp.

Póki co, ci wspaniali kapłani w swych… latajacych laboratoriach, pracują dzień i noc a nam pozostaje czekać na… genetyczną fukushimę. Na razie sklonowano owieczkę i zmodyfikowano DNA robaka, w niewiadomym kierunku, co prawda, ale zawsze to coś. Kapłani mogą ogłosić święto. I nie wypada pytać, czy to czasem nie jest ten robak pychy, który gryzie ludzkość od zarania jej historii. Może, niezdrowo pokasłujący wciąż w Hadesie Lord Bacon zna odpowiedź…

3. POSTĘPUJĄCY STARCZY POSTĘP czyli ZMIERZCH ZACHODU

Rozum naukowy uzurpując sobie prerogatywy Wszechwiedzy dąży do tego, by wszystko wyjaśnić, przewidzieć i zaplanować. Ideałem staje się DETERMINIZM, powszechnym wymogiem DOWÓD. Tajemnica jest lekceważona, wyśmiewana i… przezwyciężana niczym mityczne marksistowskie sprzeczności klasowe na drodze ku rajskiej szczęśliwości świata poznawalnego i sterowalnego w 100%. Ideałem determinizmu jest widzenia świata tak, że w nim każde ze zjawisk, w tej liczbie każdy postępek każdego człowieka, jest koniecznym i jedynie możliwym. Świata takiego, którym włada logiczne i nieprzebłagane Fatum Stoików, tych samych, którzy stali na zboczu ateńskiego wzgórza Areopag w chwili gdy jakiś dziwny przybysz z Tarsu mówił swe pamiętne słowa: „Jesteśmy bowiem z Jego rodu”.

Słuchali a jakby nie słyszeli… Nie znali Go. Nie znali Jego rodu ani swojego pochodzenia. Za wiele od nich wymagano… Dostali szansę a nie pojęli. Z dużą pewnością możemy założyć, że niektórzy z nich mieli nieprzepartą chęć spytać tego obcego w ich mieście mówcę o… dowody.

W świecie rządzonym przez Konieczność i kończącym się „sprawiedliwym” wszechpożarem, rodem zaiste z wieszczeń National Geographic, w takim świecie o odpowiedzialności człowieka za jego czyny, oczywiście nie może być mowy. Może być odpowiedzialność karna, której racją bytu jest celowość społeczna, nie zaś sprawiedliwość. Celowość społeczna oczywiście kierowana przez grupę, która wygra wyścig na największe i najskuteczniejsze natężenie Woli Mocy i która… sama sobie ułoży prawo naszej… ich prowincji.

4. CZYM POSOLISZ SÓL KIEDY STRACI SMAK?

Czy Prawo jest jeszcze emanacją praw ludzkiej natury czy jest już sformalizowanym społecznym atawizmem, niewygodną tradycją czasów bardziej świadomych, jednym wielkim pozorem i swoistym hołdem wizerunkowym składanym przez występek cnocie? Kto posoli sól, gdy straci ona smak? Kto naprawi prawo? Na pewno nie ci, którzy je zespuli i psują nadal…

Ogół ludzi „mniej więcej wykształconych”, lecz niezdolnych nawet w stopniu elementarnym do samodzielnej źródłowej refleksji nad ideami przewodnimi cywilizacji i nad ideami w ogóle – skłonny jest bezproblemowo uznać racjonalnośc i sensowność „świata totalnego determinizmu”, „świata popędowego postępu” oraz zaakceptować „prawo” do dokonywania „dowolnych zmian w prawie”. Ba! Tenże ogół gotów jest uznać te ideowe fetysze nowożytności nawet z entuzjastycznym aplauzem, motywowanym nadzieją na… cudowne przyszłe granty cywilizacji naukowo-technicznej. Czego to się… nie zapomni i nie poświęci dla ekranu LCD wielkości ściany, wyposażonego, być może, w funkcję transmisji danych zapachowych.

Wszystkie twoje zmysły zaspokoimy, tylko zaufaj nam i zapomnij o tym, co żyje w twym wnętrzu! Ateizm staje się trendy i cool. Wszystkie religie są sobie równe – głoszą religioznawcy posiadający wszechstronnie „wyższe zniekształcenie”. Religijność ograniczamy do importowanych z Dalekiego Wschodu (w tych samych kontenerach co konkurencyjnie najtańsze bawełniane podkoszulki i dziecięce plastikowe zabawki) – dwóch kwadransów dziennie, posiedzeniowej medytacji, według metod opracowanych w specyficznym społeczeństwie kastowym, w czasach – jak słusznie nazwał to Hegel – precywilizacyjnych i aetycznych.

5. CICHYM SKRADAŁO SIĘ KROKIEM czyli BIESIADA WŚRÓD SKORUP

Moralność rangi uniwersalnej zrodziła się dopiero wraz z chrześcijaństwem. Dlatego różne państwa i organizacje sfabrykowane przez ekspansywną Wolę mocy – za punkt honoru przyjmują jawną, bądź jeszcze groźniejszą, gdyż zamaskowaną, walkę z rzeczywistością chrystianizmu. My, jako cielęco pokorni, stadni wyznawcy ducha czasu, wychodzimy tym oczekiwaniom naprzeciw. Stajemy się „nowocześni”, odrzucamy modlitwę i rytuał, głos sumienia zastępujemy poczuciem humanitaryzmu, hasłem tolerancji lub buddyjskiego wszechwspółczucia do… nieistniejącego wszechczłowieka.

Zmyleni identycznością słów podbieranych z innych niż chrześcijańska kultur nie widzimy, że kryje się za nimi odmienna, wsteczna treść, cofająca nas w mentalność prechrześcijańską, antypersonalistyczną, wręcz oniryczną. Dla świata determinizmu i wszechracjonalności ciałem obcym są takie pojęcia jak: sprawiedliwość, krzywda, cnota, grzech, dobro, zło, prawda – są one tylko słowami. W świecie „hiperracjonalnym” nie mogą mieć one znaczenia bezwzględnego ani powszechnego. Zerojedynkowy system walki o byt każdego z każdym… zawiesza się na nich.

Słowa te są kamieniem obrazy dla właścicieli koncernów militarnych, dla technokratów i ich wyznawców.

By je rozbroić – nadają im więc znaczenie konwencjonalne, nie ustalone powszechnie, zależne od poglądów, przywidzeń i kaprysów każdego autora, niezależnie czy mówimy tu o autorach konstytucji czy prawa stanowionego czy powieści. I takim oto trikiem zamyka się nam usta mówiąc: Macie tu te swoje wielkie słowa. Przecież istnieją. O co wam chodzi…?! Możecie sobie o nich poczytać, powiesić je na ścianie, pomyśleć o nich czasem nawet, byle nie w publicznych miejscach…

I niech was… postęp broni, próbować czasem wprowadzać je w życie! Kultywujcie je sobie w małych grupkach rodzinnych, tylko trzymajcie się z nimi z dala od Państwa, bo was obejmiemy ustawą o niebezpiecznych sektach stanowiących zagrożenie dla zdrowia i spokoju społecznego.

Dopóki nie odmówimy na głos obowiązkowi składania pocałunku na wizerunkach i posągach Ślepego Cesarza, dopóty możemy sobie w swoich katakumbach do woli używać i nadużywać wszelakich Wielkich Słów… Bo przecież może być taki świat, że ludzie wykształceni, w swych artykułach, książkach, rozmowach i odczytach nadal będą używać z aprobatą i zachwytem słów: odpowiedzialność, cnota, sprawiedliwość, zbrodnia, krzywda, łajdactwo – nie widząc, nie dostrzegając, że dookolna rzeczywistość stopniowo i nieubłaganie traci prerogatywy świata w którym dobro i sprawiedliwość mają jakikolwiek wpływ na kierunek jego biegu.

I nic może już nie znaczyć, że wielkie słowa, słowa prawidłowe, jeszcze, póki co, są… Bo jeśli się bliżej przyjrzeć, to ujrzy się, że tak naprawdę już od dłuższego czasu stanowią tylko puste łuski. Ucztujemy przy stole zastawionym, czy też raczej… zasypanym skorupami naczyń, które już dawno temu przestały pełnić swoją funkcję a stanowią jedynie atrakcję turystyczną. Czyżbyśmy byli już tylko… turystami w krainie sensu i prawdy oraz jedynie archeologami szczęścia wyższej próby, szczęścia odmiennego od miłego poczucia napęcznienia i poczucia ulżenia sobie przerywanego chwilami importowanej medytacji transcendentalnej? Jeśli się nie opamiętamy, to naszyjnik z malutkich czaszek najwznioślejszych słów i idei oplatający szyję odrażającej bogini Kali – będzie wzbogacał się o kolejne trofea, które bezmyślnie naukowy bezsens zdobywa na osamotnionym coraz bardziej, pełnym sensie.

Zmiany stopniowe i długofalowe są najtrudniej obserwowalne. Nie tylko dzień sądu przychodzi niewidzialnie i niespodziewanie. Także Władca tego świata wkrada się do naszych mieszkań, głów i serc – niepostrzeżenie, doskonale niezauważalny, z tym swoim uśmiechem beztreściowego optymizmu namalowanym na masce wiary w nieograniczony postęp i z wyrazem kpiącej pogardy dla religijnych, nieudowodnionych przesądów. Lepiej nie zrywajmy z niego tej maski, widok może być zbyt wstrząsający nawet dla najzagorzalszych miłośników horrorów.

6. BARBARZYŃCY U BRAM czyli MOLOCH LUBI OFIARY czyli WYRYWANIE PULSUJĄCEGO SERCA

Tajemnice nauki i jej niepewność… zakrywamy i uświęcamy. Zakrywamy wieńcami splatanymi z pustych słów wynajętych futorologów, którzy niczym babilońscy lub egipscy kapłani obwożą tę rozsypującą się figurę św. Sciencji po intelektualnych autostradach globalnej, szczycącej się zwątpieniem we wszystko co niedowiedzione – wioski. Nauka działa – zgoda, ale najczęściej nie wiemy ani dlaczego działa, ani dokąd nas prowadzi z przepasanymi oczami.

Nie wiemy, jakie groźby kryją się za czysto pragmatycznym i bezmyślnym posłużeniem się umiejętnością zaprzęgania do swoich celów tajemnic Natury, które nauczyliśmy się spożytkowywać, wyskrobując pojedyncze nitki z trenu tajemnicy bytu. Podkradliśmy Naturze minicząstkę jej tajemnic, szczątkowe arkana konstrukcji atomu i genomu i ten mikroudział w nie przez nas stworzonej i podtrzymywanej w istnieniu, harmonii wszechcałości, zakręcił nam w głowie tak, że być może sami siebie unicestwimy jako gatunek. Pokora i roztropność są obce rozpędzonemu, praktycznemu rozumowi naukowemu. Ten galop jest ślepy, bo wykłuto oczy rozumowi serca…

Nauka zawiera w sobie wiele „tajemnic naukowych” takich jak np.”ograniczoność i nieograniczoność materii, skończoność i nieskończonośc trwania wszechświata w czasie, następstwo czasowe przyczyny i skutku, kinetycznośc i potencjalnośc materii itp.” „Dlaczegoż te sprzeczności, zawarte w tajemnicach nauki, nie zrażają nas i nie zachecają do wyrzeczenia się nauki”? – pyta M.Massonius. Dlaczego intensywnie tropione trudności, „sprzeczności” i „nieracjonalności” w tajemnicach wiary chrześcijańskiej, jej podstaw i dziejów są tak eksponowane, że u wielu doprowadzają do utraty wiary? Dlaczego tym rzekomym sprzecznościom wiary nie pospieszacie na ratunek z wszystko tłumaczącym pojeciem-wytrychem „komplementarność”?

Jedną z odpowiedzi może być ta, że systemy społeczne, polityczne i światopoglądowe oraz patologiczne organizmy państwowe dążące do eliminacji personalizmu swych członków – wyczuwały i wyczuwają intuicyjnie, iż żywa, masowa i aktywna obecność chrześcijaństwa w przestrzeni społecznej odbiera im rację bytu i podważa podstawy ich uzurpacji. „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić(…).” Nie przypadkiem obydwa totalitaryzmy XX w. ze szczególną zaciekłością zwalczały chrześcijaństwo a jeden z nich czynił to właśnie w imię likwidacji… nienaukowych przesądów. Jednak są to wszystko nieracjonalne rachuby „racjonalnych” systemów masowej depersonalizacji, intelektualnych uzasadnień planów eksterminacji niepodległego ducha ludzkiego. I tyleż irracjonalne, co wciąż się odradzające. Także, a może przede wszystkim, dziś.

Ten koń się zagalopował i z pewnością się wkrótce wyeksploatuje, ale co stratował, przy naszym biernym współudziale, to stratował. Jednak, jak to po wielokroć bywało w historii – odbudujemy i to, bo nie ma takiej plagi, po której ludzkośc by się nie podniosła, powodowana obecnym w niej wyższym instynktem prawdy. Kananejskiemu Molochowi składano w ofierze dzieci, jego współczesnemu odpowiednikowi – ofiarowujemy sens, głębię istnienia i… samo istnienie przyszłych pokoleń.

Żyjemy w świecie realizującym przesłanie Marksa „Wszystkich nienawidzę bogów!”. Barbarzyńca z Trewiru i demiurgowie dzisiejszego antyreligijnego, relatywistycznego i hiperracjonalnego świata, niczym azteccy kapłani odziani w skóry zdarte z ludzi, swoim obsydianowym nożem logiki i pragmatyki otwierają nam pierś, by wyrwać z niej pulsujące serce sensu i l’ordre du cœur ofiarować dzikiemu bóstwu udowodnionej pustki.

7. TO, CO TYLKO SŁUSZNE I TO, CO PRAWDZIWE czyli POZERSTWO ZAGROŻONEGO

Mówiąc o kondycji nauki i techniki oraz o zagrożeniach jakie niosą jej niepohamowane i nierealne ambicje, nie sposób nie przywołać Heideggera. Oddajmy więc mu głos: traktowanie przyrody jako obliczalnego układu oddziaływających sił, „może wprawdzie pozwalać na słuszne ustalenia, ale właśnie dlatego pozostać też może niebezpieczeństwem; takim mianowicie, że wszystko, co słuszne, będzie wyzute z tego, co prawdziwe.” Tylko człowiek zagrożony w tym, co prawdziwe, przybiera pyszną pozę władcy świata. Sednem tego zagrożenia człowieka w jego istocie jest ewentualność, że może mu zostać odmówiony wstęp w odkrywanie bardziej pierwotne.

Nauka jest tylko sposobem i daje nam zaledwie słuszność. Słuszność ma się nijak do prawdy. Tyle Heidegger. Po tak trzeźwych elementach krytyki nauki wróćmy do tego świata i spraw, które bronią się przed tym, by – jak to pięknie określa Heidegger – nie stoczyć się do świata zwykłej przyczynowości.

Są rzeczy, na które nie ma słów w ludzkiej mowie ani pojęć ludzkiego rozumu nie dlatego, że… nie istnieją, lecz dlatego, że to właśnie one są źródłem wszelkich słów, wszelkiej mowy i języka oraz każdego indywidualnego ludzkiego umysłu i duszy. Źródło nazw jest ex definitione nienazywalne, źródło pojmowania jest z konieczności niepojęte. Źródło istnienia… nie istnieje, gdyż sposób jego bytowania musi być innego rzędu, niż istnienie jego stworzeń. Metodami weryfikacji istnienia nie znajdziemy Go nigdy.

Nie pojmiemy Dobra, bo to Ono nas pochwytuje i pojmuje w naszej najtajniejszej głębi. Jedynym pewnym Dowodem istnienia Dobra jest to, że dało nam Ono największe dobro, czyli niezależne istnienie wraz z możliwością niewiary w… Jego istnienie.

Nie pojmiemy istoty tego źródła, ale mamy dostęp do jego częściowego poznania na podstawie jego działań w tym świecie i… w nas samych, gdyż to w nas samych, u podłoża naszej psychiki, skrywa się fundament dowodu na istnienie Dobra stwórczego czyli ów wewnętrzny daimonion Sokratesa, iskra sumienia, wierzchołek umysłu, syneidesis, wewnętrzny osąd bezsensu, nieprawości i bezbożności, zmysł wglądu w konstytuujące świat prawdy najwyższe.

8. RZECZY NAJWYŻSZE

Na środku tego morza, oceanu wiary w tysiące rzeczy wiarygodnych, prawdopodobnych i takich, które czas ukaże kompletnie fałszywymi, w tym oceanie butnej, przereklamowanej racjonalności dwie rzeczy pozostają dla naszego rozumu niedostępną tajemnicą, tajemnicą tajemnic. Mówiac słowami Kanta:wiedzę niepodważalną mamy o dwóch rzeczach, które górują ponad wszystkimi innymi: o niebie gwiaździstym ponad naszymi głowami i o Prawie Moralnym w naszym wnętrzu. M.Massonius określił to tak:

“Pomiędzy przedmiotami mojego poznania jest jeden, będący (…) tajemnicą tajemnic: Ja sam.” Codzienne obcowanie z tym cudem oswaja nas z niepojętym ewenementem trwania niczym niezakłóconej ciągłości naszego zycia psychicznego i z towarzyszącą mu Samoświadomością oraz pewnoscią bycia kimś absolutnie jedynym w swoim rodzaju, niepowtarzalnym. Z jakiejś nigdy niepoznanej przyczyny każdy z nas czuje z pewnością, która zamienia to poczucie w wiedzę, że jest kimś niezastąpionym i bezcennym – wśród tak samo nieporównywalnych, jednostkowych i niezastąpionych innych Ja.

Drugim fenomenem całkowicie niedostępnym dla naszego ziemskiego rozumu jest nasze życie moralne. „Niezgłębioną tajemnicą jest samo istnienie Życia Moralnego”. I obydwie te wieczne tajemnice – wobec sensu istnienia których w świecie bezwzględnej walki o byt, każdy rozum jest bezsilny – są jednocześnie… kapitałem największej naszej pewności, jedynym, tak naprawdę, dostępnym nieustannie i bezwarunkowo, niepodważalnym fundamentem. Fundamentem nie potrzebującym dowodu, bo będącym podłożem i autorem wszystkich możliwych i niemożliwych dowodów.

9. DOCTA IGNORANTIA czyli WIEDZĄCA NIEWIEDZA I DWA JEJ PIERWSZE KROKI

Tajemnica tajemnic w swym dwojakim kształcie staje się czymś najpewniejszym, co dano nam poznać. Tajemnica staje się najpewniejszą wiedzą! W niepojętym paradoksie, to co najbardziej tajemnicze, jest dla każdego człowieka tym, co najjaśniejsze. To co pozornie najsłabiej udowodnione i potwierdzone, daje najtwardszą i najbardziej niezłomną siłę. To, co niby całkowicie nieugruntowane, daje grunt najtrwalszy. A te drobne rzeczy, których istnienia i praw nimi rządzących potrafimy dowieść – te drobiazgi, czekają na zaprzęgnięcie w kierat przemysłu i techniki albo na kogoś kto je prędzej czy później obali, wykaże ich nieprawdziwość, czasową li tylko obowiązywalność lub fałszywość.

Dwa kamienie węgielne chrześcijaństwa: istnienie JA oraz istnienie Życia Moralnego, są nie do obalenia i nie podlegają weryfikacji, gdyż to właśnie one weryfikują wszystko. Diament nie dajacy się niczym zarysować… Tajemnica, a zarazem jedyna i najpewniejsza wiedza. Tajemnica będąca poznaniem, pierwszą i ostateczną, jedyną pewną wiedzą, trwającą pośród przetaczających się wokół nas, burzliwych potoków udowodnionej i rozgłośnej znikomości.

 

Bibliografia

1. Marian Massonius – Rozum w obliczu tajemnicy. Listy do Mariana Zdziechowskiego, Kraków 1923

2. John Henry Newman – Logika wiary, Warszawa 1989

3. Immanuel Kant – Krytyka praktycznego rozumu, Warszawa 1984

4. Georg Wilhelm Friedrich Hegel – Wykłady z filozofii dziejów, Warszawa 1958

5. Martin Heidegger – Pytanie o technikę

– Nauka i namysł

(w: Budować, mieszkać, myśleć, Warszawa 1977)

6. Walerian Magni – O świetle umysłów i jego obrazie, Warszawa 1994

O autorze: wawel