Mit autorytetu

Mit autorytetu jest jednym z fundamentalnych mitów systemu. Gdyby człowiek zdał sobie sprawę, w swoim własnym doświadczeniu – a nie jako zwykła teoria – że źródłem znaczenia jest właśnie jego własne doświadczenie, jego własna świadomość i że nie trzeba mu mówić, co ma myśleć, co czuć, czego chcieć i co zrobić, system zniknie jak zły sen po przebudzeniu.

— ∗ —

W menu na dziś danie z teorii systemu. Sytuacja ‘pandemii’ i ujawnienie jak poszczególne rządy zatrudniają całe sztaby behawiorystów do zarządzania nią, skłania do refleksji czy to wyjątkowa sytuacja czy jednak jesteśmy w taki czy inny sposób ‘prowadzeni’ od dawna. Jakie działania są podejmowane i jakich narzędzi używa się w ramach systemu – o tym jest artykuł D. Allen’a.

Zapraszam do lektury.

_________________________***_________________________

Ludzie nie są w stanie opiekować się, organizować, chronić ani rządzić sobą. Potrzebują kogoś lub czegoś mocnego, aby zrobił to za nich. Ta wiara emanuje z każdej cząstki czy to właściciela, profesjonalisty, państwa, instytucji czy też egoistycznego, nieświadomego rodzica.

Często przesłanie to jest wyraźnym nawoływaniem lub nakazem, aby szanować autorytet, słuchać księcia lub znać swoje miejsce, ale zwykle w wysoce rozwiniętych systemach Mit Autorytetu jest dorozumiany jako niewypowiedziane założenie, że świat, który ma moc rozkazywania tobie i mnie, jest normalny, słuszny i naturalny.

Posłuszeństwo jest rozwijane i podtrzymywane poprzez nagradzanie tych, którzy się poddają, i karanie tych, którzy się buntują. Szkoły mają strukturę tak ukształtowaną, aby identyfikować i odfiltrowywać dzieci, które „nie bawią się dobrze z innymi”, które „wyrażają silne opinie”, które są „uciążliwe”, „nieposłuszne” lub mają „luźne nastawienie”. Panele rekrutacyjne elitarnych uniwersytetów i ankieterzy na najwyższe stanowiska są bardzo wrażliwi na zagrożenia ze strony osób, które mogą okazać się nie do pokonania. Zapisy, wzmianki, a nawet szeptane reputacje, coraz bardziej usystematyzowane, podążają za sprawcami aż do grobu. A jeśli w jakiś sposób ktoś, kto jest odporny na zwierzchnictwo, jednak odnajdzie drogę przez to pole minowe do wpływowej pozycji, zostanie zniszczony, osłabiony i ostatecznie wyrzucony.

Większość z tych rzeczy dzieje się [pół] automatycznie. System jest skonfigurowany tak, aby niwelować zagrożenie i nagradzać podporządkowanie się przy minimalnej ingerencji człowieka. [1] Ci, którzy kierują się jego [systemu] procesami, robią to nieświadomie, instynktownie lub bez poważnego kwestionowania wartości i imperatywów. Tymczasem ci na dole piramidy patrzą z podziwem na tych, którzy zostali wybrani do przewodzenia.

Wygląda na to, że typowy menedżer jest w najlepszym razie osobą, która nie robi szczególnego wrażenia i zwykle jest wyszkolona co najwyżej w roztrząsaniu, ukrywaniu faktów, manipulowaniu informacjami, zaciemnianiu relacji klasowych, przewracaniu się jak szczeniak, gdy ci nad nim zmieniają narrację i deklarowaniu wsparcia dla szlachetnych cech i instynktów, jednocześnie eliminując je, gdy rzeczywiście się pojawiają.

Ale to są dokładnie te cechy, których wymaga system. Rzeczywista inteligencja, kompetencje, oryginalność, ludzkie odczucia, hojność i uczciwość są natychmiast i automatycznie odrzucane jeśli tylko wchodzą w konflikt z tymi podstawowymi wartościami.

U podstaw globalnego mechanizmu filtrowania uległości istnieje równie obszerny program jej weryfikacji. Historia, biologia, antropologia i psychologia są wykorzystywane do uzasadnienia, na podstawie najbardziej kruchych dowodów, idei, że istoty ludzkie są sztywno hierarchiczne, samolubne, wojownicze, potrzebują władzy do funkcjonowania lub po prostu są jak puste tabliczki do zapisania przez każdego, kto jest akurat u steru.

Standardowa historia systemu uczy nas, że tylko władza jest prawdziwa lub znacząca, a korporacyjne media wielokrotnie pokazują nam pochlebne doniesienia o rodzinie królewskiej (żywej i martwej), jej wystawne dramaty kostiumowe, plotki o celebrytach, fascynacje Wielkimi Ludźmi oraz bezkrytyczne ujmowanie polityki [2], której władza jest albo normalna, konieczna i nieunikniona, albo że tak naprawdę nie istnieje.

I w pewnych kluczowych aspektach już tak nie jest. Ostatni etap systemu spowodował migrację dużej części eksploatacyjnej architektury swoich wcześniejszych form do psychiki jednostki. Represyjna machina instytucji nadal istnieje, podobnie jak stanowiska zwierzchnie w siłach zbrojnych, więzieniach, rządach i tak dalej. Jednak ujawnianie dużej części siebie, cyfrowe wykorzystywanie ludzkiej komunikacji i emocji oraz rozwój zautomatyzowanych technik nadzoru i kontroli doprowadziły do ​​introspekcji lub wręcz prywatyzacji kluczowych aspektów systemowego ujarzmienia i władzy.

Tak jak zbiorowa skłonność do kontaktów towarzyskich i komunikacji zostały skierowane w stronę ekskluzywnych pragnień i osobistych ambicji, tak frustracja z powodu szefa lub klas dominujących jest teraz skierowana na własny brak kreatywności, zdrowia, szczęścia, produktywności, atrakcyjności na rynku pracy lub siły woli.

Oto dlaczego, jak wskazuje Byung-Chul Han, uciskani są dziś bardziej skłonni do depresji niż rewolucji.[2] Wydaje się, że władza uległa redystrybucji, ale jest to dystrybucja sztuczna, co oznacza, że ​​nierówność utrzymuje się, pogarsza, podczas gdy silnie oddziaływujące na emocje techniki, które ją tworzą i utrwalają, przenikają do abstrakcji, niczym “phildickiańskiej” chmury.

Mit autorytetu jest jednym z fundamentalnych mitów systemu. Gdyby człowiek zdał sobie sprawę, w swoim własnym doświadczeniu – a nie jako zwykła teoria – że źródłem znaczenia jest właśnie jego własne doświadczenie, jego własna świadomość i że nie trzeba mu mówić, co ma myśleć, co czuć, czego chcieć i co zrobić, system zniknie jak zły sen po przebudzeniu. Ale oczywiście ten zły sen trzyma go znacznie mocniej niż jakikolwiek senny koszmar, ponieważ źródłem jego uwarunkowań jest nie tylko błędne przekonanie intelektualne, kłamstwo służące systemowi, które podjął po drodze, ale całe jego ja. Kształtowane już od urodzenia do przyjęcia formy danego świata jako ostatecznej rzeczywistości.

Dlatego człowiek systemu jest takim żałosnym tchórzem. Jego jaźń, od momentu, gdy pojawia się na świecie, zostaje zdeformowana w służalczy dodatek do ‘tak się rzeczy mają’ [in. ‘taki już jest świat’]. Gdy tylko nauczy się chodzić, jego kroki są skierowane ku życiu stworzonemu przez innych. Jego zabawy zapewniają inni, jego poszukiwania kształtowane są przez innych, jego nauka przekazywana jest z góry, a jego życie określone za niego. Świat, na który patrzy — w przeważającej mierze i masowo potężny — jest całkowicie stworzony przez inne umysły.

Nie musi uczyć się podporządkowywać tym innym, ani nawet o nich myśleć. Jest całkowicie zależny od rzeczywistości, którą dla niego stworzyli, więc gdy dorośnie, jedyne czego się obawia to zdenerwować władzę. Jest apatyczny, jeśli chodzi o opieranie się niesprawiedliwości, niezdolny do samodzielnego myślenia i przerażony nadstawianiem karku.

On nie tylko wie, ale wręcz czuje na najgłębszym poziomie swojej istoty, że zrobienie czegoś takiego jest śmiertelnie, egzystencjalnie niebezpieczne. Dlatego nie istnieje prawie żadna potrzeba kontrolowania lub indoktrynacji ludzi, dyscyplinowania ich czy zaszczepiania w nich Mitu Autorytetu. Istoty ludzkie są od samego początku zniewolone, a każde pokolenie jest bardziej przestraszone, bardziej zależne i jeszcze bardziej służalcze niż poprzednie. System produkuje maszyny strachu i z każdym kolejnym rokiem robi to coraz lepiej.

Zaawansowany system oczywiście bardzo ułatwia bycie tchórzem.

Dlaczego, na przykład, mam się wychylać, skoro jestem otoczony nieznajomymi? Kogo obchodzi, że zniknie kilku Żydów lub kilku obcokrajowców? Kogo obchodzi, że zaginie kilku radykałów lub dysydentów? Kogo obchodzi, jeśli ktoś uczciwy zostanie zwolniony z pracy lub aresztowany za swoją uczciwość?

Kogo to obchodzi? Mnie nie. Wcale. Nawet nie znam tych ludzi.

I tak, tak, wiem, to smutne i straszne, że lasy deszczowe są wycinane, a społeczności wykorzeniane, a wszyscy ci biedni ludzie w obcych krajach muszą pracować w paskudnych fabrykach, aby zrobić moje spodnie, ale mam ważniejsze zmartwienia. Po prostu nie ma prawdziwego, konkretnego powodu, by niepokoić się o moich sąsiadów, kolegów, sto gatunków, które dziś wyginęły, czy też o ludzi, którzy wytwarzają wszystkie przedmioty, których używam. Dlatego też odwaga, by to zrobić, wydaje się abstrakcyjna i nierealna.

Ta nierzeczywistość potęguje bardzo wolny postęp systemu, co jeszcze bardziej utrudnia bunt. Ci, którzy są właścicielami systemu lub nim zarządzają, rozumiejąc, że ludzie są bardziej skłonni oprzeć się nagłym zmianom, pracują w tym samym, żółwim tempie, zniewalając krok po kroku swoje narody i stopniowo unicestwiając naturę.

Wszystko, co się dzieje teraz, jest gorsze niż to, co stało się ostatnio, ale tylko trochę gorsze, więc jest do zniesienia, a skoro nikt inny się nie odzywa, więc znowu po co ryzykować własną głową? Kto wie, następny krok w dół może być tym, który wywoła rewolucję, wtedy zrobisz tę właściwą rzecz, a potem się przyłączysz, prawda? Kto wie?

Ale na razie lepiej trzymać się z dala, milczeć, spuszczać głowę, nie robić zamieszania. Będę odważny, ale chwilę później. [4]

Ponieważ mit autorytetu, idea, że ​​potrzebujemy osoby, grupy, systemu lub naszych własnych wyalienowanych sumień, które mówią nam, co mamy robić, jest nieodłącznym następstwem życia w cywilizowanym systemie. Jest wspólne dla wszystkich cywilizowanych ideologii: dla komunizmu, kapitalizmu, monarchizmu, faszyzmu, profesjonalizmu i prawie wszystkich tradycji religijnych.

Każda z tych składowych ideologii w znacznym stopniu różni się od innych, posiada własne unikalne roszczenia do legitymizacji – nasi przywódcy zostali wybrani przez klasę robotniczą / merytokratyczną edukację / wolny rynek / naukę / Boga … ale jednak, co dziwne , wynik jest zawsze taki sam. Jedna grupa ludzi mówi innej grupie ludzi, co mają robić, czyniąc życie na ziemi nieszczęściem dla wszystkich i wszystkiego, co oni lub system, którym zarządzają, kontrolują.

Wcześniej wspomniałem „ty i ja”, bo ty wiesz i ja wiem, że nie potrzebujemy tych ludzi. Nie potrzebujemy przepisów, aby wiedzieć, co jest dobre, a co złe, ani państw, które kierują każdym aspektem naszego życia, ani instytucji, które mówią nam, jak mamy żyć, ani telefonów, aby kierować naszymi pragnieniami i demolować nasze wcielone ja. Chociaż możemy potrzebować autorytetu tradycji lub mądrości, nie potrzebujemy autorytetu systemowej dominacji i kontroli. Tak, ale być może myślisz, że to oni – oni są problemem! Bez książąt, parlamentów i profesjonalistów wymknęliby się spod kontroli, gwałciliby i rabowali, byliby chorzy, głupi, nieefektywni i niezdolni do kontrolowania siebie.

Tak, może, ale poradzimy sobie z nimi, bo to nasi sąsiedzi. Są ludźmi i są w zasięgu ręki. Przekształćmy świat w monolityczny zigurat z jakąś niewyobrażalną mocą na szczycie i niczym innym jak zautomatyzowanymi liniami telefonicznymi między całą planetą bazą a błyszczącym szczytem, ​​zautomatyzujmy eksploatację i podłączmy ją do naszych własnych potrzeb i pragnień, a będziemy pożerać siebie i polować na duchy w elektronicznej próżni.

Mit Autorytetu to wyciąg z 33 Myths of the System, którego [lekko] zaktualizowane drugie wydanie jest teraz dostępne w księgarni Darrena Allena.


Przypisy:

[1] „Władza jest tolerowana tylko pod warunkiem, że maskuje znaczną część samej siebie. Jej sukces jest proporcjonalny do jej zdolności w ukrywaniu własnych mechanizmów”. Michel Foucault, The History of Sexuality, Volume 1.

[2] Krytyczny wobec partii i graczy. Bezkrytyczny wobec polityki, demokracji i Wielkiej Gry.

[3] Byung-Chul Han, Psychopolitics.

[4] „Nie chcesz działać ani nawet choćby rozmawiać. Nie chcesz „zejść z drogi, aby narobić kłopotów”. …Więc czekasz i czekasz. …Ale ta jedna wielka zaskakująca okazja, kiedy dziesiątki, setki lub tysiące dołączą do ciebie, nigdy nie nadejdzie. Na tym polega trudność.

Gdyby ostatni i najgorszy akt całego reżimu nastąpił natychmiast po pierwszym i najmniejszym, tysiące, tak, miliony byłyby wystarczająco wstrząśnięte – gdyby, powiedzmy, zagazowanie Żydów w 43 nastąpiło natychmiast po akcji nalepek „Niemiecka Firma” na witrynach nieżydowskich sklepów w ’33.

Ale oczywiście tak się nie dzieje. W międzyczasie pojawiają się setki małych kroków, niektóre niedostrzegalne, każdy z nich przygotowuje cię, byś nie był zszokowany następnym… I pewnego dnia… widzisz, że wszystko, wszystko, zmieniło się i to całkowicie pod twoim nosem. Świat, w którym żyjesz… wcale nie jest światem, w którym się urodziłeś.

Wszystkie formy pozostały, wszystkie nietknięte, wszystkie uspokajające, domy, sklepy, praca, posiłki, wizyty, koncerty, kino, święta. Ale duch, którego nigdy nie zauważyłeś, ponieważ popełniałeś przez całe życie błąd utożsamiania go z formami – uległ zmianie. Teraz żyjesz w świecie nienawiści i strachu, a ludzie, którzy nienawidzą i boją się, sami nawet o tym nie wiedzą. Kiedy wszyscy się przemieniają, nikt się nie przemienia.

Teraz żyjesz w systemie, który rządzi bez odpowiedzialności nawet przed Bogiem. Sam system nie mógł na początku tego założyć, ale aby się utrzymać, był zmuszony iść na całość”.

Milton Mayer, They Thought They Were Free: The Germans, 1933-45.

_________________________________ ∗∗∗ _________________________________

Źródło:

The Myth of Authority, Darren Allen, May 1, 2021

 


Uzupełnienia:

Dlaczego odmawiamy walki

Iluzja władzy, fasada kontroli

Tyrania – warunkowanie i kontrola behawioralna

Czyste, niczym niezmącone zło

Propaganda czyli jak do nas mówią

Armageddon albo czy sami damy radę

 

Odsłony: 1

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!