Ciągle zajmuje się nim bardzo wąskie grono tych samych osób, które powtarzają dwa, zresztą przekręcone, zdania z nauczania Jana Pawła II.
– podsumował prowadzony w polskim Kościele „dialog katolicko-żydowski” ks. prof. Waldemar Chrostowski
Wybitny polski biblista, przy okazji swoich 75 urodzin, udzielił wywiadu Katolickiej Agencji Informacyjnej, opowiadając o swoich doświadczeniach związanych z badaniem Pisma Świętego. Mówił m.in. o podejściu do brutalnych scen Starego Testamentu.
– „Wydawało się do niedawna, że można na to odpowiedzieć tak: w takich przypadkach mamy do czynienia ze starożytnymi realiami, starożytną mentalnością, z uwarunkowaniami, które należą do przeszłości i że pod tym względem Izraelici byli podobni do sąsiednich ludów i narodów. Można też było wybrać inną wykładnię i upatrywać w Kananejczykach – tak, jak to robili ojcowie Kościoła odczytując te teksty na sposób duchowy – grzechów i słabości, które trzeba skutecznie przezwyciężać”.
– „Ale w ostatnich latach moje spojrzenie się zmieniło. Stało się to pod wpływem tego, czego Izrael dopuszcza się w Strefie Gazy i na terytorium Autonomii Palestyńskiej oraz jak zachowuje się wobec swoich bliższych i dalszych sąsiadów. Obecnie nie można powiedzieć, że interpretacja, która dotychczas wiązana z tymi księgami, powinna mieć wymiar czysto historyczny. Do Izraela przybywają bowiem ze Stanów Zjednoczonych i z Europy Zachodniej tysiące żydowskich osadników, którzy, tak samo jak wielu miejscowych Żydów, biorą do ręki Księgę Jozuego i Księgę Sędziów i traktują Palestyńczyków tak, jak w starożytności traktowano Kananejczyków, Amalekitów i innych”.
Dlatego tak dużym wyzwaniem jest lektura tych ksiąg dla chrześcijan żyjących w Palestynie.
– „To jest wyzwanie, na które trzeba znaleźć uczciwą i rzetelną odpowiedź, ale – mówię to z dużym smutkiem – Kościół katolicki tej odpowiedzi nie szuka. To pytanie nie pojawia się ani nie jest podejmowane w przestrzeni teologicznej. Uważam, że dzieje się to z wielką szkodą, po pierwsze, dla mieszkających tam ludzi, a po drugie, dla Pisma Świętego”≥
Red. Tomasz Królak dopytywał ks. Chrostowskiego, dlaczego w jego ocenie Kościół nie podejmuje się tego wyzwania.
– „Dlatego, że obawia się zarzutu antysemityzmu. Lęk przed tym zarzutem dosłownie paraliżuje oraz odbiera zdrowy rozum i rozsądek – stwierdził biblista.
Czym jest judaizm rabiniczny?
Ks. Chrostowski w rozmowie z KAI mówił również o relacjach chrześcijan z wyznawcami judaizmu przypominając, że współczesny, rabiniczny judaizm powstał jako reakcja na nauczanie Jezusa.
– „Sprzeciw i wrogość wobec Jezusa pojawiły się za Jego życia i skumulowały w skazaniu Go na śmierć. W wydarzeniach, które zdecydowały o Jego losie, uczestniczyli przede wszystkim członkowie własnego narodu, czyli Żydzi, a na drugim planie Rzymianie. Po pojmaniu Jezusa nastąpiło sprytne przeniesienie perspektywy religijnej u Kajfasza i przed Sanhedrynem na perspektywę polityczną u Piłata, co zresztą będzie się powtarzało do naszych czasów. Tak więc to są korzenie judaizmu rabinicznego, który w znacznej mierze wyrósł ze stronnictwa czy ugrupowania, które otrzymało nazwę faryzeuszy”.
Mówiąc o prowadzonym w Polsce dialogu Kościoła z judaizmem stwierdził, że „trwa i nasila się parodia dialogu”.
– „Ciągle zajmuje się nim bardzo wąskie grono tych samych osób, które powtarzają dwa, zresztą przekręcone, zdania z nauczania Jana Pawła II”.
Uczony wskazał na nazwanie Żydów przez św. Jana Pawła II „naszymi braćmi umiłowanymi i – można powiedzieć – w pewien sposób naszymi starszymi braćmi”.
– „W polskiej wersji zamieszczonej w L’Osservatore Romano zabrakło wyrażenia w pewien sposób i mimo licznych sprostowań nie przyjmuje się go do wiadomości. Wskutek tego wymawia się nam, że Jan Paweł II nazwał Żydów rabinicznych naszymi starszymi braćmi”.
– „Wiernych, którzy stanowili biblijny Izrael, traktujemy jako naszych ojców w wierze. Trzeba podkreślić, że pod koniec ery przedchrześcijańskiej byli wśród nich nie tylko Żydzi, lecz także prozelici i bojący się Boga. Jedni i drudzy wywodzili się spośród pogan. Właśnie na takim gruncie wyrosły dwie zbratane religie: chrześcijaństwo i judaizm rabiniczny (istnieją też inne odmiany judaizmu, jak karaimowie). Jest to jednak braterstwo szczególnego rodzaju, bo przez wieki współpracowaliśmy ze sobą we wzajemnym oddalaniu się od siebie. Wyznawcy judaizmu są naszymi braćmi, ale byłoby dobrze, gdyby i oni to braterstwo uznali”.
Teolog zwrócił uwagę na „ogromny potencjał antychrześcijańskości” w judaizmie rabinicznym podkreślając, że „przez te kilkadziesiąt lat dialogu zrobiono bardzo mało, aby tę sytuację zmienić”.
Zaznaczył, że problemem nie są sami Żydzi, bo „problem z tym, co jest nazywane dialogiem, istnieje w Kościele”.
– „Przez długie lata, które upłynęły od soborowej deklaracji Nostra aetate, nie udało się wypracować w Polsce żadnego pogłębionego spojrzenia na ten dokument, tylko wciąż powtarza się te same zdania, a także – najczęściej przekręcone – wspomniane sformułowanie Jana Pawła II. Bo co to znaczy deklarowanie, że Żydzi rabiniczni są naszymi starszymi braćmi w wierze? To znaczy, że, mówiąc dosadnie, rezygnujemy z Nowego Testamentu; uznajemy, że jedynymi kontynuatorami i spadkobiercami Starego Testamentu są Żydzi, a my się tam tylko na jakimś etapie podłączyliśmy”.
To nieprawda, bo – jak przypomina ks. Chrostowski – otrzymali Stary Testament nie od rabinicznego judaizmu, a od Jezusa i apostolskiego Kościoła.
Co się stało z Dniem Judaizmu?
Ks. Chrostowski mówił również o „degrengoladzie” obchodzonego w Polsce Dnia Judaizmu, który pierwotnie miał być okazją do opowiedzenia katolickiej teologii judaizmu.
– „Po dobrym początku od około 20 lat w Dni Judaizmu dominuje perspektywa historyczna, bardzo często upraszczana i wypaczana, oraz ponawiane zmuszanie katolików i Polaków do nieustannego bicia się w piersi”.
Zauważył, że na prowadzony w Polsce dialog katolicko-żydowski nie wpłynął sposób, w jaki Izrael traktuje w ostatnich latach mieszkańców Gazy i Autonomii Palestyńskiej.
– „Mało tego, niektórzy jego przedstawiciele mówią, że trzeba zdecydowanie odróżnić perspektywę religijną od perspektywy politycznej. Twierdzą: my zajmujemy się tym, co religijne, natomiast tym, co polityczne nie. Ale przecież ludobójcza polityka prowadzona przez Izrael wobec ludności arabskiej, muzułmańskiej i chrześcijańskiej, ma podtekst i uzasadnienie religijne. W styczniu tego roku na centralnych obchodach Dnia Judaizmu, w Płocku, obecny był ambasador Izraela. Czy to jest perspektywa religijna czy polityczna? To wszystko daje do myślenia, ale jest wypierane ze społecznej świadomości”.
W przekonaniu uczonego, w Kościele „nie ma rzetelnego spojrzenia na relacje z Żydami i judaizmem ani szczerej rozmowy na ten temat”.
– „Odnoszę wrażenie, że ludzie, którzy tym się zajmują, z jakichś sobie tylko wiadomych powodów, chcą podobać się Żydom i mają z tego tytułu pewne profity przynajmniej w ich subiektywnym odczuciu to są profity – ocenił.
dakowski.pl/kak/KAI, Fronda.pl/

Czy przeniesienie perspektywy religijnej na perspektywę polityczną nie polega też na upolitycznieniu, ideologizacji zachowań moralnych? Wierności dekalogowi, wierność prawdzie nazywa się antysemityzmem, polityczną wrogością, atakiem na bezpieczeństwo, mową nienawiści zgodnie z zasadami czegoś, co jeszcze do dziś jest nazywane “polityczną poprawnością”.
“Czy przeniesienie perspektywy religijnej na perspektywę polityczną nie polega też na upolitycznieniu, ideologizacji zachowań moralnych?”
Brawo za to demaskatorskie pytanie merytoryczne.
“Wierności dekalogowi, wierność prawdzie nazywa się antysemityzmem, polityczną wrogością, atakiem na bezpieczeństwo, mową nienawiści zgodnie z zasadami czegoś, co jeszcze do dziś jest nazywane “polityczną poprawnością””.
– A to, to już skutek tej “politycznej poprawności”.
To dlatego:
– Wierność dekalogowi;
– wierność prawdzie;
– – nazywa się tutaj antysemityzmem, polityczną wrogością, atakiem na bezpieczeństwo, mową nienawiści, że “polityczna poprawność” to ideologia;
– – – na szczególnie zakłamany i manipulatorski sposób podszywająca się pod ideę religijną w przekonaniu (błędnym) że z tej pozycji usprawiedliwioną będzie jej niemoralność czy antyczłowieczeństwo.
Mamy tutaj też dobitny przykład jak to przeniesienie perspektywy religijnej na perspektywę polityczną buduje “w pewien sposób” równość obu perspektyw.
Ten “pewien sposób” to filozofia, a ona odniesiona do polityki owocuje ideologiami.
To “w pewien sposób” oznacza że wymagania typowe dla ideologii będą jednostronne i zawyżone w wymaganiach do bycia ideałem, doskonałością, przy czym ta strona wymagająca już sama będzie uzurpowała sobie stan realnego już bycia ideałem i doskonałością;
– i że jednocześnie ta strona wymagająca gdzieś ukryła zarówno fakt, że już wkroczyła na drogę budowy utopii, czyli czegoś, co w świecie realnym nigdy nie może zaistnieć ze względu na jej naturę;
– oraz to że wynosząc wartość niższego rzędu” (ideologię) nad wartość wyższego rzędu (religię) głosi już “satanistyczną odwrotkę” i jednocześnie ideologię satanizmu czyli antyczłowieczeństwa, co odbiera jej jakkolwiek mandat do stawiania wymagań komukolwiek;
– – a zwłaszcza do obrony jej jako satanistycznej i antyludzkiej przed kimkolwiek, bo sama sobie wybudowała reakcję normalnych ludzi, ich wspólnot ducha i społeczności ideowych w postaci realnej konieczności podjęcia obrony koniecznej i ponadto zabezpieczenia się przed możliwymi przyszłymi uroszczeniami i uzurpacjami.
Ciekawy komentarz popełniła Maria, którego treść wraz z moją odpowiedzią zazębiają się o omawiane kwestie.
Moja odpowiedź:
Ta kwestia najlepiej jest “omówiona” w Piśmie Świętym przez Chrystusa i Ewangelistów – kwestia o ludziach, “którzy nie wiedzą, co czynią” oraz o tych, którzy doskonale wiedzą, co czynią, których ojcem jest diabeł.
Inny punkt wiedzenia wynikający z innego światopoglądu, innej religii lub ideologii nie powinien nas w ogóle interesować. Jest to domena prof. Diabelskiego w rożnych wcieleniach z jego relatywizmem, który prowadzi do psucia prawa i demoralizacji, a tym samym do zła.
Możemy Najwyżej realizować wezwanie Chrystusa, aby nawracać inne narody – w tym duchu, ale nie oznacza to prowadzenia dialogu.
Już pojawiła się “konstruktywna krytyka”, która za podstawę przyjmuje “dorobek” SV II i posoborowia. Polemika wyszła z ust niejakiego Andrzeja Perzyńskiego, tytułowanego profesorem, pseudonim estradowy “Ksiądz”
“Ostry spór teologiczny po wywiadzie dla KAI. Krytyka tez ks. Waldemara Chrostowskiego
Od jakiegoś czasu w Kościele katolickim w Polsce mocno akcentowa jest dyskusja wokół dialogu chrześcijańsko-żydowskiego. Jednym z jej elementów stał się wywiad ks. prof. Waldemara Chrostowskiego udzielony Katolickiej Agencji Informacyjnej, w którym padły ostre oceny dotyczące relacji Kościoła z judaizmem. Zdecydowaną polemikę z tymi tezami przedstawił ks. prof. Andrzej Perzyński.
Zdaniem ks. Perzyńskiego wypowiedzi ks. Chrostowskiego wykraczają poza ramy dopuszczalnej debaty teologicznej i pozostają w wyraźnym napięciu z oficjalnym nauczaniem Kościoła po Soborze Watykańskim II. Szczególne kontrowersje wzbudziło określenie dialogu chrześcijańsko-żydowskiego w Polsce mianem „parodii”, co – jak podkreśla teolog – narusza elementarne zasady rzetelności naukowej i kultury dialogu.
Sednem sporu jest kwestia trwałości Przymierza Boga z Izraelem oraz ocena współczesnego judaizmu. Ks. Perzyński wskazuje, że sugerowanie przez ks. Chrostowskiego, iż judaizm rabiniczny jest jedynie reakcją przeciw Chrystusowi, stoi w sprzeczności z nauczaniem św. Jana Pawła II, Katechizmem Kościoła Katolickiego oraz dokumentami Stolicy Apostolskiej. Przypomina, że Kościół jednoznacznie naucza, iż Bóg nie cofnął swoich obietnic, a wiara żydowska pozostaje odpowiedzią na Boże Objawienie.
Kolejnym punktem zapalnym jest interpretacja Pisma Świętego. Ks. Perzyński odrzuca tezę, jakoby chrześcijaństwo nie było zakorzenione w żydowskiej tradycji biblijnej, podkreślając, że zarówno judaizm rabiniczny, jak i chrześcijaństwo wyrosły z tego samego dziedzictwa po zburzeniu Drugiej Świątyni. Jego zdaniem negowanie tego faktu oznacza powrót do odrzuconej przez Kościół teologii zastąpienia.
Autor polemiki ostrzega również przed językiem, który – zamiast sprzyjać dialogowi – prowadzi do jego delegitymizacji i personalnych oskarżeń wobec osób zaangażowanych w relacje chrześcijańsko-żydowskie. W jego ocenie nie jest to jedynie spór o styl wypowiedzi, lecz zasadnicze pytanie o wierność Magisterium Kościoła i posoborowej drodze dialogu.
W tym miejscy warto przypomnieć deklarację soborową „Nostra aetate” z 1965 roku, która stanowi jeden z najważniejszych dokumentów Kościoła katolickiego regulujących relacje z religiami niechrześcijańskimi oraz m.in. z judaizmem. Dokument ten podkreśla duchową więź łączącą chrześcijan z narodem żydowskim, przypominając o wspólnym dziedzictwie Objawienia oraz o trwałości Bożych obietnic danych Izraelowi. Kościół jednoznacznie odrzuca w nim wszelkie formy antysemityzmu i zachęca do wzajemnego poznania, szacunku oraz dialogu, który ma charakter teologiczny, duszpasterski i historyczny. „Nostra aetate” nie jest jednak traktatem dogmatycznym, lecz deklaracją pastoralną, wskazującą kierunek relacji i język, jakim Kościół powinien się posługiwać wobec judaizmu po doświadczeniach XX wieku.
Równocześnie Magisterium Kościoła konsekwentnie przypomina, że dialog międzyreligijny nie może prowadzić do relatywizacji wiary chrześcijańskiej. Wyraźnie akcentuje to deklaracja „Dominus Iesus”, ogłoszona w 2000 roku przez Kongregację Nauki Wiary za pontyfikatu św. Jana Pawła II. Dokument ten potwierdza centralną prawdę chrześcijaństwa: jedyność i powszechność zbawczej misji Jezusa Chrystusa oraz wyjątkową rolę Kościoła jako sakramentu zbawienia. „Dominus Iesus” jasno rozróżnia dialog – oparty na szacunku i prawdzie – od misji ewangelizacyjnej, która pozostaje nieodwołalnym zadaniem Kościoła.
W odniesieniu do judaizmu Kościół uznaje jego szczególną pozycję wynikającą z Objawienia Starego Przymierza, jednocześnie nie ukrywając zasadniczej różnicy teologicznej: judaizm nie uznaje Jezusa z Nazaretu za Syna Bożego i Mesjasza. Jak podkreślają liczni uznani bibliści i teologowie katoliccy, m.in. kardynał Joseph Ratzinger, o. Jean-Miguel Garrigues OP czy o. John T. Pawlikowski OSM, napięcie to nie jest błędem dialogu, lecz jego obiektywnym punktem wyjścia. Dialog chrześcijańsko-żydowski nie polega na znoszeniu różnic, lecz na uczciwym ich uznaniu przy jednoczesnym poszanowaniu tożsamości obu stron.
Zarówno „Nostra aetate”, jak i „Dominus Iesus” tworzą więc spójną całość: pierwszy dokument otwiera przestrzeń spotkania i dialogu, drugi strzeże granic wiary i chrystologicznego centrum chrześcijaństwa. W oficjalnym nauczaniu Kościoła nie ma sprzeczności między szacunkiem wobec judaizmu a wyznaniem wiary w Jezusa Chrystusa jako jedynego Zbawiciela. To napięcie – jak wielokrotnie podkreślali papieże od Soboru Watykańskiego II – należy do samej istoty dialogu prowadzonego w prawdzie.”
https://fronda.pl/a/Ostry-spor-teologiczny-po-wywiadzie-dla-KAI-Krytyka-tez-ks-Waldemara-Chrostowskiego,251912.html
Dorobek Soboru WII i “posoborowia”, a widać to po owocach, jest heretycki. Stąd powoływanie się na to wyklucza z poważnej dyskusji.
Św. Paweł pisał o Żydach:
Nikt temu nie zaprzecza, ale warunkiem jest “jeżeli nie będą trwali w niewierze”
Powoływanie się na “kulturę dialogu” w parodii dialogu podczas dialogu z przedstawicielami religii antychrysta jest hucpą.
Św. Jan mówił wyraźnie:
Nikt nie broni ks. Perzyńskiemu zmienić wyznanie, ale tolerancji dla swoich bredni nie powinien oczekiwać, przynajmniej wśród katolików.
Już pojawiła się “konstruktywna krytyka”, która za podstawę przyjmuje “dorobek” SV II i posoborowia.
Jeżeli mamy prowadzić dialog międzyreligijny dotyczący dwóch objawień Bożych to oczywistym jest że drugie objawienie jest ważniejsze, a więc to to co określa ST ma tylko o tyle znaczenia jeżeli wspiera to, co zostało objawione w NT. – Do tego sprawy ST należy rozumieć w świetle NT.
W świetle powyższego wszelkie inne „dorobki”, w tym SV II i posoborowia nie mają znaczenia dla spraw doktrynalnych, a związane z nimi narracje mają tylko znaczenie manipulatorskie i oszukańcze.
Zdaniem ks. Perzyńskiego wypowiedzi ks. Chrostowskiego wykraczają poza ramy dopuszczalnej debaty teologicznej
Dokąd są merytoryczne, nie wykraczają.
Ideologia poprawności politycznej odniesiona do spraw teologii to wyniesienie wartości niższego rzędu nad wartość wyższego rzędu to „satanistyczna odwrotka”, która wprost skutkuje ideologią satanizmu, gdy praktyka tej zostanie zaakceptowana choćby biernością, skutkuje satanizmem, a więc i antyczłowieczeństwem.
Nazywanie nieżydów gojami jest takim właśnie aktem satanizmu i antyczłowieczeństwa.
A gdzie dzisiaj znaleźć innych Żydów jak tamudyczni (to Talmud wprowadził pojęcie „goja”, i talmudyści wciąż mają go w użyciu)? – Talmudyści, a więc historyczni i duchowi spadkobiercy biblijnych faryzeuszy.
Z kim więc miałaby być ta debata?
Judaizm nie uznaje Jezusa z Nazaretu za Syna Bożego i Mesjasza.
No to o czym chce rozmawiać, skoro na wstępie wierzga przeciw rzeczywistości jedynej wiary i odrzuca płaszczyznę ewentualnego dialogu, oraz możliwy jego wspólny cel, choć w pokojowej koegzystencji między religiami?
– Przecież bez wiary której religia jest sposobem wyznawania, same religie są pustymi pojęciami, religiami mogą być tu nazywane nawet ideologie.
…W oficjalnym nauczaniu Kościoła nie ma sprzeczności między szacunkiem wobec judaizmu a wyznaniem wiary w Jezusa Chrystusa jako jedynego Zbawiciela.
Słowo „szacunek” w tym przypadku wymagałoby uzgodnionego precyzyjnego zdefiniowania, bo on jest łaską, i to łaską warunkową a wygląda na to że tutaj idzie o bezwarunkowość. – Bez tego zdefiniowania zaś okazanie szacunku może być aktem poprawności politycznej, czyli wejściem w postawę uniżenia wobec władzy „jaka by nie była”, a więc i otwarciem drogi pod satanizm skierowany przeciw tym „uniżonym”.
Dialog chrześcijańsko-żydowski nie polega na znoszeniu różnic, lecz na uczciwym ich uznaniu przy jednoczesnym poszanowaniu tożsamości obu stron.
No to od kiedy się zacznie taki dialog, i po co go w takim razie zaczynać?
Poza tym nic z tego nie wyjdzie bo dialog wymaga wspólnych płaszczyzny duchowej, pokory wobec prawdy jedynej i woli dojścia u celu do uzgodnienia racji merytorycznych, oraz
– uzgodnienia gwarancji, że uzgodnienia będą dotrzymane;
– a także wymaga argumentów merytorycznych niczym nie ograniczonych, a nie jakiejś wzajemnej poprawności politycznej i odwoływania się do emocji czy względów na osoby.
Ponadto dialog wymaga wykluczenia z niego wszelkiego typu szowinistów od chwili ich rozpoznania, bo ci swoje decyzje już podjęli i dialogu, a tym bardziej zobowiązań, obietnic i choćby najświętszych przysiąg, nie będą traktowali poważnie.
– Albo będą sobie z niego robili kpiny aż stanie się parodią, albo będą pozorowali rozmowy do czasu aż znajdą miejsca w drugiej stronie dialogu w które szczególnie dotkliwie będą ją mogli uderzyć podczas zamierzanej agresji.
– – A jak szowinistów to i tym bardziej syjonistów dowolnej ideologii, bo syjonizmy, których może być tyle ile ideologii to nic innego jak ideologia wsparta postawą szowinizmu obiecującą ekspansjonizm.
– Do tego szowinizmy, czy syjonizmy na pewno nie są w stanie szanować drugiej strony dialogu.