Autor: GLENN GREENWALD
Artykuł, który napisałem dla największej brazylijskiej gazety, dokumentuje rosnący sprzeciw Amerykanów wobec Izraela i jego znaczenie dla innych krajów, w których sprzeciw wobec Izraela jest wciąż tematem tabu.
Ten artykuł został opublikowany dziś rano w brazylijskiej „Folha de S. Paulo” , największej gazecie w kraju, w której jestem felietonistą. Został przetłumaczony z oryginału portugalskiego na angielski i w razie potrzeby sformatowany ponownie w celu ponownej publikacji na Substack. Aby przeczytać oryginał, kliknij tutaj: https://www1.folha.uol.com.br/colunas/glenn-greenwald/
Przez dekady w Stanach Zjednoczonych absolutne poparcie dla Izraela było niezłomnym, dwupartyjnym konsensusem. Jedynym argumentem dotyczącym Izraela w wyborach prezydenckich w USA było chełpienie się jednego kandydata, że jest bardziej pro-izraelski niż drugi.
Były prezydent Barack Obama (który w 2014 r. dostarczył Izraelowi broń do bombardowania Gazy, a w 2016 r. zgodził się przekazać Izraelowi 38 miliardów dolarów w ciągu 10 lat) potwierdził, że Stany Zjednoczone muszą zawsze finansować, uzbrajać, zapewniać ochronę dyplomatyczną, a nawet wysyłać własnych żołnierzy do walki po stronie Izraela. To samo Joe Biden i Donald Trump (którzy sfinansowali i uzbroili Izrael w celu zniszczenia Gazy po ataku z 7 października).
W zeszłym roku Trump dołączył do Izraela w bombardowaniu Iranu. Teraz Trump, wraz z Izraelem, rozpoczął niezwykle niebezpieczną wojnę regionalną przeciwko Iranowi, którą zarówno „New York Times”, jak i „Financial Times” trafnie opisują jako wojnę dla Izraela.
Oba kraje już teraz bezlitośnie bombardują Teheran i inne miasta, zabijając co najmniej setki tych samych irańskich cywilów, których rzekomo chcą „wyzwolić”. Stany Zjednoczone zmierzają do tego, by zrobić Iranowi to samo, co zrobiły Irakowi, Wietnamowi, Afganistanowi, Syrii i Libii: nie wyzwolić go, lecz zniszczyć.
Przez ponad pięćdziesiąt lat prominentni Amerykanie panicznie bali się krytykować Izrael lub kwestionować amerykańskie oddanie dla niego, bo groziło to gwarantowaną destrukcją reputacji. Potężne grupy pro-izraelskie natychmiast oskarżały każdego, kto kwestionował Izrael, o antysemityzm. To działało.
Ale to wszystko zmieniło się w ciągu ostatnich ponad dwóch lat, szczególnie wśród młodszych Amerykanów. Po raz pierwszy zobaczyli prawdziwe oblicze Izraela i oddanie Stanów Zjednoczonych temu krajowi. Nienawidzą tego, co widzą. A poparcie dla Izraela w USA teraz się załamało.
Każda grupa demograficzna, z wyjątkiem konserwatystów powyżej 50. roku życia, zwróciła się teraz przeciwko Izraelowi. Ta niegdyś nie do pomyślenia zmiana znajduje odzwierciedlenie w gwałtownym sprzeciwie wobec poparcia USA dla wojen prowadzonych przez Izrael ze strony czołowych amerykańskich konserwatystów, w tym Tuckera Carlsona, Megyn Kelly i (zanim został zamordowany) [przez Izrael] Charliego Kirka.
To załamanie jest tak drastyczne, że najnowsze dane Gallupa, o których w tym miesiącu donosił „Financial Times” , pokazują, że „po raz pierwszy odkąd Gallup zaczął monitorować nastroje, więcej Amerykanów sympatyzuje z Palestyńczykami niż z Izraelczykami”. Z niedawnego wewnętrznego raportu Partii Demokratycznej wynika, że poparcie Bidena i Harris dla wojny Izraela w Strefie Gazy ograniczyło głosy młodych ludzi i kosztowało ich przegraną w wyborach.
Powody nie są trudne do zrozumienia. Świat przez dwa lata codziennie oglądał nagrania Izraela palącego rodziny i dzieci w Strefie Gazy [przy czym „Izraelskie Siły Obronne” broniły Izraela, strzelając matkom i niemowlętom w głowy, bez ŻADNEGO protestu ze strony Trumpa, a za haniebne zbrodnie wojenne płacili amerykańscy podatnicy]. Międzynarodowe trybunały, a także liczni badacze ludobójstwa – z których wielu to Żydzi, a nawet Izraelczycy – doszli do wniosku, że Izrael jest winny ludobójstwa w Strefie Gazy [ale nie można tego powiedzieć w „wolnej Ameryce”].
Choć debata na temat Izraela w USA w końcu stała się bardziej liberalna, w dużych brazylijskich mediach [nierządnice opłacane przez Izrael] pozostaje dziwnie stłumiona. Nieco ponad dwa lata temu, w tym artykule, ostro skrytykowałem tę skrajnie proizraelską stronniczość, ze szczególnym uwzględnieniem Globo, największego brazylijskiego konglomeratu informacyjnego. Tendencja ta tylko się nasiliła, a przytoczone tam przykłady wciąż się powtarzają.
Brazylijska prawica również darzy Izrael i każdą nową wojnę amerykańsko-izraelską iście osobliwym szacunkiem. Zwolennicy byłego prezydenta Jaira Bolsonaro uwielbiają paradować i deklarować, jak potężne i sprawiedliwe jest bombardowanie wrogów Izraela i USA – od Wenezueli i Iraku po Jemen i Iran – ale najwyraźniej sami nigdy nie chcą walczyć ani płacić za żadną z tych wojen, które gloryfikują.
Szkocki filozof Adam Smith ostrzegał 250 lat temu – w swojej książce „Bogactwo narodów ” z 1776 roku – że ludzie zawsze będą chętnie wspierać wojny i dopingować je, a także czerpać z nich wypaczone poczucie ekscytacji i celu, o ile będą trzymani z dala od walk. Brazylijska prawica znakomicie kibicuje wojnom amerykańskim i izraelskim, a jednocześnie doskonale dba o to, by nie ponosiły one żadnych obciążeń ani kosztów.
Niezależnie od tego, co jest prawdą, podstawowe dziennikarstwo wymaga uwzględnienia wszystkich rozsądnych perspektyw, w przeciwnym razie jest to prymitywna propaganda. Opinia światowa ostro zwróciła się przeciwko Izraelowi i jego wspólnym wojnom z USA. Już dawno nadszedł czas, aby brazylijskie dziennikarstwo wyraźnie odzwierciedlało ten sprzeciw.
Dodaj komentarz