Nie bój się _ Sobota, 19 marca 2016 Św. Józefa Oblubieńca NMP, uroczystość

Myśl dnia

Krótki okres życia jest dostatecznie długi na to, aby żyć dobrze i uczciwie.

Cyceron

Dobrze jest, by niedoświadczeni wiedzieli również, że od czasów Adama aż do naszych dni mamy wrogów,
którzy są: niecieleśni i niewidzialni, złośliwi i pomysłowi w złu, przebiegli, zręczni i doświadczeni w walce.
Hezychiusz z Synaju
Ludzie prawi, czyli dobrzy, zajmują się dobrem, a nie złem.
Tylko dobro może nas dobrze ukształtować.
Mówienie o złu może nas przestrzec, może przestraszyć,
ale nie ukształtować na dobrych ludzi.
Mieczysław Łusiak SJ
_______________________
Jeśli dzisiaj jest ktoś, kto zagubił Jezusa, polecaj go w modlitwie
W_szkole_sw_Jozefa_141_1
Panie, dziękuję Ci za dar św. Józefa. Za Jego wstawiennictwem daj mi zrozumieć,
że dla Ciebie warto porzucić własne marzenia i plany życiowe, aby mogła się wypełnić Twoja wola.
_________________________________________________________________________________________________

Słowo Boże

_________________________________________________________________________________________________

modlitwa w drodze

Św. Józefa, Oblubieńca NMP

0,30 / 12,42

Wyobraź sobie Boga, który strzeże cię w każdej chwili życia. Cieszy się, kiedy ty wsłuchujesz się w Jego cichy szept w twoim sercu, pytasz Go, co powinieneś teraz zrobić. Niech Duch Święty wypełni cię całego.

Dzisiejsze Słowo pochodzi z Ewangelii wg Świętego Łukasza
Łk 2, 41-51a

Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: «Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie». Lecz On im odpowiedział: «Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?» Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany.Obraz rodziny czyniącej wszystko razem jest już coraz rzadszy. Pracują razem, pielgrzymują razem, a jednak mają przestrzeń wolności. Tylko w takiej atmosferze człowiek może dojrzewać. Czy potrafisz patrzeć na siebie i swoich najbliższych tak,  jak widzi was Bóg?

Przyjąć dar Jezusa to jednocześnie dzielić się Nim z innymi. Zrozumiał to Święty Józef powołany jako Oblubieniec NMP i Opiekun Jezusa. Człowiek, który usłyszał słowo Anioła, towarzyszył odtąd wiernie swej Małżonce i Jezusowi. Maryja, stopniowo zapraszana do nowej misji, przyjmuje najpierw wybranie, by stać się Matką Bożego Syna, a pod krzyżem przyjmuje misję bycia naszą Matką. Jezus też miał swoją drogę realizowania kolejnych etapów swojej misji mesjańskiej.

„Naprawdę, jak słodkie spojrzenie jest Pana mojego, wzrok Jego przenika duszę moją do najtajniejszych głębin, rozumie się duch mój z Bogiem bez żadnego słowa mówienia; czuję, że On żyje we mnie, a ja w Nim” (Dz.560) – tak o wewnętrznej rozmowie pisze św. Siostra Faustyna

Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: «Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie». Lecz On im odpowiedział: «Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?» Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany.

Możesz prosić, aby w twojej rodzinie świadczona była miłość na wzór Świętej Rodziny. Jeśli dzisiaj jest ktoś, kto zagubił Jezusa, polecaj go w modlitwie. Pytaj Świętej Rodziny, jak postrzega relacje w twojej rodzinie, a może coś należy zmienić. Jezu, Maryjo, Józefie, bądźcie z nami.

http://modlitwawdrodze.pl/home/

_________________________________

ŚW. JÓZEFA OBLUBIEŃCA NMP
– UROCZYSTOŚĆ

indeks

PIERWSZE CZYTANIE (2 Sm 7,4-5a.12-14a.16)

Mesjasz będzie potomkiem Dawida

Czytanie z Drugiej Księgi Samuela.

Pan skierował do Natana następujące słowa: „Idź i powiedz mojemu słudze Dawidowi: To mówi Pan: «Kiedy wypełnią się twoje dni i spoczniesz obok swych przodków, wtedy wzbudzę po tobie potomka twojego, który wyjdzie z twoich wnętrzności, i utwierdzę jego królestwo. On zbuduje dom imieniu memu, a Ja utwierdzę tron jego królestwa na wieki. Ja będę mu ojcem, a on będzie Mi synem.
Przede Mną dom twój i twoje królestwo będzie trwać na wieki. Twój tron będzie utwierdzony na wieki»”.
Oto słowo Boże.


PSALM RESPONSORYJNY (Ps 19,2-3.4-5.27 i 29)

Refren: Jego potomstwo będzie trwało wiecznie.

Będę na wieki śpiewał o łasce Pana, +
moimi ustami Twą wierność będę głosił *
przez wszystkie pokolenia.
Albowiem powiedziałeś: +
„Na wieki ugruntowana jest łaska”, *
utrwaliłeś swą wierność w niebiosach.

„Zawarłem przymierze z moim wybrańcem, *
przysiągłem mojemu słudze, Dawidowi:
Utrwalę twoje potomstwo na wieki *
i tron twój umocnię na wszystkie pokolenia”.

„On będzie wołał do Mnie: «Tyś jest Ojcem moim, *
moim Bogiem, Opoką mego zbawienia».
Na wieki zachowam dla niego łaskę *
i trwałe z nim będzie moje przymierze”.


DRUGIE CZYTANIE (Rz 4,13.16-18.22)

Wbrew nadziei uwierzył nadziei

Czytanie z Listu świętego Pawła Apostoła do Rzymian.

Bracia:
Nie od wypełnienia Prawa została uzależniona obietnica dana Abrahamowi i jego potomstwu, że będzie dziedzicem świata, ale od usprawiedliwienia z wiary.
I stąd to dziedzictwo zależy od wiary, by było z łaski i aby w ten sposób obietnica pozostała niewzruszona dla całego potomstwa, nie tylko dla potomstwa opierającego się na Prawie, ale i dla tego, które ma wiarę Abrahama. On to jest ojcem nas wszystkich, jak jest napisane: „Uczyniłem cię ojcem wielu narodów” przed obliczem Boga. Jemu on uwierzył jako Temu, który ożywia umarłych, i to, co nie istnieje, powołuje do istnienia.
On to wbrew nadziei uwierzył nadziei, że stanie się ojcem wielu narodów zgodnie z tym, co było powiedziane: „takie będzie twoje potomstwo”.
Dlatego też poczytano mu to za sprawiedliwość.
Oto słowo Boże.


ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ (Ps 84,5)

Aklamacja:Chwała Tobie, Królu wieków.

Szczęśliwi, którzy mieszkają w domu Twoim, Panie,
będą Ciebie wychwalali na wieki.

Aklamacja:Chwała Tobie, Królu wieków.


EWANGELIA (Mt 1,16.18-21.24a)

Józef poznaje tajemnicę Wcielenia

Słowa Ewangelii według świętego Mateusza.

Jakub był ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem.
Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego.
Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem prawym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie.
Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów”.
Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański.
Oto słowo Pańskie.

albo:


EWANGELIA (Łk 2,41-51a)

Maryja i Józef znajdują Jezusa w świątyni

Słowa Ewangelii według świętego Łukasza.

Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy Jezus miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych.
Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami.
Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: „Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie”.
Lecz On im odpowiedział: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział.
Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany.

 

Oto słowo Pańskie.

KOMENTARZ

Postawa Józefa

 

Sprawiedliwość Józefa polegała na stałym rozważaniu słowa Bożego i życiu nim na co dzień. Jego postawa jest więc bardzo bliska postawie Maryi. Ta duchowa łączność pozwala mu zrozumieć więcej niż jedynie ich więzy małżeńskie. Józef potrafił przezwyciężyć ludzkie trudności. Dlatego z wiarą i miłością przyjął Maryję oraz Tego, który począł się w Niej za sprawą Ducha Świętego. Józef milczy, ale jego obecność w tym wydarzeniu jest niezwykle ważna. Jako syn Dawida jest spadkobiercą obietnic danych temu królowi, łącznie z obietnicą wiecznego panowania na tronie. Józefowe fiat objawiło sprawiedliwość Boga wyrażoną w już spełnionym znaku Dziewicy i Jej Syna. To On obwieszcza całemu światu, że Bóg jest z nami.

Panie, dziękuję Ci za dar św. Józefa. Za Jego wstawiennictwem daj mi zrozumieć, że dla Ciebie warto porzucić własne marzenia i plany życiowe, aby mogła się wypełnić Twoja wola.

 

Rozważania zaczerpnięte z „Ewangelia 2016”

  1. Mariusz Szmajdziński
    Edycja Świętego Pawła

http://www.paulus.org.pl/czytania.html

______________________

Św. Jan Paweł II (1920-2005), papież
Adhortacja apostolska „Redemptoris custos”, 25-26

Nadrzędność życia wewnętrznego u św. Józefa
 

Nad pracą Cieśli w domu nazaretańskim rozpościera się ten sam klimat milczenia, który towarzyszy wszystkiemu, co jest związane z postacią Józefa. Milczenie to równocześnie w sposób szczególny odsłania wewnętrzny profil tej postaci. Ewangelie mówią wyłącznie o tym, co Józef „uczynił”. Jednakże w tych osłoniętych milczeniem „uczynkach” Józefa pozwalają odkryć klimat głębokiej kontemplacji: Józef obcował na co dzień z tajemnicą „od wieków ukrytą w Bogu” (Kol 1,26), która „zamieszkała” pod dachem jego domu. Można zrozumieć, dlaczego św. Teresa od Jezusa, wielka reformatorka kontemplacyjnego Karmelu, stała się szczególną odnowicielką kultu św. Józefa w zachodnim chrześcijaństwie.

Całkowita ofiara, jaką Józef złożył ze swego istnienia, aby godnie przyjąć Mesjasza we własnym domu, znajduje wytłumaczenie „w niezgłębionym życiu wewnętrznym, które kierowało jego postępowaniem i było dlań źródłem szczególnych pociech; to z niego czerpał Józef rozwagę i siłę — właściwą duszom prostym i jasnym — dla swych wielkich decyzji, jak wówczas gdy bez wahania podporządkował Bożym zamysłom swoją wolność, swoje prawo do ludzkiego powołania, swoje szczęście małżeńskie, godząc się przyjąć w rodzinie wyznaczone sobie miejsce i ciężar odpowiedzialności, ale rezygnując, mocą nieporównanej dziewiczej miłości, z naturalnej miłości małżeńskiej, która tworzy rodzinę i ją podtrzymuje” (Papież Paweł VI).

To poddanie się Bogu, będące gotowością woli do poświęcenia się Jego służbie, nie jest niczym innym jak praktyką pobożności, która stanowi jeden z przejawów cnoty religijności (św. Tomasz z Akwinu).

 

____________________________

____________________________

Opiekun Zbawiciela – Uroczystość św. Józefa (19 marca 2016)

opiekun-zbawiciela-komentarz-liturgiczny

Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem.

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego.

Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie.

Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów».

Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański (Z rozdz. 1 Ewangelii wg św. Mateusza)

 

Rytm dni wielkopostnych wzbogacony dzisiaj zostaje, w przededniu Niedzieli Palmowej, o medytację nad postacią św. Józefa. Rozważając w tych dniach tajemnicę Męki Pana, zwracamy się znowu ku tajemnicy Wcielenia: jej najwyższym wymiarem, jej esencją, jest dokonana na krzyżu tajemnica zbawienia świata. Święty Józef w krąg krzyża wpisany jest w sposób tajemniczy.

Mówimy o nim jako o opiekunie Świętej Rodziny. Może dobrze popatrzeć dziś na niego jako na mistrza wyrzeczenia? Wyrzeczenie bowiem, czyli zdolność do zrezygnowania z własnych planów, wizji, pomysłów na życie, jest nam teraz szczególnie potrzebna. Wiele dobrych spraw nie udaje się, ponieważ nie potrafimy wyrzec się własnego zdania i dążymy po trupach do zrealizowania własnych pragnień. Święty Józef uczy nas innej wrażliwości, pokazuje nam prawdziwą mądrość, która swe korzenie ma w słuchaniu i milczeniu. Ten niezwykły człowiek pozwalał mówić innym: Gabrielowi, Maryi, a nade wszystko samemu Bogu, i słuchając zyskiwał prawdziwą mądrość, czyli rozeznanie tego, co powinien czynić. Wiązało się z rezygnacją z własnych zamiarów, ale dawało mu też możliwość do zobaczenia świata Bożymi oczami. Czy gdyby Józef nie słuchał, zostałby opiekunem Syna Bożego? Kilka dni temu uczyliśmy się adoracji od Abrahama; dziś możemy w szkole św. Józefa uczyć się słuchania, milczenia. To one otwierają nasze oczy na bogactwa, które mają inni, uczą nas współpracy w rozmaitych dobrych dziełach, pozwalają działać na większą chwałę Boga. Milczenie Józefa nie jest bierne: słuchając, przepracowuje w swoim sercu to, czego się dowiedział i czynnie odpowiada na to, co rozeznał. W charyzmatach słuchania i milczenia ukryta jest ogromna siła i odwaga – potęga jedności wspólnoty, kiedy to pozwalamy istnieć innym ludziom i wzbogacać nasze życie ich doświadczeniem. Dobrze, aby te dary św. Józefa znalazły poczesne miejsce w naszym codziennym życiu.

Dzisiejsze czytania liturgiczne: 2 Sm 7, 4-5a. 12-14a. 16; Rz 4, 13. 16-18. 22; Mt 1, 16. 18-21. 24a lub Łk 2, 41-51a

 

Szymon Hiżycki OSB | Pomiędzy grzechem a myślą

http://ps-po.pl/2016/03/18/opiekun-zbawiciela-uroczystosc-sw-jozefa-19-marca-2016/

______________________________

Uroczystość św. Józefa, Oblubieńca N. Maryi Panny: 19 marca 12016

Był na ziemi człowiek – św. Józef, którego Jezus Chrystus, Syn Boży nazywał tatusiem. Jezus zwracał się w ten sposób do Józefa, zanim zaczął wołać Abba do Boga Ojca w Niebie.

Przeczytałem kiedyś piękne zdanie, które warto tu przytoczyć: mój ojciec dał mi najpiękniejszy dar, jaki można komuś innemu dać – uwierzył we mnie! (Jim Valvano).

Jeśli to zdanie jest bardzo ważne w życiu syna czy córki, to jest niezwykłe w życiu Jezusa, zwanego synem Józefa. Józef uwierzył w Jezusa i dlatego przyjął Go. Wyobrażam sobie Jezusa, który wypowiada takie zdanie o św. Józefie: Mój ojciec dał mi najpiękniejszy dar, jaki można komuś innemu dać: uwierzył we mnie! Czyż nie jest to prawda, że Józef nie mógł ofiarować Synowi Bożemu większego daru, aniżeli akt wiary? Wiary największej, wiary nadprzyrodzonej!

Wraz z Jezusem, św. Józef uwierzył również Maryi. Gdy zaś obdarzył ich wiarą, wraz z nią oddał im całe życie i miłość do końca!

W Ewangelii jest zdanie Jezusa Chrystusa, w którym powiedział nam o swoim Ojcu w Niebie: Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i ja was umiłowałem. Jeśli w sercu Jezusa zamieszkała miłość Ojca, jakże mogłaby Mu być obojętna wiara i miłość Józefa? Gdy Jezus wypowiadał boskie słowa o miłości Ojca Niebieskiego, jakżeby mógł nie myśleć z synowska czułością o Józefie? Przecież Jezus doskonale poznał, że Bóg Ojciec podzielił się z Józefem troską o Swojego Jedynego Syna…

Drodzy ojcowie: obdarujcie swoje dzieci tym niezwykłym darem, jakim jest wiara w nich. Taka wiara buduje osobowość dzieci i ich tożsamość. Taka wiara jest podstawowym aktem miłości względem dzieci! Gdy dacie im prawdziwą miłość, i oni łatwiej zrobią w swoich sercach miejsce na miłość Boga Ojca Niebieskiego.

ks. Andrzej Z. MS

http://centrum.saletyni.pl

_______________________

#Ewangelia: co to znaczy być “prawym człowiekiem”

Jakub był ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem. Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem prawym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie.

 

Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: “Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów”.

 

Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański.

 

Rozważanie do Ewangelii

 

Oto na czym polega prawość: mieć narzeczoną, która zachodzi w ciążę z kimś innym i rozstać się z nią, nie podając nikomu powodu. Być prawym jak św. Józef znaczy nie mówić o nikim źle, chyba że jest to absolutnie konieczne (na przykład dla ochrony kogoś przed złem). O ileż mniej byłoby zła wokół nas, gdybyśmy mniej o nim mówili!

 

Ludzie prawi, czyli dobrzy, zajmują się dobrem, a nie złem. Tylko dobro może nas dobrze ukształtować. Mówienie o złu może nas przestrzec, może przestraszyć, ale nie ukształtować na dobrych ludzi.

http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/pismo-swiete-rozwazania/art,2809,ewangelia-co-to-znaczy-byc-prawym-czlowiekiem.html

___________________________________________

Przewiń dalej!

______________________

Jan Paweł II

 

ADHORTACJA APOSTOLSKA
REDEMPTORIS CUSTOS

O ŚWIĘTYM JÓZEFIE I JEGO POSŁANNICTWIE W ŻYCIU CHRYSTUSA I KOŚCIOŁA

 


 

Do Biskupów
do Kapłanów i Diakonów
do Zakonników i Zakonnic
oraz wszystkich Wiernych

WPROWADZENIE

1. POWOŁANY NA OPIEKUNA ZBAWICIELA „Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie” (Mt 1, 24).

Czerpiąc inspirację z Ewangelii, Ojcowie Kościoła już od pierwszych wieków podkreślali, że św. Józef, który z miłością opiekował się Maryją i z radością poświęcił się wychowaniu Jezusa Chrystusa1, także dziś strzeże i osłania mistyczne Ciało Odkupiciela, Kościół, którego figurą i wzorem jest Najświętsza Dziewica.

W setną rocznicę ogłoszenia Encykliki Quamguam pluries papieża Leona XIII2 i w duchu wielowiekowego kultu św. Józefa pragnę poddać Wam pod rozwagę, drodzy Bracia i Siostry, kilka refleksji o człowieku, któremu Bóg „powierzył straż nad swymi najcenniejszymi skarbami”3. Z radością spełniam ten pasterski obowiązek pragnąc, aby wszyscy żywili coraz większe nabożeństwo do Patrona Kościoła powszechnego i miłość do Odkupiciela, któremu on tak przykładnie służył.

Dzięki temu cały lud chrześcijański nie tylko jeszcze gorliwiej będzie się uciekał do św. Józefa i ufnie wzywał jego opieki, ale także będzie miał zawsze przed oczyma jego pokorną, dojrzałą służbę i udział w ekonomii zbawienia4.

Sądzę bowiem, że ponowne rozważenie uczestnictwa Małżonka Maryi w Boskiej tajemnicy pozwoli Kościołowi, podążającemu ku przyszłości wraz z całą rodziną ludzką, odnajdywać wciąż na nowo swą tożsamość na gruncie tej odkupieńczej ekonomii, która wiąże się u podstaw z tajemnicą Wcielenia.

Józef z Nazaretu w tej właśnie tajemnicy uczestniczył jak nikt inny z ludzi poza Maryją, Matką Słowa Wcielonego. Uczestniczył wspólnie z Nią, objęty rzeczywistością tego samego wydarzenia zbawczego. Był powiernikiem tej samej miłości, mocą której Ojciec Przedwieczny „przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa” (Ef 1, 5).

I – ZAPISY EWANGELII

MAŁŻEŃSTWO Z MARYJĄ

2. „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów” (Mt 1, 20-21).

W tych słowach zawiera się moment centralny biblijnej prawdy o św. Józefie — moment, do którego przede wszystkim nawiązują Ojcowie Kościoła.

Ewangelista Mateusz wyjaśnia znaczenie tego momentu od strony Józefa. Trzeba jednak równocześnie mieć przed oczyma odnośne teksty z Ewangelii Łukaszowej, ażeby pełniej zrozumieć kontekst. I tak, w związku ze słowami wersetu: „Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego” (Mt 1, 18), brzemienność Maryi „za sprawą Ducha Świętego” znajduje szersze i jednoznaczne wyjaśnienie w Łukaszowym opisie zwiastowania narodzin Jezusa: „Posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja” (Łk 1, 26-27). Słowa pozdrowienia anielskiego: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą” (Łk 1, 28) wywołały wewnętrzne poruszenie Maryi, a zarazem pobudziły Ją do zastanowienia. Wówczas Zwiastun uspokaja Dziewicę i objawia Jej szczególne zamierzenie Boże w stosunku do Niej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida” (Łk 1, 30-32).

Ewangelista stwierdził uprzednio, iż w chwili zwiastowania Maryja była „poślubiona mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida”. Sprawa owych „zaślubin” wyjaśnia się pośrednio, gdy usłyszawszy to, co mówił Zwiastun o narodzeniu Syna, Maryja pyta: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?” (Łk 1, 34). Wówczas słyszy taką odpowiedź: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym” (Łk 1, 35). Maryja, chociaż była już „zaślubiona” Józefowi, pozostanie dziewicą, ponieważ Dziecię, które poczęło się w Niej od chwili zwiastowania, zostało poczęte za sprawą Ducha Świętego.

W tym punkcie zapis Łukaszowy spotyka się z Mt 1, 18, i tłumaczy to, co tam czytamy. Jeśli po zaślubinach z Józefem Maryja „znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego”, to fakt ten odpowiada całej treści zwiastowania, a w szczególności ostatnim słowom wypowiedzianym przez Maryję: „Niech mi się stanie według twego słowa!” (Łk 1, 38). Odpowiadając na wyraźny zamiar Boga, Maryja z biegiem dni i tygodni ujawnia się wobec ludzi i wobec Józefa jako „brzemienna”, jako Ta, która ma urodzić, która nosi w sobie tajemnicę macierzyństwa.

3. W tych okolicznościach „Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić ją potajemnie” (Mt 1, 19). Józef nie wiedział, jak ma się zachować wobec „cudownego” macierzyństwa Maryi. Szukał zapewne odpowiedzi na to dręczące go pytanie, ale nade wszystko szukał wyjścia z tej trudnej dla siebie sytuacji. Gdy więc „powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów»” (Mt 1, 20-21).

Zachodzi bliska analogia pomiędzy tym „zwiastowaniem” w zapisie Mateuszowym a tamtym Łukaszowym. Zwiastun Boży wtajemnicza Józefa w sprawę macierzyństwa Maryi. Ta, która zgodnie z prawem była mu „poślubiona”, pozostając dziewicą, stała się w mocy Ducha Świętego — Matką. Gdy przyjdzie na świat Syn, którego Maryja nosi w swym łonie, winien otrzymać imię Jezus. Było to imię znane wśród Izraelitów, czasami nadawane synom. W tym wypadku jednak chodzi o Syna, który — zgodnie z Bożą Obietnicą — wypełni całe znaczenie tego imienia: Jezus — Jehosua znaczy: „Bóg, który zbawia”.

Zwiastun zwraca się do Józefa jako do „męża Maryi”, do tego, który w swoim czasie ma nadać takie właśnie imię Synowi, który narodzi się z poślubionej Józefowi Dziewicy nazaretańskiej. Zwraca się więc do Józefa, powierzając mu zadania ziemskiego ojca w stosunku do Syna Maryi.

„Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie” (Mt 1, 24). Wziął Ją razem z całą tajemnicą Jej macierzyństwa, razem z Synem, który miał przyjść na świat za sprawą Ducha Świętego. Okazał w ten sposób podobną jak Maryja gotowość woli wobec tego, czego odeń żądał Bóg przez swego Zwiastuna.

II – POWIERNIK TAJEMNICY BOGA SAMEGO

4. Kiedy Maryja, krótko po zwiastowaniu, udała się do domu Zachariasza, aby odwiedzić swą krewną Elżbietę, usłyszała przy powitaniu słowa, które Elżbieta wypowiedziała „napełniona Duchem Świętym” (por. Łk 1, 41). Oprócz słów, które nawiązywały do pozdrowienia anielskiego przy zwiastowaniu, Elżbieta powiedziała: „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana” (Łk 1, 45). Właśnie te słowa stały się myślą przewodnią Encykliki Redemptoris Mater, przez którą pragnąłem pogłębić nauczanie Soboru Watykańskiego II. Stwierdza on, iż „Błogosławiona Dziewica szła naprzód w pielgrzymce wiary i utrzymała wiernie swe zjednoczenie z Synem aż do krzyża”5, „przodując najdoskonalej”6 wszystkim, którzy przez wiarę pielgrzymują za Chrystusem.

U początku tego pielgrzymowania wiara Maryi spotyka się z wiarą Józefa. Jeśli po zwiastowaniu Elżbieta powiedziała o Niej: „błogosławiona, która uwierzyła” (por. Łk 1, 45) — to w pewien sposób można by błogosławieństwo to odnieść również do Józefa, ponieważ odpowiedział on twierdząco na słowo Boga, przekazane mu w rozstrzygającym momencie. Józef wprawdzie nie odpowiedział na słowa zwiastowania słowami, tak jak Maryja, natomiast „uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie” (Mt 1, 24). To, co uczynił, było najczystszym „posłuszeństwem wiary” (por. Rz 1, 5; 16, 26; 2 Kor 10, 5-6).

Można powiedzieć, iż to, co uczynił Józef, zjednoczyło go w sposób szczególny z wiarą Maryi: przyjął on jako prawdę od Boga pochodzącą to, co Ona naprzód przyjęła przy zwiastowaniu. Uczy Sobór: „Bogu objawiającemu należy okazać «posłuszeństwo wiary» … przez które człowiek z wolnej woli powierza się Bogu, okazując «pełną uległość rozumu i woli wobec Boga objawiającego»”7. Powyższe słowa, które mówią o najgłębszej istocie wiary, odnoszą się w całej pełni do Józefa z Nazaretu.

5. Stał się on szczególnym powiernikiem tajemnicy „od wieków ukrytej w Bogu” (por. Ef 3, 9) — i to, podobnie jak Maryja, w tym momencie przełomowym, który Apostoł nazywa „pełnią czasu”, gdy „zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty … aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu”, by „mogli otrzymać przybrane synostwo” (por. Ga 4, 4-5). „Spodobało się Bogu — jak uczy Sobór — w swej dobroci i mądrości objawić siebie samego i ujawnić nam tajemnicę woli swojej (Ef 1, 9), dzięki której przez Chrystusa, Słowo Wcielone, ludzie mają dostęp do Ojca w Duchu Świętym i stają się uczestnikami Boskiej natury (por. Ef 2, 18; 2 P 1, 4)”8.

Józef — wraz z Maryją — jest pierwszym powiernikiem tej tajemnicy Boga żywego. Wraz z Maryją — a także ze względu na Maryję — uczestniczy on w tym szczytowym etapie samoobjawiania się Boga w Chrystusie, uczestniczy od samego początku. Mając przed oczyma zapis obu ewangelistów: Mateusza i Łukasza, można też powiedzieć, że Józef jest pierwszym, który uczestniczy w wierze Bogarodzicy. Uczestnicząc, wspiera swą Oblubienicę w wierze Bożego zwiastowania. Józef jest też pierwszym, którego Bóg postawił na drodze tego „pielgrzymowania przez wiarę”, w którym Maryja — zwłaszcza od czasu Kalwarii i Pięćdziesiątnicy — będzie „najdoskonalej przodować”9.

6. Droga własna Józefa — Jego pielgrzymowanie przez wiarę — zakończy się wcześniej; zanim Maryja stanie u stóp krzyża na Golgocie, a po odejściu Chrystusa do Ojca — znajdzie się w wieczerniku jerozolimskiej Pięćdziesiątnicy, w dniu objawienia się światu Kościoła narodzonego w mocy Ducha Prawdy. Jednakże droga wiary Józefa podąża w tym samym kierunku, pozostaje w całości określona tą samą tajemnicą, której Józef — wraz z Maryją — stał się pierwszym powiernikiem. Wcielenie i Odkupienie stanowią organiczną i nierozerwalną jedność, w której „plan objawienia urzeczywistnia się przez czyny i słowa wewnętrznie z sobą powiązane”10. Właśnie ze względu na tę jedność, papież Jan XXIII, który żywił wielkie nabożeństwo do św. Józefa, polecił w rzymskim kanonie Mszy świętej — tej wiecznej Pamiątki Odkupienia — wspominać imię Józefa obok imienia Maryi przed Apostołami, Papieżami i Męczennikami11.

W SŁUŻBIE OJCOSTWA

7. Jak wynika z tekstów ewangelicznych, prawną podstawą ojcostwa Józefa było małżeństwo z Maryją. Bóg wybrał Józefa na małżonka Maryi właśnie po to, by zapewnić Jezusowi ojcowską opiekę. Wynika stąd, że ojcostwo Józefa — więź, która łączy go najściślej z Chrystusem, szczytem wszelkiego wybrania i przeznaczenia (por. Rz 8, 28-29) — dokonuje się poprzez małżeństwo z Maryją, to znaczy przez rodzinę.

Ewangeliści, choć stwierdzają wyraźnie, że Jezus począł się z Ducha Świętego i że w małżeństwie tym zostało zachowane dziewictwo (por. Mt 1, 18-25; Łk 1, 26-38), nazywają Józefa małżonkiem Maryi, a Maryję małżonką Józefa (por. Mt 1, 16. 18-20. 24; Łk 1, 27: 2, 5).

Także dla Kościoła równie ważne jest wyznawanie dziewiczego poczęcia Jezusa, jak i obrona małżeństwa Maryi z Józefem, ono bowiem stanowi prawną podstawę ojcostwa Józefa. Pozwala to zrozumieć, dlaczego rodowód Jezusa podawany jest według genealogii Józefa. „Dlaczegóż — pyta św. Augustyn — nie miałby się wywodzić z rodu Józefa? Czyż to nie Józef był mężem Maryi? … Pismo potwierdza, przywołując autorytet anioła, że to on był Jej mężem. Nie bój się — powiada — wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Józef ma nadać imię dziecku, choć nie zrodziło się ono z jego nasienia. Ona porodzi syna — mówi Pismo — któremu nadasz imię Jezus. Pismo wie, że Jezus nie narodził się z nasienia Józefa, gdy bowiem Józef niepokoi się brzemiennością Maryi, słyszy słowa: od Ducha Świętego pochodzi. Władza ojcowska nie zostaje mu jednak odebrana, jako że to on ma nadać imię dziecku. Sama wreszcie Dziewica Maryja, w pełni świadoma, że nie poczęła Jezusa w małżeńskim zjednoczeniu z Józefem, nazywa go jednak ojcem Chrystusa12.

Syn Maryi jest także synem Józefa, na mocy małżeńskiej więzi, która ich łączy. „Ze względu na to wierne małżeństwo oboje zasługują, by nazywać ich rodzicami Chrystusa, nie tylko Jego matka, ale także Jego ojciec, którym był w ten sam sposób, w jaki był małżonkiem Jego matki — w umyśle, a nie w ciele”13. W małżeństwie tym nie brakowało żadnego istotnego elementu: „W rodzicach Chrystusa spełniły się wszelkie dobrodziejstwa płynące z zaślubin: potomstwo, wierność, sakrament. Znamy ich potomstwo, którym jest Chrystus Pan; ich wierność, ponieważ nie było tam nigdy cudzołóstwa; sakrament, ponieważ nie naruszył go rozwód”14.

Zgłębiając istotę małżeństwa, zarówno św. Augustyn, jak i św. Tomasz widzą ją niezmiennie w „nierozerwalnym zjednoczeniu dusz”, w „zjednoczeniu serc” i we „wzajemnej zgodzie”15. to jest w tym, co w sposób wzorcowy ujawniło się w małżeństwie Maryi i Józefa. W kulminacyjnym momencie dziejów zbawienia, gdy Bóg objawia swą miłość do rodzaju ludzkiego poprzez dar Słowa, właśnie to małżeństwo w pełnej „wolności” realizuje „oblubieńczy dar z siebie”, przyjmując i wyrażając ową miłość16. „W tym wielkim przedsięwzięciu odnowy wszystkich rzeczy w Chrystusie, małżeństwo — także ono oczyszczone i odnowione — staje się nową rzeczywistością, sakramentem nowego Przymierza. I oto na progu Nowego Testamentu, jak niegdyś na początku Starego, staje para małżonków. Ale podczas gdy małżeństwo Adama i Ewy stało się źródłem zła, które ogarnęło cały świat, małżeństwo Józefa i Maryi stanowi szczyt, z którego świętość rozlewa się na całą ziemię. Zbawiciel rozpoczął dzieło zbawienia od tej dziewiczej i świętej unii, w której objawia się Jego wszechmocna wola oczyszczenia i uświęcenia rodziny, tego sanktuarium miłości i kolebki życia”17.

Jakże bogata nauka płynie stąd dla dzisiejszej rodziny! Ponieważ „istota i zadania rodziny są ostatecznie określone przez miłość”, zaś „rodzina … otrzymuje misję strzeżenia, objawiania i przekazywania miłości, będącej żywym odbiciem i rzeczywistym udzielaniem się miłości Bożej ludzkości oraz miłości Chrystusa Pana Kościołowi, Jego oblubienicy”18, wszystkie rodziny chrześcijańskie winny upodabniać się do świętej Rodziny, tego pierwotnego „Kościoła domowego”19. W niej bowiem „cudownym zamysłem Bożym żył … ukryty przez długie lata Syn Boży: jest ona więc pierwowzorem i przykładem wszystkich rodzin chrześcijańskich”20.

8. Bóg wezwał św. Józefa, aby służył bezpośrednio osobie i misji Jezusa poprzez sprawowanie swego ojcostwa: właśnie w ten sposób Józef współuczestniczy w pełni czasów w wielkiej tajemnicy odkupienia i jest prawdziwie „sługą zbawienia”21. Jego ojcostwo wyraziło się w sposób konkretny w tym, że „uczynił ze swego życia służbę, złożył je w ofierze tajemnicy wcielenia i związanej z nią odkupieńczej misji; posłużył się władzą, przysługującą mu prawnie w świętej Rodzinie, aby złożyć całkowity dar z siebie, ze swego życia, ze swej pracy; przekształcił swe ludzkie powołanie do rodzinnej miłości w ponadludzką ofiarę z siebie, ze swego serca i wszystkich zdolności, w miłość oddaną na służbę Mesjaszowi, wzrastającemu w jego domu”22.

Liturgia przypomina, że Bóg „powierzył młodość naszego Zbawiciela wiernej straży świętego Józefa”23 i dodaje: „jako wiernego i roztropnego sługę postawiłeś (go) nad swoją Rodziną, aby rozciągnął ojcowską opiekę nad … Jednorodzonym Synem Twoim”24. Leon XIII podkreśla wzniosłość misji Józefa: „Przewyższa on wszystkich ludzi swoją pozycją, gdyż z rozporządzenia Bożego był opiekunem Syna Bożego i w przekonaniu otoczenia Jego ojcem. Naturalnym następstwem tego było, że Słowo odwieczne z pokorą było św. Józefowi poddane i okazywało mu cześć, jaką dzieci rodzicom okazywać winny”25.

Ponieważ nie można sobie wyobrazić, by człowiek, który otrzymał tak wzniosłe zadanie, nie posiadał odpowiednich cech, niezbędnych dla wypełnienia go, należy przyjąć, że Józef „mocą szczególnego daru Niebios” otaczał Jezusa „całą naturalną miłością i czułą troskliwością, jaka może się zrodzić w sercu ojca”26.

Przyznając Józefowi ojcowską władzę nad Jezusem, Bóg napełnił go także miłością ojcowską, tą miłością, która ma swoje źródło w Ojcu, „od którego bierze nazwę wszelkie ojcostwo na niebie i na ziemi” (por. Ef 3, 15).

Ewangelie jasno ukazują, na czym polegały ojcowskie obowiązki Józefa wobec Jezusa. W istocie bowiem zbawienie, które przychodzi poprzez człowieczeństwo Jezusa, realizuje się poprzez gesty codziennego życia rodzinnego, w niczym nie naruszając owego „uniżenia” właściwego ekonomii wcielenia. Ewangeliści z wielką pieczołowitością ukazują, że w życiu Jezusa nic nie było dziełem przypadku, ale wszystko dokonało się zgodnie z planem ustalonym przez Boga. Często powtarzana formuła: „stało się tak, aby się wypełniły …” oraz odwołania do wydarzeń starotestamentowych mają podkreślać jedność i ciągłość zamysłu, który w Chrystusie osiąga wypełnienie.

Wraz z wcieleniem „obietnice” i „figury” Starego Testamentu stają się „rzeczywistością”: miejsca, osoby, wydarzenia i obrzędy splatają się w całość zgodnie ze szczegółowymi poleceniami Bożymi, przekazywanymi za pośrednictwem anielskich posłańców i przyjmowanymi przez istoty szczególnie wrażliwe na głos Boga. Maryja jest pokorną służebnicą Pańską, przygotowaną od początku czasów do roli Matki Boga; Józef jest tym, którego Bóg wybrał, aby „strzegł porządku przy narodzeniu się Pana”27, jego zadaniem jest zatroszczyć się o „uporządkowane” wprowadzenie Syna w świat, z zachowaniem Boskich nakazów i praw ludzkich. Całe tak zwane życie „prywatne” czy „ukryte” Jezusa powierzone jest jego opiece.

SPIS LUDNOŚCI

9. Udając się do Betlejem z powodu spisu ludności, stosownie do zarządzenia prawowitej władzy, Józef spełnił wobec dziecka ważne i znamienne zadanie, by oficjalnie wpisać do rejestrów Cesarstwa imię „Jezus, syn Józefa z Nazaretu” (por. J 1, 45). Zapis ten ukazywał w sposób jawny, że Jezus należy do rodzaju ludzkiego, że jest człowiekiem pośród ludzi, obywatelem tego świata, podległym prawom i instytucjom państwowym, ale także „Zbawicielem świata”. Teologiczny sens tego historycznego faktu, bynajmniej nie drugorzędnego, dobrze ujmuje Orygenes: „Pierwszy spis ludności całej ziemi został przeprowadzony za panowania Cesarza Augusta i pośród wszystkich innych także Józef dał się zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna, jako że Jezus przyszedł na świat, zanim spis zakończono; kto wnikliwie to rozważy, dostrzeże pewną tajemnicę ukrytą w fakcie, iż tym spisaniem całej ziemi objęty został także Chrystus: skoro wszyscy zostali zapisani, wszystkich mógł uświęcić; skoro cała ziemia została spisana, ziemię dopuścił do komunii z sobą, po czym wszystkich ludzi wpisał do księgi żyjących, z niej zaś ci, co w Niego uwierzyli, zostali następnie zapisani w niebie, pośród świętych Tego, któremu chwała i panowanie na wieki wieków! Amen”28.

NARODZENIE W BETLEJEM

10. Jako powiernik tajemnicy „przed wiekami ukrytej w Bogu”, która na jego oczach zaczyna się urzeczywistniać „w pełni czasu”, Józef jest wraz z Maryją, w noc betlejemska, uprzywilejowanym świadkiem przyjścia na świat Syna Bożego. Łukasz pisze o tym: „Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie” (Łk 2, 6-7).

Józef był świadkiem naocznym tych narodzin, które dokonały się w warunkach po ludzku upokarzających, były więc pierwszą zapowiedzią owego dobrowolnego „wyniszczenia” (por. Flp 2, 5-8), jakie Chrystus przyjmie na siebie dla odkupienia grzechów. Równocześnie też Józef był świadkiem pokłonu pasterzy, którzy przybyli na miejsce urodzin Jezusa, gdy anioł zaniósł im tę wielką radosną wiadomość (por. Łk 2, 15-16); był też później świadkiem pokłonu Mędrców ze Wschodu (por. Mt 2, 11).

OBRZEZANIE

11. Ponieważ obrzezanie syna jest pierwszym obowiązkiem religijnym ojca, Józef poprzez ten obrzęd (por. Łk 2, 21) dopełnia wobec Jezusa powinności, która jest jednocześnie jego prawem.

Zasada głosząca, że wszystkie obrzędy Starego Testamentu są cieniem rzeczywistości (por. Hbr 9, 9n.; 10, 1), pozwala nam zrozumieć, dlaczego Jezus im się poddał. Podobnie jak inne obrzędy, także obrzezanie znajduje w Jezusie swe „wypełnienie”. Przymierze Boga z Abrahamem, którego znakiem było obrzezanie (por. Rdz 17, 13), osiąga w Jezusie pełen skutek i ukoronowanie, to On bowiem jest owym „tak” wszystkich pradawnych obietnic (por. 2 Kor 1, 20).

NADANIE IMIENIA

12. W momencie obrzezania Józef nadaje dziecku imię Jezus. Tylko w tym imieniu można znaleźć zbawienie (por. Dz 4, 12); znaczenie tego imienia zostało objawione Józefowi w chwili jego „zwiastowania”: „Nadasz (Mu) imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów” (Mt 1, 21). Nadając imię, Józef obwieszcza, że w świetle prawa jest ojcem Jezusa, zaś wymawiając je, zapowiada Jego misję Zbawiciela.

OFIAROWANIE JEZUSA W ŚWIĄTYNI

13. Poprzez ten obrzęd, opisany w Ewangelii Łukasza (2, 22 n.), dokonuje się wykupienie pierworodnego syna; rzuca on też światło na późniejszy epizod, kiedy to dwunastoletni Jezus pozostaje w świątyni.

Wykup pierworodnego to jeszcze jeden obowiązek ojca, wypełniony przez Józefa. Pierworodny był symbolem ludu Przymierza, wykupionego z niewoli, by należeć do Boga. Także tutaj Jezus, który jest prawdziwą „ceną” wykupu (por. 1 Kor 6, 20; 7, 23; 1 P 1, 19), nie tylko „wypełnia” obrzęd Starego Testamentu, ale zarazem go przekracza, nie jest bowiem przedmiotem wykupu, ale Tym, od którego pochodzi zapłata.

Z Ewangelii dowiadujemy się, że „Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono” (Łk 2, 33), a szczególnie temu, co mówił Symeon, który w hymnie skierowanym do Boga wskazał na Jezusa jako na „zbawienie, które Bóg przygotował wobec wszystkich narodów”, nazwał Jezusa „światłem na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela”, a nieco dalej także „znakiem, któremu sprzeciwiać się będą” (por. Łk 2, 30-34).

UCIECZKA DO EGIPTU

14. Po ofiarowaniu w świątyni ewangelista Łukasz zapisuje: „A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta — Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim” (Łk 2, 39-40).

Jednakże według zapisu Mateuszowego, przed tym powrotem do Galilei należy umieścić także bardzo ważne wydarzenie, w którym raz jeszcze Boża Opatrzność odwołuje się do Józefa. Czytamy: „Gdy oni (tj. Mędrcy) odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić»” (Mt 2, 13). Herod przy okazji przybycia Mędrców ze Wschodu dowiedział się o narodzeniu „króla żydowskiego” (Mt 2, 2). Kiedy zaś Mędrcy odjechali, „kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch w Betlejem i całej okolicy” (por. Mt 2, 16). W ten sposób zabijając wszystkich, chciał zgładzić owego nowo narodzonego „króla żydowskiego”, o którym dowiedział się podczas pobytu Mędrców na swoim dworze. Jednakże Józef, usłyszawszy we śnie ostrzeżenie, „wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: Z Egiptu wezwałem Syna mego” (Mt 2, 14-15; por. Oz 11, 1).

Tak więc droga powrotna Jezusa z Betlejem do Nazaretu prowadziła przez Egipt. Jak Izrael wszedł na szlak wyjścia „z domu niewoli”, które to wyjście zapoczątkowało Stare Przymierze, tak i Józef, powiernik i współpracownik opatrznościowej tajemnicy Bożej, strzeże również na wygnaniu Tego, który wypełnia Nowe Przymierze.

JEZUS W ŚWIĄTYNI

15. Od chwili zwiastowania znalazł się Józef — wraz z Maryją — niejako wewnątrz tajemnicy „od wieków ukrytej w Bogu”, która przyoblekła się w ciało: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (J 1, 14). Zamieszkało wśród ludzi, w świętej Rodzinie nazaretańskiej — jednej z wielu rodzin tego galilejskiego miasteczka, jednej z wielu rodzin na ziemi Izraela. Tam Jezus wzrastał, „nabierał mocy, napełniał się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim” (por. Łk 2, 40). Ewangelie streszczają w kilku słowach ten długi okres życia „ukrytego”, poprzez który Jezus z Nazaretu przygotowuje się do swego mesjańskiego posłannictwa. Jeden tylko moment zostaje wydobyty z tego ukrycia i opisany w Ewangelii Łukaszowej: Pascha w Jerozolimie, gdy Jezus miał lat dwanaście.

Uczestniczył w tym święcie jako młodociany pielgrzym wspólnie z Maryją i Józefem. I oto, „kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice” (Łk 2, 43). Po upływie jednego dnia, zorientowawszy się, rozpoczęli poszukiwania „wśród krewnych i znajomych”. „Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami” (Łk 2, 46-47). Maryja pyta: „Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie” (Łk 2, 48). Odpowiedź Jezusa jest taka, że Oboje „nie zrozumieli tego, co im powiedział”. Powiedział zaś: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” (Łk 2, 49-50).

Słyszał tę odpowiedź Józef, o którym przed chwilą Maryja powiedziała „ojciec Twój”. Wszyscy tak mówili i tak myśleli. Jezus był „jak mniemano, synem Józefa” (Łk 3, 23). Niemniej, odpowiedź Jezusa w świątyni musiała odnowić w świadomości „domniemanego ojca” to, co usłyszał owej nocy, przed dwunastu laty: „Józefie … nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło”. Od tego momentu Józef wiedział, że jest powiernikiem Bożej tajemnicy. Jezus dwunastoletni nazwał tę tajemnicę po imieniu: „powinienem być w tym, co należy do mego Ojca”.

OPIEKUN I WYCHOWAWCA JEZUSA W NAZAREClE

16. Wzrastanie Jezusa „w mądrości, w latach i w łasce” (Łk 2, 52) dokonywało się w środowisku świętej Rodziny, pod opieką Józefa, na którym spoczywało wzniosłe zadanie „wychowania”, czyli żywienia i odziewania Jezusa, nauczenia Go Prawa i zawodu, zgodnie z powinnościami przypadającymi ojcu.

W liturgii eucharystycznej Kościół ze czcią wspomina „najpierw pełną chwały Maryję, zawsze Dziewicę … a także świętego Józefa”29, ponieważ „żywił on Tego, którego wierni mieli spożywać jako Chleb życia wiecznego”30.

Ze swej strony Jezus „był im poddany” (Łk 2, 51), szacunkiem odpłacając za troskę swych „rodziców”. Pragnął w ten sposób uświęcić obowiązki życia rodzinnego i pracy, które wypełniał u boku Józefa.

III – MĄŻ SPRAWIEDLIWY — OBLUBIENIEC

17. Na swej życiowej drodze, która była pielgrzymowaniem w wierze, Józef do końca pozostał wierny wezwaniu Bożemu, tak jak Maryja. jej życie było spełnianiem do końca owego pierwszego fint, jakie wypowiedziała w momencie zwiastowania. Józef natomiast, jak już mówiliśmy, w momencie swego „zwiastowania” nie wypowiedział żadnego słowa, a jedynie „uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański” (Mt 1, 24). A to pierwsze „uczynił” stało się początkiem „drogi Józefa”. W ciągu całej tej drogi Ewangelie nie zapisują żadnego słowa, jakie wypowiedział. Ale milczenie Józefa ma swą szczególną wymowę: poprzez to milczenie można w pełni odczytać prawdę, jaka zawiera ewangeliczne stwierdzenie: „mąż sprawiedliwy” (por. Mt 1, 19)

Trzeba umieć odczytywać tę prawdę, zawiera się w niej bowiem jedno z najważniejszych świadectw o mężczyźnie i jego powołaniu. Kościół w ciągu pokoleń coraz wnikliwiej i dokładniej odczytuje to świadectwo, jakby wyjmując ze skarbu tej dostojnej postaci „rzeczy nowe i stare” (Mt 13, 52)

18. „Mąż sprawiedliwy” z Nazaretu posiada nade wszystko wyraźne rysy oblubieńca. Ewangelista mówi o Maryi jako o „Dziewicy poślubione mężowi, imieniem Józef” (Łk 1, 27). Zanim zacznie się wypełniać „tajemnica od wieków ukryta w Bogu” (por. Ef 3, 9), Ewangelie stawiają przed nam obraz oblubieńca i oblubienicy. Zgodnie z obyczajem izraelskiego ludu obrzęd zaślubin obejmował dwa etapy: najpierw zawierano małżeństwo w sensie prawnym (były to właściwe zaślubiny), a dopiero po pewnym czasie mą: sprowadzał żonę do swego domu, Józef był więc „mężem” Maryi, zanim jeszcze z Nią zamieszkał; Maryja jednak zachowywała wewnętrzne pragnienie całkowitego oddania się wyłącznie Bogu. Można stawiać sobie pytanie, w jak sposób pragnienie to szło w parze z „zaślubinami”. Odpowiedź daje jedynie dalszy tok zbawczych wydarzeń — czyli szczególne działanie Boga samego Od momentu zwiastowania Maryja wie, iż swe dziewicze pragnienie oddania się Bogu w sposób wyłączny i całkowity ma wypełnić stając się Matką Syna Bożego. Macierzyństwo za sprawą Ducha Świętego jest tą formą oddania się Bogu, którego On sam oczekuje od Dziewicy „poślubionej” Józefowi Maryja wypowiada swoje fiat.

Okoliczność, że była „poślubiona” (czyli „przyrzeczona”) Józefowi — zawiera się w Bożym Planie. Wskazują na to obaj cytowani Ewangeliści, ale w sposób szczególny Mateusz. Słowa wypowiedziane do Józefa są bardzo znamienne: „nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki, albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło” (Mt 1, 20). Słowa te wyjaśniają tajemnicę Oblubienicy Józefa. Maryja jest Dziewicą w swym macierzyństwie. „Syn Najwyższego” przyjął w Niej ludzkie ciało i stał się „Synem Człowieczym”.

Bóg, który przemawia do Józefa słowami anioła, zwraca się do niego jako do Oblubieńca Dziewicy z Nazaretu. To, co się dokonało w Niej za sprawą Ducha Świętego, oznacza równocześnie szczególne potwierdzenie widzi oblubieńczej, jaka istniała już wcześniej między Józefem a Maryją. Zwiastun mówi do Józefa wyraźnie: „nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki ”. A zatem to, co się stało uprzednio — zaślubiny Józefa z Maryją — stało się wedle świętej woli Boga, winno przeto być zachowane. Maryja w swym Bożym macierzyństwie ma żyć dalej jako „Dziewica poślubiona mężowi” (por. Łk 1, 27).

19. W słowach nocnego „zwiastowania” Józef odczytuje nie tylko Bożą prawdę o niewypowiedzianym wręcz powołaniu swej Oblubienicy. Odczytuje zarazem na nowo prawdę o swoim własnym powołaniu. Ten „mąż sprawiedliwy”, który w duchu najlepszych tradycji ludu wybranego umiłował Dziewicę z Nazaretu, związał się z Nią oblubieńczą miłością, zostaje przez Boga samego na nowo wezwany i powołany do tej miłości.

„Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie”. To, co się w Niej poczęło, „jest z Ducha Świętego” — czyż nie na podstawie tych słów wypada przyjąć, że także i owa męska miłość Józefa do Maryi poczęła się wówczas na nowo z Ducha Świętego? Czyż nie trzeba myśleć o tej miłości Bożej, która rozlana w sercu ludzkim przez Ducha, który nam jest dany (por. Rz 5, 5), kształtuje najwspanialej wszelką ludzką miłość? Kształtuje również — i owszem, w sposób szczególny — miłość oblubieńczą małżonków, pogłębiając w niej wszystko to, co po ludzku godne i piękne, co nosi znamiona tego wyłącznego zawierzenia i przymierza osób, autentycznej „komunii” na podobieństwo Tajemnicy trynitarnej.

„Józef … wziął swoją Małżonkę do siebie, lecz nie zbliżał się do Niej, aż porodziła Syna” (Mt 1, 24-25). Te słowa wskazują zarazem na inną bliskość oblubieńczą. Głębia tej bliskości, duchowa intensywność zjednoczenia i obcowania osób — mężczyzny i kobiety — ostatecznie pochodzi od Ducha, który daje życie (por. J 6, 63). Józef, który był posłuszny Duchowi, odnalazł w Nim samym źródło miłości — swej oblubieńczej, męskiej miłości. Była to miłość większa od tej, jakiej mógł oczekiwać „mąż sprawiedliwy” wedle miary swego ludzkiego serca.

20. Liturgia wysławia Maryję jako „zjednoczoną z Józefem, mężem sprawiedliwym, więzią miłości dziewiczej i oblubieńczej”31. Mowa tu w istocie o dwóch rodzajach miłości, które łącznie ukazują tajemnicę Kościoła, dziewicy i oblubienicy, której to tajemnicy symbolem jest małżeństwo Maryi i Józefa. „Dziewictwo i celibat dla królestwa Bożego nie tylko nie stoją w sprzeczności z godnością małżeństwa, ale ją zakładają i potwierdzają. Małżeństwo i dziewictwo to dwa sposoby wyrażania i przeżywania jedynej Tajemnicy Przymierza Boga ze swym ludem”32, które jest komunią miłości między Bogiem i ludźmi.

Poprzez całkowite ofiarowanie siebie Józef wyraża bezinteresowną miłość do Matki Boga, składając Jej „małżeński dar z siebie”. Zdecydowany pozostać w ukryciu, by nie być przeszkodą dla Bożego planu dokonującego się w Niej, Józef wypełnia wyraźne polecenie otrzymane od anioła: przyjmuje Maryję do siebie i szanuje Jej wyłączną przynależność do Boga.

Z drugiej strony właśnie małżeństwo z Maryją stanowi źródło szczególnej godności Józefa i jego praw wobec Jezusa. „Bez wątpienia godność Matki Bożej jest tak wysoka, że nic większego stworzyć niepodobna. Ponieważ jednak św. Józef połączony był z Najświętszą Dziewicą węzłem małżeńskim, przeto niezawodnie najbardziej zbliżył się do owej wzniosłej godności, którą Bogarodzica wszystkie stworzenia o wiele przewyższyła. Małżeństwo bowiem jest najbardziej istotną społecznością i związkiem, i dlatego z natury swej domaga się wzajemnej wspólnoty wszystkich dóbr małżonków. Jeżeli zatem Bóg przeznaczył św. Józefa na małżonka Najświętszej Dziewicy, to uczynił go z pewnością nie tylko towarzyszem Jej życia, świadkiem Jej dziewictwa, obrońcą Jej cnoty, ale przez związek małżeński także uczestnikiem w Jej wzniosłej godności”33.

21. Miłość ta ukształtowała życie świętej Rodziny naprzód w ubóstwie Betlejemu, potem na uchodźstwie w Egipcie, z kolei — po powrocie — w Nazarecie. Kościół otacza głęboką czcią świętą Rodzinę, stawiając ją wszystkim rodzinom za wzór. Święta Rodzina z Nazaretu, bezpośrednio związana z tajemnicą Wcielenia, sama też jest szczególną tajemnicą. Równocześnie — podobnie jak we Wcieleniu — do tajemnicy tej należy prawdziwe ojcostwo: ludzki kształt Rodziny Syna Bożego — prawdziwa ludzka rodzina, ukształtowana przez tajemnicę Bożą. W tej Rodzinie Józef jest ojcem. Nie jest to ojcostwo pochodzące ze zrodzenia, ale nie jest ono „pozorne” czy też tylko „zastępcze”. Posiada pełną autentyczność ludzkiego ojcostwa, ojcowskiego posłannictwa w rodzinie. Zawiera się w tym konsekwencja jedności hipostatycznej: Człowiek przyjęty (homo assumptus) do jedności Boskiej Osoby Słowa-Syna — Jezus Chrystus. Wraz z takim „przyjęciem” (assumptio) człowieczeństwa w Chrystusie zostaje także „przyjęte” wszystko, co ludzkie, a w szczególności — rodzina, jako pierwszy wymiar Jego bytowania na ziemi. W tym kontekście zostaje również „przyjęte” ludzkie ojcostwo Józefa.

Na tej zasadzie nabierają właściwego znaczenia słowa Maryi skierowane do dwunastoletniego Jezusa w świątyni: „ojciec Twój i ja… szukaliśmy Ciebie”. Jest to nie tylko wyrażenie „umowne”: słowa Matki Jezusa wskazują na całą rzeczywistość Wcielenia, która należy do tajemnicy Rodziny z Nazaretu. Józef, który swoje ludzkie ojcostwo w stosunku do Jezusa przyjął od początku przez „posłuszeństwo wiary”, idąc za światłem Ducha Świętego, które przez wiarę udziela się człowiekowi, zapewne też coraz pełniej odkrywał niewysłowiony dar tego ojcostwa.

IV – PRACA WYRAZEM MIŁOŚCI

22. Codziennym wyrazem tej miłości jest w życiu Rodziny nazaretańskiej praca. Zapis ewangeliczny utrwalił rodzaj tej pracy, przez którą Józef starał się zapewnić utrzymanie Rodzinie: cieśla. To jedno słowo obejmuje ciąg wszystkich lat życia Józefa w Nazarecie. Dla Jezusa są to lata życia ukrytego, o których mówi Ewangelista (po wydarzeniu w świątyni jerozolimskiej): „… poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany” (Łk 2, 51). Owo „poddanie”, czyli posłuszeństwo Jezusa w domu nazaretańskim bywa powszechnie rozumiane również jako uczestniczenie w pracy Józefa. Ten, o którym mówiono, że jest „synem cieśli”, uczył się pracy od swego domniemanego „ojca”. Jeżeli Rodzina z Nazaretu jest w porządku zbawienia i świętości przykładem i wzorem dla ludzkich rodzin, to podobnie i praca Jezusa przy boku Józefa-cieśli. W naszej epoce Kościół szczególnie to uwydatnił poprzez wspomnienie liturgiczne Józefa-Rzemieślnika w dniu 1 maja. Praca ludzka (w szczególności praca fizyczna) znalazła szczególne miejsce w Ewangelii. Wraz z człowieczeństwem Syna Bożego została ona przyjęta do tajemnicy Wcielenia. Została też w szczególny sposób odkupiona. Józef z Nazaretu, przez swój warsztat, przy którym pracował razem z Jezusem, przybliżył ludzką pracę do tajemnicy Odkupienia.

23. Ważną rolę w procesie ludzkiego wzrastania Jezusa „w mądrości, w latach i w łasce” odgrywała cnota pracowitości, jako że „praca jest dobrem człowieka”, które „przekształca przyrodę” i sprawia, że człowiek „poniekąd bardziej staje się człowiekiem”34.

Ze względu na wielkie znaczenie pracy w życiu człowieka, wszyscy ludzie powinni rozumieć i w pełni przeżywać jej sens, aby „przez nią przybliżać się do Boga — Stwórcy i Odkupiciela, uczestniczyć w Jego zbawczych zamierzeniach w stosunku do człowieka i świata, i pogłębiać w swym życiu przyjaźń z Chrystusem, podejmując przez wiarę żywy udział w Jego trojakim posłannictwie: Kapłana, Proroka i Króla”35.

24. Mowa tu w istocie o uświęceniu życia rodzinnego, które powinno stać się udziałem każdego człowieka wedle jego stanu, i do którego drogę wskazuje wzór dostępny dla wszystkich: „Św. Józef jest wzorem dla pokornych, których chrześcijaństwo wynosi do wielkich przeznaczeń; dowodzi on, że aby być dobrym i autentycznym naśladowcą Chrystusa, nie trzeba dokonywać ”wielkich rzeczy„, ale wystarczy posiąść cnoty zwyczajne, ludzkie, proste — byle prawdziwe i autentyczne”36.

V – PRYMAT ŻYCIA WEWNĘTRZNEGO

25. Nad pracą Cieśli w domu nazaretańskim rozpościera się ten sam klimat milczenia, który towarzyszy wszystkiemu, co jest związane z postacią Józefa. Milczenie to równocześnie w sposób szczególny odsłania wewnętrzny profil tej postaci. Ewangelie mówią wyłącznie o tym, co Józef „uczynił”. Jednakże w tych osłoniętych milczeniem „uczynkach” Józefa pozwalają odkryć klimat głębokiej kontemplacji: Józef obcował na co dzień z tajemnicą „od wieków ukrytą w Bogu”, która „zamieszkała” pod dachem jego domu. Można zrozumieć, dlaczego św. Teresa od Jezusa, wielka reformatorka kontemplacyjnego Karmelu, stała się szczególną odnowicielką kultu św. Józefa w zachodnim chrześcijaństwie.

26. Całkowita ofiara, jaką Józef złożył ze swego istnienia, aby godnie przyjąć Mesjasza we własnym domu, znajduje wytłumaczenie „w niezgłębionym życiu wewnętrznym, które kierowało jego postępowaniem i było dlań źródłem szczególnych pociech; to z niego czerpał Józef rozwagę i siłę — właściwą duszom prostym i jasnym — dla swych wielkich decyzji, jak wówczas gdy bez wahania podporządkował Bożym zamysłom swoją wolność, swoje prawo do ludzkiego powołania, swoje szczęście małżeńskie, godząc się przyjąć w rodzinie wyznaczone sobie miejsce i ciężar odpowiedzialności, ale rezygnując, mocą nieporównanej dziewiczej miłości, z naturalnej miłości małżeńskiej, która tworzy rodzinę i ją podtrzymuje”37.

To poddanie się Bogu, będące gotowością woli do poświęcenia się Jego służbie, nie jest niczym innym jak praktyką pobożności, która stanowi jeden z przejawów cnoty religijności38.

27. Wspólnota życia Józefa i Jezusa skłania nas jeszcze do rozważenia tajemnicy Wcielenia właśnie w aspekcie człowieczeństwa Chrystusa, tego Boskiego narzędzia skutecznie służącego uświęceniu człowieka: „Mocą Bóstwa Chrystusa, Jego ludzkie czyny były dla nas zbawienne, będąc przyczyną łaski tak ze względu na ich moc zasługującą, jak też dzięki swej niezawodnej skuteczności”39.

Pośród tych czynów Chrystusa Ewangeliści przyznają uprzywilejowane miejsce czynom odnoszącym się do tajemnicy paschalnej, ale także podkreślają znaczenie fizycznego kontaktu z Jezusem w przypadkach uzdrowień (por. np. Mk 1, 41) oraz wpływ, jaki wywarł On na Jana Chrzciciela, gdy obaj pozostawali jeszcze w łonach swych matek (por. Łk 1, 41-44).

Jak widzieliśmy, świadectwo apostolskie nie pominęło relacji o narodzeniu Jezusa, obrzezaniu, ofiarowaniu w świątyni, ucieczce do Egiptu i ukrytym życiu w Nazarecie, a to ze względu na „tajemnicę” łaski zawartej w tych wszystkich wydarzeniach, które mają moc zbawczą, albowiem wypływają z samego źródła miłości: Bóstwa Chrystusa. Jeśli ta miłość poprzez Jego człowieczeństwo promieniowała na wszystkich ludzi, z jej dobrodziejstwa z pewnością skorzystali najpierw ci, którzy z woli Bożej pozostawali w największej zażyłości z Nim: Maryja, Jego Matka i domniemany ojciec, Józef40.

„Ojcowska” miłość Józefa z pewnością wpływała na „synowską” miłość Jezusa i wzajemnie — „synowska” miłość Jezusa wpływała na pewno na „ojcowską” miłość Józefa: jakże zatem zmierzyć głębię tej jedynej w swoim rodzaju więzi? Dusze szczególnie wrażliwe na działanie Boskiej miłości słusznie widzą w Józefie świetlany przykład życia wewnętrznego.

W Józefie urzeczywistnia się także idealne przezwyciężenie pozornego napięcia między życiem czynnym i kontemplacyjnym, możliwe dla tego, kto posiadł doskonałą miłość. Idąc za znanym rozróżnieniem między miłością prawdy (caritas veritatis) a koniecznością miłości (necessitas caritatis)41, możemy powiedzieć, że Józef przeżył zarówno miłość prawdy, czyli czystą, kontemplacyjną miłość Boskiej Prawdy, która promieniowała z człowieczeństwa Chrystusa, jak i konieczność miłości, czyli równie czystą miłość służby, jakiej wymagała opieka nad tym człowieczeństwem i jego rozwój.

VI – PATRON KOŚCIOŁA NASZYCH CZASÓW

28. Gdy nadeszły trudne czasy dla Kościoła, Pius IX, „chcąc zawierzyć go szczególnej opiece świętego Patriarchy, ogłosił Józefa «Patronem Kościoła katolickiego»”42. Wiedział, że akt ten nie był czymś przejściowym, ponieważ ze względu na wyjątkową godność, „jakiej Bóg udzielił najwierniejszemu słudze swemu, Kościół święty zawsze czcił i wychwalał, a po Najświętszej Pannie najgorętszym św. Józefa otaczał uwielbieniem, uciekając się do niego w największych potrzebach i niebezpieczeństwach”43.

Jakie są przyczyny tak wielkiej ufności? Leon XIII wyjaśnia je następująco: „Szczególna przyczyna tego, że św. Józef jest opiekunem Kościoła i że Kościół tak wiele się spodziewa po jego opiece i troskliwości, tkwi w tym, że był małżonkiem Maryi i domniemanym ojcem Jezusa Chrystusa … Józef był prawnym i naturalnym stróżem, opiekunem i obrońcą Rodziny świętej … Dlatego jest rzeczą słuszną i należy się św. Józefowi przede wszystkimi innymi, aby teraz swą niebieską potęgą strzegł i bronił Kościoła Chrystusowego tak, jak ongiś najsumienniej strzegł Rodziny z Nazaretu, gdzie było tego potrzeba”44.

29. Trzeba modlić się o to orędownictwo; jest ono ustawicznie potrzebne Kościołowi nie tylko dla obrony przeciw pojawiającym się zagrożeniom, ale także i przede wszystkim dla umocnienia go w podejmowaniu zadania ewangelizacji świata i nowej ewangelizacji obejmującej „kraje i narody, w których niegdyś — jak napisałem w Adhortacji apostolskiej Christifideles laici — religia i życie chrześcijańskie kwitły … dzisiaj wystawione są na ciężką próbę”45. Aby nieść po raz pierwszy prawdę o Chrystusie, lub głosić ją ponownie tam, gdzie została zaniedbana czy zapomniana, Kościół potrzebuje szczególnej „mocy z wysokości” (por. Łk 24, 49; Dz 1, 8), będącej z pewnością darem Ducha Pańskiego, jak również owocem wstawiennictwa i przykładu jego Świętych.

30. Pokładając ufność w przemożnym wstawiennictwie św. Józefa, Kościół widzi w nim również wspaniały wzór nie tylko dla poszczególnych stanów życia, ale dla całej chrześcijańskiej wspólnoty, niezależnie od warunków życia i zadań, jakie w niej pełni każdy z wiernych.

Jak stwierdza Konstytucja Soboru Watykańskiego II o Objawieniu Bożym, fundamentalną postawą całego Kościoła winno być „nabożne słuchanie Słowa Bożego”46, czyli całkowita gotowość wiernego służenia zbawczej woli Boga objawionej w Jezusie. I oto już na początku dziejów odkupienia odnajdujemy wcielony wzór posłuszeństwa — po Maryi — właśnie w Józefie, który wyróżnił się wiernym wypełnieniem Bożych przykazań.

Paweł VI zachęcał do wzywania jego opieki, „tak jak Kościół w ostatnich czasach zwykł wzywać jej dla siebie, przede wszystkim w kontekście spontanicznej refleksji teologicznej nad więzią między działaniem Bożym i ludzkim w wielkiej ekonomii odkupienia, w której to pierwsze działanie — Boże — jest całkowicie samowystarczalne, to drugie zaś — ludzkie, nasze — choć samo do niczego niezdolne (por. J 15, 5), nigdy nie jest zwolnione z obowiązku pokornej, ale niezbędnej i uszlachetniającej współpracy. Kościół wzywa też św. Józefa jako swego obrońcę, kierowany głębokim i bardzo aktualnym dziś pragnieniem wzbogacenia swego wielowiekowego istnienia prawdziwymi cnotami ewangelicznymi, którymi jaśnieje św. Józef”47.

31. Kościół przemienia te swoje potrzeby w modlitwę. Przypominając, że Bóg „powierzył młodość naszego Zbawiciela wiernej straży świętego Józefa, prosi Go, by pozwolił Kościołowi wiernie współpracować z dziełem zbawienia, by dał mu taką samą wierność i czystość serca, z jaką Józef służył Słowu Wcielonemu, by mógł, za przykładem i wstawiennictwem Świętego, postępować przed Bogiem drogami świętości i sprawiedliwości”48.

Już przed stu laty papież Leon XIII wezwał świat katolicki do modlitwy o opiekę św. Józefa, patrona całego Kościoła. Encyklika Quamquam pluries odwoływała się do tej „troskliwości ojcowskiej”, jaką św. Józef „otaczał Dziecię Jezus”, i jako „Opatrznościowemu Stróżowi Bożej Rodziny” polecała mu całe to „dziedzictwo, które Jezus Chrystus nabył swoja krwią”. Od tego czasu Kościół — jak wspomniałem na początku — błaga o opiekę św. Józefa „przez tę miłość, która łączyła Go z Niepokalaną Dziewica Bogurodzicą”, i poleca mu wszystkie swoje troski i zagrożenia wielkie ludzkiej rodziny.

Dziś także mamy wiele powodów, aby tak samo się modlić: „Oddal od nas ukochany Ojcze, wszelką zarazę błędów i zepsucia … przybądź nam łaskawie z pomocą niebiańską w walce z mocami ciemności … a jak niegdyś uratowałeś Dziecię Jezus od niebezpieczeństwa, które groziło Jego życiu tak teraz broń Kościoła Bożego od wrogich zasadzek i wszelkiej przeciwności”49. Dziś też mamy nieustanne powody do tego, aby św. Józefowi polecać każdego człowieka.

32. Jest moim gorącym życzeniem, aby niniejsze przypomnienie postaci św. Józefa odnowiło w nas także pamięć tej modlitwy, jaką przed stu laty mój Poprzednik polecił do niego zanosić. Z pewnością bowiem modlitwa ta, a przede wszystkim sama postać Józefa z Nazaretu nabiera dla Kościoła naszych czasów szczególnej aktualności w związku z nowym Tysiącleciem chrześcijaństwa.

Sobór Watykański II na nowo uwrażliwił wszystkich na „wielkie sprawy Boże”, na tę „ekonomię zbawczej tajemnicy”, w której Józef w sposób szczególny uczestniczył. Polecając się przeto opiece tego, któremu Bóg sam „powierzył straż nad swymi najcenniejszymi i największymi skarbami”50, równocześnie uczymy się od niego służyć „zbawczej ekonomii”. Niech św. Józef stanie się dla wszystkich szczególnym nauczycielem uczestnictwa w mesjańskiej misji Chrystusa, która jest w Kościele udziałem każdego i wszystkich: małżonków i rodziców, Judzi żyjących z pracy rąk czy te: z jakiejkolwiek innej pracy, osób powołanych do życia kontemplacyjne go, jak i do apostolstwa.

Mąż sprawiedliwy, który nosił w sobie całe dziedzictwo Starego Przymierza, równocześnie został wprowadzony przez Boga w początki Przymierza Nowego i Wiecznego w Jezusie Chrystusie. Niech nam ukazuje drogi tego zbawczego Przymierza na progu Tysiąclecia, w którym ma trwać i dalej się rozwijać „pełnia czasu” związana z niewysłowioną tajemnicą Wcielenia Słowa

Niech św. Józef wyprasza Kościołowi i światu, każdemu z nas, błogosławieństwo Ojca i Syna i Ducha Świętego.

W Rzymie, u Św. Piotra, dnia 15 sierpnia, w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, w roku 1989, jedenastym mojego Pontyfikatu.
Jan Paweł II

 

_________________________________________________________________________________________________

Czytelnia

_________________________________________________________________________________________________

Doug Fields

Przestań gonić wiatr i zajmij się żoną

Żadne pieniądze nie zastąpią waszej małżeńskiej relacji, która jest bezcenna. Podobnie jak żaden zawodowy sukces nie przyniesie wam tyle szczęścia, co spełnienie w małżeństwie…

Dedykacja autora:
Cathy Fields, przy Tobie łatwo być wspaniałym mężem!
Żałuję, że nie potrafię zdefiniować i zmieścić w słowach wszystkiego, kim jesteś i co robisz – zasady te mogłyby pomóc tylu małżeństwom na całym świecie. Jesteś najbardziej niezwykłą kobietą, jaką znam. A myśl o spędzeniu z Tobą kolejnych trzydziestu lat napawa mnie ogromną radością!
Dziękuję Ci, że zainspirowałaś mnie do napisanie tej książki.

Kiedy byłem mały, podobnie jak większość chłopców marzyłem o tym, żeby zostać bohaterem. Szczególnie imponował mi Batman, a potem, już jako buzującemu hormonami gimnazjaliście, bardziej odpowiadał mi Niewidzialny Człowiek… z wiadomych powodów.

Następnie moje marzenia ewoluowały ku sylwetkom zawodowych sportowców. Pragnąłem być jednym z nich. Tydzień w tydzień pochłaniałem ilustrowany magazyn sportowy, marząc o tym, jak miałoby wyglądać moje życie. Inspirowali mnie sportowcy zdobywający najwięcej punktów dla drużyny, na których punkcie kibice szaleli z radości. Wyobrażałem sobie, że któregoś dnia ja również zdobędę taką sławę.

Na studiach zauważyłem, że moje marzenia o sporcie zaczynają słabnąć. Zrozumiałem, że aby osiągnąć sukces w sporcie, muszę być naprawdę dobry w danej dziedzinie. Nawet jeśli byłem ponadprzeciętnie uzdolniony, to potrzebne jeszcze były systematyczność i trening. Na samą myśl o morderczych treningach robiło mi się słabo, podczas gdy wzrastała we mnie miłość do twinkies – słodkich, nadziewanych kremem ciasteczek. Pochłaniałem je w dużych ilościach – byłem w tym naprawdę świetny. Nie trzeba zatem dodawać, że odpuściłem sobie marzenia o zostaniu sportowcem roku.

Tymczasem pragnienie bycia wielkim wciąż mi towarzyszyło. Myślałem o tym często, chociaż nie miałem pojęcia, jak je zrealizować. Kiedy zostałem mężem, miałem nadzieję spełnić się w sypialni, ale po ponad trzydziestu latach małżeństwa Cathy, moja żona, nadal nie wręczyła mi żadnej statuetki. Nie poddaję się jednak.

Pragnienie wielkości jest wpisane w męskie serce. Założę się, że jako chłopcu ani razu nie przyszedł ci do głowy plan typu: „Będę dążył do przeciętniactwa z nadzieją, że nigdy nie osiągnę czegoś wielkiego”. A jednak gdzieś po drodze twoje marzenia o wielkości zderzyły się z rzeczywistością. Nie, nie porzuciłeś tych marzeń, po prostu życie z całym jego ogromnym bagażem stanęło na przeszkodzie do ich realizacji: obowiązki, cierpienie, rozczarowanie, kariera, relacje, które wymagały pracy albo zupełnie nie działały, wszystkie niedorzeczne i niespełnione potrzeby, małżeństwo, dzieci, i wszystko inne.

A oto i smutna prawda: Kiedy nasze marzenia słabną, przestawiamy się na mniejsze oczekiwania. Niestety, wielu z nas zgadza się na wciskane nam przez współczesną kulturę definicje mężczyzny. Według nich powinniśmy gonić za zdobyczami materialnymi… I my, niestety, wierzymy w te wszystkie bzdury.

Tymczasem to, za czym gonimy, wcale nie jest istotne. To kwestia drugorzędna. Możemy uganiać się za prestiżowym stanowiskiem, grubą kasą, za honorami i zaszczytami, władzą i pięknymi kobietami… lub za czymkolwiek innym. Ale tym, co się naprawdę liczy, jest pogoń sama w sobie. Każdy mężczyzna, który brał udział w takiej pogoni, doskonale wie, że nawet jeśli zdobędzie to, za czym gonił, pogoń i tak nigdy się nie kończy. Zawsze znajdzie się kolejny cel!

To smutne, że mężczyznom wciąż jest za mało. Chcemy, żeby inni ludzie (a szczególnie mężczyźni) wiedzieli, że udało nam się zdobyć, złapać i wygrać coś po drodze. Dlatego faceci mają tak wielkie upodobanie w gromadzeniu trofeów. Zauważmy, że to panowie chwalą się przed światem kolejnymi młodymi żonkami, a nie panie. Raczej nie słychać, żeby jakaś kobieta rozpowiadała o swoim nowym mężu, chwaląc się nim wokoło. Dlaczego? Wszyscy wiemy, że to nie panie wymyśliły trofea. To dzieło panów. Kobiety mają na swoim koncie inne gadżety: pamiętniki, kulinarne akcesoria, kosmetyki itp.

Dookoła pełno stereotypowych mężczyzn, odpowiadających kulturowym wzorcom. Taki ktoś uwielbia za czymś gonić, pracuje ciężko, jest silny, dumny, zdobywa świat, podbija otoczenie, awansuje, stawia na swoim, robi to, co mu się podoba, a kiedy już pije piwo, to koniecznie z najwyższej półki.

Nasza cywilizacja maluje obraz męskiego faceta, którym rządzą myśli typu: „Muszę zrobić kolejny deal”. „Muszę podpisać kolejny kontrakt”. „Muszę kupić kolejne mieszkanie”. „Muszę dobić kolejnego targu”. „Muszę refinansować kredyt”. „Muszę być od niego lepszy”. „Muszę dostać ten awans”. „Chcę mieć to, co on ma”. „Muszę mieć jeszcze więcej”. „Muszę zdobywać kolejne rzeczy”.

Wygląda na to, że do zrozumienia potrzeby mężczyzny, który musi za czymś gonić, konieczne będzie cofnięcie się o tysiące lat. Król Salomon to jeden z najbogatszych i najmądrzejszych ludzi, jaki kiedykolwiek żył, jest on również autorem biblijnej Księgi Koheleta. Salomon miał wszystko, o czym tu mówimy. Podczas czterdziestu lat jego rządów wzniósł jedne z bardziej monumentalnych budowli, w tym świątynię jerozolimską. Posiadał tysiące koni i rydwanów. Zgromadził ogromne bogactwa i wiele skarbów. Miał też słabość do kobiet, i to wielką, o czym świadczy siedemset żon i trzysta konkubin.

Poważnie? Potrzebował tysiąc kobiet? No cóż, nie chciałbym widzieć jego karty płatniczej po święcie Chanuka.

Salomon był mistrzem pogoni. A jednak rozmyślając o tym, co udało mu się osiągnąć, napisał: „I przyjrzałem się wszystkim dziełom, których dokonały moje ręce, i ogromnemu trudowi, który przy tym poniosłem. I oto zobaczyłem, że wszystko jest marnością i pogonią za wiatrem i że nie ma z tego żadnej korzyści pod słońcem” (Koh 2, 11).

Tymczasem my kupiliśmy kulturową definicję męskości. Jesteśmy uzależnieni od pogoni. Jesteśmy tym bardziej zajęci, im ważniejsi się czujemy. Jednakże gonimy tylko za wiatrem, podobnie jak niegdyś Salomon. Jesteśmy zbyt zajęci, żeby zauważyć, że pośpiech zabija nasze dusze, rani nasze żony i niszczy małżeństwa.

Niektórzy z czytających tę książkę mają romans na boku. Niekoniecznie z inną kobietą, lecz z wiatrem. Twoja praca stanowi dla ciebie obiekt uczuć. Komórka to pani twojego życia, a laptop jest twoją kochanką. Trudzisz się i mozolisz dla wiatru. A kiedy żona pokazuje ci żółtą kartkę, ostrzegając, że praca staje się dla ciebie wszystkim i na nic nie masz już czasu, przyjmujesz postawę obronną: „Muszę to wszystko robić, żebyś ty mogła żyć tak, jak chcesz”.

Doprawdy? Możliwe, że twoja żona docenia styl życia, który może prowadzić dzięki twojej pogoni. Ale w mgnieniu oka zrezygnowałaby z tego, gdyby tylko mogła mieć więcej ciebie. Ona nie chce twoich prezentów, ona pragnie twojej obecności.

Za każdym razem, gdy prowadzę konferencje dla kobiet, wołają głośno, że nasza pogoń nie jest ich pogonią. Mówią: „Wolałabym, żeby zarabiał mniej pieniędzy, a częściej bywał w domu”.„Jest tak pochłonięty pracą, że nie ma czasu dla domu”.„Kiedyś myślałam, że robi to dla rodziny, ale teraz wiem, że chodzi o jego ego”.

Panowie, tak, ma wami kierować troska o zapewnienie bytu rodzinie. To jest ziarno prawdy, uwarunkowanie dane wam od Boga, uświęcony trybik pogoni. Jednakże większość z nas zakopała prawdę głęboko pod warstwami własnych korzyści i potrzeby samospełnienia, tak że w końcu nie potrafi jej dostrzec. I oto pogoń staje się celem sama w sobie.

Nie zamierzam mówić, że należy mniej pracować, sugeruję tylko, że jeśli definiujecie waszą wartość pogonią – za ambicjami, pracą, kolejnymi osiągnięciami – to gonicie za wiatrem, co w ostatecznym rozrachunku zupełnie nie ma sensu.

Zabieganie stało się symbolem nowej jakości życia. Ma zyskać nam szacunek otoczenia. Ciągle słyszymy następujące rozmowy:

– Jak leci? Wciąż zajęty?
– Jestem zawalony pracą! A ty?
– Tak, aż po czubek głowy!
– U mnie podobnie. W firmie jest naprawdę gorąco, kto by pomyślał.
– Słyszałem. Komu potrzebny sen?
– Cieszę się, że u ciebie wszystko w porządku.
– Dzięki. Powodzenia!.

Przepraszam, ale takie podejście graniczy z szaleństwem! Nie chcę udawać, że nigdy nie jestem zajęty. Pośpiech to coś, z czym nieustannie się zmagam, ale całe to zabieganie przestało mnie zachwycać, także i w życiu innych osób.

Nauczyłem się już (na przykładzie własnego życia oraz obserwacji innych ludzi), że nieustanna gonitwa świadczy zwykle o jakimś zranieniu.

Kiedy mężczyzna opowiada mi, jak bardzo jest zajęty, zwykle oznacza to, że w jego życiu występuję jakaś rysa: w relacjach, w sferze emocjonalnej, duchowej bądź w każdym z tych trzech obszarów. Życie w nieustannym biegu ma swoją cenę i jest ona zwykle bardzo wysoka.

Pośpiech będący następstwem pogoni to pierwszy wróg, który nie pozwala ci być bohaterem żony. Pogoń podkopuje twoje relacje, a szczególnie tę najważniejszą więź: z twoją żoną. Uzależniony od pogoni, nie masz czasu na budowanie lub pogłębianie relacji małżeńskiej. Przestajesz skupiać się na tym, co naprawdę ważne, a ludzie, których kochasz, już cię nie interesują. Max Lucado, jeden z moich najbardziej ulubionych autorów, napisał:

To ekspert w okradaniu cię z blasku, który zastępuje szaroburą nutą (…). Jego strategia jest bardzo zwodnicza (…).
On nie zabierze ci domu, ale zrobi coś znacznie gorszego. Pokryje go znajomą warstwą monotonii. Wieczorowe ubrania zastąpi szlafrokami, wieczory w mieście wieczorami spędzanymi w fotelu, a romantyczność przeobrazi w rutynę. Ślubne zdjęcia w przedpokoju pokryje kurzem wczorajszego dnia, aż staną się wspomnieniem innej pary w innym czasie …
Nieprzeczytane książki, niedokończone gry, samotne serca i zmarnowane szanse. A wszystko dlatego, że trucizna zwyczajności znieczuliła twoją wrażliwość na magię chwili [1].

Pogoń sprawia, że stajesz się zbyt zajęty i nieobecny. Coś musi się zmienić albo sytuacja odbije się na twoim małżeństwie.

Jakiś czas temu wygłaszałem mowę pożegnalną na pogrzebie bardzo zamożnego człowieka, który zmarł zaraz po pięćdziesiątce z powodu przepracowania. To był smutny pogrzeb. Każdy, kto znał tego mężczyznę, wspominał o jego uczciwości w biznesie, zawodowych osiągnięciach (trofeach) oraz o jego majątku. Nie ulegało wątpliwości, że osiągnął sukces w biznesie. Posiadał kilka domów i mnóstwo innych rzeczy świadczących o jego pracowitości. Zasmuciło mnie jednak ogromnie, gdy dowiedziałem się, jak kiepskim był mężem i ojcem. Rzadko bywał w domu, żeby cieszyć się jego najcenniejszym skarbem – rodziną.

Minęło kilka lat i udzielałem ślubu wdowie po tym mężczyźnie, która postanowiła wyjść powtórnie za mąż. I wiecie co? Jej nowy mąż korzysta obecnie z owoców pracy nieżyjącego już mężczyzny, która niewątpliwie przyczyniła się do zawału jego serca. Chciałbym zapytać tego zmarłego: „I jak wyszła panu cała ta pogoń za wiatrem?”.

A oto i epilog do tej smutnej historii: W rzeczywistości mężczyzna ten nie potrzebował kolejnych gadżetów. Chodziło mu po prostu o pogoń samą w sobie. Umarł, goniąc wiatr. Żona nie chciała wszystkich tych zabawek. Ona pragnęła mieć męża. Obydwoje na tym stracili.

Kiedy uzależniamy się od pogoni, nie zostawiamy naszym żonom niczego poza materialnymi dobrami i poczuciem żalu. Powtórzę to raz jeszcze, mając nadzieję, że dotrze to do waszych głów: Twoja żona nie potrzebuje prezentów, które daje jej twoja pogoń, ani pozycji społecznej, za którą stoi twój brak czasu. Ona pragnie żywej i bliskiej relacji z tobą, a do tego konieczna jest twoja obecność. Wymaga to od ciebie decyzji o inwestowaniu czasu i energii we wspólne (jedyne) życie.

Dodam jeszcze ziarno biblijnej prawdy, żeby dokończyć puentę: Biblia nie wspomina o tym, że mężczyzna będzie stanowić jedność z pracą, z dziećmi, posługą charytatywną czy z jakąś pasją lub grą w golfa, bądź z wymarzoną drużyną futbolową. Nie, on ma połączyć się z żoną. Jeśli więc gonisz za czymś kosztem jedności z żoną, to oznacza to pogoń za wiatrem.

Kiedy mężczyzna goni za wiatrem, nie ma szansy na to, aby być bohaterem. Bohaterstwo tworzy się wtedy, gdy mężczyzna rozpoznaje, że gonił za niewłaściwymi rzeczami i uświadamia sobie, że obiektem tej pogoni powinna być jego żona.

Panowie, pamiętacie wasze pierwsze randki z żoną? Kiedy uganialiście się za nią, flirtowaliście z nią, próbowaliście zwrócić na siebie jej uwagę, skupić na sobie jej myśli i uczucia? Powróćcie do tych dni. Zacznijcie znowu uganiać się za własnymi żonami! Żadne pieniądze nie zastąpią waszej małżeńskiej relacji, która jest bezcenna. Podobnie jak żaden zawodowy sukces nie przyniesie wam tyle szczęścia, co spełnienie w małżeństwie.

Bądź jej bohaterem! Uganiaj się za nią. Nie przestawaj za nią gonić. Nigdy. To jest pogoń, od której warto się uzależnić. Tylko taka pogoń zaowocuje zdrowym, pełnym życia i rozwijającym się małżeństwem.

Pod wieloma względami ta książka stanowi poradnik, jak uganiać się za swoją żoną. Po następnym rozdziale (o seksie) przedstawiam sprawdzone sposoby na to, jak utrzymywać małżeństwo w stanie ciągłego rozkwitu. Oznacza to również odkrywanie tajemnic, które prowadzą do częstszego i lepszego seksu. Bez spoiwa, którym jest fizyczna i emocjonalna bliskość (wyjaśnię później istotę „emocjonalnej bliskości”) nie przetrwa nawet najlepsze małżeństwo. Z całą pewnością modlitwa, czytanie Biblii i wzajemna służba są fantastycznymi i potrzebnymi elementami, ale jeśli zabraknie tam spoiwa bliskości, to będziemy mieć do czynienia nie z parą stanowiącą jedno ciało, lecz z parą nietkniętą.

Wiem, że… nie chcecie zadowalać się nietykalnością.

Siedem kroków – zaczniemy je omawiać w 3 rozdziale – mówiących o tym, co robić, żeby mąż i żona byli jedno, żeby mąż sprawdzał się w swojej roli, był bohaterem dla swojej żony oraz w każdym możliwym obszarze – to prawie cała moja wiedza o tym, jak nie zadowalać się życiem w nietykalności (i nie pozwolić na to także jej). Niewielu mężczyzn potrafi zastosować od razu wszystkie te zasady, jednakże w ciągu kilku miesięcy lub lat, z pomocą Boga, życzliwej żony oraz odrobiny wysiłku (no dobrze, to będzie największy trud, jaki mieliście okazję podjąć w życiu), wypełnicie w końcu to, czego się podjęliście na ślubnym kobiercu.

Dlaczego? Bo nareszcie zaczniecie robić to, co ślubowaliście, nawet jeśli nie mieliście świadomości, że należy to robić. Jasne?

[1] Max Lucado, God Came Near, deluxe ed., Thomas Nelson, Nashville 2010, 138-139.

Jest to fragment książki:

Doug Fields, 7 sposobów jak zostać jej bohaterem. Bądź mężem, o którym marzy twoja żona

Wydawnictwo: Edycja Świętego Pawła

Książka jest >>TUTAJ<<

Wreszcie książka dla mężczyzn, którą ostatecznie mogą przeczytać kobiety! Autor poradnika w otwarty i szczery sposób przedstawia panom siedem praktycznych wskazówek, dzięki którym małżeństwo i relacja męża z żoną zmienią się na lepsze. I to na pewno! Na końcu książki znajduje się rozdział, który należy przeczytać wspólnie z żoną. A zatem jeśli chcesz zrozumieć proste sposoby mówiące o tym, jak inwestować w małżeństwo, i stać się bohaterem swojej żony, to znajdziesz tutaj doskonały plan!

„Bijące serce wystarczy do tego, żeby się zakochać. Podczas gdy trwanie w tej miłości to już zupełnie inna historia. Tutaj potrzebny jest jakiś plan i pewne wyuczone umiejętności” – pisze Fields.

opr. ac/ac

http://www.katolik.pl/ze-sw–jozefem—zrozumiec-zafascynowanie-jezusa-ojcem,25631,416,cz.html

___________________________________

Papieski kaznodzieja: to nie czas na polemiki

Są jeszcze chrześcijanie, których trzeba przekonać, że wojna religijna między katolikami a protestantami już się zakończyła. Teraz są sprawy ważniejsze niż wojna. Świat bowiem zapomniał o swym Zbawicielu, a my tracimy czas na polemikę – usłyszał dziś Franciszek podczas ostatniego kazania wielkopostnego o. Raniera Cantalamessy.

Papieski kaznodzieja nawiązał do słynnego przypadku z 1974 r., kiedy na jednej z filipińskich wysp natknięto się na japońskiego żołnierza, który wciąż się ukrywał przed wrogimi wojskami i nie chciał uwierzyć, że wojna się zakończyła. Zdaniem włoskiego kapucyna niektórzy chrześcijanie zachowują się dzisiaj jak ów japoński żołnierz.

 

Tym razem tematem wielkopostnego rozważania był soborowy dekret o ekumenizmie Unitatis redintegratio. O. Cantalamessa zaproponował duchową interpretację ekumenicznych wydarzeń minionego półwiecza. Podkreślił, że w dążeniu do jedności pewnych etapów nie da się przeskoczyć. Różnice doktrynalne są faktem i trzeba je rozwiązywać. Jedność sprowadzająca się wyłącznie do wspólnego zaangażowania na polu ewangelizacji i działalności charytatywnej okazała się niewystarczająca już na samym początku ruchu ekumenicznego – przypomniał papieski kaznodzieja.

http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,25438,papieski-kaznodzieja-to-nie-czas-na-polemiki.html

___________________________________

Trzy pułapki wynikające z kompleksów

2ryby

Rzut oka na którykolwiek z tak zwanych magazynów dla kobiet pokazuje, jak to funkcjonuje. Wprowadźmy tu najpierw różnicę między ogłoszeniami a komentarzami redakcyjnymi. Ogłoszenia są czasowo skoordynowane z najnowszymi konstatacjami nauki i mówią nam o potędze genów.

Brzmi to mniej więcej tak: “Wykorzystaj moc swoich genów”. Po tym tytule następuje tekst zawierający pokusę, której żadna czytelniczka powyżej 25 roku życia z pewnością się nie oprze: “Chętnie cofnęłabyś czas? Nic prostszego! Zainspirowana przez badania genetyczne (tu następuje nazwa firmy) wyprodukowała środek Anti-Aging YOUTHCODE, który intensywnie pobudza zdolność regeneracyjną komórek. Ten rewolucyjny produkt przetestowało 100 czytelniczek: 9 na 10 z nich było zachwyconych!”. Ten, kto teraz wygląda jeszcze staro, jest sam sobie winien. Rewolucja i nauka zawarły tu skuteczne w 90 procentach partnerstwo. Teksty takie trzeba czytać powoli i głośno, aby zdać sobie sprawę z siły ich działania, a zarazem śmieszności.
Teksty ukryte pod nazwą komentarzy redakcyjnych są w zasadzie skonstruowane podobnie. Pewne różnice wynikają stąd, do jakiego kręgu czytelników pismo jest adresowane. Umysły raczej proste można fascynować rewelacyjnymi odkryciami uzbeckich dermatologów, osoby wykształcone mogą odnieść się do nich nieco krytycznie. Uświadomiły sobie bowiem z czasem, że istnieją doradcy dobrzy i źli, i nie dają się wziąć na lep każdej krzykliwie nachalnej reklamie. Również tutaj dowodu wysokiej jakości produktu dostarcza nauka. Wygląda to tak, że w zachwalającym tekście czytamy: “Chcesz się zdobyć na coś więcej, byle tylko nie wymagało to zbytnich kosztów? Otóż mamy coś dla Ciebie: 13 metod, które przyniosą Ci szczęście, sukces, zdolność do nawiązywania relacji – i to po części w czasie nie przekraczającym 60 sekund”. Po tej zapowiedzi, w której prześwituje wizja Nagrody Nobla, następuje tekst swoiście krytyczny: “Richard Wiseman miał już tego dosyć. Na słowa »doradca życiowy« i »bestseller w dziedzinie pomocy samemu sobie« reagował wręcz alergicznie.

 

Obiecywać gwiazdkę z nieba (więcej szczęścia, więcej sukcesu, dozgonną miłość), nie mając po temu żadnych naukowych podstaw! Wiseman postanowił zabrać się do tego sam. I tak ten amerykański psycholog przeorał tysiące behawiorystycznych studiów powstałych na renomowanych uniwersytetach. A oto zdumiewający efekt, który Wiseman zawarł w książce zatytułowanej »Jak zmienisz swoje życie w ciągu 60 sekund«. Obiecuje w niej: Jeśli będziesz przestrzegać tych wskazówek opartych na nauce, zawierających szereg prostych technik, uczynią Cię one innym człowiekiem. No, można zaczynać?”. Tym, czego pan Wiseman w sposób oczywisty nie ma w swoim programie, jest 60 sekund kursu językowego dla redaktorek owego czasopisma.
Na poprzedniej stronie znajduje się wywiad z badaczem osobowości z jakiegoś szwajcarskiego uniwersytetu, który wytłumaczy czytelniczkom, jak mogą zmienić swój charakter, aby doznawać większego zadowolenia z życia.
Te mniej lub bardziej dowolnie wybrane przykłady pokazują, jak powołanie się na ekspertów, naukę i badania służy do szafowania najbardziej niewiarygodnymi obietnicami. Wyobraźmy sobie, że ktoś twierdzi, iż jego sąsiad albo jego fryzjer odkrył metodę, która pozwoli w czasie krótszym niż 60 sekund odmienić własne życie. Prawdopodobnie jedynym wiarygodnym sposobem spełnienia tej obietnicy byłby skok z wieżowca – niezawodna, ale niezbyt atrakcyjna droga do trwałej zmiany życia z przekraczającym 90 procent prawdopodobieństwem. Nauka daje tutaj ramy, w których można prezentować najrozmaitsze oferty.
Wspólnym mianownikiem wszystkich tych obietnic jest panowanie nad własnym “ja”. Mogę sam ukształtować siebie według swoich jakoby własnych wyobrażeń, nadać swemu życiu nowy kierunek, sprawić, że z mojej twarzy znikną zmarszczki i pokonać cielesne ułomności. Nauka, traktowana tu jako coś w rodzaju współczesnej formy magii, stanowi siłę, która ma umożliwić ludziom, tutaj zwłaszcza kobietom, pokonanie natury, wstrzymanie biegu losu, odrzucenie ciężaru przeszłości. Któż nie kupiłby kremu do wcierania w skórę, którego skuteczność poręcza swoją powagą formuła naukowa?
Wszelako rzut oka na odpowiednie półki drogerii i perfumerii w ramach naszego małego zwiadu na rynku ukazuje tendencję pozornie przeciwną. Tutaj z opakowań i plakatów reklamowych spogląda na nas często Hildegarda z Bingen i widnieją imiona innych, mniej znanych sióstr i braci zakonnych. Boom Hildegardy w dziedzinie dbałości o jakość życia, od kosmetyki po oczyszczanie jelita i poczucie szczęścia, daje asumpt do refleksji. Co łączy reklamę, odwołującą się do nauki, ze strategią sprzedaży opartą w gruncie rzeczy na motywach religijnych, albo co je od siebie różni? Ostatecznie chodzi o zaufanie – o zaufanie do autorytetu, odporne na wszelką krytykę i argumenty rozumowe.
Stara religijna formuła wiary: credo quia absurdum, wierzę, bo jest to absurdalne, a tym samym niedostępne racjonalnemu wytłumaczeniu, podbudowuje każdą choćby najbardziej absurdalną obietnicę wiecznej piękności, młodości i wolności od zmarszczek grubą warstwą cementu prawdy. Quasi-religijna postawa, że należy w pewne rzeczy wierzyć, nie rozumiejąc ich, znamionuje stosunek zwykłego śmiertelnika nie tylko do jego religii, ale także do nauki czy ogólnie do wiedzy eksperckiej. Nie na próżno język potoczny zna zarazem pogardliwe, jak i pełne respektu sformułowanie “bogowie w bieli” na określenie niedostępnych w swojej wszechmocy lekarzy w białych kitlach. Cokolwiek oferuje się człowiekowi, musi temu uwierzyć, skoro pochodzi to albo z zaświatów, albo z laboratoriów i instytutów badawczych. Jedne i drugie są dla zwykłego śmiertelnika czymś niedostępnym, a mądrość, jaka stamtąd kapie na laików, jest manną dla zatroskanego o siebie współczesnego człowieka, głównie zaś – wyszliśmy od tematu kosmetyki i piękności -dla zatroskanej o siebie współczesnej kobiety. Cóż bowiem można zobaczyć bardziej zatroskanego niż kobietę przed lustrem, która swoje odbicie porównuje z upiększonymi przez fotografa wizerunkami na reklamowych folderach.
W miarę wzrostu tego zatroskania wzrasta też pragnienie klarowności i wiary. Im mniej wiem o właściwym sposobie wychowywania dzieci, odżywiania się, dbałości o zdrowie, wyborze partnera, zawodu i mieszkania, tym bardziej zdaję się na ocenę tych, którzy twierdzą, że na podstawie “wyższej wiedzy” mogą rozwiać moje wątpliwości. Zdaję się na nich, ponieważ im wierzę, a wierzę im, ponieważ przedstawiają się oni jako autorytet, którego nie mogę zweryfikować. Ten klasycznie religijny motyw można dostrzec w wierze w naukę. To, co mi zaleca ekspert naukowy jako rozwiązanie problemu, z którym mój własny potencjał intelektualny nie może sobie poradzić, pomaga mi. Jeśli zrobię to, co mi się zaleca, nastąpią skutki pozytywne albo przynajmniej uniknę skutków negatywnych, których się obawiam. Ponadto pojawi się niebagatelny efekt odciążający. Mglistą niepewność, dręczące wątpliwości, naglącą potrzebę decyzji w takiej czy innej sprawie zastąpi dzięki orzeczeniu autorytetu jasny obraz: Zrób tak, a będzie dobrze! Rady takie, zbudowane według modelu ojcowskiego autorytetu, przywracają dzisiejszego człowieka, który znalazł się na ontologicznej huśtawce, na drogę cnoty.
Ten psychologiczny mechanizm rozwija się według pewnej gradacji. Jak widzieliśmy, obok każdego eksperta pojawia się wkrótce kontrekspert. Science wars, wojny naukowe, toczone w wieży z kości słoniowej, docierają też kiedyś w rozcieńczonej formie do zwykłej publiczności. Wtedy linie frontu nie przebiegają już jednak między konkurującymi w łonie nauki metodami, teoriami i propozycjami interpretacyjnymi, lecz przeważnie między nauką a anty-nauką, która ze swej strony pojawia się jako lepsza i wyższa forma wiedzy. Krytyka miesza często argumenty natury moralnej i techniczno-naukowej i dochodzi często do przedziwnych debat, w których protagoniści – dzięki internetowi – mogą poprzez kapilary forów i blogów rozpowszechniać na cały świat największe głupstwa.

http://www.deon.pl/inteligentne-zycie/psychologia-na-co-dzien/art,515,dlaczego-kobietami-tak-latwo-sie-manipuluje.html

_________________________________________________________________________________________________

O autorze: Słowo Boże na dziś