Rozważania nad próżnią, czyli co dalej z Ukrainą i Polską

Tekst z września 2023 dalej aktualny.


Po I Wojnie światowej w Europie Środkowej dzięki korzystnemu zbiegowi okoliczności powstała polityczna próżnia, którą wypełniły niepodległe państwa narodowe, między innymi – Polska. Konferencja Wersalska w 1919 ufundowała porządek, który opierał się na utrzymaniu w słabości Rosji i Niemiec co miało gwarantować pokój i istnienie państw narodowych w Europie Środkowej.

Porządek wersalski przetrwał 20 lat do podpisania porozumienia Ribbentrop-Mołotow w 1939r.

Drugim okresem, gdzie zaistniała próżnia polityczna, była “jesień ludów” pod koniec lat 1980. W wyniku zapaści gospodarczej Sowietów doszło do wyzwolenia politycznego narodów środkowoeuropejskich. Wiadomo, że próżnia polityczna nie może długo trwać, więc po spacyfikowaniu próby stworzenia heksagonale, Niemcy przy pomocy narzędzia jakim było rozszerzanie Unii Europejskiej tę próżnię wypełniły. Polska znalazła się w orbicie Niemiec.
Zaczął obowiązywać porządek lizboński, który w listopadzie 2010 na szczycie NATO w Lizbonie przyjął ostateczny kształt, to znaczy zostało proklamowane strategiczne partnerstwo NATO-Rosja. I proszę sobie wyobrazić, że za czasów prorosyjskiego prezydenta Janukowycza ruskie czołgi nie stały nad Bugiem.

W roku 2013 prezydent Obama zainwestował w Majdan i wysadził strategiczne partnerstwo NATO-Rosja w powietrze, a przy okazji naruszył porządek lizboński. Nie zrobił tego, bo kochał Ukraińców, tylko chciał mieć między innymi wysunięty przyczółek do rozprawy z Rosją (a może i z Europą?).

Porządek lizboński przetrwał  4 lata do 2014r.

W rezultacie odtąd w Europie nie ma jasno funkcjonującego porządku politycznego, a jak wiadomo bez porządków powstaje bałagan i trudno robi się interesy.
Bałagan polega na tym, że Ukraina, która miała być bliską zagranicą dla Rosji i państwem buforowym dla pozostałych, stawała się od 2014 wysuniętą placówką US Army i Wielkiej Brytanii z potencjalną możliwością przystąpienia do NATO.

Tyle wstępu a teraz zastanówmy się jak konflikt Rosja-Ukraina-USA (NATO) może się rozwinąć. Jaki porządek się wyłoni, czy jakikolwiek się wyłoni? O tytułowej próżni politycznej należy zapomnieć, natomiast pojawia się inna próżnia – zapaść demograficzna Ukrainy, której to zapaści nie można pominąć w rozważaniach o losach wojny i przyszłości tego kraju.

Ukraina ma powierzchnię prawie dwukrotnie większą niż Polska 603,5 km² do 312,7 km² (bez uwzględniania dotychczasowych strat terytorialnych) a ludnościowo wygląda tragicznie.
W roku uzyskania niepodległości (1991r) miała 51,5 mln mieszkańców. Po 28 latach (2019) ludność  szacowano na 37 mln, w 2023 na 29 mln. Wykres przedstawia dynamikę demograficzną Ukrainy.

image
Źródło: dane Państwowej Służby Statystyki Ukrainy, ukrstat.gov.ua.

Dodatkowo na ujemny przyrost naturalny nakłada się emigracja zarobkowa i obecnie wojenna.

Struktura populacji Ukrainy w 2023

image

Prognozy odnośnie liczby ludności Ukrainy po zakończeniu działań wojennych są rozbieżne i wahają się w przedziale od 24 do 35 mln (ok. 2030r.).
Na spadek populacji złożą się ofiary wojny, ujemny przyrost naturalny i emigracja “bezpowrotna”. W kraju pozostaną głównie starsi, schorowani, inwalidzi, cierpiący na zespół stresu pourazowego (PTSD), czy depresję.

Jak wiadomo ludność jest jednym z czynników tworzenia dobrobytu. Od jej ilości i jakości zależą losy kraju a przy takiej strukturze demograficznej jaka zostanie po wojnie, perspektywy odbudowy i rozwoju nie są dobre.

Wróćmy jeszcze do konfliktu. Żeby skutecznie prowadzić walkę trzeba mieć:
1 – realistyczną strategię (wiedzieć co chce się osiągnąć) oraz środki walki czyli:
2 – sprzęt i
3 – siłę żywą, czyli po normalnemu żołnierzy

1. Ukraina deklaruje, że chce odzyskać terytorium sprzed 2014. USA nie deklaruje oficjalnie, że chce osłabić Rosję. Jak na razie świetnie im idzie osłabianie EU.
2. Ukraina bazuje na sprzęcie NATO.
3. Ukraina walczy swoją armią + jacyś najemnicy w niewielkich ilościach.

Komentarz zacznę od końca:
3 – Ukraina nie ma wystarczających zasobów siły żywej by osiągnąć założony strategiczny cel – patrz dane powyżej. Kropka. Można tu w zasadzie zakończyć rozważania przytaczając słynną anegdotę z udziałem Napoleona – pewnego dnia przejeżdżając  przez małe francuskie miasteczko zapytał dlaczego nie oddano salwy armatniej na jego cześć. Skrajnie zdenerwowany małomiasteczkowy oficjel odpowiada: „Powodów jest ze dwadzieścia. Po pierwsze nie mamy armat” … „Dziękuje, to pierwsze wystarczy”.
2 – Ukraina jest zależna od sprzętu NATO i kroplówki finansowej z USA. Jak to się skończy – a musi prędzej czy później – to działania wojskowe ustaną.
1 – Strategia jest nierealistyczna z uwagi na 2. i 3.

Jakie z tego wnioski?
– Prędzej Ukrainie skończą się zasoby ludzkie zdolne do walki niż Rosji. Zapewne stąd komik straszy emigracją ukraińską (V kolumna) w nadziei, że kraje w których ona przebywa pozbędą się jej. Cóż – tonący brzydko się chwyta.
– Nasi ukrainofile z serduszkiem na dłoni i brakiem mózgu chętni do udziału w wojnie są również nadzieją komika. Tych ludzi i środowiska należy tępić.
– Wariant zaangażowania NATO w konflikt wykluczam choć złe nie śpi …
– Zapewne w perspektywie 1-2 lat dojdzie do przerwania konfliktu (zawieszenie, zamrożenie) i wówczas pojawi się zagadnienie – jak opinii publicznej przedstawić porażkę, kogo za nią obwinić? Bo wiadomo, że sukces ma wielu ojców a porażka jest sierotą. Setki tysięcy zabitych i rannych, kraj po części zrujnowany, utracone terytoria – przecież to się samo nie zrobiło, ktoś musi być winny. Myślę że najlepsi fachowcy już przygotowują kandydatów (na rynek wewnętrzny i zewnętrzny) odpowiedzialnych za braku sukcesu. Obawiam się, że jednym z nich może być Polska.

Ukraina to niezła działka na Ziemi – bogata w surowce, dobre ziemie, spolegliwy klimat. Takie miejsce nie może być próżnią gospodarczą, demograficzną czy jakiejkolwiek inną. Ciekawe kto w przyszłości tę pustkę zagospodaruje?


Władze warszawskie po wczorajszym (08.07.2024) spotkaniu z komikiem potwierdziły, że są ekspozyturą obcych, wrogich Polsce, interesów.

W 2023 dziennikarz DW pisał:

…  nie ma gwarancji, iż wszystkie kraje poprą przyjęcie Ukrainy [do NATO], w związku z czym plan ten upadnie. Tym pilniejsze jest zdaniem autora szybkie działanie. “Jeśli nie NATO, to plan B – sojusz ochronny, odporny na weto, ponieważ złożony tylko z krajów ‘chętnych’. Plany istnieją, rozmowy trwają. Jeśli nie uda się zrealizować tych planów przed wyborami w Ameryce, może być już za późno” – ostrzegł Konrad Schuller.

Obstawiam, że władze RP zapiszą nas do „chętnych”. Ciekawe w co wojsko polskie będzie uzbrojone? Ukraińcy nam odpalą nasz sprzęt? Szef Sztabu RP gen. Andrzejczak w wywiadzie powiedział, że nie mamy amunicji.
Damy radę – jak Kościuszko.

 

Tagi: ,

O autorze: piko