Prezydent przemawia na Jasnej Górze 10 stycznia 2026

Piękne i szczerze katolickie w duchu przemówienie Prezydenta Karola Nawrockiego, wygłoszone po Mszy św. w Kaplicy Cudownego Obrazu do tłumnie zgromadzonych na błoniach, mimo mrozu i śniegu,  uczestników 18 Pielgrzymki Kibiców na Jasną Górę.

To widać i czuć w każdym jego słowie, w żarze narracji, w spojrzeniach pełnych prostoty i męstwa, że ten człowiek w tej chwili nie kłamie. Jego wiara jest szczera i głęboka. Możemy tylko cieszyć się, że takiego prezydenta mamy na ten straszny mroczny czas, gdy smród moralnej zgnilizny zaczyna dusić Polskę, a z nor, lochów, dziupli wypełzają legiony demonów, karłów, gnomów i wiedźm z piekła rodem,  przebrane za “rządzących Polską” i “elity intelektualne” narodu.

Takie słowa jak te, dziś posłane w świat spod stóp Królowej Polski, budzą otuchę i wiarę, że nie przegramy. Że coś tli się wciąż w Polakach –  choć nie jest to już tamten płomień miłości Ojczyzny i wiary, jaki buchał z dumnej Polski w minionych dekadach czy wiekach, obejmując cały kraj, wszystkich jego mieszkańców a nawet świat. Jest to dziś raczej dym niespotykanego w dziejach złodziejstwa, fałszu i zbrodni na najmniejszych, kłębiący się na polskim niebie, choć przez cały czas tlą się przecież pod nim  żagwie, które starczy podtrzymywać, by buchnęły ogniem w chwil wyznaczonej przez Boga w Jego Świętym Planie.

Trzeba więc modlić się, aby Prezydent w swych decyzjach wypełniał Wolę Bożą.

Aby nie osłabł w  wierze i doprowadził nas wreszcie do chwili wielkiej, uroczystej Intronizacji Chrystusa Na Króla Polski.

Bo przecież trzeba dodać rzecz smutną. Jaki w nas ból powoduje każda sprzeczna z tym duchem decyzja Prezydenta.  Prawie jednocześnie z pięknymi słowami, jakie dziś brzmiały z jego ust na Jasnej Górze, podpisał wcześniej w Warszawie ustawę o nadal rozwijanej “pomocy Ukrainie” – oznaczającą kolejne złupienie z nas miliardów złotych, obiecanych błaznowi kijowskiemu przez tfuska. Teraz, gdy rozpada się Narodowy Fundusz Zdrowia, gdy polscy rolnicy zamarzają w swych ciągnikach, bo nie wpuszczeni do stolicy by mogli protestować i walczyć o swój chleb codzienny, który im Polska, godząc się na Mercosur, odbiera…

Widać ćwiek pisowski, głęboko wciąż wbity w mózg Prezydenta. Ta jego fanatyczna pisowska rusofobia, ten pisowski, służalczy, zaślepiający go proamerykanizm, ci doradcy, a przynajmniej niektórzy z  nich, otrzymani w spadku po Dudzie… Nie znamy ukrytych mrocznych faktów, kulis prezydenckiej codzienności, telefonów, nacisków wykrzywiających jego zazwyczaj proste ścieżki… Ufajmy, że stopniowo i z Bożą pomocą będzie wyzwalał się z tego, zanim Polska zginie.

O autorze: pokutujący łotr